Barber czyli o fryzurach dla panów.

barber,378357-sTytuł: Barber
Opracowanie: Giulis Pivetta
Ilustracje: Matteo Guarnaccia
Wydawnictwo: Zysk i ska

 

Zawsze lubiłam krótkie fryzury. Będąc smarkaczem, pewnego lata miałam tak bardzo dość długich włosów, że przez niemal miesiąc prosiłam rodziców, żeby pozwolili mi je ściąć na wzór Trunksa z Dragon balla. Nie pytajcie dlaczego. Uzasadnienie było takie, że mimo wszystko kudły mam gęste i ciężkie. A co za tym idzie, kiedy je wiązałam w warkocze, te były tak ciężkie, że długo cierpiałam na migreny. Taki tam #storytime
Piję do tego, że chociaż Barber mówi o męskich fryzurach, sama machnęłabym sobie kilaka z nich. Żeby było zabawniej – książka przy każdej fryzurze, poza opisem ma również małą instrukcję „zrób to sam”.

 

Książka utrzymana jest w konwencji historii męskich fryzur ciętych. Opisuje w zasadzie każdą męską fryzurę od crew cut po fryzurę na artystę (freestyle w zasadzie). Również poza ilustracjami Matteo Guarnaccia, książka jest pełna zdjęć, będących przykładami jak fryzury prezentują się na mężczyznach.

 
Fryzjer ze mnie żaden, ale jeśli chodzi o wizualną część książki to jestem w tej publikacji zakochana. Podobnie jak w samej oprawie. Czarna jak w habicie ksiądz, lśniąca jak wypolerowana skóra…MAGIA. Oczywiście co do treści, to chociaż nie mam bladego pojęcia o męskim fryzjerstwie, całość była naprawdę ciekawa.

 

Ostatecznie bardzo polecam Barbera każdemu kto interesuje się historią fryzur. Polecam też sprezentować takie cudo swojemu mężczyźnie. Może się zainteresuje?

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i ska.

 

 

Hasacz.

Przedpremierowo: Magdalena Witkiewicz „Czereśnie zawsze muszą być dwie”. Dokładnie za to kocham tę autorkę.

czeresnie-zawsze-musza-byc-dwie,big,730416Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
Autor: Magdalena Witkiewicz
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 10 maja 2017

 

Odkąd zaczęłam czytać, zarzekałam się, że nie ma siły na świecie, która zmusiłaby mnie do przeczytania obyczajówki.  Przez Doris miałam tego dość i uważałam te książki za coś naprawdę durnego. A potem pojawiła się w moim życiu Magdalena Witkiewicz i cholera wzięła wszystkie moje postanowienia. Najpierw przeczytałam Pracownię dobrych myśli, która była tak ciepłą książką, że trafiła do moich książek 2016 roku. Takich The Best Of. A potem Szkołę żon i Pensjonat Marzeń – te książki były cudowne. A potem dostałam przedpremierowy egzemplarz Czereśni i przepadłam.

 

Nie uznaję mianowania autorów i autorek żadnymi królami i królowymi danego gatunku literackiego, ale takiego wymiatacza jak Magda w kategorii książek obyczajowych to jeszcze nie spotkałam. Nie dość, że ta kobieta to czyste złoto, a spotkanie jej na żywo, było jedną z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się na zeszłorocznych targach książki w Krakowie.

Czereśnie zawsze muszą być dwie to historia Zosi Krasnopolskiej, która otrzymuje w spadku po pani Stefanii, zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się mieć swoją historię, którą młoda Zosia zamierza zbadać. Do tego stary dom jest otoczony sadem, który kryje wiele sekretów swoich dawnych mieszkańców. Jednak kiedy na jej drodze pojawia się Szymon, dziewczyna odkrywa znacznie ważniejszy sekret: dowie się czym jest prawdziwa przyjaźń i miłość. Dowie się również dlaczego drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, żeby wydawać owoce.

