Ostatni wpis.

Po sześciu latach prowadzenia bloga, przyszedł czas na przeprowadzkę. Żegnam się z bólem ze swoim małym światem jaki tutaj stworzyłam. Moje teksty nadal będą tutaj wisiały, ale nie będę niczego aktualizowała. Wszystkie teksty w dużo bardziej okrojonej wersji będą pojawiały się na Instagramie ( pod zdjęciami ) i FB. Jeśli wydawcy, którzy zdecydują się kontynuować współpracę będą sobie tego życzyć, pojawię się z książkami na YouTube, gdzie zwykle będą pogadanki i filmiki POPowe.

 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się na czytanie tego co wyrzucałam z siebie o książkach przez te wszystkie lata. Mam nadzieję, że nie nudziliście się ze mną za mocno i czasami zajrzycie na Instagram.

Współpraca dla wydawców wciąż jest otwarta. Kontakt pod mailem:

przyczajony.hasacz@gmail.com

 

Trzymajcie się i do zobaczenia w nowym formacie!

 

Hasacz

Reklamy

Ilustrowany Harry Potter i Fantastyczne zwierzęta – uczta dla plastyków i książkowych srok.

harry_potter_i_kamien_filozoficzny01Tytuł: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Autor: J.K. Rowling
Ilustracje: Jim Kay
Ilość stron: 246
Wydawnictwo: Media Rodzina

 

Jakiś czas temu pytałam czy chcielibyście przeczytać o tym jak zaczęła się moja przygoda z Harrym Potterem i jaka jest moja opinia o serii. Dodałam też pytanie o to czy interesuje was moja ocena wydań ilustrowanych. Wszyscy byli na tak. Zatem przybywam dzisiaj do was z turbo spóźnionym tekstem i możecie mnie za to nie zabijać, zrobi to wydawca. Dzięki. Ale zanim to, powiem od czego to się zaczęło. Byłam upartym smrodem i nie lubiłam czytać tego na co rzucał się każdy – w zasadzie zostało mi to do teraz…hehe. Dlatego nie zaczęłam swojej przygody z Harrym Potterem kiedy tylko książki pojawiały się w Polsce i nie koczowałam pod księgarniami z rodzicami, co by tylko kupić dany tom w dniu premiery. Ba! Nawet nie mam całej serii na półce, żeby było zabawniej. Do tego te egzemplarze, które mam należą do moich rodziców. Wiem. Śmiesznie. Ale lepiej późno niż wcale, co?
Dlatego pierwszy raz przeczytałam serię o nastoletnim czarodzieju, kiedy sama miałam czternaście lat. Doznania były tak samo magiczne jakbym miała osiem albo dziesięć lat i stwierdzam, że niezależnie od wieku, można się cieszyć magicznym światem Pottera. Pięć lat później przeczytałam ją w oryginale. Ale do rzeczy. Większość z was, czytających, doskonale zna historię młodego czarodzieja. Wydań tych książek było tyle, że pierwsze wydania stały się białymi krukami. A hasacz, uparty łeb, nadal czeka na okazję, żeby zdobyć te czarne wydania. Jednak do rzeczy!

 

harry_potter_i_komnata_tajemnic_ilustrowana01Tytuł: Harry Potter i Komnata Tajemnic
Autor: J.K. Rowling
Ilustracje: Jim Kay
Ilość stron: 262
Wydawnictwo: Media Rodzina

 

Oddzielając moje perypetie i dziwne przemyślenia, chciałabym się skupić na tym jak niesamowicie prezentuje się ilustrowana wersja Harry’ego Pottera. Po pierwsze: ta sama, magiczna i niezastąpiona treść książki została wstawiona w najbardziej niesamowite ilustracje Jima Kay’a . Przez to książka nie tylko budzi nostalgiczne wspomnienia w tych, którzy czytali wcześniej książki, ale jednocześnie dodaje do niej więcej magii – jeśli mogę to tak ująć i czy to w ogóle ma sens. Dunno. W każdym razie jak zachwycałam się nad Kamieniem Filozoficznym z ilustracjami, Komnata tajemnic trzymała poziom, tak Więzień Azkabanu to czysta perełka. Inna rzecz, że właśnie trzeci i piąty tom to moje ulubione w całej serii. A właśnie…nie zastanawiacie się czasami czy Zakon Feniksa zostanie podzielony na części? Wydanie tego w jednym tomie albo zajmie straszne mnóstwo czasu albo Jim Kay wyzionie ducha…

 

harry_potter_i_wiezien_azkabanu_ilustrowany01

Tytuł: Harry Potter i więzień Azkabanu
Autor: J.K. Rowling
Ilustracje: Jim Kay
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Media Rodzina

 

Z książki na książkę zachodzi znacząca różnica w doborze ilustracji. W przypadku Więźnia częściej są to tła całej strony, aniżeli pełne ilustracje jak w poprzednich książkach. I z jakiegoś powodu, którego nie umiem nazwać, właśnie takie ilustrowanie jest dla mnie wygodniejsze w odbiorze, choć jednocześnie mam mały niedosyt, bo właśnie w Więźniu Azkabanu byłoby najwięcej ciekawych lustracji – przynajmniej dla mnie. Dobry portret Syriusza albo Remusa…albo Harry’ego, który wyczarowuje wykształconego patronusa. Myślę jednak, że nie ma na co narzekać, bo we wszystkim jest jakaś metoda.

 

fantastyczne_zwierzeta_ilustrowane01
Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Autor: Newt Scamander ( J.K. Rowing)
Ilustracje: Olivia Lomenech Gill
Ilość stron: 139
Wydawnictwo: Media Rodzina

 

Na dokładkę do niesamowitych wersji ilustrowanych przez Jima Kay’a, każdy fascynat rysunkiem i ilustracjami może chwycić w swoje spragnione piękności łapki Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć w wersji ilustrowanej przez niesamowitą Olivię Lomenech Gill, która sprawiła, że każda niesamowita istota ze świata Harry’ego Pottera, którą na swojej drodze spotkał Newt Scamander. Z całą odpowiedzialnością za swoje słowa, mogę powiedzieć, że ta książka po prostu przebija wszystkie ilustrowane książki z HP. Nie dość, że wszystko jest niesamowicie przedstawione to jeszcze ten dobór kolorów. Jeśli ktoś jest wzrokowcem albo po prostu uwielbia wydania książek w klimacie albumów…dokładnie znaleźliście coś dla siebie.

 

Jeśli miałabym wybierać najbardziej niesamowitą książkę z czterech wymienionych, wybór padłby na Fantastyczne Zwierzęta, choć szczerze bardzo bym się zastanawiała między tym a Więźniem Azbakanu. Wiecie…nostalgia. A z wiekiem robię się okrutnie miękka. Nostalgia i tak dalej. Bardzo gorąco polecam każdą z wymienionych książek, ale jeśli nie wiecie od czego zacząć, łapcie za tę ostatnią. Zdecydowanie jest najlepsza na początek.

 

 

Za książki pięknie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina i padam do stóp za opóźnienie.

 

 

 

Hasacz.

Giorgi Maglakelidze „Tajemnice gruzińskiego smaku. 79 przepisów” czyli trochę o tym, dlaczego warto gotować coś spoza swojej strefy komfortu kulinratnego.

Bez tytułuTytuł: Tajemnice gruzińskiego smaku. 79 przepisów
Autor: Giorgi Maglakelidze
Ilość stron: 208
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Bycie otwartym na doznania smakowe jest bardzo istotne w życiu. Z takiego wychodzę założenia. Ponieważ poznanie kuchni innych krajów jest najlepszym początkiem do poznania ich kultury. Wprawdzie najchętniej zaczęłabym swoją przygodę z krajami Skandynawii. Jednak dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia, miałam sposobność spróbować kuchni Gruzińskiej. Od kraju, który leży zaledwie 36 godzin drogi od Polski ( w najkrótszej trasie). Niecałe trzy tysiące kilometrów od ziemi Piastów, leży kraj o jednych z najbardziej malowniczych krajobrazów jakie przyszło mi oglądać. I tak. Mało widziałam, więc proszę mi tego nie wytykać.

