John Boyne „Chłopiec w pasiastej piżamie” & „Chłopiec na szczycie góry”. Mam problem.

chłopiecTytuł: Chłopiec w pasiastej piżamie
Autor: John Boyne
Ilość stron: 200
Wydawnictwo: Replika

 

Jakiś czas temu, kiedy jeszcze w czasach szkoły średniej wpadałam na spotkania Dyskusyjnego Klubu Filmowego, prowadzonego przez moją ówczesną polonistkę, zostałam dość brutalnie uświadomiona, że nie nadaję się do oglądania filmów, mówiących o tragizmie wojennym i tak dalej. A raczej ludzie z klubu zostali uświadomieni, kiedy na ten przykład, podczas seansu nowej wersji doktora Żywago ( 2002) zrobiłam z tego żywcem kabaret, komentując brak jakichkolwiek krągłości Keiry Knightley, czy dopingowałam decyzję popełnienia samobójstwa przez Pashę. Taki ze mnie zimny hasacz. Wprawdzie podczas seansu Chłopca w pasiastej piżamie nie rzucałam chamskimi komentarzami, ale film nie wywołał we mnie specjalnych emocji. Niestety z książką było dokładnie tak samo.

 

 

Mój problem leży w tym, że bardziej poruszyłby mnie dokument z suchą, historyczną narracją. Nie fabularyzowane dzieło literackie czy inny tekst kultury, którym jest też film. Nie mogę powiedzieć jednak, że temat książki nie jest dobry. Bo Chłopiec w pasiastej piżamie to w pewien sposób obraz zderzenia się brutalnej rzeczywistości z niewinnością. Bruno jest synem komendanta obozu koncentracyjnego. Wojna toczy się dla niego tak naprawdę poza jego świadomością. Poza jego wzrokiem. Póki nie poznaje Szmula. Syna żydowskiego zegarmistrza. I tak jak dla Brunona życie jest lekkie i przyjemne, tak chłopiec, którego poznaje na granicy obozu, doświadczył wojny w ten najgorszy sposób. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Chłopcy stają się równi. Tylko czy są szczęśliwsi?

 
Wprawdzie film widziałam już dobrych kilka lat temu, ale nadal podczas czytania książki miałam duże zgrzyty. Filmowcy wrednie zmienili zakończenie. I było bardzo nierealne. W filmie. Książka z kolei nie ruszyła mnie w żaden sposób. Niestety…, a powiem szczerze, że miałam ogromną nadzieję, że jednak. Bo ileż można słuchać, że jest się bucem bez empatii?

 
II wojna światowa była moim ulubionym przedziałem w historii. Nie żebym była jakimś specjalnym sadystą. Po prostu z jakiegoś powodu ten okres w historii nie tylko Polski, ale i świata bardzo łatwo było mi przyswajać. Z kolei fabularyzowanie tego okresu, trochę mnie boli. Głównie dlatego, że trudno jest znaleźć książkę, której narracja nie zahaczałaby o jakieś poważne nadużycia ( chociażby jak w przypadku Lekcji anatomii doktora D.) . Tutaj miałam ważenie, że to książeczka dla dzieci, żeby w jakiś lekki sposób przybliżyć im to jak okrutna i bezwzględna była wojna, a jednocześnie na tle tych wszystkich wydarzeń, pokazać jak rodzi się przyjaźń i jak niewinne są dzieci.

 

chlopiec-na-szczycie-gory-b-iext47429204
Tytuł: Chłopiec na szczycie góry
Autor: John Boyne
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Replika

 

Druga książka Boyne’a opowiada o losach małego Pierrota, który po śmierci obojga rodziców zmuszony jest do rozpoczęcia nowego życia u boku ciotki Beatrix – służącej w zamożnej, austriackiej rodzinie. Tyle tylko, że dom, w którym pracuje jego ciotka to nie taki sobie dom bogatych Austriaków. To Berghof, rezydencja Adolfa Hitlera. Do tego jest rok 1935, wojna zbliża się wielkimi krokami, a na domiar złego, mały Pierrot błyskawicznie trafia pod skrzydła samego Furera. Jak to mówili Niemcy…Alles fur Deutschland…

 
Nie będę się rozwodziła nad postacią Pierrota. Chłopiec szybko zaczął przesiąkać osobowością i charyzmą Hitlera. Z kolei sam furer został przedstawiony w bardzo niepokojący sposób. Z jednej strony dorosły facet, jakby nie spojrzeć u szczytu władzy ( trochę jakby tytuł pił właśnie do Hitlera, a nie Pierrota ), a z drugiej jednak dziecinny i z tego powodu nieobliczany jak mały socjopata.

 

Narracja dalej mi nie pasowała, jak wspomniałam wcześniej, nadal wolę te książki, które podają suche fakty, a nie ubarwiają te fakty wątpliwej jakości narracją. Przy czym nadal uważam, że gdyby autor postawił na nieco dojrzalszy styl i bardziej skupił się na postaci Pierrota myślę, że wyszłoby o wiele lepiej. Tymczasem doszłam do wniosku, że jestem za głupia na takie książki, moje pokłady empatii dochodzą do głosi\u tylko i wyłącznie przy książkach, które w teorii nie powinny mnie ruszać.

 

 

Ostatecznie zarówno Chłopiec w pasiastej piżamie jak i Chłopiec na szczycie góry to książki targowane. Nie trafiają do wszystkich, mają rozczulić i jednocześnie pokazać okrucieństwo wojny. Może Jestem za głupia na wojnę, a może po prostu powinnam odstawić takie książki, żeby innym nie psuć życia? Nie wiem. Ale jeśli ruszył was film Chłopiec w pasiastej piżamie, to obie te książki powinny trafić w wasze ręce.

 

 

Za książki dziękuję wydawnictwu Replika.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s