 

Magdalena Witkiewicz posiadła bardzo trudną do opanowania sztukę opisywania ludzkich losów, bez plucia tęczą, odejmowania postaci rozumu czy bryzgania pretensjonalnością po ścianach. Kiedy tworzy postaci, są to z zasady bardziej racjonalne i pełne ciepła osoby, które chciałoby się poznać w prawdziwym życiu. Wątki miłosne rozwijają się przez całą książkę, nie udając wielkiej miłości w mgnieniu oka – to nie jest vifon, że po trzech minutach macie zupkę pełną chemii i innych trucizn ( bardzo smacznych trucizn). Tutaj mamy przepięknie i lekko opisaną ewolucję postaci, rozwoju uczucia.

 

Jednak przede wszystkim Czereśnie to naprawdę niesamowita historia, zawierająca w sobie wspomnienia, teraźniejsze wydarzenia i okazję do spojrzenia przychylnie w przyszłość. Postać Zosi nie była typową idiotką w opałach, za co chciałabym podziękować autorce. Czasami niezależnie od tego jak genialna byłaby książka, wszystko może wziąć w łeb przez główną bohaterkę. Jednocześnie postać Szymona trochę mnie irytowała, ale wiadomo, nie można mieć wszystkiego.

Całościowo, z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny polecam gorąco Czereśnie zawsze muszą być dwie. To cudowna, ciepła i pełna niespodzianek historia, którą trzeba poznać. Kto wie? Może gdzieś w tobie siedzi Zosia, której trzeba tej książki by zrozumieć prawdziwe znaczenie przyjaźni i miłości?

 

Nadal jednak bez skrępowania mogę napisać, że po Magdalenie Witkiewicz możemy spodziewać się samych niesamowitych książek, cudownych historii chwytających za serce i przede wszystkim ogromu ciepła z Pracowni Dobrych Myśli.

 

Drzewo czereśni potrzebuje
innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce.
Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.

 

Za książkę bardzo gorąco dziękuję autorce ❤

 

 

Hasacz.

Edgar Allan Poe „Opowieści tajemnicze i szalone”. Wszyscy jesteśmy trochę szaleni.

opowiesci-tajemnicze-i-szalone-b-iext47568394Tytuł: Opowieści tajemnicze i szalone
Autor: Edgar Allan Poe
Ilustracje: Gris Grimly
Ilość stron: 135
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

 

Poe dla wielu jest mistrzem grozy i horroru. Inni nie wiedzą dlaczego tytuł tego mistrza otrzymał. Jednak jedno jest pewne. Im więcej reedycji, nowych wydań jego dzieł, tym lepiej to wychodzi i więcej ludzi o nim pamięta.

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia nie zawiodło, kolejny raz. Poza odrobinę zmodyfikowaną treścią opowiadań, które wchodzą w skład małego zbioru, dostajemy również genialne i jakże mroczne ilustracje Grisa Grimla, który doskonale oddał klimat opowiadań Poego.  Wprawdzie pierwsze o czym pomyślałam widząc ilustracje to Tim Burton, ale to raczej na plus. Bo przekład opowiadań był niesamowity i bardzo klimatyczny.

 

Moim zdecydowanym faworytem było opowiadanie Czarny kot i również ilustracje do tego opowiadania najbardziej przypadły mi do gustu. Jest w tym wszystkim wyczuwalny doskonale sam duch Poego, który przecież nie pisał po to żeby straszyć, a żeby udowadniać. I chociaż przyczyny jego śmierci do dziś dnia są zagadką, nadal trudno określić co jest tak naprawdę bardziej niesamowite. To jak usiłowali go zniszczyć przez jego niegdysiejszy talent czy to jak tworzył, nie cierpiąc na żadną konkretną chorobę umysłową.

 

Jedno jest pewne. Opowieści tajemnicze i szalone to ilustrowany zbiór czterech opowiadań, które na swojej półce powinien mieć KAŻDY, kto lubuje się w jego twórczości.

 

Za swój egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

 

Hasacz.

