Premiera: Ian Tregillis „Wojny alchemiczne: Wyzwolenie”. Genialne zakończenie trylogii.

341695_wa-wyzwolenie_576Tytuł: Wyzwolenie
Autor: Ian Tregillis
Ilość stron: 426
Wydawnictwo: SQN imaginatio

 

Ian Tregillis to jeden z tych autorów, którzy w tajemniczy i niezrozumiały dla mnie sposób pisze nieporadnie, ale zdobywa tym moje uznanie. Od Mechanicznego przez Powstanie, przyszedł czas na Wyzwolenie, które zakańcza całą serię z potężnym przytupem. Seria naładowana Steam punkiem, przepełniona walką o wolność i niezależność. Bitwa o przetrwanie. Czego chcieć więcej?! Cóż…może jeszcze spin-offa? Przyznajcie szczerze…chcielibyście tego, tak samo jak ja.

 

Bell, przywódczyni Nadleśnictwa – zbrojonego ramienia Świętej Gildii Horologów i Alchemików, tajnej policji Holenderskiego – dochodzi do siebie w haskim szpitalu. Nie ma jednak czasu na rekonwalescencję. Świat stanął w ogniu i ona musi to naprawić. Zachodnia Marsylia upadła, a w Hadze dochodzi do niewytłumaczalnej inwazji – ataku mechanicznych. Niegdyś podległych istot, które niezdolne były do agresji względem człowieka, teraz krwiożerczych maszyn, pragnących zemsty i wolności. Czy Nowa Francja przetrwa i będzie dane jej mieszkańcom oglądać świt Nowej Ery w dziejach Mosiężnego Tronu?

 

Genialne zakończenie trylogii Wojen Alchemicznych. Tyle powinno wam wystarczyć. Książka się broni sama. Z tomu na tom kreacje postaci ulegają zmianie, jednocześnie pokazując ich ewolucje. Wszystko zaczęło się od jednego, zbuntowanego mechanicznego imieniem Jax. A potem było jeszcze lepiej. Nie umiałam się oderwać od żadnego tomu, a im dalej w fabułę, tym bardziej Tregillis zaskakuję i przyjemnie zaspakaja moją potrzebę przeczytania dobrego, steam punkowego, dobrego fantasy.

Szczerze mówiąc bałam się, że skoro pierwszy tom był genialnie napisany i wszystko w nim było wręcz zbyt idealne, kolejny tom będzie jeszcze gorszy. Potem okazało się, że serii klątwa drugiego tomu nie dotknęła, więc była możliwość, że jednak będzie źle na koniec. A tutaj…Druga w mojej karierze seria, która pozamiatała zupełnie. Żadnego pożałowania nad straconym czasem, żadnego bólu. Sama satysfakcja.

 

Myślałam, że będzie to niemożliwe, a jednak. Jeśli szukacie dobrej serii fantasy ze świetnie wykreowanym światem przedstawionym, z mięsistymi postaciami, które momentami trochę skrzypią ( if you know what I mean ) to trylogia Wojen Alchemicznych to totalnie coś dla was.

 

 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu SQN.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

Premiera: Jakub Ćwiek „Drobinki nieśmiertelności”. Antysocial social – (H)America edition.

9788365836168Tytuł: Drobinki nieśmiertelności
Autor: Jakub Ćwiek
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Sine Qua Non

 

Gdyby ktoś mnie zapytał: „Hasacz, jak zapatrujesz się na nową książkę Ćwieka?” – to jeszcze trzy miesiące temu ( albo i wcześniej) odpowiedziałabym, że jaram się jak norweskie kościoły za złotych lat Varga Vikernesa. Niestety ostatnio źle się dzieje w pańskie rzezipospolitej i osoby budujące rynek wydawniczy oraz blogosferę tak trochę zaczęły przejawiać symptomy poważnego niedorobienia umysłowego. Autorzy zaczęli się unosić dumą, cierpią na tragiczny przerost ego i tak dalej. Od jakiegoś czasu w ogóle odechciewa mi się czytania książek polskich autorów i pisania o nich. Jeszcze cię taki znajdzie i będzie psuł zdrowie, bo nie zrozumiałaś zamysłu książki i zbierze ci się od niedorozwiniętych idiotek bez szkoły. #tak_było

 

Jednak dość zbędnego biadolenia. Czym są Drobinki nieśmiertelności? Ano jest to kolejna antologia, którą Ćwiek serwuje nam jedną ze swoich wypraw za ocean, gdzie eksplorował te „zapomniane” zakątki (h)Ameryki. Zupełnie szczerze: w ogóle nie dotyczy mnie ten amerykański sen, który śni się wielu osobom. Ani mnie tam nie ciągnie, ani nie lubię czytać o tamtejszych miejscach czy zwyczajach. Może dlatego właśnie nie trafił do mnie ten zbiór opowiadań? Albo po prostu ktoś tu niesłusznie został okrzyknięty gawędziarze, aye?

