Anna Tabak „Bursztynowy anioł”. Panie, jaka łona była ślepo!

bursztynowy-aniol-b-iext47069152Tytuł: Brusztynowy anioł
Autor: Anna Tabak
Ilość stron: 317
Wydawnictwo: Zysk i ska

 

Ło panie, jak ja się tej książki bałam tykać. Głównie przez rekomendacje jednej blogerki, ale to się wytnie. Miałam wrażenie, że dostałam jakiś ohydny romans z durną główną bohaterką, czymś co miało udawać fabułę i jeszcze bardziej gównianym stylem autorki – bo do cholery przez jedną osobę, wszystkie moje nadzieje poszły w piździec. Na szczęście nic takiego się nie stało. A jakby się stało, to pewnie bym się zabiła suchą bułką, bo mam dość takich harlequinowych książek dla samotnych pań, albo kobiet, którym się sypie małżeństwo po kilkudziesięciu latach. Zabijcie mnie.

 

Nie ukrywam, pewnie po przeczytaniu początku tego tekstu, połowa z was pomyślała: O! Cyniczny hasacz będzie narzekał teraz na obyczajówkę. Pojecie teraz autorkę i fabułę. – i zacieraliście te swoje małe łapki w oczekiwaniu na jakiś pocisk. A tu nie. Owszem bałam się tej książki ruszać. Bałam się durnoty głównej bohaterki. Jej pretensjonalność zeżre nas żywcem! Ale na szczęście nie. I tyle spokoju. Znaczy, nie było jakoś idealnie czy wybitnie, bo momentami strzelałam się w pysk mocniej niż przy Zmierzchu, ale nadal nie umarłam. Nie dostałam raka.

 

Owszem w moim odczuciu autorka nie pisze jakoś wybitnie, ale jej styl jest wystarczający, żeby napisać przyjemną historię miłosną, z gównianym bohaterem, któremu się fartnęło z aparycją, ale nie koniecznie z umysłem. Umówmy się Michael czy Michał – jeden pies – ni cholery nie miał w głowie. Szczególnie, kiedy Aśka się w nim zakochała. I teraz pewnie pomyślicie: Ej, hasacz, ale gdzie jest skrót fabularny?
A nie ma. Bunt. W każdym razie, autorka sprawnie wykreowała męskiego bohatera, który odrzucał mnie od siebie z siłą huraganu.  Z kolei Manu ( za nim nie mogę zapamiętać pełnego imienia, brawo hasacz ) był całkiem uroczą kluchą, która na koniec jednak okazała się przyjemnym facetem. I dobrze, bo chyba bym musiała warknąć na autorkę.

 

Zresztą i tak miałam wrażenie, że czytam książkę, która powinna być dłuższa. Taki pro tip od hasacza dla autorów: nie bójcie się pisać dłuższych książek. Opisujcie lepiej konkretne sytuacje, nie róbcie takich przeskoków czasowych, to nie jest szkoła magii, gdzie trzeba wywalać króliki z kapelusza, ej.
Nie piszcie książek jak Agnieszka Lis, która na ledwie dwustu stronach, zmieściła blisko dekadę ( albo i ponad ) z życia bohaterki, opisując to naprawdę dziwnie.

 

Ostatecznie Bursztynowy anioł to przyjemna książka, która mimo lekkich braków w fabule i stylu autorki ( proszę Pani, opisy – to główne co mnie bolało. I narracja pierwszoosobowa ), jest naprawdę przyjemną lekturą na jeden wieczór.

 

 

Za książkę dziękuje wydawnictwu Zysk i ska.

 

 

Hasacz.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Anna Tabak „Bursztynowy anioł”. Panie, jaka łona była ślepo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s