Eka Kurniawan „Piękno to bolesna rana”. Realizm magiczny w mistrzowskim wydaniu.

kurniawan_piekno-to-bolesna-rana_mTytuł: Piękno to bolesna rana
Autor: Eka Kurniawan
Ilość stron: 517
Wydawnictwo: Literackie

 

Czasami trafia się na książki, które z pozoru są tylko rozrywką na miarę osoby myślącej szerzej niż tylko torem stereotypów. Książki w pewnych momentach naszego życia potrafią przynieść coś więcej niż tylko dobrą rozrywkę. Chociaż mało kto w to wierzy, wszystko ma na nas konkretny wpływ, sprawia, że zmienia się nas pogląd na wiele rzeczy. I chociaż Eka Kurniawan napisał książkę z dużą dozą realizmu magicznego, nadal naświetla wiele istotnych spraw, które powinniśmy przemyśleć. Jego książka już od pierwszych zdań udowadnia, że choć jest w niej wiele wcześniej wspomnianego realizmu magicznego, to wciąga czytelnika jak silny, morski prąd, który dopiero po zakończonej lekturze wyrzuca nas na brzeg, a my tylko stoimy i zastanawiamy się co dalej.

Autor w swojej książce opowiada historię kobiety, Dewi Ayu, które w pewną marcową niedzielę wstała z grobu, w którym przyszło jej spędzić dwadzieścia jeden lat. Historię pewnej prostytutki i jej czterech córek. W życie Dewi Ayu wkracza wojna, zmieniając je doszczętnie. Wywózki, rozdzielenia rodzin, grabieże majątków, morderstwa. Jednak nawet na wojnie jest jedno jedyne miejsce, którego bronią wszyscy mężczyźni. Burdel. Dawno temu, kiedy kobieta pierwszy raz przekroczyła jego próg, stało się jasne, że do jej drzwi będą wieczne kolejki. I tak też się stało, ponieważ po latach nie było mężczyzny, który by nie kochał Dewi, nienawidził jej czy chociaż o niej nie słyszał. Wielu było mężczyzn, którzy szukali w jej objęciach zapomnienia. Jak to w takim zawodzie, kobieta zachodziła w ciążę. Wydała na świat trzy córki. Każda piękniejsza od drugiej, która podzieliła los matki. Dlatego, kiedy Dewi Ayu zaszła w ciążę po raz czwarty, rzuciła klątwę, a niewiele później…po mieście rozeszła się wieść o narodzinach potwora.

Z jednej strony to historia tragiczna, pełna bólu i przemocy – jak to jest w książkach o wojnie. Jednak paradoksalnie w tej wojennej otoczce jest mnóstwo humoru, miłości i rodziny oraz piękna egzotycznych widoków, które Eka Kurniawan opisuje w niesamowicie plastyczny sposób. Czytelnik doświadcza wielu pięknych chwil czytając o Devi Ayu i jej czterech córkach. Spotyka wiele ciekawych postaci, czyta o legendach, zabobonach, sile nadprzyrodzonej, która włada światem…, ale jednocześnie może wynieść z tego wiele dobrego.

W naszych czasach – szczególnie pokolenie millenialsów*, które w dużej mierze żyje w internecie, gdzie wygląd ma niezdrowe znaczenie dla ludzi – potrzeba takich książek jak ta. Nic zatem dziwnego, że Piękno to bolesna rana zostało uznane za najlepszą książkę 2015 roku, a autor został laureatem World Readers’ Award i uważa się go za wielką nadzieję współczesnej literatury.

Oczywiście można się doszukiwać tragicznych wyborów, które budzą różne emocje w człowieku, ale jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że to czasy wojny i w większości przypadków kobiety nie miały żadnych praw. Stąd też decyzja głównej bohaterki. Całość – historia Ewi Ayu, jej córek, wojna i cała masa pobocznych wątków – zostaje spleciona realizmem magicznym, który dodaje niesamowitości tej książce.

Zdecydowany MUST HAVE dla każdego czytelnika, który lubuje się w książkach, które mimo ciężkiej tematyki, naprawdę bawią i udowadniają, że w życiu jest coś ważniejszego od wyglądu.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

 

 

Hasacz.

 

*Definicji „millenialsów” jest wiele. Ta, do której się odwołałam uwzględnia w tej grupie osoby urodzone od 1977 do 2000.

Reklamy

Richard Adams „Wodnikowe Wzgórze”. Brawurowa akcja ku ocaleniu królikarni.