Twórczość Ćwieka była ze mną od dawna. Jak w większości przypadków, zaczęło się od Kłamcy i poszło falą. Dlatego bez Kozery i innych ważnych ludzi, mogę powiedzieć jedno: nie jest to najwyższa forma tego autora. Wiem, że autor potrafi pisać lepiej, w bardziej przejmujący, wręcz zaraźliwy sposób przedstawiać swoje pasje i miłości do konkretnych rzeczy – czy też samej popkultury. Woniało za mocno egzaltowaną miłością do tej amerykańskości, która mnie drażni.

 

Rozumiem, że nie każdy musi podzielać moje zdanie i to jest całkowicie zrozumiałe. Jednak ten ich niezrozumiały patriotyzm, przywiązanie do obcej ziemi…to wszystko sprawia, że przestałam postrzegać Amerykę jako najbardziej postępowy kraj na świecie. To jest po prostu ściek Europy i Azji. Pisałam o tym nawet przy okazji Everymana od Rotha. Chyba robię się na to wszystko za głupia, albo zwyczajnie wypaliłam się i nie bawią mnie antologie. Ani dowolna forma zajebistości. W tym przypadku ‚Merica edition.

 

Koniec końców jeśli ktoś lubi twórczość Jakuba Ćwieka, śmiało możecie sięgać po Drobinki nieśmiertelności. To samo tyczy się tych, którzy dalej śnią swój sen o podróży do USA. Inni…mogą sobie darować bo tak naprawdę…to nic specjalnego. Równie dobrze możecie kupić tę książkę z uwagi na ciekawą okładkę. A jeśli chodzi o treść…złapcie po prostu za Przez stany POP świadomości. O dziwo – też Ćwieka.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN.

 

 

 

Hasacz.

Joshua Levine „Dunkierka”. O inspiracji Nolana i akcji zwanej „cudem”.

dunkierka-w-iext50280834Tytuł: Dunkierka
Autor: Joshua Levine
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Harper Collins Polska

 

Turlam się do was z zapaleniem oskrzeli i opinią o książce, którą powinnam opisać wcześniej, ale nie mogłam się podnieść. Z wielu rzeczy. Po pierwsze przepraszam, że ocenię książkę, a o filmie nie mam bladego pojęcia, poza tym, że gra tam jeden z moich czołowych, ulubionych aktorów – Tom Hardy. Jeśli chodzi o kinematografię to ja w ogóle leżę. Nie znam się na niczym. Żeby było zabawniej, historycznie wydarzenia przedstawione w filmie i w książce rzeczywiście miały miejsce. Wiem, wiem. Nic w tym zabawnego, ale czasami łatwo spaprać film historyczny. ZWŁASZCZA wojenny.

 

Książka Levine’a opowiada o przebiegu akcji, która odbyłwała się od 27 maja do 4 czerwca 1940 roku, kiedy to alianci w obawie przed niemiecką ofensywą, ewakuowali z Dunkierki ( miasto we Francji położone niedaleko granicy z Belgią, pierwotnie osada flamandzkich rybaków) ponad 300 000 angielskich i francuskich żołnierzy. Ta skomplikowana akcja militarna, którą sam Churchill nazwał cudem. Akcja przeszła do legendy i stała się tematem nowego filmu Christophera Nolana.

 

Ani filmy, po których się wydaje książki, ani książki ekranizowane/ adaptowane nie przyciągają mnie do siebie w żaden sposób. Nie lubię czytać „scenariuszy” albo „inspiracji filmami”. Z prostego powodu. I tak nie obejrzę filmów, bo tych, które jednak widziałam jest tak mało, że policzylibyście je na palcach u obu dłoni. Książek…cóż. Jeśli dowiaduję się, że książka ma być ekranizowana…czytam przed filmem, żeby nie katować swojego księgozbioru ( bo już to tak mogę nazwać) okładkami filmowymi. Jak poszło Dunkierce?

