Kristy Moseley „Chłopak, który o mnie walczył”. Co to było?

chlopak-ktory-o-mnie-walczyl-b-iext49974615Tytuł: Chłopak, który o mnie walczył
Autor: Kristy Moseley
Ilość stron: 335
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

 

Coraz częściej słyszę od ludzi, albo czytam w komentarzach na social mediach, że nie czytam dostatecznie poważnych książek – a młodsza to się nie robię. Pomijając ten typ komentarzy, który przez to chce mnie zmieszać z głębokim szambem, mam nawet jaśnienie dla tych, którzy się wiecznie plują o to co MUSZĘ czytać w ich mniemaniu. Postawcie się w sytuacji gdzie jesteście introwertycznymi, gardzącymi ludzkością grubasami, którzy muszą pracować między ludźmi, którzy mają do was wiecznie o coś pretensje (na przykład o to, że nie dosłali wam towaru na sklep). Wracacie do domu koło tej dziesiątej wieczorem i co? Siadacie do Falanagana czy Atwood? Poważnie? Kiedy mdli was na samą myśl o kontakcie z ludźmi, chcecie przeczytać coś głupiego, niewymagającego od was analiz, interpretacji czy innych czynności umysłowych.

 

I zupełnie zdaje sobie sprawę z tego, że Kristy Moseley nie jest autorką wysokich lotów. W końcu to takie trochę harlequiny dla młodzieży, ale lepsze to niż czytanie innych autorek gdzie na tony jest seksu, wydzielin ludzkiego ciała czy innych pseudo urzekających tekstów mężczyzn do kobiet czy odwrotnie. Jestem tym typem czytelnika, który nie potrzebuje rozdmuchanych wyznań miłości, opisów fizyczności jak z jakiegoś wybitnego dzieła. Nie potrzebuję tego – szczególnie kiedy mózg mi wycieka uszami po pracy.

 
W przypadku Chłopaka, który o mnie walczył mamy do czynienia z kontynuacją losów Ellie i Jamiego, których rozłączył tragiczny los. Pomijając spoilery, o które mogą warczeć ludzie, w wyniku pewnych wydarzeń zakochani nie mogli być ze sobą. Ellie przekonana, że wyleczyła swoje złamane serce, usiłuje zapomnieć o Jamiem, który po wydostaniu się z życiowego bagna, pragnie odzyskać swoją ukochaną i zrobi wszystko by do niego wróciła. I chociaż dziewczyna jest pewna, że będzie w stanie mu odmówić, wystarczy jego spotkanie, żeby ich miłość wróciła ze zdwojoną siłą ( żeby tylko zdwojoną ).

 

Nadal zachodzę w głowę co tak naprawdę urzeka mnie w tych książkach, które Moseley pisze. Jednak z drugiej strony nadal jest to lektura niewymagająca czegokolwiek od czytelnika. To kolejne przewidywalne romansidło, które ma ukoić serduszka dziewczynek nie posiadających chłopaka – tak…znajdowanie sobie książkowych mężów jest ostatnio modne.

 
Jamie pewnie jest idealnym materiałem na takiego męża – jeśli ideałem można nazwać gościa, który wykazuje cechy niezdrowej miłości. Nad Ellie wszyscy będą się pastwić bo to przecież idealny przykład książkowej idiotki, która nie potrafi się zdecydować czego chce. Czy wyleczyć się z mężczyzny, przekreślonego przez społeczeństwo czy jednak odwrócić się od opinii ludzi i iść za głosem serca. Przyznam szczerze: czytałam gorsze książki z jeszcze bardziej syfiastymi umysłowo bohaterkami, których nie dało się znieść. I Moseley nie zrobiła niczego wyjątkowego pokazując siłę miłości, że tak to nazwę.

 

 

To kolejna książka ku uciesze płci „pięknej”, ale nadal nie trafi ona do wszystkich czytelniczek. W ogóle mnie to nie dziwi. Każdy ma swoje priorytety w gustach literackich, więc nie każdy musi czytać te same książki. Osobiście jestem w stanie polecić Chłopaka, który o mnie walczył z prostego powodu. Książka jest lekka i czyta się ją naprawdę szybko. Zwłaszcza, że nie ma ona za wiele stron. Posiedzenie na maksymalnie dwa wieczory.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy