Przedpremierowo: Jakub Ćwiek „Grimm City: Bestie”. Ćwiekowy ojciec chrzestny, ej.

897abfa853-grimm-city-bestieTytuł: Grimm City: Bestie
Autor: Jakub Ćwiek
Ilość stron: 358
Wydawnictwo: SQN imaginatio
Premiera: 10 maja 2017

 

O tym, że Ćwiek czerpie z popkultury garściami wie każdy. Jakby na to nie spojrzeć, Jakub Ćwiek to teraz już nie tylko autor „ten od kłamcy” jak długo trzeba było przedstawiać, ale postać na scenie polskiej literatury jasna i wyrazista. Jego felietony można czytać m.in. na smaku książki. Facet ma poukładane w głowie i jak każdy bardziej myślący użytkownik internetu – myśli samodzielnie. Jedni się z nim zgadzają, inni źle interpretują albo po prostu milczą. W moim odczuciu Ćwiek to taki kumpel dla wszystkich, którego nie należy wkurzać bo jest w stanie przywalić. Osobiście wole go w wydaniu czysto fantastycznym – czyli seria Chłopców. Jednak jego książki w klimacie noir to kwestia oddzielna.

 

W tej części mocno woniało mi pomieszaniem z il Padrino i Sin City. Z jednej strony śmierć głowy rodziny mafijnej, która grozi wojną całemu miastu. W obliczu tych wydarzeń i bodaj najważniejszego procesu sądowego w historii miasta, nawet ujęcie psychopatycznego mordercy krążącego po ulicach miasta i zwanego Drwalem, wydaje się być sprawą drugorzędową. Najgorsze z tego wszystkiego, że ta sprawa spada na barki inspektora Evansa i przyjdzie mu ją dzielić z samozwańczym stróżem prawa z ubogiej części miasta zza mostu – Emethem Braddockiem, byłym bokserem. Bestią.

Normalnie nie uważam się za WIELKĄ fankę Ćwieka i jego twórczości, chociaż jego serię o Chłopcach i Kłamcy lubię. Jednak nadal często sposób w jaki autor pisze przyprawia mnie o długie chwile kontemplacji nam własną głupotą.

Po Wilku, spodziewałam się historii ciężkiej, pisanej z rozmachem, zakończonej w taki sposób, że zedrze buty. W tym przypadku, jak zaznaczałam wyżej, miałam wrażenie, że Ćwiek mocno inspirował się Il Padrino ( filmem, nie książką) i Sin City. Dlaczego? Nie wiem. Miałam po prostu nieodparte wrażenie, że już gdzieś coś takiego czytałam albo widziałam. Co nie zmienia faktu, że czytało mi się to naprawdę dobrze.

Postać Evansa wydawała mi się mniej wyrazista niż sam Bestia, który jest byłym bokserem. Wprawdzie trochę facet utrudniał mu robotę, ale nadal przyznam szczerze, że Ćwiek wie jak zaskoczyć człowieka. I nie bardzo wiem co napisać, poza tym, że czekam na kolejną część z serii Grimm City. Znając zapędy autora, będzie tylko ciężej, mroczniej i lepiej.

 

Za książkę bardzo gorąco dziękuję wydawnictwu SQN.

 

 

Hasacz.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Przedpremierowo: Jakub Ćwiek „Grimm City: Bestie”. Ćwiekowy ojciec chrzestny, ej.

  1. Świetna recenzja 😀 Osobiście mam mieszane uczucia co do Jakuba Ćwieka 😛 Pozdrawiam i zapraszam na mojego blaga 😀

    • Ćwiek, do samej swojej osoby, skutecznie mnie zraził – i to nie jednym incydentem. Pewne jest jedno. Raczej nie będę kupowała jego książek, a już na pewno nie pójdę na spotkanie autorskie. Bo to trochę słabe.

  2. Dziś zacynam czytać Grimm City. Bestie i jestem pod wrażeniem tego jak seria różni się od poprzednich dzieł autora.
    A mogę spytać, co takiego się wydarzyło, że Ćwiek tak skutecznie Cię zraził? Zaciekawiłaś mnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s