Kimberly McCreight „Outliersi”. What kind of sorcery is this?!

Kimberly McCreight_ Outliersi grzbiet 27 mm.inddTytuł: Outliersi
Autor: Kimberly McCreight
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Czarna Owca

 
Różne wydarzenia mają na nas inny wpływ. Nie zawsze to co jest szczęśliwe, może nas cieszyć. Nie wszystko smutne dotyka nas bezpośrednio. Czasami jest to tylko zapalnik do wielkiej emocjonalnej bomby, która budowała się w nas od jakiegoś czasu i tylko cicho tyka, żeby pewnego dnia wybuchnąć. Co innego kiedy wybuch jest cichy i niezauważalny – osoba znika, a potem zostaje odnaleziona w dole rzeki. Jednak kiedy wybuch jest głośny, potężny  i niszczy wszystko dookoła, przestaje być bagatelizowany.

Wylie to dziewczyna, której trudno się żyje. Nie ze względu na niedostatek materialny. Zawsze była trudną do opisania dziewczyną, zwłaszcza na płaszczyźnie emocjonalnej. Niby ma przyjaciółkę, ale od śmierci matki nie wychodzi z domu. Tam jest jej azyl, jej bezpieczna przystań. Dziewczyna naturalnie jest pod opieką psychiatry, a ojciec bardzo się o nią martwi. Cassie, przyjaciółka Wylie, nie kontaktowała się z nią od tygodnia, odkąd dziewczyny się pokłóciły. Niedługo potem dziewczyna dostaje od Cassie smsa. Przyjaciółka prosi Wylie o pomoc, zabraniając jej kontaktować się z policją. Wysyła po nią jednak Jaspera, chłopaka, któremu nie ufa. Twierdzi, że sprowadził jej przyjaciółkę na złą drogę. Jednak wyprawa po Cassie z misji ratunkowej, zmienia się szybko w niebezpieczną ucieczkę przed śmiercią. Co tak naprawdę zrobiła przyjaciółka Wylie? W co została wrobiona? Kim tak naprawdę są Outliersi?

 

Nastawiałam się bardziej na jakąś przereklamowaną powieść dla młodzieży, która tylko na okładce ma napisane thriller. Sęk w tym, że chociaż Outliersi zaczynają się jak typowa młodzieżówka, która ma opowiadać losy nie do końca sprawnej psychicznie dziewczyny, która zdawała się mieć lekką formę zespołu Aspergera,  to wcale nie jest tym czym się wydawała. Zaczyna się dość niewinnie, stopniowo rozwijającą się fabułą, dobrze wyważonym napięciem i przyjemnie wykreowanymi postaciami. Przy czym końcówka książki zrobiła mi dzień, kiedy ją czytałam.

Tak jak pisałam, książka zaskakuje, nie tylko tym jak brutalnie przełamuje linię pozorów, które stwarza na początku. Świetne opisy, ciężka atmosfera i przede wszystkim genialne wydarzenia. Morderstwa, prześladowania, działania przyprawiające o dreszcze niepokoju, nawet jeśli gdzieś w głowie nadal pozostaje świadomość, że to tylko książka – jest przed czym drżeć.
Gorąco polecam Outliersów. Książka jest nietypowa, słusznie reklamowana jako thriller młodzieżowy i przede wszystkim – już na maj tego roku, planowana jest premiera anglojęzyczna drugiego tomu. Nie wiem jak ty, ale ja już zacieram łapiszcza.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

 

Hasacz.

Reklamy

Rachel Abbott „Śpij spokojnie”. Czy jesteś pewien, że nikt cię nie obserwuje kiedy śpisz?

spij-spokojnie-b-iext46663134-1Tytuł: Śpij dobrze
Autor: Rachel Abbott
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Filia [ mroczna strona ]

 

Abbott, a w zasadzie jej twórczość poznałam przy okazji lektury Obcego dziecka. Początkowo nie miałam za wielkich nadzieli na kolejną książkę, która byłaby wstanie mnie zaskoczyć. Jednak wyszło na to, że Abbott postawiła na swoim i napisała książkę równie dobrą co poprzednia, którą czytałam. Zaznaczam, że nie czytałam wszystkich, które wydała Filia. Jednak poza faktem, że autora skupia się na opisywaniu natury i instynktów ludzkich, jej książki są dość mroczne i całkiem dobrze przyprawiają o dreszcz emocji.

W przypadku tej książki, mamy do czynienia z czymś co w rzeczywistości ma miejsce dość często. Olivia Brooks zdzwoni na policję, by zgłosić zaginięcie męża i dzieci. Jest przekonana, że więcej ich nie zobaczy, a ma do tego naprawdę poważne powody. W końcu to nie pierwsza tragedia, której doświadczyła. Problem leży w tym, że dokładnie dwa lata później, w tej samej rodzinie Tom Douglas ma przeprowadzić śledztwo, tym razem w w sprawie zaginięcia samej Olivii. Jednak kiedy policja chce wydać oficjalny komunikat, w domu Brooksów nie znajdują ani jednego zdjęcia, albumy są puste. Rzeczy Olivii zostały na miejscu, samochód nadal stoi w garażu. Została tylko krew. Czy policja zdąży na czas? Co tak naprawdę stało się z Olivią i jej rodziną?

 

Porządnie poprowadzona akcja, sprawia, że Abbott nie traci na sile rażenia ludzkiego umysłu. Mrocznie, poważnie i bezkompromisowo. Pytanie tylko czy nie przesadziła? Książka zapowiadała się w zasadzie nijako – dlatego nie pytałam nawet o egzemplarz recenzencki – a co za tym idzie, nie szczególnie mnie zainteresował opis. Czasami jednak nie należy się sugerować opisami i okładką.

To też może wam zniszczyć odbiór historii. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego jeszcze nie napisałam o swoich odczuciach podczas czytania książki? Nie chcę wam psuć zabawy. Książkę czyta się jednym tchem, a jeśli czytacie to tak jak ja, nocą…to nie polecam. Nie jestem osobą, którą da się wystraszyć, ale cholerny dyskomfort zostaje. Nawet jeśli mieszkacie w w bloku. Na czwartym piętrze.

 

Finalnie książkę polecam, ale nie biorę odpowiedzialności za wasze stany lękowe.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

 

 

Hasacz.

Przedpremierowo: Rick Riordan „Taniec wdowca”. Tres Navare powrócił i ma jeszcze większe kłopoty.

taniec-wdowca-rick-riordanTytuł: Taniec wdowca
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 463
Wydawnictwo: Galeria książki
Premiera: 1 lutego 2017

 

Poznając twórczość Riordana, byłam przekonana, że facet potrafi pisać tylko książki dla dzieciaków, coby przybliżyć im mitologię grecką, rzymską i nordycką. Nie miałam za dużych nadziei na coś poważniejszego – przy czym nie mówię, że Percy, Magnus i cała ferajna to źli towarzysze przygód. Można się porządnie uśmiać. Jednak dopiero przy okazji lektury Big Red Tequila poznałam prawdziwy powód do tego, żeby uwielbiać Riordana. Dlaczego? Ano dlatego, że Tres Navarre to mistrz tai-chi, amator tequili z ogromną skłonnością do wpadania w kłopoty. I to w Teksasie. CZEGÓŻ WIĘCEJ TRZEBA?! Pro tip : kota wpieprzającego enchilady. Koniecznie.

