Anna Włodarczyk „Retro kuchnia”. Łyżki w dłoń, garnki na gaz.

kuchnia-retro-anna-włodarczykTytuł: Retro kuchnia
Autor: Anna Włodarczyk
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Gotowanie nie jest dla każdego. I tutaj zaprzeczyłam wszystkim wielkim szefom kuchni tego świata. Hyhy. A tak naprawdę nie każdy może gotować. Jedni, mimo wydanych tysięcy na kursy kulinarne, dziesiątek przeczytanych książek kucharskich…nadal przypalają wodę na herbatę. Inni mają do tego naturalny dryg i uczą się tego równie szybko co chodzenia. Może to i głupie porównanie, ale nadal prawdziwe. Wiem po sobie. Sama miałam akurat to szczęście, że nauka gotowania nie przyszła mi ciężko – tylko z nauczycielami w szkole gastronomicznej nie znalazłam wspólnego języka. Nigdy.

 

Wtedy pojawił się Jamie Oliver, Gordon Ramsay, Julia Child, Ina Garden i cała masa innych, wybitnych szefów kuchni, którzy nauczyli mnie gotować lepiej niż przemądrzałe profesorki w gastronomiku, które uważały, że placki ziemniaczane doprawione na MEGA słono, powinno się jeść z bitą śmietaną…serio? Ktoś tu był w ciąży.
Jednak pomijając zagranicznych kucharzy, byli też inni. Marek Łebkowski, odpowiedzialny za powstanie świeżo wydanej przez Publicat Szkoły gotowania  czy sama Anna Włodarczyk, która postanowiła pobawić się w archeologia smaku i odkopać stare przepisy z przedwojennych zeszytów swojej babci czy prababci. W efekcie, dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia, wszyscy kochający gotować i ci, którzy dopiero rozwijają swoje zdolności kulinarne – znajdą coś dla siebie.

 

Sama książka – poza przepisami, oczywiście – opatrzona została opisami dań, wyjaśniającymi co to jest i do czego to. Dodatkowo nieco historii oraz uproszczeń dla początkujących. Świetnie sformułowane przepisy, przyjemne aranżacje potraw i przede wszystkim nie tak drogie wykonanie – bo wiadomo, przepisy potrafią dawać po kieszeni i to równo. Po przetestowaniu kilku przepisów, jestem w stanie polecić książkę Włodarczyk każdemu, kto jest w stanie ugotować jajko w koszulce.

 

Przepełniona ciekawymi przepisami, niemal pachnąca jak wszystkie te dania i przyjazna dla właściciela. To wszystko w jednej książce. Nie musicie się zaraz rzucać na Sztukę opanowania Francuskiej Kuchni Julii Child (* którą mogli by w końcu wydać w Polsce..), albo inne książki, które tylko w teorii są dla wszystkich. Wystarczy sięgnąć po książkę Anny Włodarczyk, żeby zaimponować rodzinie i znajomym pysznymi i prostymi daniami. #potwierdzoneinfo

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

 

 

Hasacz.

Reklamy

John Green „Żółwie aż do końca”. Living like dolce vita. Or not.

4299906362242Tytuł: Żółwie aż do końca
Autor: John Green
Ilość stron: 299
Wydawnictwo: Bukowy Las

 

Pisanie osobistych książek stało się niejako trendem wśród autorów. Zwłaszcza u tych za granicami Polandii. Oczywiście piszę to ze swojej perspektywy, ponieważ przez ostatni miesiąc przez moje ręce przeszło może z dziesięć książek – jeśli nie więcej – które miały na okładce wytłuszczone: najbardziej osobista książka autora. Dobrze, że autorzy stawiają na tematy, które są im bliskie, gdzie nie muszą pisać dziwnych, wymyślonych faktów czy upierać się, że to prawda, podczas kiedy naprawdę dali ciała przy researchu. W przypadku Johna Greena zwykle dostawaliśmy głębokie, przemyślane książki. Gdzie wszystkie, poza Gwiazd Naszych Wina, było poważnie rozczarowujące, choć jednocześnie temat mi znany i mnie ten efekt WOW ominął. Papierowe Miasta i Szukając Alaski było tak sakramencko nudne, że ręce opadają. Jak było w przypadku tej najbardziej osobistej książki autora?

 

Przede wszystkim nie tak filozoficznie jak w przypadku Augustusa i Hazel. I nie tak nudno jak w przypadku Quinna i Margo. Poznajemy perspektywę osobę chorej na bakteriofobię i zaburzenia obsesyjno- kompulsyjne. W dużym skrócie, jest to połączenie wszystkich schodzeń od bakteriofobii, przez hipohindrię – na nerwicy natręctw kończąc. Brzmi dziwnie? Uwierzcie, wiele ludzi ma łagodniejszą formę tej choroby i żeby było zabawniej – w najbardziej ironiczny i cyniczny sposób – większość z was ma choć w minimalnym stopniu te zaburzenia.

W książce Greena, Aza Holmes cierpi na bardzo rozbudowane OCD czyli właśnie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Dziewczyna mimo wycofania z życia społecznego, które w jej przypadku ograniczało się do kilku godzin w szkole. Szesnastoletnia Aza nigdy nie planowała angażowania się w poszukiwania zaginionego miliardera Russella Picketta. Zwłaszcza, że ma dostatecznie dużo swoich zmartwień. Problem w tym, że w grę wchodzi utrata przyjaźni z Daisy, która trwa od niepamiętnych czasów oraz grube sumy pieniędzy. I chociaż Aza decyduje się zaangażować w zajęcia poza szkolne, nadal musi walczyć z własnymi myślami. Będzie musiała znaleźć w sobie odwagę by odbudować znajomość z synem miliardera Davisem, a przede wszystkim pokonać przepaść, która oddziela ją od reszty ludzi. Poszukiwania Picketta mogą być dla Azy największą przygodą jej życia, ale jednocześnie największym życiowym wyzwaniem. Pytanie…czy Aza podoła?

 

Żółwie aż do końca to mimo wszystko najlepsza książka Johna Greena, choć nie spodziewałam się tego. Wcześniejsze książki tego autora zostały na mojej półce tylko dlatego, że facet naprawdę potrafi pisać. Jednak w niektórych przypadkach jak przy TFIOS – to było za dużo. Owszem, mając szesnaście lat i będąc niedorzecznie inteligentnym, możesz być głębokim myślicielem i rzucać filozoficznymi przemyśleniami na prawo i lewo, ale serio – pójdźcie ze mną na dziecięcą onkologię i pokażcie mi dziecko, które ledwie oddycha czy przyjmuje chemię i kontempluje nicość życiową, wymiotując wszystkim co tylko dostanie się do jego ust, bo już nawet nie do żołądka.
W przypadku najnowszej książki Greena wszystko było uzasadnione. Panika, ciągłe przemyślenia o bakteriach, które mogą powodować mnóstwo chorób. To jedna z tych książek, które mają na celu uświadamiać o chorobie, a nie ją ubarwiać. Aza to urocza, sponiewierana psychicznie przez swoją chorobę, dziewczyna walcząca z codziennością. A raczej o normalną codzienność. Do tego dochodzi chęć prowadzenia normalnego życia, które tak naprawdę nie jest takie łatwe. Szczególnie, kiedy co chwilę dopadają cię spirale myślowe.

Davis również jest postacią, którą Green wykreował w przyjemny, niezbyt pretensjonalny sposób. Choć jednocześnie – czy tacy ludzie istnieją? Czy to ideał w klimacie ‚Merica Edition? Chłopak jednak wydawał się bardziej pragnąć samej dziewczyny, aniżeli odnalezienia ojca, choć w niektórych momentach miałam wrażenie, że jednak mota się między jednym a drugim.

 

Ostatecznie Żółwie aż do końca to udana próba przekazania otoczeniu jak to jest cierpieć przez własny umysł i naturę ludzką. Jak bardzo można nie mieć predyspozycji do życia w ‚normalnym’ społeczeństwie. To ciepła historia, a jednocześnie straszna perspektywa nastolatki żyjącej z OCD. Książkę w całej rozciągłości polecam i przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że spodoba mi się tak bardzo książka Johna Greena.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.

 

 

Hasacz.

C.W. Gortner „Marlena. Błękitny anioł w garniturze.” – kiedy książka nie wystarcza i czujesz to aż za mocno.

marlena_-blekitny-aniol-w-garniturze_9788327626158 (1)Tytuł: Marlena. Błękitny anioł w garniturze.
Autor: C.W. Gortner
Ilość stron: 528
Wydawnictwo: HerperCollins Polska

 

O Marlenie Dietrich można powiedzieć wiele. Między innymi to, że kobieta była dumną i upartą osobą. Wprawdzie należało ją podziwiać za ogromny talent muzyczny i aktorski, ale i za jej odwagę. W końcu nie każdy miał tyle odwagi by otwarcie głosić swoje poglądy antynazistowskie.

„Egocentryczka. Perfekcjonistka w każdym calu. Uparta i bezkompromisowa. Nienasycona. Zawsze fascynowała i nadal inspiruje.

