Katie Khan „Zatrzymać gwiazdy”. Znowu Shakespeare maczał palce w głowie autorki.

6cbe8208d1-zatrzymac-gwiazdyTytuł: Zatrzymać gwiazdy
Autor: Katie Khan
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Zysk i ska

 

Jeśli jesteście ze mną jakiś czas, pewnie już wiecie jak bardzo nie lubię Shakespeare’a i jego twórczości. A wszystko co porównują ludzie ( lubię ich nazywać blurbistami-autorami ) do jego sztuk, napawa mnie wewnętrznym wstrętem. Albo nie ma we mnie romantyzmu, albo jest on poważnie wątły. Dlatego tak długo walczyłam ze sobą czy w ogóle pisać o książce Katie Khan. Zakazana miłość, utopia, kataklizmy i odbudowa świata? Gurl, aw hell naw!

 

Carys i Maxa – czyli głównych bohaterów książki – poznajemy w momencie kiedy znajdują się w przestrzeni kosmicznej ze świadomością, że za półtorej godziny czeka ich śmierć przez uduszenie. Para czeka na koniec, wspominając świat, który na dobrą sprawę nigdy nie był ich domem, a do którego nadal za wszelką cenę chcą wrócić.
W następstwie wojennego kataklizmu – proszę bardzo, znowu – który spustoszył US and A oraz Bliski Wschód, w Europie zapanował utopijny ustrój społeczny, oparty na tak zwanej Rotacji. Przewiduje ona, że co trzy lata, obowiązkowo obywatele zmieniają miejsce zamieszkania, przenosząc się do innych, wielokulturowych społeczności, gdzie życie toczy się wokół własnych, indywidualnych celów. W takim właśnie „raju” Max spotyka Carys i natychmiast rodzi się między nimi uczucie. Uczucie, które nie ma racji bytu.

 

 

Z jednej strony jestem książką zachwycona, ale z drugiej po prostu…niesmak pozostał. To przeklęte porównanie do Romea i Julii mnie prześladuje, a ja tak strasznie nie lubię Shakespeare’a…

 
Co nie zmienia faktu, że wizja pary, którą czeka niechybna śmierć jest całkiem świeża. Tak w ogóle. Dodatkowo przyznam szczerze, że trochę mi to wszystko woniało pretensjonalnością ustrojową. Jednostka w centrum? Nie bardzo. Nadal jednak muszę przyznać, że gdyby forma narracji była trochę inna ( może bardziej dopracowana), czytałoby się to lepiej. Poza tym, Katie dała radę.

Max był trochę zbyt rozentuzjazmowany w stosunku do tego całego uczucia, które tak w niego uderzyło na widok Carys. Ona była tą bardziej ogarniętą emocjonalnie częścią w związku? Generalnie kreacje postaci były trochę przesadzone, ale nadal przyznam szczerze, że to było coś świeżego, przyjemnego i niesamowitego. Inaczej nie umiem tego określić. I chociaż zakończenie jest naprawdę niecodzienne – stwierdzam jedno. Autorka bardzo połechtała moją potrzebę przeczytania czegoś destrukcyjnego – nawet jeśli jej język był momentami zbyt wyniosły (?).

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i ska.

 

 

 

Hasacz.

 

 

Reklamy