Przedpremierowo: Anna Brzezińska „Córki Wawelu” czyli o wielkim powrocie, nawet jeśli wcześniej autorki nie znałam.

Brzezinska_CorkiWawelu_mTytuł: Córki Wawelu
Autor: Anna Brzezińska
Ilość stron: 696
Wydawnictwo: Literackie
Premiera: 14 września 2017

 

Wiem, wiem… Napisałam o wielkim powrocie, nie znając wcześniej autorki. Jednak jeśli wierzyć przekazom, Brzezińska działa trochę jak Cherezińska. Po jednej książce każe swoim czytelnikom czekać na kolejną książkę aż za długo. Wprawdzie ja do fanów nie należałam, póki wydawnictwo Literackie nie pobłogosławiło mnie przedpremierowym egzemplarzem Córek Wawelu. A jeśli czytacie mojego bloga przynajmniej od pół roku, wiecie jakim psem na powieści historyczne potrafię być. Dlatego poczułam się mocno ukochana przez wydawnictwo – zupełnie niezasłużenie.

 

Jednak co do konkretów. Córki Wawelu to przepięknie napisana powieść historyczna z perspektywy odmieńca. Jednak wypadałoby najpierw wyjaśnić kilka rzeczy. Czemu odmieńca? Czasami bywa tak, że dla jednych wielkie miasta i służba u bardziej zamożnych państwa jest wizją lepszego jutra, dobrobytu. Jednak Regina, prosta chłopka, która przybyła do Krakowa po jaśniejszą przyszłość, szybko przekonała się, że mistrz Bartłomiej – uznany słodownik – to człowiek zachłanny i wymagał od niej nie tylko oddania i posłuszeństwa w kuchni. W ten sposób na świat przyszedł mały potworek. Dosia, córka Reginy jest poniekąd narratorką powieści i to z jej perspektywy widzimy Wawel za czasów królowej Bony, podglądamy codzienne życie Jagiellońskich królewien.

 
Z jednej strony miałam dziwne i słabo uzasadnione wrażenie, że to taka trochę żeńska wersja Tyriona Lannistera. Jednak jak napisałam. To zupełnie nieuzasadnione, ale nadal dodawało to przyjemnego smaczku całej powieści i jakby na to nie spojrzeć, zrozumiałam czemu Brzezińska to taka wzięta autorka. PLUS po szybkim zadaniu pytania wujkowy Google, dowiecie się, że autorka zwykle zajmowała się fantastyką. I nadal czuć to trochę w tej książce, ale nie mogę powiedzieć, żeby było to coś złego.

 
Przede wszystkim byłam zachwycona kiedy w książce chociaż wspomniano o królowej Bonie – nie umiem wyjaśnić dlaczego, ale z jakiegoś powodu jest to jedna z moim ulubionych, żeńskich postaci historycznych. Jednak najcudowniejszą cechą tej powieści jest jej prostota, w której jest mnóstwo złożoności. Dosia bowiem była prostą, a jednocześnie kochaną dziewuszką, która w swoim życiu przeżyła wiele złego. Nie jestem w stanie wyjaśnić co i dlaczego tak bardzo mnie do niej przekonywało, ale jedno jest pewne. Cokolwiek chciała pokazać autorka, kupiła mnie tym i mam nadzieję, że kiedyś poczyni jeszcze nie jedną powieść w tym klimacie.

 

 

Córki Wawelu polecam całym swoim zielonym serduchem, zwłaszcza miłośnikom powieści historycznych utrzymanych w klimacie konkretnej epoki – w tym przypadku wonieje tu mocno renesansem ( w końcu Bona sprowadziła go do Polski z Włoch…).

 

 

Za książkę bardzo mocno dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy