Przedpremierowo: Kazuki Sakuraba „Czerwone dziewczyny. Legenda o rodzie Akakuchibów”. ようこそみなさん!

Sakabura _ Czerwona dziewczyny _ mTytuł: Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów
Autor: Kazuki Sakuraba
Ilość stron: 483
Wydawnictwo: Literackie
Premiera: 27 kwietnia

 

Bardzo nie lubię porównywania autorów. Z jednej strony Kazuki Sakuraba mogła poczuć się doceniona, kiedy ludzie określali ją mianem „Murakamiego w spódnicy”, ale z drugiej strony autorka ma dużo lżejszy sposób budowania narracji i prowadzenia akcji. Wprawdzie nie czytałam wszystkich książek Murakamiego, ale on chyba nie napisał sagi rodzinnej, którą planowaliby wydać w Japonii jako mange, a potem dowalić ekranizacją anime, jak to było w przypadku Kazuki-san.

 

Czerwone dziewczyny to saga rodzinna o rodzie Akakuchibów. Wszystko zaczyna się w 1953 roku, kiedy to tajemniczy ludzie z gór porzucili małą dziewczynkę w japońskiej wiosce Benimidori. Nikt nie przypuszczał, że kilkanaście lat później zostanie żoną spadkobiercy fortuny rodu Akakuchibów i stanie się potężną matroną w czerwonej posiadłości na wzgórzu. Jej córka, Kemari, nieokiełznana niczym yamaoroshi ( wg. urban legend: niedźwiedź ludożerca ) i nieposkromiona jak zimny północny wiatr, niespodziewanie dla wszystkich wstępuje do wojowniczego gangu motocyklowego, by potem stać się wziętą mangaką ( autorką mang aka komiksów japońskich vel graficznych powieści ). Z kolei Toko, trzecia w kolejności kobieta rodu, jest zupełnie zwyczajna. to jednak jej babka wyznała na łożu śmierci, że ma na sumieniu morderstwo. A o wszystkim opowiada właśnie Toko, która mimo swojej normalności nadal mierzy się z wieloma trudnościami.

 

Kiedy tylko dostałam zapowiedź Czerwonych dziewczyn, moja uwagę przykuło nazwisko autorki. Jak się okazało, hasacz aż taki tępy nie jest, napisy czytał dobrze. Na podstawie jej książek powstało nie jedno anime i nie jeden film. Kobieta była niejednokrotnie nagradzana. I nadal boli mnie porównywanie jej do Murakamiego. Pisałam o tym przy książce Siembiedy, którą wydała Wielka Litera. Nie porównujmy autorów do siebie, bo to jest krzywdzące. Nawet jeśli robi się to na potrzebny PRu.  To może też wprowadzić w błąd potencjalnego czytelnika. Jako bloger piszący o książkach, słyszałam wiele wywodów o tym jaki to Murakami jest zły. Z drugiej jednak strony Kazuki Sakuraba pisze zupełnie inaczej. Jej książki są bardziej wyważone, nie zawierają tak osobliwych scen miłosnych jakie występują u wcześniej wspomnianego Murakamiego i przede wszystkim, choć ciężko mi to przyznać, jej książki czyta się dużo szybciej i lżej.

 

Zatem…nie krzywdźmy autorów. ALE! Hasacz mistrzem dygresji.  Po pierwsze przez całą powieść śmierć przewija się dość zgrabnie i całkiem często. Mamy do czynienia z niewiernością i dużą ilością obyczajowych błędów, które popełniają ludzie przez całe swoje życie, a jeśli wiecie jak dużą wagę do kultury i obyczajowości przykłada się w Japonii to już wiecie jak to wpływa na całą akcję książki.

 

Cała historia jest opowiedziała z perspektywy Toko, która po wyznaniu umierającej babki, zagłębia się w historię kobiet ze swojego rodu. Odkrywa między innymi przyczyny samobójstwa pewnej osoby, odkrywa różne powody zdrady, których dopuścili się w minionych czasach członkowie jej rodu i przede wszystkim, cierpi za zmarłą babcię, co w moim mniemaniu jest tą niesamowitą cechą Toko. Może nie była jak „rwący potok” Kemari, może nie miała tej charyzmy swojego ojca, ale miała tę cechę, która pozwalała jej drążyć historię i odczuwać za zmarłych i rozumieć jak ważne to dla nich było.

 

Książka jest genialna i mam ogromną nadzieję, że jeśli już wyjdzie jakiś film na jej podstawie to nie okaże się jakąś kupą na patyku, bo chyba się zatłukę suchą bułką…

 

A poza tym to właśnie 27 kwietnia będziecie mogli przeczytać jedną z najlepszych powieści z kraju kwitnącej wiśni jaką miałam w łapach i posmyrać ją po grzbiecie. To było takie fabulous, że nie mogę. A moja składnia umarła. Wiem. Dlatego tym bardziej musicie przeczytać. To naprawdę genialnie skonstruowana saga rodzinna, którą powinien przeczytać każdy komu podobało się Ósme życie ( dla Brilki ) czy Droga do domu.

 

 

Za książkę dziękuję i biję pokłony do samej ziemi wydawnictwu Literackie.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s