 

W Tańcu wdowca Tres powraca, starając się o licencje prywatnego detektywa. Obserwowanie kobiety, którą podejrzewa się o kradzież kasety z muzyczną demówką powinno być jak pan dulce ( rodzaj słodkiej bułki ) z masłem.Problem w tym, że wystarczyła chwila nieuwagi, żeby ktoś na jego oczach zastrzelił skrzypaczkę Julie Kearnes. Naturalną koleją rzeczy powinno być zostawienie sprawy policji.Jednak Tres nigdy nie był dobry w wycofywaniu się, nawet jeśli to zagrażało jego życiu. Szczerze mówiąc to morderstwo Julie i zaginiona kaseta to tylko kropla w morzu tego co ręczy Mirandę Daniels, niepozorną piosenkarkę o wielkim talencie. O dziewczynę rywalizuje dwóch gigantów branży muzycznej. Obaj mają chrapkę na jej talent i kierowanie karierą. Jeden zasłynął z krzywdzenia ludzi, którzy mu podpadli. Drugi…cóż…zniknął bez śladu. Oczywiście Tres nie byłby sobą, gdyby nie zaczął się zagłębiać w sprawę by pomóc dziewczynie. Tyle tylko, że jak to przystało na Navarre, okazuje się, że nie tylko wdepnął w poważne kłopoty, ale i branża muzyczna zdaje się być pełna chciwości, zdradzy i mordu. Pytanie czy Tres będzie następny w kolejce?

Kto wie, ale znając Riordana i pamiętając jakim trollem okazał się być w przypadku pisania Krwi Olimpu. Jednak ani przez moment poziom tej części nie spadł poniżej poziomu Big Red Tequili. Navarre rzucał żartami i pakował się w kłopoty z tą samą finezją ruskiego czołgu co wcześniej, chociaż sprawa nad którą pracował teraz, wydawała się być o wiele bardziej rozbudowana i dla niego trudniejsza. Kreacja postaci Tresa i tych pobocznych jest naprawdę dobra, chociaż wydaje mi się, że byłoby lepiej gdyby Robert Johnson pojawiał się częściej – kluczowa postać czyniąca z Tresa dobrego kandydata na księżniczkę Disneya *wink wink*.

Jedyne czego mi brakowało w tej książce to bardziej rozbudowana zbrodnia. Jednak na dobrą sprawę lepiej dostać lżejszą książkę do czytania niż coś ciężkiego, co skutecznie od siebie odstraszy.

Taniec wdowca to świetna kontynuacja przygód Tresa Navarre i mam ogromną nadzieję na to, że Galeria książki zdecyduje się na kontynuowanie cyklu ( przy czym już na tylnym skrzydełku książki widnieje opis kolejnej części). Bardzo polecam każdemu, kto zapoznał się z poprzednim tomem i nie ma dość wpadającego w tarapaty amatora Tequili.

 

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Galeria Książki.

 

 

Hasacz.

Danielle L. Jensen „Porwana pieśniarka”. Hooked on a feelin’ czyli nie takie trolle straszne jak je rysują.

abd97801a5923adfbb5778372c5a4287Tytuł: Porwana pieśniarka
Autor: Danielle L. Jensen
Ilość stron: 431
Wydawnictwo: Galeria Książki

 

Początek tego tekstu zabrzmi jak narzekanie starej raszpli, która za dużo od życia wymaga, ale znalezienie książki, która nie byłaby paskudnie schematyczna i nudna jak jasny gwint, graniczy teraz z cudem. Znalezienie książki, gdzie ona nie miałaby buntu w sercu, ognia w innej części ciała, a on nie byłby ciepłą kluchą jest trudne i zwykle wszystko kończy się makabrą. Mózgowo- literacką. Just sayin’. Często jednak te tragiczne schematy przyciągają czytelników do danych tytułów i trudno jest określić czy ludzie czytają bo lecą na dobrze zaplanowaną promocję książkę czy dlatego, że przyszedł czas zwątpienia w gusta czytelnicze młodszych. W przypadku Danielle L. Jensen mogę śmiało powiedzieć, że mimo jakichś schematów użytych w książce, Porwana pieśniarka, jest naprawdę dobrą książką – zwłaszcza jak na powieść młodzieżową.