Maria Magdalena Dietrich pochodzi z niezamożnej mieszczańskiej rodziny. Chce grać na skrzypcach. Kiedy jej karierę przerywa wojna, postanawia zostać śpiewaczką. Rzuca się w barwny świat berlińskich kabaretów. Słynąca ze zmysłowej urody, głębokiego głosu, uwodzicielskich sukienek i szytych na miarę garniturów, Marlena przyciąga coraz liczniejszą publiczność i wikła się w kolejne burzliwe romanse. Taki jest początek porywającej historii…  ” – można przeczytać na stronie wydawcy. I wiele w tym prawdy, w końcu Dietrich była znana z tego, że występowała w garniturach, co budziło wiele kontrowersji w tamtych czasach – do tego była otwarcie biseksualna.

„Marlena. Błękitny anioł w garniturze” – bogata w fakty i poruszająca powieść poświęcona jednej z największych legend złotej ery Hollywoodu. To książka o kobiecie o silnym charakterze, wielkich ambicjach i marzeniach, która odrzucała konwenanse, uwodziła świat i szła przez życie na swoich warunkach. ” –  z tym też poniekąd można się zgodzić. Inną sprawą jest fakt, że książka miała trochę braków informacji, co trochę mnie bolało. Z prostego względu – jeśli mam czytać publikację w charakterze biograficznym, chciałabym czytać te dobrze napisane, szczególnie kiedy sama to już wybieram i decyduje się poświęcić resztki wolnego czasu.

 

Całościowo Błękitny Anioł to naprawdę dobra książka, której trochę brakowało do tego 10/10, które rzuca się wszędzie na portalach recenzenckich. Sorry. Mimo wszystko ciągle pozostaje wybredną mendą przy tego typu książkach i nie chce mi się marnować czasu na jojczenie i piszczenie, że coś mi się nie podobało, a potem jakieś kwiatuszki będą mi wytykały, że jestem hipokrytą i idiotką. Ja to już wiem.

Jeśli jednak zaczynacie dopiero swoje przygody z książkami biograficznymi i około biograficznymi to będzie to idealny początek. Książka mimo braków informacyjnych ma swoje plusy. Jest napisana w lekki i przyjemny sposób, a tłumaczenie nie bije was swoją nieudolnością w paszczę.

 

Dla wyjaśnienia dodam jeszcze, że nie umiem w ładne ujmowanie fabuły, dlatego użyłam opisu ze strony wydawcy, żeby miało to ręce i nogi, a nie tylko rogi – hue hue.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

 

 

 

Hasacz.

 

Francesca Zappia „Wymyśliłam cię”. Piękny umysł dla młodzieży?

wymyslilam-cie-w-iext48518244Tytuł: Wymyśliłam cię
Autor: Francesca Zappia
Ilość stron: 393
Wydawnictwo: Feeria Young

 

Jeśli oglądaliście kiedykolwiek film Piękny umysł, zrozumielibyście o co chodzi z tytułem tekstu. Schizofrenia to zaburzenie zaliczane do grupy psychoz, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości. Osoby będące w stanie psychozy mają poważnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogą nie być do niej zdolni. Schizofrenia ma bardzo zmienny przebieg i różne jej objawy mogą dominować w zależności od osoby. #GodBlessWikipedia . Napisanie książki o młodej dziewczynie, która zmaga się z tą chorobą było bardzo odważnym krokiem ze strony autorki, nie mówiąc o tym, że bardzo łatwo spaprać coś co ma wielki potencjał.

 

Alex to młoda dziewczyna, tuż przed college’em. Każdy dzień to dla niej walka z samą sobą. Walka z chorobą. Alex jest też genialną narratorką, która czasami ma problem z odróżnieniem rzeczywistości od złudzenia. No, ale halo. Nie każdy maturzysta ma schizofrenię. Z pomocą młodszej siostry, Alex usiłuje zachować zdrowy rozsądek i nie oszaleć do końca. I to wszystko idzie jej zaskakująco dobrze. Imprezuje, poznaje nowych ludzi, zawiązuje przyjaźnie…a nawet zakochuje się. Problem w tym, że Alex przywykła do tego, że coś z nią jest nie tak. Nauczyła się radzić sobie z chorobą. Nikt nie nauczył jej, że pewnego dnia…będzie normalna.

 

Książek dla młodzieży z potencjałem jest od zatrzęsienia. A tych, które ten potencjał zmarnowały – jeszcze więcej. Dlatego sięgając po książkę Zappii trochę się bałam, że to będzie kolejna książka, która da mi umysłowego kopa w splot słoneczny swoim niedopracowaniem. I zanim wydawnictwo podesłało mi książkę w polskiej wersji językowej, przeczytałam ją w oryginale. I przyznam szczerze, że nie zdechłam przez tłumaczenie. Co więcej, Marek Cieślik na tyle umiejętnie przetłumaczył książkę, że zachowała ona swój humor i urok, a postaci nie dostały minut stu punktów do autentyczności. Doceniam starania i profesjonalizm też.

