David Almond „Pieśń dla Elli Grey”. Co to za magia?

326914_piesn-dla-elli-grey_200Tytuł: Pieśń dla Elli Grey
Autor: David Almond
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Zielona Sowa

 

Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej książek będących retellingami bajek, mitów czy innych legend, które już gdzieś kiedyś zostały opowiedziane. Używanie tych samych motywów, imion postaci i tak dalej jest teraz jakimś trendem oder was? Trudno mi to stwierdzić, literaturoznawcą nie jestem i nie będę, ale mogę przyznać jedno. To się robi bardzo, ale to BARDZO nudne. Niby opis książki Almonda wydawał mi się bardzo ciekawy i wieszczył przyjemną lekturę, a w rzeczywistości dostałam nudną książką w pysk. Cholernie mocno.

 

Książka opowiada o losach Elli i Claire oraz ich przyjaciół. Dziewczynom i ich przyjaciołom wydaje się, że ich przyjaźń jest nierozerwalna. Wręcz wieczna. W końcu w tych czasach, kiedy technologia jest wszechobecna, a na świecie nie brakuje celebrytów, nic nie może być oczywiste. I wtedy pojawia się on. Inny od wszystkich, tajemniczy i przystojny Orfeusz, który gra na lirze, spacerując po plaży, śpiewający swoją pieśń. Najszybciej przepada Ella, która szybko, a można by rzecz, że za mocno zapada się w jego osobie i zapomina o pewnej bardzo istotnej rzeczy. Osoba, która czuje ból, naprawdę zdolna jest do wielu rzeczy. A Claire czuje ból odrzucenia, który w czasem staj się nie do zniesienia.

 

Coraz więcej pojawia się historii miłosnych, które są mdłe, nudne i wtórne do tego stopnia, że głowa mała. Po Pieśni dla Elli Grey spodziewałam się czegoś mrocznego i ciekawego, a tymczasem dostałam jakieś słabe opowiadanko dla nastolatków, które miało być przełożeniem na nieco współcześniejszy język mitu o Eurydyce i Orfeuszu. Myślałam nawet, że ułożenie sobie playlisty z tematycznie powiązanymi piosenkami coś da, ale książka zupełnie do mnie nie trafiła i pewnie wyjdę na jakiegoś buca bez empatii. Na nieszczęście dla większości odwiedzających i czytających te moje śmieszne wypociny o książkach – I don’t care, a Ella Grey i jej przyjaciele mnie nie ujęli w żadnym aspekcie.

 

Może i autor miał dobre intencje, ale porwał się z przysłowiową młotyką na słońcę* (ci co oglądali Wściekłe pięści węża wiedzą, że pisownia prawidłowa). A cała koncepcja przełożenia ciekawie mitu o miłości silniejszej od śmierci wzięła w łeb z takim hukiem, że nawet nie chcę mi się tego podsumowywać.

 

 

Mimo wszystko za książkę dziękuję księgarni internetowej:
logo1

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz.

Artur Domosławski „Kapuściński NON-FICTION”. Hołd ucznia dla mistrza?

kapuscinski-non-fiction-390Tytuł: Kapuściński NON-FICTION
Autor: Artur Domosławski
Ilość stron: 874
Wydawnictwo: Wielka Litera

 

Ryszarda Kapuścińskiego możecie znać jako poetę, fotografa czy cesarza reportażu. Przyznam szczerze, że nie jestem wierną czytelniczką tego autora, ani Domosławskiego. Jednak jestem psem na biografie wszelkiego rodzaju ( no dobra, nie wszelkiego, bo nie ruszę kijem książek Kaiko czy Stankiewicza ). Bywa jednak tak, że biografie są pisane przez znajomych, dobrych kolegów czy zaznajomionych pisarzy osoby umierającej, bądź takiej, której już się zmarło. Dlatego do Kapuścińskiego NON-FICTION podchodziłam z dużą rezerwą, po tym jak przeczytałam, że to hołd ucznia dla mistrza. Trochę mnie to zniechęciło . Tacy „znajomi” często piszą w samych superlatywach, w tęczowych barwach. nie każdy potrafi pisać jak Kamińska, która zarówno Simonę Kossak czy Wandę Rutkiewicz.

 

Jednak Kapuściński nie był ani sławnym biologiem jak Kossak ani wziętym himalaistą jak Rutkiewicz. Autor jest jednak równie często tłumaczonym pisarzem co Stanisław Lem. I tak naprawdę po śmierci Kapuścińskiego, wszystko zostało w rękach Domosławskiego, który wziął się za pisanie biografii swojego mistrza. Czy wyszło mu to tak, jak wyjść powinno?

