Grinch ze mnie jak cholera czyli słów kilka o świętach.

img_20161221_133428_699Cześć.

Jestem hasacz. Stworzenie o pochodzeniu leśno – łąkowym. Zielone ze mnie zwierze. Tak zielone, że nawet Grinch przy mnie to pastelowe cudeńko. Kiedyś było inaczej. Jako mały, niewinny hasacz, który brykał sobie po lasach i łąkach, lubiłam ubieranie choinki, przygotowywanie potraw i tak dalej ( przy czym nigdy się za specjalnie wierzącą nie uważałam, a teraz to już kompletny antychryst ze mnie ). Kiedyś było inaczej. Był duch świąt, media nie były takie ciulowe, tradycje były bardziej szanowane i tak dalej. A teraz? Teraz już WE WRZEŚNIU słychać w radiu Last Christmas ( przy czym nadal nikt mi nie potrafi wyjaśnić dlaczego, do diabła, za piosenkę świąteczną uznaje się utwór mówiący o dwóch homoseksualistach itp #potwierdzoneinfo) albo All I want for Christmas is You. W tym roku nawet rozbawiłam kierowcę busa, którym turlałam się do Krakowa na Targi Książki. W radiu rozległo się Last Christmas, a ja na pół busa : STOP! WYSIADAM! – oczywiście pan z busa przekonał mnie, że zmieni stacje i mam się nie martwić, ale skończyło się na tym, że musiałam załączyć swoją muzykę i uskutecznić słuchawki, bo by mnie to radio zabiło ( poza Last Christmas i tak leciała tam ciulowa muzyka imo.).

Odbiegając od radia. Święta kiedyś były magiczne, naprawdę niesamowite i czekało się na tą kolację, gdzie siądziecie, ojciec po kilku kieliszkach stanie się weselszy i zacznie śpiewać. A teraz? Teraz nie dość, że zmieniła się rodzina ( podejście większości z nas ) i otoczenie, to jeszcze już we wrześniu jesteśmy kuźwa atakowani zewsząd marketingiem świątecznym, jak już wspomniałam od WRZEŚNIA! Osiedlowy w moim bloku był przystrojony na święta już początkiem października, w sieciówkach Majstra był nawał choinek i ozdób wszelkiej maści końcem września, gdzie też brzmiały sobie kolędy z głośników.

Inna sprawa, że zmiana klimatyczna przyszła szybciej niż zapowiadali naukowcy i teraz na święta jak już spadnie kilka centymetrów śniegu to jest SALVATION w stylu Arethy Franklin. Teraz już tego nie ma. Dzisiaj, raptem kilka chwil temu byłam jeszcze w lesie, z leśniczym i właścicielem działki, wycinać choinkę. I co? I było 4C stopnie. To nie jest pogoda, która sprawia, że czuje się święta. Magia świąt dawno padła. Tak samo wszystko wzięło w łeb przez durne reklamy i coraz większą presję otoczenia.

Bo teraz święta to jakaś parada debili i kretynów, którzy muszą mieć wszystko większe, lepsze, mocniejsze, wyższe. Jeśli taki geniusz, co się patrzy na to co ma sąsiad i myśli ” A kurwa, muszę mieć większe, bo co to to, żeby on miał lepiej”, czyta mój wywód, to mam dla ciebie taki protip: Penis ci się od tego nie powiększy, a kieszeń i tak będzie pusta. [ łinkin emodżi ].

Podobnie jest z walentynkami ( wiecie, że Walenty był tak naprawdę, a w zasadzie jest patronem osób chorych psychicznie? Miłych walentynek 2017, kochani schizofrenicy ❤ ), gdzie już w styczniu zaczyna się atak pluszakami, zabawkami, ozdobami, cholera jeszcze wie czym.

 

Zatem nie jest to moja wina, że święta mi zbrzydły. Wedle porzekadła: Co za dużo, to niezdrowo, naturalnym stanem rzeczy była nienawiść do świąt, która mi się obecnie w serduchu zrodziła. Takie są niestety realia i nic z tym nie zrobię.

Ze swojej strony życzę wam WSZYSTKIEGO dobrego, zdrowia – bo to jest najważniejsze – dystansu do siebie i otoczenia, pomyślności i radości z życia. I żeby zbliżający się 2017 rok był dla nas wszystkich lepszym rokiem.

 

 

Z borem.

Hasacz