Katherine McGee „Tysiąc pięter”. Każdy ma jakiś sekret. Mniej lub bardziej tragiczny.

tysiacpieter_500Tytuł: Tysiąc pięter
Autor: Katharine McGee
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Moondrive [Otwarte]

 

Świat od zawsze zmierzał w złą stronę. Najpierw zachłanność ludzka doprowadzała do wojen domowych, a nawet światowych. Potem zaczęły się kataklizmy, które były wynikami źle przemyślanych działań gatunku ludzkiego. I chociaż człowiek z całych sił chce przetrwać, nadal robi to w sposób, który wyniszcza świat. Nauka o ludzkiej genetyce też idzie coraz bardziej do przodu. I tutaj rodzi się pytanie: Co będzie następne? To teraz pomyślcie: Wyobraźcie sobie, że za sto lat nie będzie czegoś takiego jak selekcja naturalna. Kiedy zapragniecie mieć dziecko, po prostu będziecie mogli je sobie zaprogramować. Żeby wyrosło na idealnego człowieka. Będzie idealnym dzieckiem, nastolatkiem, a potem dorosłym. Żadnych chorób, żadnych wybryków. A teraz pomyślcie co było kiedy sztuczna inteligencja wszczynała bunt w każdym filmie sci-fi? Tym bardziej człowiek skory jest do popełniania błędów. Do ulegania pokusom. Do zachłanności.

 

W 2118 roku, sercem Manhattanu stanie się Wieża, która liczyć będzie tysiąc pięter. Im bardziej bogaty jesteś, tym wyżej możesz zamieszkać. Na tysięcznym piętrze mieszka Avery, wraz ze swoimi rodzicami i przybranym bratem Atlasem. Dziewczyna jest zaprojektowaną genetycznie nastolatką, która w teorii ma być idealna, przynosić tylko dumę swoim rodzicom. Sęk w tym, że dziewczyna wcale nie jest taka idealna. Jej wielkim sekretem jest prawdziwość uczuć do Atlasa. Ponieważ chłopak nigdy nie był dla niej tylko bratem. Jednak nie tylko Avery darzy go uczuciem. Jest w nim zakochana również przyjaciółka Avery, Leda. W jej przypadku jest to tragiczne uczucie, ponieważ wpędziło ją ono w ramiona uzależnienia. A żeby wszystko było bardziej skomplikowane, Avery zauważa, że coś łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy, mieszkającą na jednym z niższych pięter. Nikt tak naprawdę nie wie, że w Wieży jest ktoś kto zna ich sekrety i nie zawaha się ich wykorzystać na swoje potrzeby.

 

Na wstępie jestem ogromnie wdzięczna autorce za narracje trzecioosobową. Powoli mam dość książek z perspektywy głównej bohaterki, która zwykle ma pstro w głowie i tylko lata po fabule krzycząc, żeby ją ktoś pokochał.

W przypadku Tysiąca pięter, autorka bardzo sprawnie nakreśliła fabułę, gdzie w zasadzie życie bohaterów jest związane stale z Wieżą, która tak naprawdę może być siedliskiem całego zepsucia, które człowiek w sobie ma. Z jakiegoś powodu bardzo było mi żal Avery. Może dlatego, że tak mocno zakochała się w swoim bracie, jednocześnie nie mogąc być w pełni szczęśliwą? No i dlatego, że tak naprawdę nie miała prawdziwych przyjaciół. Z kolei Leda wydawała mi się najgorszą postacią w całej książce. Denerwowała mnie na każdym kroku, a to jak nieobliczalna była sprawiało, że miałam ochotę strzelić ją w pysk. Tak po prostu.

Eris zaś była postacią, która komplikowała wiele relacji, tak jak Leda, z tą różnicą, że ta pierwsza nie robiła nikomu krzywdy. I przede wszystkim wydawała się być o wiele bardziej racjonalna w swoich poczynaniach.

Sama postać Atlasa była po prostu w porządku, chociaż jak rzadko w książkach młodzieżowych, wszystkie postaci, włącznie z tymi najbardziej pobocznymi, były ważne dla fabuły i całej struktury książki. Z drugiej strony miałam wrażenie, że już gdzieś czytałam coś podobnego, ale nadal nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Co nie zmienia faktu, że McGee napisała coś porządnie – jak raz – i w końcu nie było schematy „idiotki w opałach uratowanej przez swojego ukochanego”.