Wydawnictwo Herper Collins Polska uzupełniło książkę Levine’a o kadry z filmu oraz zdjęcia historyczne. Sama książka ma raczej formę rozmowy między autorem i kilkoma innymi osobami, w tym żołnierzami, którzy brali udział w samej akcji. Nie jestem specjalną fanką wywiadów wydawanych w formie książki, ale zauważyłam, że ostatnio panuje na to jakaś dziwna moda.

Książka jednak nadaje się nie tylko dla miłośników historii ( jak ja sama), ale też dla fascynatów kinematografii. Autor bowiem odbył rozmowę z Christopherem Nolanem, którą również umieszczono w książce. I tak naprawdę gdyby Levine skupił się bardziej na odnalezieniu i rozmowach z ocalałymi po akcji, wyszłoby to o wiele lepiej niż zbiór wywiadów i kontemplacja nad historią, której koniec końców nie ma aż tyle ( a mogło być tak pięknie…).

 

 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.

 

 

 

Hasacz.

Bernard Cornwell „Zimowy monarcha” czyli to co hasacz kocha najbardziej.

trylogia-arturianska-tom-1-zimowy-monarcha-w-iext48704775Tytuł: Zimowy monarcha
Seria: Trylogia Arturiańska tom I
Autor: Bernard Cornwell
Ilość stron: 607
Wydawnictwo: Otwarte

 

Bycie ofiarą mobingu i przemocy fizycznej w szkole jest naprawdę słabe. Jednak w moim przypadku miało to jakieś plusy. Pomyślicie, że zgłupiałam, ale tymi plusami tak naprawdę było uczęszczanie na kółka historyczne, żeby unikać maltretowania. W efekcie mogłam porozmawiać z kimś kto naprawdę nie miał mnie za jakiegoś pizdniętego kujona czy wazeliniarza. Dzięki dobrym nauczycielom historii w szkole, mogłam naprawdę rozwijać swoje zamiłowanie do historii, chociaż nigdy nie miałam odwagi by wziąć udział w olimpiadzie. Ostatecznie moimi ulubionymi okresami w historii były czasy barbarzyńców, podboje wikingów, wojny napoleońskie i II Wojna Światowa. Dlatego jako miłośnik historii tak bardzo uwielbiam powieści historyczne autorstwa Elżbiety Cherezińskiej czy właśnie Bernarda Cornwella. Chociaż póki co moją ulubioną serią o wikingach są Zaprzysiężeni Roberta Low.

 

Jakiś czas temu wydawnictwo Otwarte pokusiło się o ponowne wydanie Trylogii Arturiańskiej Cornwella. Po Upadku Króla Artura autorstwa J.R.R. Tolkiena, jestem bardziej zapalona do tego typu lektur i kiedy tylko zobaczyłam książkę na czytam.pl to rzuciłam się na to jak głodny pies na mięso. Przez Jerzego z bloga i kanału Kto czyta, żyje podwójnie cierpiałam, bo pokazywał on serię o wikingach Cornwella i zastanawiałam się czy to rzeczywiście takie dobre. Ostatecznie okazuje się, że muszę dokupić półkę, bo zamierzam zebrać książki Cornwella.

 

Kiedy król Brytanii Uther żegna się z życiem królestwo ogarnia anarchia. Nastają niebezpieczne czasy wewnętrznych podziałów, a Armie saskie przygotowują się do najazdu na pogrążoną w chaosie Brytanię.
Tylko Artur może powstrzymać saksońską furię i zapobiec upadkowi kraju. Jego słoń dzierży wyjątkowy miecz – Excalibur, dar od czarownika Merlina – a jego serce przeklęte jest przez miłość do pięknej Ginewry. Kobiety piękniejszej od wszystkich kwiatów. Czy przeznaczeniem Artura będzie zwyciężyć i ocalić Bretanię?

 

Tak wiem, zaraz się ktoś rzuci, że napisałam, że gościu był przeklęty miłością, ale każdy zna losy Artura i wie, że Ginewra to zdradziecka suka, której się nie ufa. Biczysko. Jednak ja nie o tym chciałam. Po pierwsze Bernard Cornwell to prawdziwy wirtuoz słowa pisanego. I jestem niemal pewna, że zapałałam taką samą miłością do jego książek, co do książek Cherezińskiej. A to już coś znaczy.

Kreacje bohaterów nie przemówiły do mnie aż tak bardzo jak w przypadku twórczości Tolkiena, jednak nadal będę podtrzymywała, że Cornwell zrobił robotę. Wprawdzie strategicznie tom skończył się w takim momencie, że tylko zacieram łapy aż wydawnictwo wyda kolejne tomy tej trylogii. Taką fantastykę historyczną to ja mogę czytać i codziennie. I nawet mi się nie znudzi.

Jednocześnie ubolewam nad faktem, że jak już Cornwell wziął się za legendy arturiańskie to nie pociągnął tego do jakichś pięciu czy sześciu tomów. Jednak nie ma co narzekać i wystarczy mi te trzy, które są. W końcu napisał to w taki sposób, że mogę się rozpływać godzinami nad językiem jakiego użył w książkach. No i czekam na tę serię  o wikingach, którą zapowiedziało Otwarte.

 

Dobrze, że pozbywam się niechcianych autorów. Tyle miejsca się zrobi. Zimowego monarchę jednak polecam z całego serducha i mam nadzieję, że jak już przeczytacie to dacie znać.

 

Za książkę dziękuje księgarni internetowej:
logo1

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz.

Connie Willis „Pojedynek na słowa”. Co ja przeczytałam i dlaczego tak późno?!

d_3854Tytuł: Pojedynek na słowa
Autor: Connie Willis
Ilość stron: 559
Wydawnictwo: Albatros

 

Każdy z nas inaczej odbiera sens istnienia social mediów i samego internetu. Dla jednym to siedlisko czystego zła, szyderstwa i hejtu. Dla innych to kontakt z przyjaciółki na drugim końcu świata. Sama mam bardzo mieszany stosunek to tego odmętu absurdu jakim jest internet, ale nadal jakoś funkcjonuje, choć coraz mniej się mnie chce to oglądać. Ale plusy są takie, że w internecie są wszyscy moi znajomi blogerzy, więc cały ten syf jest jakoś przykryty przemiłym, ciepłym otoczeniem ludzi mnie znoszących.

Co jednak by było, gdyby nie trzeba było pisać żadnych statusów, komentarzy…bo przez jeden zabieg, który nie trwa za długo, moglibyście czuć więź? Nie musielibyście wyznawać komuś miłości. Po prostu byście o tym wiedzieli. Briddey Flannigan poddała się EED. Drobnej modyfikacji mózgu, która pozwala na odczuwanie uczuć innych. I nie zwracała uwagi na rozhisteryzowaną rodzinę czy znajomego z klasy, który kategorycznie jej odradzał ten zabieg. W końcu ona i Trent mieli wiedzieć o swojej miłości. Sęk w tym, że Briddey nie czuje powiązania ze swoim chłopakiem, a zamiast tego w głowie odzywa się głos C.B. – kolegi z klasy. A przecież nie tego chciała, prawda? Tyle, że to tylko początek jej kłopotów.

 

Cały problem leży w tym, że ja nie jestem fanką sci-fi * crying emoji *. A tak poważnie to ta książka była tak świetna, że aż mam ochotę napisać coś bardziej nieprzyzwoitego. Ale wiecie…cenzura i takie tam. Pomijając fakt, że wydawnictwo Albatros dowaliło taką czcionką, że musiałam szukać okularów, książka była genialna!

Takie młodzieżowe sci-fi z wątkiem romantycznym, który momentami przerastał bohaterów. Co było naprawdę dobrze napisane. Bo to nie było na zasadzie zmierzchowej kupy: ŁOBOSZ BRIŻYT JAK JA CIE KOCHOM!!! ŁOBOSZ!! JAK JA CIE KOCHOM TYŻ! – na szczęście. Powiem szczerze, że Pojedynek na słowa to jedna z najlepszych książek sci-fi jakie kiedykolwiek czytałam, które mnie nie wykończyły psychicznie swoją infantylnością. Nie żebym była jakaś mądra. Nic z tych rzeczy. Ale bywają książki, które wykańczają takiego durnia jak ja.

 

Książkę polecam całym swoim zielonym serduchem, bo tak dopracowanego i świetnie poprowadzonego sci-fi to ja już dawno nie czytałam. Porządne, z tym co hasacze lubią najbardziej czyli językiem naukowym, dużo akcji i przede wszystkim naprawdę świetne zakończenie. Bardzo mocno polecam i mam nadzieję, że ktoś zechce o tym pogadać.

 

 

Za książkę dziękuje księgarni internetowej:
logo1
Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

 

Hasacz.