K.A. Tucker „Pięć sposobów na upadek”. Kiedy możesz coś zmienić, ale nie chcesz tego robić.

a8614791b2
Tytuł: Pięć sposobów na upadek
Autor: K. A. Tucker
Ilość stron: 539
Wydawnictwo: Filia

Czy wam też wydaje się, że popełnianie życiowych błędów powinno być sportem? Takiego zdania jest również Reese Mackay. Dziewczyna popełniła już tyle błędów w swoim dwudziestokilkuletnim życiu, że wie o nich praktycznie wszystko. Kiedy jej krótkotrwałe, niesamowicie gwałtowne małżeństwo kończy się złamanym serce, dochodzi do wniosku, że przyszedł czas na zmiany. Bo najlepiej tak walczyć z przeszłością. Przeprowadza się do Miami, które wybrała na miejsce swojego nowego startu i w zasadzie wszystko układa się całkiem dobrze, gdyby nie upokorzenie jakiego doznała podczas jednonocnej przygody w Gancun z blond ochroniarzem imieniem Ben – o ile dobrze je zapamiętała. Na szczęście udało się jej wsiąść do samolotu i zostawić za sobą tę katastrofę…

Sportowe stypendium i szalone imprezy z seksownymi laskami, to część plany czarującego Bena Morrisa, który miał w planach karierę zawodowego Futbolisty. Tymczasem życie to nie bajka i nie wszystko układa się jak powinno. Szczególnie, że w planach Bena nie było miejsca na kontuzję, która całkowicie przekreślała jego plany zawodowe. Na szczęście w przypadku Bena, uroda szła w parze z umysłem i chłopak nie tracąc czasu rozpoczął studia prawnicze. W efekcie po trzech latach ciężkich studiów, pracując jako ochroniarz jest gotów by rozpocząć dorosłe życie. Jednak już pierwszego dnia swojej nowej pracy trafia do biura tej szalonej, seksownej blondynki z farbowanymi końcówkami, którą poznał w Cancun. I o której nie potrafi zapomnieć.
Gdyby Ben miał tyle rozumu co urody wiedziałby ,że należy trzymać się z dala od Reese. Nie dość, że jest pasierbicą szefa, to jeszcze ten dał mu do zrozumienia, że romans biurowy to podstawa do zwolnienia z pracy…problem w tym, że Bena rajcują kłopoty…szczególnie jak podniecające jak Reese.

 

Czwarta z kolei książka K. A. Tucker, z którą mam do czynienia i kolejna, która całkowicie mnie pochłonęła. Reese to pyskata baba, która potrafi sobie poradzić ze złamanym sercem. Lepiej niż z mężem, który okazał się być szują. Autorka doskonale wie jak zagrać na uczuciach czytelnika i jak stworzyć postać, która nie tylko zaskarbi sobie męskie grono – bo jestem niemal pewna, że znajdą się takie pierwiosnki, którzy sięgną po książki K. A. Tucker – , ale i doskonale radzi sobie w momencie kiedy należy stworzyć czarującego, uroczego i gorącego – niestety kontuzjowanego – futbolistę, który bez problemu zdobyłby każdą kobietę. Choć Reese i Ben są całkiem różni i to nie tylko chodzi o wiek, ale i osobowość, to jest między nimi coś takiego, że nie potrafią o sobie zapomnieć. Czytając Pięć sposobów na upadek, miałam wrażenie, że czytam historię idealną na typowy amerykański wyciskacz łez, gdzie ona cierpiała, ale potem zakochała się w nieodpowiednim facecie, który nie tylko jest młodszy, ale i ma swoją historię. Oczywiście, nie karcę, bo książki Tucker uwielbiam. No i podziwiam to z jaką finezją i oddaniem zadaje ból swoim postaciom, żeby potem…sprawić, że czytelnik nie wie co zrobić, bo chce mu się płakać. Szybko, ujmująco, doskonale opisane – nic dodać nic ująć. K. A. Tucker przeszła samą siebie i należą się jej gorące brawa za to jak mnie pokonała – hasacza gardzącego obyczajówkami i romansami. Zostałam kupiona przez autorkę i jej styl, a dodatkowo jeszcze przekonuję się dzięki niej do narracji pierwszoosobowej. Kto czyta hasacza, wie jak bardzo nie lubię takiej narracji. Chociaż już naprzemienne ukazywanie akcji z perspektywy dwóch bądź kilku postaci, całkiem mi nie przeszkadza i jak dla mnie – tylko urozmaica całość. Dlatego gorąco polecam książki K. A. Tucker i uprzedzam wasze pytania – tak, można czytać te książki osobno. Choć jest to seria, nie jest powiązana fabularnie.