Reszta postaci niewiele zrobiła, żeby zapaść mi w pamięci, ale to nie zmieniło faktu, że mimo zawiłości i pozornie słodkiej historii, ta książka to kopalnia zaburzeń psychicznych, patologicznych zachowań i dramatów ludzkich. A wszystko przez zachłanność.

 

 

Ostatecznie mogę polecić Tysiąc pięter i uwaga – nie dlatego, że wydawnictwo było tak miłe i wysłało mi egzemplarz w papierze. Książkę i tak przeczytałam po angielsku i nawet tłumaczenie jest dobre. Zatem jeśli chcecie przeczytać coś niecodziennego, z dobrze wykreowanymi postaciami to polecam Tysiąc pięter.

 

 

Za książkę w papierze dziękuję wydawnictwu Moondrive, a za ebooka Jamiemu – Thanks mate.

 

 

Hasacz.

 

J.K. Rowling „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz”. Czytaj i oglądaj.

fantastyczne-zwierzeta-i-jak-je-znalezc-oryginalny-scenariusz-b-iext47503913Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Autor: J.K. Rowling
Ilość stron: 310
Wydawnictwo: Media Rodzina

 

Po podręcznikach i baśniach ze świata Harry’ego Pottera, przyszedł czas na kolejny scenariusz ( o Przeklętym dziecku nie chcę nawet myśleć…). Wprawdzie jestem z tych czytelników, którzy wolą książki od filmów, a dodawanie po latach książek do uniwersum „dla pieniędzy” jest trochę męczące. JEDNAKŻE! Takie dodatki jak Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to akurat bardzo przyjemny wizualnie element uzupełniający świat przedstawiony w siedmiu książkach o młodym czarodzieju Harrym Potterze.

 
Całość książki opowiada o badaczu i magizoologu Newtcie Skamanderze, który właśnie ukończył swoją podróż dookoła świata, którą odbywał by znaleźć rzadkie i niespotykane zwierzęta. Tak naprawdę pobyt w Nowym Yorku miał być tylko przerwą w podróży, jednak złośliwość losu dopada czarodzieja i ginie jego magiczna walizka. A co gorsze…magiczne zwierzęta wydostają się na wolność i zaczynają się prawdziwe kłopoty.

 

I żeby nie było, film widziałam. Przepięknie wykonany. Przeurocze zwierzaki i przede wszystkim trochę naciągany polski akcent. Sam Newt nie tylko w filmie, ale i w książce..wróć. W scenariuszu, trochę podwiewał osobą z Aspergerem, co w zasadzie jakiś czas temu potwierdziła autorka, ale to widać po postaci, jeśli ktoś zna objawy. Nadal jednak to przeurocza historia, która przyjemnie uzupełnia całą serię Harry’ego Pottera. Nie wiem jednak czy to prawda, ale bardziej obeznani w serii, pisali mi, że tak jak Przeklęte dziecko mijało się zupełnie z wydarzeniami z głównych książek, to i tutaj były spore nieścisłości, jak w tym momencie, że Dumbledore interesował się Newtem, a podobno trochę się to rozciągnęło w czasie – nie mówię, że to moja opinia.

Ze swojej strony mogę zapewnić, że czytałam to na sucho, tuż przed filmem. I przyznam szczerze, że jestem odrobinę zawiedziona. Cała historia zyskałaby o wiele więcej, gdyby autorka jednak się szarpnęła i napisała to jako pełnowymiarową książkę. Brakowało mi dokładnych opisów i tej właściwej formy książkowej, choć nadal całość wypadła o niebo lepiej niż wcześniejsza próba pisania scenariusza ( chociaż jeśli dobrze pamiętam, niewiele Rowling tam zrobiła ).

 

Czy polecam? Owszem, szczególnie dla tych z was, którzy nie są wielkimi fanami i zamierzają drzeć książkę przez jakieś potknięcia. Jeśli jesteście na moim poziomie wtajemniczenia, to bardzo polecam, będziecie zadowoleni.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

 

 

Hasacz.