Kristy Moseley „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”. Dobra, daj mnie ten czerwiec.

chlopak-ktory-chcial-zaczac-od-nowa-b-iext47877239Tytuł: Chłopak, który zaczął od nowa
Autor: Kristy Moseley
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

 

Przy okazji premiery Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno rozpętała się jakaś straszna gówno burza odnośnie oceny książki. Tylu ludzi jojczyło na styl autorki, na błędy w zredagowanym tekście i całą fabułę książki, że to było śmieszne. Piszę oczywiście o środowisku, w którym się obracam czyli tych czytających. I w ogóle nie rozumiem tej niepotrzebnej burzy. Fakt. Były literówki, które dostarczały lol contentu podczas czytania, styl autorki nie był idealny, ale był całkiem dobry. Nie było czegoś dramatycznego. Historia nie była dramatycznie zła. Nawet się ucieszyłam, że wyjdzie następna książka tej autorki. I co? I jest lepiej. Jest nawet lepiej niż lepiej.

Po pierwsze Chłopak, który chciał zacząć od nowa to historia rozpisana na dwa tomy – joy to the world, po prostu – więc w czerwcu dowiemy się co słychać u Ellie i Jamiego. Tymczasem cała historia zaczęła w nocnym klubie. On nie szukał kłopotów, chciał spokoju i nowego początku. Zerwania z kryminalną przeszłością. Ona niedawno zerwała z chłopakiem, chciała wolności i spokoju, którego potrzebowało jej serce. Żadne z nich nie przypuszczało, że ta jedna noc wszystko zmieni. Ellie i Jamie zakochują się w sobie od pierwszej chwili. Głęboko, mocno i namiętnie. Szybko zaczynają planować wspólną przyszłość. Podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak kryminalna przyszłość Jamiego bardzo szybko daje o sobie znać. Ellie nie wie czym zajmuje się Jamie, kiedy nie może się z nią spotkać. Jak potoczą się ich losy? Czy dziewczyna wybaczy ukochanemu?

 

Nie wiem, dowiemy się w drugim tomie, ale bogowie mi światkami, że chcę tę książkę już teraz! Pierwszą rzeczą jaka mi się bardzo spodobała to fakt, że główny męski bohater to nie taki chodzący pomnik ze złota, który trzeba stawiać zaraz na piedestale, a dziewczyna to jakaś upośledzona gąska, której samochód przetrącił karczycho, ale jakoś dyga. Na szczęście.
W tej książce autorce poprawił się styl pisania, nadrobiła trochę w kreacji postaci, chociaż jej pierwsza książka Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno, była bardziej dramatyczna moim zdaniem i lepiej mi się ogarniało wszystko. Jednak tutaj kreacja Jamiego, który z jednej strony miał problem by oderwać się od przeszłości, a jednocześnie tak bardzo chciał być poza tym, przy Ellie…borze tucholski, wzruszenie milion.

Kreacje postaci były super, chociaż Ellie mogła być bardziej dociekliwa, a nie pozwalać na takie jazdy, które uskutecznił Jamie, kiedy zaczęło robić się gorąco. Tego nie jestem w stanie pojąć w związkach opisywanych w książkach i między ludźmi. JAK MOŻNA tak okłamywać, to ja nie ogarniam. Mam chyba za mało mózgu na to ( God bless fronda za uświadomienie ).

Całościowo książka jest świetna, ale zakończenie tak mnie wkurzyło, że kiedy zamknęłam książkę, siedziałam poirytowana, a potem z wielką determinacją powiedziałam na głos: Dobra Harper Collins Polska…daj mnie to. Daj mnie ten czerwiec i drugi tom.
Powiedziałam to. O trzeciej nad ranem, głośno, poirytowana. Ojciec nie był zadowolony.

 

Mam nadzieję, że wy będziecie.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

Maya Banks „Z każdym oddechem”. Stop her! Her pretentiousness will eat us alive!

z-kazdym-oddechem_9788327624888Tytuł: Z każdym oddechem
Autor: Maya Banks
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

 

Przychodzi ten moment w życiu, kiedy człowiek się zastanawia nad kilkoma rzeczami. Na przykład: Czemu do cholery większość autorek najbardziej sprośnych i soczystych erotyków wygląda jak osoby, które nigdy nie doświadczyły czegoś takiego ( ejkejej like mahself). Po co biorą się za pisanie takich książek, raniąc się tylko jeszcze bardziej? Chamski wstęp, wiem, ale poważnie zaczęłam się nad tym zastanawiać, biorąc pod uwagę fakt, że takie osoby jak ja ( chodzi o to otyłość, nie bójmy się tego słowa ) nie są obiektami westchnień. Finalna konkluzja jest taka, że takie osoby piszą erotyki albo około erotyczne książki tylko po to, żeby nie dobijać innych.

 

Zatem abstrahując od moich dziwnych przemyśleń, skupmy się na książce Mayi Banks, autorki książek erotycznych, około erotycznych, obyczajowych i historycznych romansów – fatum here I come. Z każdym oddechem to książka opowiadająca historię Elizy. Kobiety, która przez swoją przeszłość musiała zmienić nazwisko i zacząć życie od nowa. Nie to, żeby zrobiła coś złego. Wiecie…jak w tym dowcipie: Schizofrenik paranoidalny wchodzi do baru…i dochodzi do masakry. A tak poważnie. Dekadę wcześniej kobieta miała piekło zamiast życia, a to za sprawą obsesyjnie zakochanego w niej seryjnego mordercy – romantyzm much. Teraz mężczyzna odsiaduje karę dożywocia w więzieniu i kobieta może powoli wrócić do życia. Czy na pewno?  Eliza chce żyć pracą, nie szuka towarzystwa, chce tylko spokoju. Jednak na jej drodze staje przystojny, arogancki i diabelnie gorący Wade Sterling. Początkowo kobieta chce go unikać, ale między nimi rodzi się dziwna chemia. Niby ciągnie ich do siebie naprawdę mocno, ale jednocześnie coś ich od siebie odpycha. Prawda jest taka, że Wade już kiedyś uratował życie Elizie. I będzie musiał to zrobić raz jeszcze, kiedy okazuje się, że prześladowca kobiety niespodziewanie zostaje zwolniony z więzienia.

 

Ja się pytam : JAK?! Za dobre sprawowanie nie wypuszczają z dożywocia! To jest raz. Dwa…przez dekadę się kobita ukrywa, a tu nagle ziomuś wychodzi z więzienia i co? Wpada na nią na ulicy? To dlatego tak bardzo nie lubię przedramatyzowanych książek. Macie ledwie przekroczone trzy setki stron i opisy tak skrócone, że chce się płakać. Moc rozczarowań i ból świata, panie WELTSCHMERZ!
Poza tym, że książka była za krótka, za bardzo skoncentrowana i miała trochę ubytków w samej fabule, to muszę przyznać, że czytało się dobrze i mogłabym polecić książkę każdej czytelniczce, która miała styczność z twórczością tej pani. Innym polecam się uzbroić w cierpliwość, bo jak sam koncept historii był super i gdyby to poprowadzić trochę inaczej, opisać dokładniej, książka byłaby A +++ would read again. Niestety trochę się zawiodłam na całości.

 

Miało być tak pięknie, ale cały szmal na książkę diabli wzięli. Niestety wyszło co wyszło. Jednak jeśli jesteście miłośnikami twórczości pani Banks to nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam tę książkę i enjoy.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Harper Collins.

 

 

 

Hasacz.

Caroline Wallace „Marta, która się odnalazła”. O porzuceniu, niespotykanych umiejętnościach i czasie.

82d8d534e9Tytuł: Marta, która się odnalazła
Autor: Caroline Wallace
Ilość stron:384
Wydawnictwo: Pascal

 

Częściej niż do poronień, kobiety porzucają swoje dzieci. Czy to ze strachu czy przez odrzucenie ze strony rodziny, albo po prostu nie chcą dziecka. Historia Marty nie jest czymś niezwykłym. Dziewczyna jako niemowlę została zostawiona w walizce na dworcu w Liverpoolu, którego nigdy nie opuściła. Marta ma 16 lat i tylko 36 dni na to by dowiedzieć się kim jest, kto ją zostawił szesnaście lat temu na dworcu. należy zaznaczyć, że dziewczyna ma niesamowity talent do odnajdywania rzeczy. Pytanie tylko czy ten talent pozwoli jej na odnalezienie siebie? Czy dowie się kto i dlaczego zostawił ją na dworcu?

 

Tego wam nie powiem, ale przyznam szczerze, że tak osobliwie napisanej książki, która by mnie wciągnęła, jeszcze nie znałam. Kreacje postaci są bardzo przyjemne, choć i zdarzają się takie, którym urwałabym nie tylko łeb po samych ramionach, ale to się wytnie. Mam wrażenie, że autorka macała trochę realizm magiczny, biorąc pod uwagę zdolności Marty i to jak toczy się te niespełna trzydzieści sześć dni i co wychodzi na jaw.

Jestem zauroczona wątkiem miłosnym, który jest tak delikatny, że nawet sama główna bohaterka nie miała pojęcia, że pewien zacny jegomość się w niej zakochał. * kisses* precioso ❤ . Genialne poprowadzona akcja, osobliwa narracja i przede wszystkim moment, który zjeżył mi włos na karku. A w to wszystko był zaangażowany jeden facet…żeby go Odyn dopadł, bo cholera niy strzymia.
Całościowo Marta, która się odnalazła to książka niesamowita, wciągająca i na swój sposób ciepła. Bardzo przyjemnie czytało mi się pewne momenty ( nie napisze o co chodzi, c’mon…spoilers ), ale dla nich i właśnie tak delikatnego wątku miłosnego warto przeczytać tę książkę.

 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Pascal.

 

 

 

Hasacz.

Przedpremierowo: Jessica Khoury „Zakazane życzenie”. I’m in the mood to help you dude!

324429_zz-zakazane-zyczenie_574Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury
Ilość stron: 378
Wydawnictwo: SQN imaginatio
Premiera: 1 marca 2017

 

Bajki Disneya były częścią większości dzieciaków. Niezależnie czy to tych z pokolenia lat 80′, 90′ czy 2000. Jedni oglądali je w telewizorni, z polskim dubbingiem. Inni byli chowani na oryginałach i wiedzieli na ten przykład, że wielki, kochany Dżin z Aladyna mówi głosem Robina Williamsa ( spoczywaj w pokoju niebieski przyjacielu ). Nie bez powodu wspominam właśnie ten konkretny tytuł. Zakazane życzenie bowiem jest retellingiem do dobrze znanego nam Aladyna, księcia złodziei. Są tu jacyś fani? No to jedziemy! 😀

That’s it, three. Uno, dos, tres. No substitutions, exchanges or refunds. Master, I don’t think you quite realize what you’ve got here! So why don’t you just ruminate, while I illuminate the possibilities!

Dżin, Aladyn (1992), Disney – Robin Williams (głos)

Ilekroć słyszę o Alladynie, zaraz nucę Friend like me i nie mogę przestać się uśmiechać. Kto z nas nie chciał mieć takiego przyjaciela, który jednocześnie może spełnić trzy nasze życzenia? Tylko pamiętajcie: żadnego zabijania, zmuszania do miłości i przywracania z martwych. It’s not a pretty picture…

Jessica Khoury przedstawia nam historię dżina, który jest…kobietą. Gdy Aladyn odnajduje lampe, Zahra – dżin – ponownie wraca do świata, po blisko pięciu wiekach.Sęk w tym, że ludzie i dżinny pozostają w stanie ścisłej wojny, wiec dziewczyna musi się ukrywać pod różnymi kształtami i postaciami by trwać przy Aladynie, póki ten nie wypowie swoich trzech życzeń. Wszystko jednak zaczyna się sypać, kiedy król dżinnów Nardukha oferuje dziewczynie wolność od magii lampy. Ceną za wolność jest jednak zdrada jej obecnego pana – w którym wbrew sobie Zahra się zakochała. Przyjdzie jej dokonać najtrudniejszego wyboru w swoim życiu i wybrać między wolnością, słodką kuszącą a miłością, która jest nienaturalna i zakazana.

W oryginalnym Aladynie mieliśmy do czynienia z zawiązaniem się przyjaźni między Dżinem a głównym bohaterem bajki. By rozkochać w nim księżniczkę. Tutaj autorka wprowadza bardzo przyjemny plot twist w postaci zmiany płci dżinna.

Kreacja postaci robi robotę, a rozwój więzi między Aladynem i Zahrą jest wręcz przeuroczy. Aladyn początkowo trochę działał mi na nerwy, ale zrekompensował sobie to zachowaniem względem dziewuszki „bez twarzy”. Trudno nie polubić zarówno Zahry, kobiety dżinna, która wbrew sobie zakochała się w prostym chłopaku, jakim był Aladyn i na dodatek musiała dokonać tak trudnego wyboru jak odrzucenie miłości lub wolności. Wszyscy wiemy co wystarczyło zrobić, żeby tego uniknąć, ale mimo wszystko cudownie czytało się o ich przygodach, o podejmowanych decyzjach i o życzeniach.

Bardzo gorąco polecam Zakazane życzenie bo to naprawdę magiczna, niesamowicie wciągająca i przejmująca książka z wielką dawką magii samej w sobie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN.

Hasacz.

Po seansie #3 : „Legend” (2015) czyli rzecz o brytyjskich gangsterach lat ’60. [Spoilers]

W każdym tekście o filmie zaznaczam, że kinomanem nie jestem i nie będę. Oglądam bardzo mały procent tego co wchodzi do kin, o ile w ogóle. Nie lubię chodzić do kina, bo nie lubię oglądać filmów w grupie większej niż max 10 osób. Kilka razy przeszłam ten koszmar i więcej tego nie powtórzę, póki nie znajdzie się film, który mnie do tego zmusi.

 

Każdy z nas, niezależnie od tego czy jest kinomanem czy nie, czy woli oglądać filmy w internecie czy nie, ma swój typ aktora czy aktorki. Jakiś typ warsztatu aktorskiego czy urody, który ma pasować do konkretnych postaci. Na ten przykład: odnośnie serialu Gra o Tron osłuchałam się jak to producenci spieprzyli robotę, bo khala Drogo zagrał Jason Momoa, który wyszedł bardziej jak zniewieściały buc niż dathracki barbarzyńca, którym był w książce Drogo. Ale…w moim odczuciu to co zostało spieprzone to nie dobór aktora, a napisanie roli. Przy czym rozumiem. Nie każdemu się podoba to jakiego Drogo odwalił Momoa ( he’s a bea ❤ ).

Moim typem aktora jest właśnie ktoś z pogranicza Jasona czy Hardy’ego. Ale do czego zmierzam. Gdzieś mi się kiedyś obiło o pysk nazwisko Hardy – bo normalnie jako osoba niezainteresowana szczególnie kinem, nie miałam pojęcia gdzie i co ten aktor tworzy. Potem, gdzieś na żutube, ogarnęłam materiał z making of, gdzie Hardy bił się…uwaga…sam ze sobą. Myślę: to będzie dobre. Ale się nie przekonałam, bo wtedy się okazało, że film nie wszedł do kin, więc próżno szukać go w internetach. To też zapomniałam o tym i przepadło to gdzieś w czeluściach mojego łba. Przedwczoraj jednak uznałam, że obejrzałabym coś, odpoczęła od tekstu. I tak w moich propozycjach na filmwebie pojawiło się Legend.

 
7698699-3Zatem o czym jest Legend? O gangsterach. Dokładnie o bliźniakach Ronniem i Reggiem Kray. W latach 60′ ubiegłego wieku trzymali w szachu większą część Londynu. I w zasadzie to powinno wam wystarczyć. Ale kim ja bym była, jeśli nie opisałabym wam czegoś więcej. Zatem Ronnie to ten żądny krwi i władzy brat, który jest również zabawny przez swoją szczerość. Uznaje siebie za tego brzydszego bliźniaka. Reggie to ten piękniś. Człowiek zagadka, bo choć wydaje się być mężczyzną pełnym miłości i ciepła, ma również ciemną stronę. Bezwzględnego gangstera, który może zabić jeśli to pomoże mu w osiągnięciu celu. Osobno są niebezpieczni, ale razem są jeszcze gorsi. Jednak bycie gangsterem to nie było prowadzenie szemranych interesów, uciekanie przed policją czy prowadzenie kasyna. To też miłość, która może mieć tragiczny skutek. Dla obu stron.

 

Co do obsady to nie muszę się specjalnie wysilać. Cały film kręci się na dobrą sprawę dookoła postaci bliźniaków czyli Toma Hardy i Frances Shea czyli Emily Browning. Starszego brata Frances czyli Franka gra młody Merlin czyli Colin Morgan. Chłopaczek sobie poradził, bo miał grać chuderlawego i wystraszonego chłopaczka, który z podrzędnego sklepu na przedmieściach Londynu, trafił do obstawy bliźniaków Kray. Żeby było zabawniej Reggie zakochuje się w jego siostrze i mimo niezadowolenia jej matki, zaczynają się umawiać. Na tle gangsterskich intryg i szemranych interesów, morderstw i przestępstw, rozwija się związek o wątpliwych podstawach między Reggiem i Frances. Ostatecznie jednak ukochany dziewczyny trafia kolejny raz do więzienia – kolejny raz za swojego brata – przez to Reggie znów musi odsiedzieć wyrok. Ostatecznie między nim i Frances dochodzi do ostrej wymiany zdań, która kończy się brutalnym sprowadzeniem dziewczyny na ziemię, przez pokazanie jej kto w tym związku dyktuje warunki ( można odczytać jako gwałt ). Kiedy Reggie obiecuje zerwać z gangsterstwem i zabrać Frances daleko od Londynu by mogli odbudować ich małżeństwo – dziewczyna popełnia samobójstwo przez przedawkowanie leku psychotropowego, który podwinęła z nocnej szafki nieobliczalnego bliźniaka swojego męża.

legend-movie-review
Hardy był odpowiedzialny za rolę bliźniaków i w moim odczuciu, gdyby Oscary były wyznacznikiem dobrych filmów i tak dalej, to właśnie ten film powinien był wygrać. Albo chociaż za rolę aktora pierwszoplanowego. No, ale co ja mogę. Jestem tylko hasaczem.

Rozgraniczenie między bliźniakami i to jaki charakter dał każdemu z nich swoją grą aktorską jest niesamowite i muszę to napisać, nawet jeśli to nie ma znaczenia dla filmu: Tom Hardy wygląda zajebiście w garniturach. Poza główną parą aktorów, nikt nie był specjalnie wybitny, choć Emily Browning też się jakoś nie popisała.

Całość okazała się być filmem biograficznym, co dodaje temu punkty. Do tego muzyka i charakteryzacja, on point!  Ładnie w to wszystko wkomponowano osobę Duffy, która zagrała piosenkarkę występującą w kasynie Kray’ów. No i sam fakt gangsterskiego półświatka i to w Londynie.

 

No i już wiem czemu mnie tak do Toma ciągnęło. Cuz he’s British! ❤

 

Ostatecznie film dostał ode mnie 9/10 w skali filmwebu:

hardylegend

Jeśli oglądaliście film, koniecznie napiszcie jak wam się podobał. 😀