Za książkę dziękuję gorąco wydawnictwu Filia.

 

Hasacz.

Reklamy

„Cztery sekundy do stracenia” K. A. Tucker czyli o trzecim tomie z serii Dziesięć płytkich oddechów.

cztery sekundy do stracenia

Tytuł: Cztery sekundy do stracenia
Autor: K.A. Tucker
Ilość stron: 556
Wydawnictwo: Filia

Czasami przychodzi taki czas w życiu każdego człowieka, że rozmyśla i analizuje wszystko to co zrobił, robi i chce zrobić. W przypadku Caina ten moment przemyśleń przyszedł trochę późno. Bo wiecie, prowadzenie klubu ze striptizem nie jest tak fascynujące jak uważa większość facetów – choć fakt, faktem jest bardzo zajmujące. Jednak wiąże się to też z nawiązywaniem znajomości, których normalny człowiek woli unikać. Kiedy większość twoich znajomych powinna przebywać na oddziałach zamkniętych w szpitalach dla umysłowo chorych, policja jest u ciebie codziennie, a twoje godziny pracy ograniczają się do pory nocnej, nie można powiedzieć, że żyjesz dobrze. Jednak trzymając się swoich zadach Cain żyje i pracuje, bo wierzy, że to co robi to swego rodzaju misja życia. Do czasu. Pewnego dnia dziewczyna, która przedstawia się potem jako Charlie Rourke pojawia się w klubie i cały misterny plan bierze w łeb. A to co się dzieje w głowie Caina jest rzadkie, ponieważ jako właściciel takiego, a nie innego klubu, wyzbył się pożądania wobec byle kobiety o nieprzeciętnej urody. Czyżby? Tymczasem Charlie potrzebuje szybkiego zarobku, choć rozbieranie się przed często pijanymi i mniej kulturalnymi „dżentelmenami” nie jest jej wymarzoną pracą. Nie zamierza tu zabawić za długo, ponieważ musi zniknąć. Dziewczyna ucieka przed demonami przeszłości. Choć większość pracownic pragnie usidlić seksownego i troskliwego szefa, Charlie zdaje się w ogóle nie być nim zainteresowana. Prawda jest taka, że Charlie nie istnieje, a dziewczyna podająca się za nią, nie może sobie pozwolić na jakikolwiek romans. Zdaje sobie sprawę, że utrata Caina byłaby najbardziej bolesną z możliwych kar, które na nią czyhają. Bo kto by chciał być z kimś takim? Przecież mężczyzna nie będzie chciał mieć z nią nic wspólnego gdy dowie się w co jest zamieszana.

 
Borze Tucholski dzięki ci za tę część serii Dziesięć Płytkich oddechów! W sumie na tym mogłabym poprzestać pisanie, bo po co pisać więcej? Po co pisać to co każdy? Bo wiadomo, że Cztery sekundy do stracenia to najlepsza część z serii i piszę to z perspektywy osoby, która ma już za sobą Dziesięć płytkich oddechów i Jedno małe kłamstwo. Oczywiście, jeśli zaglądacie do zapowiedzi wydawniczych Filii, wiecie co czeka nas już w styczniu. Premiera ostatniego tomu serii Dziesięć płytkich oddechów. Ale, ale. Skupiamy się na tej części. Tak jak Dziesięć płytkich oddechów było mocne i człowiek nie wiedział co ze sobą zrobić, a Jedno małe kłamstwo sprawiało, że nie wiadomo było czy da się radę przeżyć kolejne książki z tej serii tak w tym przypadku nie mam pytań o nic. Wiem już wszystko i tylko czekam na kolejną część, bo jestem ciekawa jak to wszystko się  zakończy. W tej części mamy dwie główne postacie, które jednocześnie wzbudzają wielką sympatię i sprawiają, że chce się je nienawidzić. Cain – facet z traumatyczną przeszłością, który choć prowadzi niezbyt pochlebny interes, jest troskliwy i miły, dba o swoje „pracownice”, a co więcej poczuwa się do posiadania życiowej misji. Potem pojawia się Charlie, która ucieka przed przeszłością i nie chce się mieszać w nic nowego – tym bardziej w związki. Ale jak to bywa bardzo często w książkach tego typu, wszystko mówi głośne „NOPE!” i dzieje się na przekór postanowieniom bohaterów i z każdą stroną ciągnie ich do siebie coraz mocniej, aż emocje sięgają zenitu i BUM! Lądują w łóżku, wyznają sobie wielką miłość, przysięgają dozgonną wierność i tak dalej – wszystko ładnie i pięknie, ale trochę to oklepane. K. A. Tucker przez to powinna zebrać baty, że się powtarza, że zło i tak dalej. Powinna, ale nie dostanie, bo wszystko to co oklepane jest okraszone taką dawką erotyzmu i burzy wielkiej miłości, że literalnie byłam oszołomiona po zamknięciu książki po godzinie trzeciej nad ranem.

