Colleen Hoover „Confess”. Dobrze nie tykać adaptacji…

22609310Tytuł: Confess
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 256 ( pdf ) 308 ( papier eng.)
Wydawnictwo:  SIMON & SCHUSTER || POL: Otwarte
Polska premiera: 10 maja 2017

 
Mój stosunek do książek Hoover zmienia się jak kalejdoskopie. I nie. To nie musi być zaraz moja wina. Po prostu nie każda książka ten autorki ma taki sens jak powinna. Albo po prostu jestem za głupia. Dobra. Czyli to moja wina. Jednak po wszystkich książkach tej kobiety, jakie przeczytałam, mogę śmiało powiedzieć, że dobór aktorów do ról byłby trudniejszy niż by się wydawało. Dlaczego? Ano dlatego, że jak obejrzałam kawałek serialu, czy raczej mini serialu, na podstawie tej książki, miałam wrażenie, że mnie ktoś wepchnął do tartaku. PANIE TYLE DRZEWNA!  Ale znowu odbiegłam od tematu…

 
Auburn Reed jest zdeterminowana by odbudować swoje roztrzaskane życie i w jej planie nie ma miejsca na pomyłki. Jednak kiedy przekracza próg Dallas art studio w poszukiwaniu pracy, nie spodziewa się, że coś będzie ją przyciągało do artysty, który pracuje w tym studiu, bardzo enigmatycznego, Owena Gentry.
Jak raz, Auburn decyduje się na podjęcie ryzyka i narażenie się na kolejny ból, tylko po co by odkryć, że Owen ma ogromny sekret. Sekret, którego odkrycie może zniszczyć wszystko, co Auburn kocha najbardziej, a jedynym sposobem na to by jej życie wróciło na właściwy tor, jest odcięcie się zupełnie od Owena. Pytanie tylko czy jest w stanie to zrobić?

 

Spodziewałam się wielkiego bum, jakiegoś dramatu pokroju Hopeless czy Losing Hope, ale dostałam jakieś takie przeciętne romansidło z oczywistym zakończeniem. Zanim się rzucicie na mnie z nożami do chleba czy innymi naostrzonymi kłami, nie napisałam, że ta książka jest zła. Czy była. Chodzi o to, że spodziewałam się czegoś więcej. Jakiegoś ogromnego, wielkiego dramatu, który miał mną wstrząsnąć jak wybuch Wezuwiusza, kiedy przykrył Pompeje warstwą pyłu wulkanicznego.

 

Tymczasem całość była po prostu okay. Wprawdzie główna bohaterka była jakąś amebą, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji, kiedy usiłowała się dokopać do sekretów Owena, a potem zaczęła panikować. Poważnie. Sam Owen nie był zły, ale też nie jakoś wybitny. Nadal bardziej podobało mi się It Ends With Us, które mnie rozwaliło i zastanawiałam się jak żyć, bo nawet premier nie chciała odpowiedzieć.

 
Ostatecznie jest na co czekać, bo wiem, że są czytelniczki, które nie będą mogły się pozbierać po Confess i po jego zakończeniu. Jednocześnie mocno odradzam oglądanie mini serialu, bo można trafić na onkologię. Nie polecam. *I napisał to hasacz, który nie ogląda seriali*.

 

 

Jamie, mah boy, thanks for the book. You’re the man!

 

Hasacz.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s