 

Sama książka zawiera w sobie 79 przepisów na gruzińskie pyszności. Książka jest podzielona na konkretne rozdziały, od dań mącznych, przez zupy, sałatki, dania z bakłażana i wiele innych, na przekąskach kończąc. Każde danie jest naprawdę nieskomplikowane ( pomijając gruzińskie tytuły). Moim osobistym faworytem jest aczaruli charapuri czyli słona drożdżówka z mozzarellą i białym twarogiem oraz jajkiem.

 

To jedna z tych książek kulinarnych pisanych przez kogoś kto rzeczywiście zna się na konkretnej kuchni. Dania są proste, składają się z niewielu składników i każdy przy dobrych wiatrach poradzi sobie z przepisami Gruzina. Poza rodzinnymi przepisami, którymi podzielił się z czytelnikami autor, można podziwiać przepiękne zdjęcia z regionów, z których pochodzą konkretne potrawy i uwierzcie mi…nie tylko ślinka cienie na widok dań, ale budzi się podróżniczy zew w serduszku na widok tych przepięknych krajobrazów.  Jedna z najlepszych książek o kuchni gruzińskiej z jakimi się zetknęłam w ostatnim czasie.

 

W szczególności mogę polecić książkę osobom, które nie gustują w jedzeniu mięsa lub mają swoje powody by go nie jeść. Mimo, że książka posiada także przepisy na mięso, każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Nadaje się również na świetny prezent na nowe mieszkanie dla znajomych.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

 

 

 

Hasacz.

Natasha Preston „Silence. Tom I”. To już było.

silence-tom-1-w-iext51181379Tytuł: Silence
Autor: Natasha Preston
Ilość stron: 359
Wydawnictwo: Feeria Young

 

Jako osoba, która pisze o książkach niemal dziesięć lat, mogę z pełną odpowiedzialnością przyznać, że mam swoje zdanie na temat autorów, gatunków i tematów poruszanych w książkach. Jako osoba, która ma na swoim koncie odrażające doświadczenia życiowe, tym bardziej z dużo większym dystansem podchodzę do książek, które według wydawców mają szokować, poruszać do głębi inne bzdety. Zapytacie dlaczego określiłam to w ten sposób? Bo jest od zatrzęsienia autorek i autorów, którzy uwielbiają się porywać z motyką na słońce, a potem nie biorą na klatę tego, że nie da się zadowolić jedną książką wszystkich czytelników. Bo to jest zwyczajnie niemożliwe. A poruszanie takich tematów to bardzo ryzykowne zagranie.

 

Silence opowiada historię nastoletniej Oakley, która w wyniku pewnych wydarzeń w swoim życiu, przestała mówić. – i tutaj mogłabym zakończyć wprowadzenie do fabuły, bo wszystko inne byłoby spoilerem. Dziewczyna z dnia na dzień zamilkła i nikt nie wie dlaczego. Lekarze załamują ręce i nikt nie jest w stanie zrozumieć o co chodzi. Oakley jednak wie co się stało i dlaczego cena, którą płaci za bycie dziwadłem, jest niczym przy tym, co przeżyła i co zmusiło ją do milczenia. Zresztą w prawdę nikt by jej nie uwierzył. Dziewczyna jest przekonana, że to cisza ją uratuje i nawet miłość oraz wsparcie Cloe’a nie wystarczą by mogła wydostać się z kokonu traumy. Do czasu…

 

Z identycznym przeżywaniem traumy spotkałam się w książce Brittainy C. Cherry The Silent Waters. Maggie May też nie mówiła, co było wynikiem traumy i też przemówiła, kiedy zmusiła ją do tego sytuacja. I jak wspomniałam wcześniej, takie książki są dla mnie bardzo specyficzne, ponieważ podchodzę do nich z dużym dystansem. A powinnam brać je do siebie. Tak mi się wydaje.