 

Łapiąc oddech, gorąco wam polecam całą serię K. A. Tucker – choć początkowo denerwowało mnie to, że narracja jest pierwszoosobowa, ale da się to przeżyć. Choć w tej części jest dużo erotyzmu i wiele mocnych opisów – polecam każdemu. Jeśli jesteście rodzicami i nie zadowala was to co polecam, spokojnie. Całkowicie was rozumiem, ale tak na zdrowy rozsądek, więcej erotyki jest dostępnej w zwykłych filach i innych książkach, niż u takiej Tucker – zaznaczmy, że nieletnie bimbaski ( przedział 13-15 lat ) już czytują Greya i wypisą Chritian My Bae – dlatego jeśli wasza pociecha chce poczytać K. A. Tucker, nie zabraniajcie jej/ jemu/ im. Z książek tej autorki przynajmniej wyniosą trochę pożytecznych lekcji, niż z ww. Greya.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Filia ❤

 

A wam życzę miłego tygodnia i powodzenia podczas BookAThonu.

 

Hasacz.

K. A. Tucker ” Jedno małe kłamstwo” rzecz o tym, że jednak nie wszystko układa się po naszej myśli.

jedno-male-klamstwo-b-iext26108001
Tytuł: Jedno małe kłamstwo
Autor: K. A. Tucker
Ilość stron: 429
Wydawnictwo: Filia

Livie jest tą bardziej stabilną z sióstr Cleary. Zawsze dążąca do perfekcji, swoją ciężką pracą chce zagłuszyć ból po tragicznym wypadku, w którym straciła swoich rodziców. Desperacko trzyma się ostatnich słów swojego ojca: „Spraw, bym był dumny„. Prawda jest taka, że dopiero popełnione przez nią błędy, uświadamiają ją kim tak naprawdę jest. Czego powinna szukać w życiu. Livie chce zdać na medycynę, poznać porządnego mężczyznę, którego poślubi – najpewniej już po studiach. W jej idealnych planach nie ma miejsca na szaloną współlokatorkę- imprezowiczkę, która choć sympatyczna niszczy idealnie poukładane życie dziewczyny. Tym bardziej nie ma miejsca na Ashtona, kapitana uczelnianej osady wioślarskiej, który w bonuje jest nieludzko przystojny. Facet jest uosobieniem wszystkich cech, których Livie unika u mężczyzn, za to współlokator Ashtona – Connor jest tym, który spełnia idealnie wymagania dziewczyny. Pozostaje pytanie. Zapowiada się miłosny trójkąt? Czy jednak będzie miała miejsce zacięta walka Livie samej z sobą i Ashtona z Connorem?

Po pierwsze Jedno małe kłamstwo to drugi tom serii Dziesięć płytkich oddechów. Pierwszą część możecie poznać tu. No to do rzeczy. W pierwszym tomie mieliśmy przedstawioną perspektywę Kacey Cleary, która po tragicznej śmierci rodziców próbowała wszystkich – nawet najgorszych rzeczy by zagłuszyć ból po utracie najbliższych. W tym wszystkim, całym tym bólu, miała tylko swoją młodszą siostrę Livie. No i tu zmieniamy kurs, ponieważ drugi tom traktuje właśnie o niej. Kolejny raz mogę się chylić aż do kostek autorki Tucker, ponieważ kobieta napisała coś tak niesamowicie wciągającego, że nie potrafię nawet określić co tak bardzo mnie w tym wciągnęło. Znowu ten sam styl autorki, który w pierwszym tomie szarpał nerwy, ale z drugiej strony fabuła, bohaterowie i to jak niesamowicie rozwija się akcja. Sploty wydarzeń, decyzje bohaterów, rozterki. Nic tylko usiąść i znowu czytać. Najlepiej dalsze tomy. Co mnie najbardziej urzekło? Spójność. Mamy nawiązania do pierwszego tomu, które nie są specjalnie znaczącymi spoilerami, ale jednocześnie świetnie uzupełniają historię. Pytanie tylko jak to wszystko działa. Otóż moim zdaniem bez bólu możecie czytać każdy tom jako niezależną historię, mimo tego, że każda ma w sobie nawiązania do poprzedniej – uwaga poluję na trzeci tom, więc będzie się działo. Za co wam polecam najbardziej? Za to, że K. A. Tucker pisze takie młodzieżówki, które mimo szarpania nerwów, zdobywają serce – głównie serce hasacza, który jak wiecie nie lubuje się w młodzieżówkach. Tak jak tom pierwszy, tak Jedno małe kłamstwo, to opowieść o samym życiu, godzeniu się z sobą i odbudowie życia. Gorąco polecam książkę wszystkim, którzy lubują się w powieściach prawdziwych, dotykających serce i dedykowanych młodzieży.