Nie można zaprzeczyć, że Domosławski napisał coś co było gwarantem sukcesu. Wystarczyło nazwisko. I chociaż mógł to zrobić na odwal i grać mistrza, poczynił biografię, która jednocześnie jest sposobem na zrozumienie motywów bohatera jego książki. To odważny i pełen sympatii obraz człowieka, który był kimś. To też bardzo subtelne studium o życiu w systemie autorytarnym. Poszukiwanie zrozumienia, ale też unikanie potępienia. Jeśli to ma jakikolwiek sens…

 

Pomijając mój wcześniejszy bełkot, który nie ma najmniejszego sensu: polecam biografię Kapuścińskiego. To potężna książka niosąca ze sobą naprawdę niesamowitą refleksję nad postacią cesarza reportażu. Bardzo gorąco polecam.

 

 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej:
logo1
Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

Hasacz

Charles M. Schulz „Fistaszki zebrane 1981-1982”. W tym aspekcie nie dorosnę.

800Tytuł: Fistaszki zebrane 1981-1982
Autor: Charels M. Schulz
Ilość stron: 323
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Fistaszki były ze mną od zawsze. Chociaż byłam jednym z tych dzieciaków, które nigdy nie miały niczego związanego z ulubionymi komiksami. Zwykle czytałam Fistaszki w gazetach codziennych, które kupował mój dziadek. Albo potem w internecie (dużo bardziej potem). Zawsze utożsamiałam się z życiowym niedorajdą, którym w całej serii komiksów był Charlie Brown. Snoopy był dla mnie zbyt „cool”, a cała reszta postaci wydawała mi się zawsze zbyt wyniosłą bandą.

 

W kolejnym już tomie Fistaszków zebranych, tym razem z lat 1981-1982 Schulz zaprezentował dalsze losy wesołej gromady z Charliem Brownem. Choć tutaj mamy sposobność poznać losy takich postaci jak Peppermint Patty, który został świadkiem „cudu z motylem”, śledzimy też życiowy dramat Sally, która zaczęła przybierać na wadze. Dodatkowo Charlie ze swoją drużyną traci boisko baseballowe, a Linus wciąż chce być „słodkim misiaczkiem” Sally. Ponadto Snoopy przeżywa przygody z ptasim zastępem ptasich skautów, a Moly Volley i „Beksa” Boobie  są żądne rewanżu.

 

Nie ma dla mnie sensu oceniać Fistaszki. Dla mnie krótkie historie Schulza są lekkie, przyjemne i cudowne. To jest ten rodzaj książek, z którymi można zaczynać każdy dzień i poprawiać sobie humor.

Dla mnie to powrót do spokojnych i lżejszych czasów, które tak bardzo chciałabym zapamiętać. I przypomina mi się również dziadek, z którym miałam naprawdę dobre stosunki.

Bardzo gorąco polecam Fistaszki wszystkim ludziom, w każdym wieku.

 

A za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

 

 

Hasacz

Andrzej Sapkowski „Narrenturm”, „Boży bojownicy”, „Lux perpetua” czyli trochę o trylogii husyckiej. [tekst gościnny]

trylogiahusycka
Tytuł: Narrenturm; Boży bojownicy; Lux perpetua
Autor: Andrzej Sapkowski
Ilość stron: 594; 588; 561
Wydawnictwo: SuperNowa

 

UWAGA: Niniejszy tekst jest w całości sporządzony przez mojego brata, który trylogię tę przeczytał. Wszelkie komentarze dotyczące tekstu będą olewane – just sayin’. I uprzedzając – nie ruszyłam trylogii, bo nie byłam w stanie tego tknąć #gardzę .

 

Sięgnąłem po Trylogie Husycką, oczekując książki pełnej przygód, humoru, napięcia oraz magii i nie zawiodłem się. Kierując się genialnym wrażeniem jakie pozostało mi po przeczytaniu sagi o Wiedźminie liczyłem, że i tym razem Sapkowski mnie nie zawiedzie.

Akcja rozgrywa się na Śląsku w pierwszej połowie XV w. w okresie wojen husyckich.
Reinmar zwany Reynevanem, lekarz, zielarz i magik, zostaje oskarżony o czary i herezję w wyniku czego musi uciekać ze śląska. Pomóc ma mu w tym niejaki Szarlej, barwna i wszechstronna postać.
W trakcie jednej z przygód, odprawiają egzorcyzm, wynikiem którego zyskują kolejnego kompana w podróży Samsona Miodka. Z czasem kompania trafia do Czech, gdzie przyłączają się do armii taboru. Reinmar dowiaduje się, że jego brat Peterlin pomagał taborytom stojąc na czele Vogelsangu. Vogelsang jako organizacja wywiadowcza miał zbierać informację i siać dezinformacje wśród wrogów taboru jednak po śmierci Peterlina kontakt z agentami się urwał. Prokop Goły stojący na czele taboru powierzył Reinmarowi zadanie odnalezienia agentów Vogelsangu i reaktywowanie
siatki na terenie Śląska.

