Jennifer L. Armentrout „Ostatnie tchnienie”. Czy karuzela absurdu została zatrzymana? To już koniec.

180_5a31faf7fc48231fcf354b1f416c0a81_bTytuł: Ostatnie tchnienie
Autor: Jennifer L. Armentrout
Ilość stron: 447
Wydawnictwo: Filia

 
To już ostatni tom spod znaku Jennifer L. Armentrout i jej serii Dark Elements. Pierwsze dwa tomy czyli Ognisty pocałunek i Arktyczny dotyk były jedną wielką spiralą absurdów i wielkiej bredni, z której wielką radochę miałby najpewniej Rojson, gdyby zechciał o tym ze mną pogadać. Fabuła pierwszych dwóch tomów była tak dziwna i absurdalnie przerysowana, że nawet jak na książki dla młodzieży z dużą dawką magii i demonicznych postaci było to przesadzone. Layla to dziewczyna, która od zawsze była zakochana w Zaynie – troskliwym, wspaniałym strażniku, z którym jednak nie mogła być. Dlaczego? Ponieważ pocałunkiem zabijała wszystko co miało duszę – jak jakiś sukkub – tylko początkowo była uznawana za jakiego gargulca…90% tej serii to zamartwianie się czy powinna być z Zaynem, którego może zabić czy może z Rothem, który jest demonem, nie ma duszy i może przy nim być sobą.

 

Jakby na to nie spojrzeć, skoro nie podeszła mi seria LUX od tej autorki, tak bałam się, że cała seria Dark Elements będzie apokalipsą na patyku. Całe szczęście i o dziwo trzeci tom, mimo słabego początku był na tyle dobry, że gdyby cała seria była utrzymana w takim klimacie i na takim poziomie, z powodzeniem mogłabym temu dać mocne 8/10. Problem w tym, że to nie anime, żeby mogła to tak oceniać, a jak wspomniałam, tylko 10% serii dawało nadzieję na cokolwiek. W trzecim tomie mamy kolejne wydarzenia, w następstwie których Layla przekonuje się kto jest dla niej odpowiedni, ale jednocześnie ona i jej przyjaciele muszą zmierzyć się z Lilith – jednym z bardziej niebezpiecznych demonów piekielnych. Layli przyjdzie paktować z wrogami by ochronić nie tylko miasto, ale i swój gatunek. A do tego nadal pozostaje rozdarta między dwoma światami. Czasami jednak nie można kierować się tylko rozumiem.

 

Duuh…gdyby Layla od początku była tak zdecydowana i skora do poświęceń, a ta seria zyskała by spore grono…ba…RZESZĘ fanów i to nie tylko w postaci fanek gorącego demona czy kluchowatego strażnika, z imieniem, które poważnie targało moim żołądkiem. Nie brakowało całkiem zaskakujących zwrotów akcji, przyznam szczerze, że w ogóle się nie nudziłam, choć były momenty przyprawiające mnie o facepalm, który automatycznie lądował na moim paszczu. Mimo wszystko nie było aż tak źle jak przy poprzednich tomach, a nawet jestem skłonna powiedzieć, że byłoby dobrze gdybyście to przeczytali.

 

Chociażby ze względu na dawkę absurdu, która dostarcza naprawdę dużo powodów do śmiech, a i pewnie znajdą się takie czytelniczki, które będą wzdychały do Rotha czy Zayne’a.  Osobiście nie poczułam szczególnej więzi z żadnym bohaterem czy bohaterką, ale książka to dobra odskocznia do poważniejszych czy cięższych książek. Znośny romans – przysięgam, że pisząc to usłyszałam krzyk publiczności „za mało seksu”.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s