Przedpremierowo: Jennifer L. Armentrout „Co przyniesie wieczność”. Mam zagwozdkę.

325246_co-przyniesie-wiecznosc_200Tytuł: Co przyniesie wieczność
Autor: Jennifer L. Armentrout
Ilość stron: 573
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 11 kwietnia 2017

 

Długo miałam problem z Jennifer L. Armentrout i jej książkami. Najpierw przytłoczyła mnie nuda serii LUX, ale zaznaczam, że to moja osobista opinia. Nikogo nie oceniam. Serio. Rozumiem, że ile ludzi tyle opinii i nie powinno się robić z tego powodu burzy. Jednak dla mnie LUX było sakramencko nudne i po prostu meh. Potem sięgnęłam po serię Dark Elements, którą w całości zrecenzowałam dla wydawnictwa Filia. Nie zrozumcie mnie źle. Jestem bardzo wdzięczna za zaufanie, które mi okazało wydawnictwo, ale ta seria też nie była za dobra. Absurdu było w tym tyle, że z powodzeniem Rojson zrobiłby z tego wstępniaka do HW. ( Happy Wheels). A potem z ciekawości zapytałam kolegę z wysp czy posiada może ebooka książki The Problem with Forever. Pomyślałam, że nie będę się opierała tylko na książkach fantastycznych czy paranormal romance, które Armentrout popełniła. Bo to by było głupie z mojej strony. Dlatego przeczytałam książkę  i wtedy BUM! Dobre dwa tygodnie później pojawiła się w zapowiedziach wydawnictwa Filia. I oto jestem. Trochę skonfundowana, ale nadal.

 

Co przyniesie wieczność to historia Mallory „Myszki” Dodge, która całe swoje dotychczasowe życie spędziła w okropnej rodzinie zastępczej, gdzie opiekunowie znęcali się nad nią fizycznie i psychicznie. W efekcie, przez koszmar, który przyszło jej przeżywać przez zdecydowaną większość życia, została stłumiona. Co to znaczy. A to znaczy, że w efekcie traumy, którą zafundowali jej adopcyjni rodzice, dziewczyna ma problem z komunikacją werbalną. Trudno jej przychodzi składanie zdań, nawiązywanie znajomości i przede wszystkim – cisza jest jej pancerzem ochronnym. Tyle tylko, że Mallory, w wieku czternastu lat, trafia do pary lekarzy, którzy obdarzają ją ciepłem, miłością, ogromem zrozumienia, którego najbardziej potrzebowała, zapewniając jej tym samym poczucie bezpieczeństwa. Po ciężkich czterech latach, przed Myszką staje jeszcze jedno wielkie wyzwanie. Ostatni rok w publicznym liceum. To właśnie tam spotyka ponownie Ridera Starka, który już kiedyś był bardzo ważną częścią jej życia. I jak się okazuje, ich więź przetrwała koszmar przeszłości. Tyle tylko, że Mallory nie jest jedyną, która zmaga się z demonami przeszłości. A walka o wieczność, która zdaje się nie istnieć, będzie o wiele cięższa niż mogła sobie wyobrazić.

 

Odkąd zaczęłam czytać książki po angielsku, dużo lepiej przyswaja mi się treści, które w polskich tłumaczeniach, zwyczajnie by mnie odrzuciły. Nie wiem dlaczego, nie pytajcie. Jednak w przypadku tej książki, zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu Katarzyny Anny Dyrek było tak samo. Dobrze. Nawet bardziej niż dobrze. Jedyny problem był z samą książką.
Od prologu miałam wrażenie, że czytam powtórkę z The Silent Waters od Brittainy C. Cherry. Mamy dziewczynkę po traumatycznych przeżyciach, która zamknęła się w sobie. Jest chłopiec, który był jej wsparciem, ale potem i jego znalazły problemy. Z jednej strony schemat i powinno mnie to boleć, ale nie bolało. Po prostu ciągle miałam wrażenie, że jedna pani się drugą inspirowała, choć książki wyszły tak naprawdę w odstępie pięciu miesięcy.

 

Ale zamiast narzekać na powtarzalność, która tak naprawdę mnie nie bolała, bo The Silent Waters było precioso, miałam ból, bo w tej książce w zasadzie nie działo się nic konkretnego. Mallory miała walczyć o Ridera, który zaczął się zapadać w ciemności swoich demonów przeszłości. Był złamany i to ona miała stać się dla niego wsparciem ( znowu jak u Cherry). Co nie zmienia faktu, że to było takie dobre…takie…ciepłe.

Sama Mallory była przeuroczą, choć skrzywdzoną przez życie dziewczyną, która musiała się podnieść po życiowym bagnie, w które ją wpakował los i musiała zaufać nowym rodzicom adopcyjnym, którzy okazali się cudowni. Jedyne co mnie bolało to fakt, że postać nie została bardziej rozwinięta. Nie mówię, że autorka powinna robić WIELKIE ZMIANY w postaci Myszki, ale mogła ją niego bardziej rozwinąć.

 

Tak samo Rider. Chłopak był lepiej rozwiniętą postacią, bo nie był tak wycofany jak Mallory, ale nadal miał swoje wady i demony na plecach. Miałam ochotę nim potrząsać, choć jednocześnie zarówno jego sytuacja jak i sytuacja Myszki były bardzo realne. Armentrout postarała się i nie podała czytelnikowi niczego na tacy, trzeba było czytać i czytać, żeby dowiedzieć się co się tak naprawdę stało.

Jednak końcówka trochę mnie rozczarowała. Nie to, że było źle. Spokojnie. Książka jest naprawdę cudowna i warto po nią sięgnąć. Niezależnie od tego czy narzekam na słaby rozwój postaci czy nie. Sam koncept fabularny jest świetny. Ale spodziewałam się czegoś innego w epilogu. Zwykle umieszcza się tam to co spotyka postaci kilka lat później i tak dalej. A tutaj aby kilka miesięcy…i takie trochę meh.

 

Całościowo jest to naprawdę przyjemna obyczajówka z romansem, która porusza naprawdę realne problemy i dziury w systemie adopcyjnym. PLUS – mamy cudownie zarysowane postaci, w których nie sposób się nie zakochać. Myślę, że to powinno wam wystarczyć. Polecam bardzo mocno.

 

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia ( i Rupertowi – thanks mate ❤ ).

 

 

Hasacz – Book Emperor.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Przedpremierowo: Jennifer L. Armentrout „Co przyniesie wieczność”. Mam zagwozdkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s