Za swoją działalność dla taboru Reynevan zostaje wyklęty przez biskupa wrocławskiego Konrada. Po pewnym czasie zostaje porwany, po czym trafia w ręce bojowników prowadzonych przez Urbana Horna. Wyruszają do pragi jednak
po drodze Reinmar zostaje oswobodzony przez dawnych przyjaciół: Szarleja i Samsona Miodka. Tymczasem Jutta De Apolda, ukochana Reinmara, ucieka z klasztoru, w którym była więziona razem z inną dziewczyną, Weroniką. Błąkając się po ogarniętym wojną Śląsku spotyka Tybalda Rabe, barda i przyjaciela Reinmara. Cała trójka trafia na czarnych jeźdźców prowadzonych przez Birkarta von Grellenorta.

Jutta zostaje zraniona zatrutym przedmiotem. Reynevan odnajduje ukochną, jednak nie jest w stanie jej pomóc. Zrozpaczony Reynevan  wraz z przyjaciółmi wraca do taboru. Podczas zdobywania jednego z miast Ginie Samson Miodek. Następnie reynevan trafia do Polski, gdzie spotyka dawnych znajomych planujących napad na Jasną Górę. Mimo, że Reynevan osobiście ratuje obraz, trafia na kilka lat do niewoli, z której ostatecznie ratuje go Szarlej.

Czy warto zabrać się za Trylogię Husycką? Zdecydowanie tak! Książka trzyma w napięciu, bawi, smuci i wyrównuje rachunki. Przede wszystkim dostarcza ogromnej ilości rozrywki i spodoba się przede wszystkim fanom powieści z wątkami historycznymi oraz twórczości samego Sapkowskiego – głównie sagi o wiedźminie.

Polecam równie mocno słuchowisko, które zrealizowane zostało z odpowiednim rozmachem.

 

Szymon.

 

 

Za książkę dziękuję ja – Hasacz – księgarni internetowej:
logo1
Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz.

Lian Hearn „Cesarz ośmiu wysp. Opowieść o Shikanoko” czyli czemu bycie psem na Japonię jest złe.

opowiesc-o-shikanoko-tom-1-cesarz-osmiu-wysp-b-iext48010665Tytuł: Cesarz ośmiu wysp. Opowieść o Shikanoko
Autor: Lian Hearn
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: MAG

 

Byciem psem na wszystko co związane z Japonią i jej kulturą to pewnego rodzaju masochizm, będący skutkiem przeklętej ciekawości, z której nie potrafię się wyleczyć. A powinnam. Wprawdzie nie ma to nic wspólnego z Cesarzem ośmiu wysp, ale przez taką ciekawość najzwyczajniej w świecie wpędzę się do grobu dużo wcześniej niż bym planowała. Odradzam każdemu książki Pawlikowskiej (* Blondynka w Japonii) – będziecie potrzebowali rocznego detoksu od głupoty tej kobiety ( może i wiele tłumaczy jej małżeństwo z Cejrowskim, ale nadal jest po prostu żałosna ).

Między innymi przez takie kwiatuszki jak Pawlikowska czy kilka innych le ałtorów, bałam się sięgać po ten tytuł.  Znowu bym dostała w pysk jakimś ” onejsama” czy „ohajogozaimasen”. Wystarczy obejrzeć kilka anime, żeby w jakikolwiek – a co najważniejsze, poprawny – sposób łyknąć kultury japońskiej. I nie dostać raka. Albo dostać, kiedy czyta się takie perełki Pawlikowskiej, która narzeka na brak wegańskiego żarcia dla jej białego dupska.

 

Ale przechodząc do książki Hearna. Cała historia to bardzo skomplikowana nić wydarzeń, które tworzą całość opowieści o Shikanoko. Wielowątkowa i bardzo rozbudowana powieść, która nie jest specjalnie obszerna jak na możliwości tematyczne, nadal pozostawia wielki niedosyt. Podstępny władca, który zostawia swojego bratanka na pewną śmierć by zagarnąć jego ziemię, uparty ojciec zmusza młodszego syna by oddał żonę starszemu bratu? Czemu nie. Tajemnicza kobieta, która szuka pięciu ojców dla swoich dzieci? Potężny kapłan ingerujący w sprawy sukcesji Lotosowego Tronu? Wszystko tu jest. I jeszcze więcej. Co więcej miałam problem, bo w którymś momencie książka mi się skończyła.

Po kilku książkach, gdzie dostawałam w pysk błędami kulturowymi – znam na tyle kulturę japońską, żeby wiedzieć jak durni są niektórzy autorzy – lektura Cesarza Ośmiu Wysp kazała się być miodem na moje złamane midori kokoro.

Wprawdzie nie czytało mi się tego tak dobrze jak czytało mi się choćby Murakamiego czy Sakurabe, to nadal podobało mi się to niesamowicie. Jego narracja jest płynna, wyrazista i niesamowicie zdecydowana. Bardzo dopasowana do czasu w jakich obsadził fabularnie swoją historię. Generalnie 100% LEGIT, NO SCAM, QUALITY STORY. Polecam mocno*.

 

*Bo nie wiem co więcej napisać, a książka była po prostu zajebista.

 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej:
logo1

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz