Przedpremierowo: Marlon James „Księga nocnych kobiet”. I want to break free!

James_Ksiega.nocnych_mTytuł: Księga nocnych kobiet
Autor: Marlon James
Ilość stron: 474
Wydawnictwo: Literackie
Premiera: 11 października 2017

 

Z Marlonem Jamesem spotkałam się pierwszy raz przy okazji lektury Krótkiej historii siedmiu zabójstw. Wtedy też uznałam, że czegokolwiek by mu za tę książkę nie dali, facet zasłużył na wszystko. Nie dość, że historię oparł na prawdziwych wydarzeniach to polski wydawca postarał się o genialny dodatek do egzemplarza recenzenckiego. W oryginale, autor ma swój własny, indywidualny sposób prowadzenia narracji, którą trudno oddać w tłumaczeniu. Dlatego też ślę ukłony dla pana Roberta Sudóła za genialny przekład kolejnej książki.

 

Marlon James snuje epicką opowieść o niewolnictwie i drodze do wolności. O dziewczynie, która urodziła się jako niewolnica, jednak ani jej serca ani duży nie dało się zniewolić. Inne niewolnice patrzyły na nią z podziwem, ale i przestrachem. Z jednej strony odważna, będąca znakiem rewolucji, z drugiej zdrajca, mieszana i obca. Niepokorna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla sprawy niewolnic, a jej lojalność wobec białego pana może wszystko zaprzepaścić….

 

Kolejna książka napisana w niesamowity i obrazowy sposób. Kogoś to w ogóle dziwi, że Marlon James poczynił książkę, która tak bardzo mi się spodobała? Mnie to przestało zaskakiwać i im częściej widzę jego nazwisko, tym bardziej wyczekuję każdej kolejnej powieści.

 

Powiecie, że facet mógł w książce ukryć swoje poglądy dotyczące białych ludzi, ale tak szczerze mówiąc w ogóle by mnie to nie zdziwiło. Przez długie lata to biały człowiek był zagrożeniem dla ludzkości. Nie tylko tej kolorowej. Ale też dla samych siebie. Marlon James pokazuje, że to czego tak najbardziej się boimy jest nam nieznane. A skoro boimy się niewiedzy, boimy się własnej głupoty. Wszystko jest ujęte w taki sposób, że nie od razu trafi to do nieuważnego czytelnika.

 

Wprawdzie tę książkę mogłabym zaliczyć do realizmu magicznego, ze względu na mityczne moce, które niewolnice dostrzegały w Lilit i niektóre wydarzenia, które miały miejsce w książce. To co najbardziej jednak ujęło mnie w książce to przede wszystkim narracja oraz kreacje postaci. Wszystko jest wręcz artystycznie realne. Jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało. Jest coś takiego w pisaniu James’a, że mógłby napisać książkę o rzezi wołyńskiej ( gdyby miał o niej pojęcie) i wyszedłby z tego taki bestseller, że Pulitzera miałby murowanego.

 

Dlatego jeśli zastanawiacie się czy sięgnąć po tę pozycje, to uwierzcie mi na słowo…tej książki nie może zabraknąć w waszym TBRze na najbliższe miesiące. Dlatego 11 października powinniście pomykać do najbliższej księgarni i zaopatrzyć się w tej tytuł, bo to cudo jest naprawdę niesamowite.

 

 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

 

 

Hasacz

Reklamy