 
Wszystko zaczęło się pięć wieków temu, kiedy pewna czarownica rzuciła klątwę na trolle, więżąc je pod gruzami Samotnej Góry.Przez wieki pamięć o mrocznej, złowrogiej magii jak i o samych trollach zacierała się w ludzkiej pamięci. Istniała jednak przepowiednia, która mówiła o związku dwóch osób, mogących uratować trolle pod jarzma klątwy czarownicy. Kiedy Cecile de Troyes zostaje porwana i uwięziona pod górą, odkrywa, że legendy o trollach i to więcej prawdy niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Po przybyciu do Trollus, dziewczyna myśli tylko o ucieczce, by uwolnić się z niewoli. Jednak trolle są inteligentne, szybkie, władają magią i są nieludzko silne. Dlatego dziewczyna musi czekać na odpowiedni moment. Problem pojawia się w momencie, kiedy dociera do niej, że irytacja, którą wzbudza w niej Tristan – tajemniczy książę trolli, któremu została poślubiona – nie jest niechęć do niego, a miłość, której w ogóle się nie spodziewała poczuć. Niedługo po tym jakże błyskotliwym odkryciu, dziewczyna nawiązuje przyjaźnie, a do tego dociera do niej, że może być jedyną nadzieją na uwolnienie zniewolonych mieszkańców – trolli z domieszką ludzkiej krwi, które są tłamszone przez czystej krwi trolle. W mieście wybucha bunt, którego cichym przywódcą jest jej mąż. Im bardziej Cecile zanurza się w świat monarchii, polityki i magii, tym bardziej rozumie trolle. Staje się księżniczką, nadzieją ludu i czarownicą na tyle potężną by na zawsze zmienić Trollus.

 

Początkowo, kiedy Anita z Book Reviews zachwycała się Porwaną pieśniarką, miałam trochę mieszane uczucia co do książki Jensen. Głównie dlatego, że nie mam aż tak zgodnego gustu książkowego z jej własnym. Jednak w miarę wydawania przez Galerię książki dalszych tomów trylogii, zaczęłam się zastanawiać czy to rzeczywiście jest takie dobre. I BORZE TUCHOLSKI JAKA JA BYŁAM GŁUPIA, że tego wcześniej nie przeczytałam. Poważnie.

Tristan wygrał całą książkę. Początkowo oschły i nieco wycofany książę, który znikał na całe dnie, nie tłumacząc się z niczego i nikomu. Walczący nie tylko na czele buntu, ale i z własnymi uczuciami, które siłą rzeczy zaczęły niweczyć jego plan uratowania Cecile przez życiem w Trollus. I mean come on…to chyba najlepiej nakreślona postać męska w całej książce. Facet ma swój charakter, mówi stanowcze „być może” swojej żonie i jeszcze mocniej sprzeciwia się własnemu ojcu, a obecnie panującemu władcy Trollus. No słowem – fabulous.

 
Z kolei Cecile de Troyes trochę przypominała mi bohaterkę Królowej Tearlingu – Kelsea. Wprawdzie wszystkie trolle powoli traciły głowę dla pięknej pieśniarki, ale chodziło głównie o postawę. Dziewczyna się ze sobą nie pieściła, była mądra, błyskotliwa i silna. Wbrew temu co sądziła o trollach, zakochała się w Tristanie i to tak jak zachować się można miłością prawdziwą, a nie szczeniackim zauroczeniem, które zaraz mija – obviously, w końcu to książka dla młodzieży. JEDNAK! Dziewuszka jest temperamentna i potrafi walczyć o swoje. Przyznam szczerze, że pod koniec miałam nadzieję, że komuś przywali w kły, ale książka mi się skończyła i muszę przeczytać drugi tom.

 

Co jest nietypowe dla takich książek, w Porwanej pieśniarce postaci poboczne są równie dobrze wykreowane i ważne jak te główne. Tristan i Cecile bardzo do siebie pasują, mimo początkowych zgrzytów, ona okazuje się być światłem dla okupowanego miasta i wybawieniem dla samego Tristana. I mimo mojego bólu związanego z pierwszoosobową narracją, książka wygrała życie i przeczytałam ją tego samego dnia kiedy ją dostałam ( le wczoraj).