 

W każdym razie Oakey w czym nie przypominała Maggie May. Dziewczyna byłą zagubiona i przerażona, choć milczenie było tak naprawdę jej wyborem. To dobrze skonstruowana postać, ale nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że Oakley jest dziewczyną, którą można spotkać na ulicy czy w szkole. Dziewczyna w moim odczuciu była trochę przesadzona w swojej kreacji i zakończenie było…trochę puste. Znaczy…niby jest poruszenie, bo ma być drugi tom, a tematyka nie jest łatwa, ale problem jest taki, że nie zostało to tak przedstawione jak mogłoby być.

Postać Cole’a i cała reszta jest taka…niepotrzebna. W zasadzie. Tak samo jak główny winowajca, nie jest pokazany tak jak powinien. Można było pokazać go jako ukrytego predatora. Człowieka o dwóch licach. A tymczasem wszystko było takie…nijakie. Nie mówię, że książka była zła, bo czytało się ją dobrze, tylko momentami właśnie zachowanie postaci mi zgrzytało.  Całościowo jednak książka nie jest jakimś pomylonym projektem osoby, która o temacie przemocy wszelakiej nie ma pojęcia. To niedopracowane przedstawienie punktu widzenia ofiary i osoby, która bardzo chce jej pomóc. Moje odczucia były mieszane, ale jednocześnie książka nie była zła, więc polecam i chętnie bym porozmawiała na jej temat z wami.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.

 

 

 

 

Hasacz.

Premiera: Sandra Nowaczyk „Fake it”. „Then let’s try our very best to fake it”.

fake-it-w-iext52162364Tytuł: Fake it
Autor: Sandra Nowaczyk
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: Feeria Young

 

UWAGA! Zamierzam w tym tekście być bardzo szczera, a co za tym idzie, niektórzy mogą poczuć się urażeni.

Po pierwsze: Książki, które mają mniej niż trzysta stron, w moim odczuciu skazane są na zgubę. A kiedy te krótkie książki pisane są przez nastolatki, mój mózg zaczyna się przegrzewać z irytacji – dobra sprostowanie, jego resztki. Żyjemy w czasach, kiedy każdy może wydać książkę. Dlatego na rynku utrzymuje się taka – żę się tak wyrażę – Ałtor Kasia. Inna rzecz, że książka, na którą dzisiaj będę narzekała, wciąż jest napisana lepiej niż książki Michalak, ale to nie zmienia faktu, że wiele rzeczy w niej mnie mierziło.

 

Nie będę robiła żadnego skrótu fabularnego. Nie czuję takiej potrzeby. Autorka urodziła się w 2000 roku. I mimo zapewnień, że książki zawsze były jej pasją, mam nieodparte wrażenie, że łże ( jakbyście mnie widzieli podczas pisania tego tekstu, to dostałabym chyba Złotego Buca za przeklinanie pod nosem). Autorka usiłowała napisać książkę w młodzieżowym języku, ale albo jej to nie wyszło, albo to wina tego, że czytam za mało książek polskich autorów. Ewentualnie dziewczyna trochę przesadziła.

 

W ogóle nie przekonywała mnie Sparks ani jej „analityczny umysł”. Nic w tej bohaterce mnie nie przekonało. Była tak papierowa jak cała ta książka. Indie wydawała się od początku do końca wynikiem przemocy, ale spoko – no spoilers. Taki pro tip dla autorki: choćbyś się zapierała rękami i nogami, nie powiesz mi, że młodzież używa takiego języka. Nie w tym wieku. Poza tym cała ta książka była tak boleśnie naciągana, tak sztuczna, że miałam ochotę załamać ręce. Rozumiem, że inni będą pisać ” Ej hasacz, ale wolność twórcza itp”, ale mnie to nie przekonuje. Tak samo ja to, że autorka jest młoda. Jak już się decyduje na pokazanie światu/Polsce to chociaż weź to dopracuj…

 

I nie. Zakończenie mnie nie wgniotło w nic. Tylko mnie resztka mojego agnostycznego mózgu rozbolała.

 

Mała prośba do wydawcy: Proszę mnie nie znienawidzić. Jestem po prostu szczera, piszę co myślę. To było złe. A autorce odradzam picie kawy. Jest na to za młoda.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria Young.

 

 

 

 

Hasacz