John Green „Żółwie aż do końca”. Living like dolce vita. Or not.

4299906362242Tytuł: Żółwie aż do końca
Autor: John Green
Ilość stron: 299
Wydawnictwo: Bukowy Las

 

Pisanie osobistych książek stało się niejako trendem wśród autorów. Zwłaszcza u tych za granicami Polandii. Oczywiście piszę to ze swojej perspektywy, ponieważ przez ostatni miesiąc przez moje ręce przeszło może z dziesięć książek – jeśli nie więcej – które miały na okładce wytłuszczone: najbardziej osobista książka autora. Dobrze, że autorzy stawiają na tematy, które są im bliskie, gdzie nie muszą pisać dziwnych, wymyślonych faktów czy upierać się, że to prawda, podczas kiedy naprawdę dali ciała przy researchu. W przypadku Johna Greena zwykle dostawaliśmy głębokie, przemyślane książki. Gdzie wszystkie, poza Gwiazd Naszych Wina, było poważnie rozczarowujące, choć jednocześnie temat mi znany i mnie ten efekt WOW ominął. Papierowe Miasta i Szukając Alaski było tak sakramencko nudne, że ręce opadają. Jak było w przypadku tej najbardziej osobistej książki autora?

 

Przede wszystkim nie tak filozoficznie jak w przypadku Augustusa i Hazel. I nie tak nudno jak w przypadku Quinna i Margo. Poznajemy perspektywę osobę chorej na bakteriofobię i zaburzenia obsesyjno- kompulsyjne. W dużym skrócie, jest to połączenie wszystkich schodzeń od bakteriofobii, przez hipohindrię – na nerwicy natręctw kończąc. Brzmi dziwnie? Uwierzcie, wiele ludzi ma łagodniejszą formę tej choroby i żeby było zabawniej – w najbardziej ironiczny i cyniczny sposób – większość z was ma choć w minimalnym stopniu te zaburzenia.

W książce Greena, Aza Holmes cierpi na bardzo rozbudowane OCD czyli właśnie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Dziewczyna mimo wycofania z życia społecznego, które w jej przypadku ograniczało się do kilku godzin w szkole. Szesnastoletnia Aza nigdy nie planowała angażowania się w poszukiwania zaginionego miliardera Russella Picketta. Zwłaszcza, że ma dostatecznie dużo swoich zmartwień. Problem w tym, że w grę wchodzi utrata przyjaźni z Daisy, która trwa od niepamiętnych czasów oraz grube sumy pieniędzy. I chociaż Aza decyduje się zaangażować w zajęcia poza szkolne, nadal musi walczyć z własnymi myślami. Będzie musiała znaleźć w sobie odwagę by odbudować znajomość z synem miliardera Davisem, a przede wszystkim pokonać przepaść, która oddziela ją od reszty ludzi. Poszukiwania Picketta mogą być dla Azy największą przygodą jej życia, ale jednocześnie największym życiowym wyzwaniem. Pytanie…czy Aza podoła?

 

Żółwie aż do końca to mimo wszystko najlepsza książka Johna Greena, choć nie spodziewałam się tego. Wcześniejsze książki tego autora zostały na mojej półce tylko dlatego, że facet naprawdę potrafi pisać. Jednak w niektórych przypadkach jak przy TFIOS – to było za dużo. Owszem, mając szesnaście lat i będąc niedorzecznie inteligentnym, możesz być głębokim myślicielem i rzucać filozoficznymi przemyśleniami na prawo i lewo, ale serio – pójdźcie ze mną na dziecięcą onkologię i pokażcie mi dziecko, które ledwie oddycha czy przyjmuje chemię i kontempluje nicość życiową, wymiotując wszystkim co tylko dostanie się do jego ust, bo już nawet nie do żołądka.
W przypadku najnowszej książki Greena wszystko było uzasadnione. Panika, ciągłe przemyślenia o bakteriach, które mogą powodować mnóstwo chorób. To jedna z tych książek, które mają na celu uświadamiać o chorobie, a nie ją ubarwiać. Aza to urocza, sponiewierana psychicznie przez swoją chorobę, dziewczyna walcząca z codziennością. A raczej o normalną codzienność. Do tego dochodzi chęć prowadzenia normalnego życia, które tak naprawdę nie jest takie łatwe. Szczególnie, kiedy co chwilę dopadają cię spirale myślowe.

Davis również jest postacią, którą Green wykreował w przyjemny, niezbyt pretensjonalny sposób. Choć jednocześnie – czy tacy ludzie istnieją? Czy to ideał w klimacie ‚Merica Edition? Chłopak jednak wydawał się bardziej pragnąć samej dziewczyny, aniżeli odnalezienia ojca, choć w niektórych momentach miałam wrażenie, że jednak mota się między jednym a drugim.

 

Ostatecznie Żółwie aż do końca to udana próba przekazania otoczeniu jak to jest cierpieć przez własny umysł i naturę ludzką. Jak bardzo można nie mieć predyspozycji do życia w ‚normalnym’ społeczeństwie. To ciepła historia, a jednocześnie straszna perspektywa nastolatki żyjącej z OCD. Książkę w całej rozciągłości polecam i przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że spodoba mi się tak bardzo książka Johna Greena.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.

 

 

Hasacz.

Reklamy