W książce były też momenty, które doprowadzały mnie do głośnego : NO SERIO?! – głównie chodziło o momenty między Tristanem i Cecile. Były też postaci, których nie mogłam zdzierżyć, jak jeden durny książę .

Całościowo jednak książka dostaje ode mnie mocne 10/10 i muszę przeczytać trylogię do końca. Bardzo gorąco polecam porwaną pieśniarkę, bo tak dobrze napisanej młodzieżówki już dawno nie czytałam.

 

Za książkę gorąco dziękuję wydawnictwu Galeria książki.

 

 

Hasacz.

Michael Dobbs „Wojna Winstona”. Powrócił mistrz politycznej intrygi. W wielki stylu.

dobbs_wojnawinstona_500pcxTytuł: Wojna Winstona
Autor: Michael Dobbs
Ilość stron: 555
Wydawnictwo: Znak literanova
Premiera: 1 lutego 2017

 
Po trylogii House of Cards, w której bezkompromisowy Francis Urquhart po trupach dążył do zepchnięcia króla z tronu, Dobbs powraca z historią Churchilla, który na arenie II wojny światowej będzie walczył o coś więcej niż pokój. Spotkanie po niemałej przerwie z prozą Dobbsa to cudownie odświeżające doświadczenie, nawet jeśli po skończonej lekturze pozostaje więcej niż kac książkowy. Jeśli czytaliście House of Cards to wiecie, że książki są o wiele lepsze niż serial – a jeśli nie czytaliście, to wiele tracicie. Pytanie tylko o czym tak naprawdę jest kolejna książka mistrza political fiction? Już piszę.

 

Cała akcja powieści rozpoczyna się ponurego, jesiennego dnia bardzo typowego dla Anglii. 1 października 1938 roku. Brytyjski premier Neville Chamberlain to ugodowiec, który w obliczu zbliżającej się wojny o Europę, nie widzi sensu by Anglicy musieli się do niej przyłączyć. W końcu stwierdził, że kroczenie Hitlera do Czechosłowacji to „jedynie kłótnia w dalekim kraju, między ludźmi, o których nic nie wiemy„. Przez niego nie tylko Europa może upaść, ale i Anglia zostanie zaatakowana. Prawdziwą wagę tej wojny rozumie tylko Winston Churchill, który zrobi wszystko, żeby odsunąć Chemberlaina od władzy. Obaj mężczyźni są w stanie zrobić wszystko by osiągnąć swój cel, jednak kto w końcu zostanie premierem i ostatecznie postawi szach-mat na wojennej szachownicy?

 

Typowy Dobbs. Mocna intryga, genialna narracja, świetnie poprowadzona akcja. 10/10 w skali LC. Zdecydowanie najlepsza jego książka, którą czytałam. Nawet nie wiem co pisać dalej. W moim odczuciu ta książka broni się sama. Jest nawet lepsza niż House of Cards, biorąc pod uwagę w jakich czasach się rozgrywa akcja książki i co jest ceną w walce o władzę.

Dobbs udowadnia, że niezależnie co ludzie o nim powiedzą, od polityki do pisania książek dla niego nie ma dalekiej drogi. Kreacja postaci była wręcz niebezpiecznie realna, a całość powieści tak dobrze napisana. że czytając Wojnę Winstona, gdzieś cicho, w głębi mojego zielonego serduszka, miała ogromną nadzieję na kontynuację. Autor przedstawił nam prawdziwego influencera, który stworzył polityczne oblicze Francisa Urquharta.
Jeśli czytaliście jakąkolwiek książek Dobbsa, wiecie doskonale, że kolejnej nie trzeba zapowiadać w żaden wybitny sposób. Nazwisko autora jest gwarantem doskonałej rozrywki, napięcia i mistrzowskiej intrygi politycznej. A to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę – co więcej…wydarzyło się naprawdę.

 

Bardzo gorąco polecam książkę, a jeśli chcecie ją nabyć z rabatem -30%, zapraszam na stronę wydawnictwa Znak: > klik <

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak literanova.

 

 

 

Hasacz.