Kristy Moseley „Nic do stracenia. Wreszcie wolni”. I żyli długo i szczęśliwie?

nic-do-stracenia-wreszcie-wolni-w-iext49016958Tytuł: Nic do stracenia. Wreszcie wolni
Autor: Kristy Moseley
Ilość stron: 335
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

 

 

Ponownie wracam do twórczości Kristy Moseley, która choć do autorek wybitnych nie należy, nadal uwielbiam czytać jej książki. Pewnie głupieje na starość czy coś w tym guście, ale nadal nie jestem w stanie zrezygnować z czytania głupiutkich, czasami nawet uroczych historii, które powinny mieć więcej sensu. Nie pytajcie dlaczego. Nie wiem. Jednak wracając do książek Moseley. Bo po to tu przyleźliście, prawda?

 

Ojciec Anny Spencer wygrał wybory na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory dziewczyna przestaje być anonimową nastolatką, przez co jej bodyguard, Ashton Tylor ma jeszcze bardziej utrudnione zadanie. Na domiar złego niedługo ma odbyć się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym by ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego uczucie, jednak nadal twierdzi, że nie zasługuje na jego miłość i szczęście, które proponuje jej życie. Co więcej, zanim będą mogli być razem, przyjdzie im walczyć o życie.

 

W kontynuacji książki Nic do stracenia. Początek, autorka przedstawia zawiły proces uwalniania się od przeszłości, która wciąż do kogoś wraca. Niezależnie jak nieudolnie to opisuję, wciąż chodzi o to samo. Można by się upierać, że Moseley to śmieciowa autorka dla rozwrzeszczanych nastolatek. Z drugiej strony nadal będę podtrzymywała, że skoro tyle osób naprawdę lubi jej książki to coś w tym musi być, bo ludzie pytają i czytają.

Cartera miała ochotę zabić i wykręcić mu łeb, tak mnie tak postać irytowała. Z kolei Ashton wydawał się zbyt ciepły jak na osobę, która miała bez względu na koszt bronić córki – bądź co bądź – prezydenta juesej. Mimo to Ashton pozostaje w gronie tych „wymarzonych” facetów, których wykreowała Kristy Moseley.

Anna była tą schematyczną dziewczyną, która się umartwiała – PYK! Asceza, nie zasługuję na szczęście, weltschmerz – ale nadal po uszy zakochana w mężczyźnie, którego teoretycznie nie powinna kochać. Typowe. Jednak nadal na tyle dobrze, żeby odpocząć po pracy.

Nie jest to książka, która wymagałaby myślenia, ale nie jest to całkiem durna lektura dla bab. Czyli polecam. Bardzo nawet.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu:
HarperCollins-Polska-LR

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s