Katherine McGee „Tysiąc pięter”. Każdy ma jakiś sekret. Mniej lub bardziej tragiczny.

tysiacpieter_500Tytuł: Tysiąc pięter
Autor: Katharine McGee
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Moondrive [Otwarte]

 

Świat od zawsze zmierzał w złą stronę. Najpierw zachłanność ludzka doprowadzała do wojen domowych, a nawet światowych. Potem zaczęły się kataklizmy, które były wynikami źle przemyślanych działań gatunku ludzkiego. I chociaż człowiek z całych sił chce przetrwać, nadal robi to w sposób, który wyniszcza świat. Nauka o ludzkiej genetyce też idzie coraz bardziej do przodu. I tutaj rodzi się pytanie: Co będzie następne? To teraz pomyślcie: Wyobraźcie sobie, że za sto lat nie będzie czegoś takiego jak selekcja naturalna. Kiedy zapragniecie mieć dziecko, po prostu będziecie mogli je sobie zaprogramować. Żeby wyrosło na idealnego człowieka. Będzie idealnym dzieckiem, nastolatkiem, a potem dorosłym. Żadnych chorób, żadnych wybryków. A teraz pomyślcie co było kiedy sztuczna inteligencja wszczynała bunt w każdym filmie sci-fi? Tym bardziej człowiek skory jest do popełniania błędów. Do ulegania pokusom. Do zachłanności.

 

W 2118 roku, sercem Manhattanu stanie się Wieża, która liczyć będzie tysiąc pięter. Im bardziej bogaty jesteś, tym wyżej możesz zamieszkać. Na tysięcznym piętrze mieszka Avery, wraz ze swoimi rodzicami i przybranym bratem Atlasem. Dziewczyna jest zaprojektowaną genetycznie nastolatką, która w teorii ma być idealna, przynosić tylko dumę swoim rodzicom. Sęk w tym, że dziewczyna wcale nie jest taka idealna. Jej wielkim sekretem jest prawdziwość uczuć do Atlasa. Ponieważ chłopak nigdy nie był dla niej tylko bratem. Jednak nie tylko Avery darzy go uczuciem. Jest w nim zakochana również przyjaciółka Avery, Leda. W jej przypadku jest to tragiczne uczucie, ponieważ wpędziło ją ono w ramiona uzależnienia. A żeby wszystko było bardziej skomplikowane, Avery zauważa, że coś łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy, mieszkającą na jednym z niższych pięter. Nikt tak naprawdę nie wie, że w Wieży jest ktoś kto zna ich sekrety i nie zawaha się ich wykorzystać na swoje potrzeby.

 

Na wstępie jestem ogromnie wdzięczna autorce za narracje trzecioosobową. Powoli mam dość książek z perspektywy głównej bohaterki, która zwykle ma pstro w głowie i tylko lata po fabule krzycząc, żeby ją ktoś pokochał.

W przypadku Tysiąca pięter, autorka bardzo sprawnie nakreśliła fabułę, gdzie w zasadzie życie bohaterów jest związane stale z Wieżą, która tak naprawdę może być siedliskiem całego zepsucia, które człowiek w sobie ma. Z jakiegoś powodu bardzo było mi żal Avery. Może dlatego, że tak mocno zakochała się w swoim bracie, jednocześnie nie mogąc być w pełni szczęśliwą? No i dlatego, że tak naprawdę nie miała prawdziwych przyjaciół. Z kolei Leda wydawała mi się najgorszą postacią w całej książce. Denerwowała mnie na każdym kroku, a to jak nieobliczalna była sprawiało, że miałam ochotę strzelić ją w pysk. Tak po prostu.

Eris zaś była postacią, która komplikowała wiele relacji, tak jak Leda, z tą różnicą, że ta pierwsza nie robiła nikomu krzywdy. I przede wszystkim wydawała się być o wiele bardziej racjonalna w swoich poczynaniach.

Sama postać Atlasa była po prostu w porządku, chociaż jak rzadko w książkach młodzieżowych, wszystkie postaci, włącznie z tymi najbardziej pobocznymi, były ważne dla fabuły i całej struktury książki. Z drugiej strony miałam wrażenie, że już gdzieś czytałam coś podobnego, ale nadal nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Co nie zmienia faktu, że McGee napisała coś porządnie – jak raz – i w końcu nie było schematy „idiotki w opałach uratowanej przez swojego ukochanego”.

Reszta postaci niewiele zrobiła, żeby zapaść mi w pamięci, ale to nie zmieniło faktu, że mimo zawiłości i pozornie słodkiej historii, ta książka to kopalnia zaburzeń psychicznych, patologicznych zachowań i dramatów ludzkich. A wszystko przez zachłanność.

 

 

Ostatecznie mogę polecić Tysiąc pięter i uwaga – nie dlatego, że wydawnictwo było tak miłe i wysłało mi egzemplarz w papierze. Książkę i tak przeczytałam po angielsku i nawet tłumaczenie jest dobre. Zatem jeśli chcecie przeczytać coś niecodziennego, z dobrze wykreowanymi postaciami to polecam Tysiąc pięter.

 

 

Za książkę w papierze dziękuję wydawnictwu Moondrive, a za ebooka Jamiemu – Thanks mate.

 

 

Hasacz.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s