 

Alex to nieco zagubiona dziewczyna, która bardzo stara się rozróżnić rzeczywistość od tworu schizofrenii, która sieje spustoszenie w jej umyśle. Niszcząc jednocześnie jej perspektywy na przyszłość. Dziewczyna przez jakiś czas była nawet pewna, że rodzice oddadzą ją do szpitala psychiatrycznego. A wyjaśniając tytuł notki: tak jak w pięknym umyśle schizofrenik był geniuszem matematycznym, tak Alex jest genialna w dziedzinie historii. Całe szczęście postać Alex była uzupełniona postacią chłopaka imieniem Miles. Nie to, żeby Alex czegoś brakowało! Po prostu Richter to postać, która ma widoczne problemy z nazywaniem tego co czuje i wydobywa z dziewczyny prawdziwy charakter. Jednocześnie jest niesamowicie uroczym chłopakiem, którego z całkiem naturalnych przyczyn ciągnie do głównej bohaterki.

 

Obie postaci były na tyle dobrze wykreowane, że nie miałam ochoty odkładać książki. Zappia mimo moich obaw genialnie przedstawiła perspektywę na życie nastolatki zmagającej się ze schizofrenią oraz jej otoczenia i ludzi, którzy usiłują ją zrozumieć. To książka w dużym stopniu poruszająca i ciepła, jednocześnie traktująca o bólu i zagubieniu osoby chorej na schizofrenię, która jest tego jednocześnie świadoma.

 

Bardzo gorąco polecam Made you up albo jak kto woli Wymyśliłam cię, a za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.

 

 

Hasacz.

Jennifer E. Smith „Serce w chmurach”.

0003DFEC_original_66156E8226C61CDCTytuł: Serce w chmurach
Autor: Jennifer E. Smith
Ilość stron: 222
Wydawnictwo: Bukowy Las

 

Małe dziewczynki chcą zostać księżniczkami, marzą o wielkiej miłości, księciu na białym koniu. A potem, kiedy dorastają…wszystko leci na łeb na szyję. Najpierw staje się jasne, że życie to nie bajka, a potem nie sposób znaleźć księcia na białym koniu, bo co przystojniejsi albo porządniejsi zostali zjedzeni…ewentualnie szlag ich trafił w toku ewolucji. Albo po prostu dziewczyny okazują się być zbyt wymagające jak na standardowych facetów, którzy przy takim nawale kobiet, są po prostu złamani życiowo. Niezależnie jak źle to brzmi.

 

Jednak w przypadku Hadley Sullivan, najpierw zaczęło się od pasma niepowodzeń. Dziewczyna spóźniła się cztery minuty na lot do Londynu i najprawdopodobniej drugi ślub własnego ojca z kobietą, której nawet nie znała, a co za tym szło – nie wiedziała czy ją lubi i czy aprobuje ten związek. I kiedy myślała, że gorzej być nie może, w hali odlotów poznaje jego. Anglika imieniem Oliver, który nie dość, że był panem idealnym to jeszcze miał rezerwację na nocny lot, niedaleko miejsca Hadley. Zbiegów okoliczności i przypadków jest coraz więcej, a jak się okazuje, choć w tych czasach mało kto wierzy w miłość od pierwszego spojrzenia…ta nadal się zdarza.

 

Pełna humoru i romantyzmu opowieść o zakochanych nastolatkach, którzy zapominają o rzeczywistości kiedy tylko ich spojrzenia się spotykają. Brzmi tandetnie i tęczowo aż w tle patatajają jednorożce, pierdzące tęczą, ale to nadal genialnie lekka opowieść dla młodzieży. A zasadzie nie powinnam tego polecać bo wiadomo – shit happens – ale w tym przypadku, naprawdę dobrze mi się to czytało. To była naprawdę dobrze spożytkowana…godzina. Bo ile miałabym się rozwodzić nad książką, która ma ledwo 222 strony i to te ponumerowane.

 
Nawet nie ma się jak przywiązać do postaci, które nota bene były naprawdę dobrze wykreowane, tylko książka to raczej krótkie opowiadanie, aniżeli pełna historia. Trochę szkoda, chociaż nie powiem, żeby mnie to jakoś mocno bolało. Autorka jeszcze mnie nie pokonała niczym dłuższym. Dobry ma styl, dobrze się to czyta. Tylko ta długość, które mnie mierzi i niedostateczne rozwinięcie historii….ugh…

 

Nie mniej jednak polecam. Lekkie, szybkie czytadełko.

 

 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej:
logo1

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

 

Hasacz.