Za książkę dziękuję gorąco wydawnictwu Filia, które było uprzejme wysłać mi egzemplarz recenzencki.

Wam życzę ciepłego wieczoru – i zabieram się za kolejne teksty 😀

Hasacz.

K. A. Tucker „Dziesięć płytkich oddechów”. Rzecz o bliznach z przeszłości, które nas kształtują.

Greetings!

Mam dla was dwie wiadomości. Jedna jest taka, że na dzisiaj nie mam już dla was tekstów, druga jest taka, że książki w drodze, więc długo ode mnie nie odpoczniecie. Wybaczcie. Dawno nie było u mnie żadnej młodzieżówki. Tylko historyczne powieści czy biograficzne, ewentualnie jakieś fantasy. Tymczasem we współpracy z wydawnictwem Filia , przybywam do was z książką, którą już recenzowała Marta Oakiss z Secert Books – o tu – i powiem szczerze, że to przez nią poprosiłam wydawnictwo o przysłanie mi tej książki. Ciekawi o co chodzi? To zapraszam…, ale najpierw…dziesięć płytkich oddechów…

171834
Tytuł: Dziesięć płytkich oddechów
Autor: K. A. Tucker
Ilość stron: 420
Wydawnictwo Filia.

Sposobów na poradzenie sobie z tragedią jest tyle ile ludzi, których to dotyka. Dla jednych to nieustająca walka o życie na powierzchni, dla innych dawno osiągnięte, ciemne dno, gdzie tylko udaje się życie. Jedni popadają w alkoholizm i problemy z narkotykami, inni wybierają przemoc i seks. Jeszcze inni…ucieczkę. Przez wszystkie etapy walki o lepsze życie przeszła Kacey Cleary. Jej życie rozpadło się w dniu gdy straciła najbliższych w wypadku samochodowym. Z jedyną bliską jej osobą, Livie – młodszą siostrą , wyruszają do Miami by zacząć nowe życie, odciąć się od tragicznej przeszłości. Zamknięcie się w sobie i odcięcie się emocjonalnie od otoczenia, to najlepsze wyjście. Czy na pewno? Wszystko przebiegałoby jak należy, gdyby nie ON. Trent Emerson z mieszkania 1D. Choć walczy ze sobą, ulega chłopakowi, wierząc, że wszystko jednak może się ułożyć. Jednak ten z pozoru idealny chłopak też ma swoje mroczne tajemnice…pytanie pozostaje jedno. Czy przetrwają mimo swoich sekretów? Jak ułoży się to wszystko?

Czytając Dziesięć Płytkich Oddechów, nie spodziewałam się czegoś wspaniałego i obezwładniającego – jak to po żadnej młodzieżówce. Całe szczęście, że zostałam pozytywnie zaskoczona. Jeśli mam być szczera to zobojętniałam już na te wszystkie straszne style autorek/ autorów.  A przymykając oko na styl, ta książka jest po prostu…GENIALNA. Od samego początku byłam zgubiona. Pierwsze strony, a ja siedzie z rozdziawionymi ustami i nie wiem co zrobić z życiem. Po pierwsze Kacey – dziewczyna czołg. Nie fizycznie, a psychicznie. Choć rozsypana, jednocześnie silna. Paradoksy! Uwielbiam tą dziewczynę, nie mówiąc już o Trencie, który jest równie niesamowicie tajemniczy. Co mnie najbardziej ujęło w tej książce? Zasadniczo to byłam w jednym wielkim szoku , kiedy skończyłam tą książkę i po prostu dopadł mnie kac książkowy. Ta brutalność, prawdziwość. Po prostu niesamowite. W sumie jeszcze nie zdarzyło mi się przeczytać czegoś tak nietypowego, nie czując do tego odrazy, bo momentami takie przesłodzone i bór wie co jeszcze. Generalnie moja odraza do młodzieżówek to jakaś tragedia, ale dzięki tej książce i autorce, podejrzewam, że rzucę się na kolejne tomy, bo jak się okazało, to seria. Po prostu uwiodła mnie pani Tucker i nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić wam tę serię.

Reasumując: Jeśli lubicie przeżywać skrajne emocje i nie boicie się bardzo dosłownych opisów – bierzcie się za tą książkę i nie żałujcie ani chwili jaką z nią spędzicie. Naprawdę gorąco polecam!!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

A wam życzę zaczytanego tygodnia 😀

Hasacz.