100506865Tytuł: Wodnikowe Wzgórze
Autor: Richard Adams
Ilość stron: 525
Wydawnictwo: Literackie

 
Zderzenie z klasyką literatury to poważny krok w moim czytelniczym życiu. Szczerze mówiąc to jeszcze nigdy nie czytałam niczego spod pióra Adamsa i nie wiedziałam czego się spodziewać. Jednak najwyraźniej tak jak krążyły plotki dookoła Władcy Pierścieni Tolkiena, jakoby autor ubrał w fantastykę swoje doświadczenia wojenne, tak w przypadku Adamsa prędzej przystałabym na tę myśl. Głównie dlatego, że książka traktuje o brawurowej „walce” o ocalenie królikarni. Po co ta walka? Ponieważ na terenie królikarni Sandelford ma powstać osiedle mieszkalne. A to oznacza zniszczenie króliczych nor, możliwe też, że utratę życia zwierzaków, które tam mieszkają. Dlatego grupka kłapouchów postanawia wyruszyć na poszukiwanie nowego domu.

Chociaż z początku cała historia i książka wydają się po prostu bajką dla dzieci, która ukazała się 44 lata temu i teraz wydawnictwo pokusiło się o wydanie pięknego wznowienia, to tak naprawdę jeśli chwilę się pomyśli o tym co napisał autor, całe zabarwienie bajkowe znika i człowiek się zastanawia jak to powinno odebrać dziecko.

Cała książka to naprawdę świetnie napisana powieść dla młodszych czytelników, ale też i dla tych nieco starszych. Bo wystarczyłoby zmienić imiona, a króliczki zastąpić ludźmi i już mamy poważniejszą książkę o utracie domu, poczuciu przynależności i poszukiwaniu siebie. Zabawne, ale tak naprawdę  Wodnikowe Wzgórze jest książką uniwersalną, a dzięki temu jak cudownie wydano to wznowienie, można tą książką uraczyć ludzi, którzy uwielbiają pięknie wydane książki. Bo warto wspomnieć, że to wydanie jest wzbogacone o piękne ilustracje włoskiego artysty Alda Gallego.

To zdecydowanie książka, którą powinniście przeczytać bez względu na to czy dzieci macie czy nie. Wodnikowe Wzgórze to wartościowa i mimo wszystko przyjemna do czytania książka. A czy dla młodszych czy starszych – wszystko zależy od interpretacji.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

Hasacz.

Jerzy Pilch „Indyk beltsville. Opowiadania zebrane” czyli sto procent Pilcha w Pilchu.

314482_indyk-beltsville_544Tytuł: Indyk beltsville. Opowiadania zebrane
Autor: Jerzy Pilch
Ilość stron: 774
Wydawnictwo: Literackie

 
Stosunkowo niedawno poznałam osobę Jerzego Pilcha za sprawą jego biografii Pilch w sensie ścisłym, którą poczyniła Katarzyna Kubisiowska. Kojarzyłam nazwisko, ale prawdą było, że nie czytałam żadnego tekstu czy książki tego człowieka. Jednak po jego biografii zrozumiałam, że jest to człowiek, który za nic nie chce być wrzucony do worka z kategorią czy nazwiskami. Będzie dążył do tego by zostać zapamiętanym dzięki czemuś co zrobił sam, przez co wyróżnił się bardziej niż inni. To pierwsze takie wydanie, gdzie wszystkie opowiadania zostały zebrane i wydane w jednym tomie.

To teksty pełne humoru, satyry, a także przejmujących emocji, spojrzenia na świat i ludzi. Sposób w jaki autor przedstawia swoją perspektywę jest niesamowity, o dziwo bardzo prosty do przyswojenia i przede wszystkim trudny do zapamiętania. Brzmi dziwnie, wiem. Jednak główną domeną Pilcha jest chwilowy zachwyt nad jego twórczością, żeby niedługo później już tego nie pamiętać i wracać do tych książek. Sam autor mawia:

„Książek nie czyta się po to, aby je zapamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać.”

Dlatego jeśli odczuwacie niedosyt po przeczytaniu Spisu cudzołożnic czy dzienników Pilcha, zdecydowanie powinniście sięgnąć po jego opowiadania. Oczywiście istnieje możliwość, że coś od mnie nie dotarło tak jak powinno, bo jestem hasaczem, a nie geniuszem, ale zdecydowanie bardzo polecam Opowiadania zebrane. To kwintesencja Pilcha w Pilchu i jeśli nie wiecie co sprawić komuś w prezencie, albo po prostu chcecie, żeby ktoś przeczytał coś dobrego i wartościowego, to zdecydowanie idealna pozycja. Niech was nie przestraszy objętość. To opowiadania. Nie jedna książka, którą trzeba przeczytać ciągiem.

Zdecydowanie książka warta uwagi każdego szanującego się czytelnika.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

 

Hasacz.

Philip Roth „Konające zwierze” i „Everyman” czyli karuzela absurdu ruszyła.

roth_konajace-zwierze_mTytuł: Konające zwierzę
Autor: Philip Roth
Ilość stron: 172
Wydawnictwo: Literackie

 

Kolejne spotkanie z Philipem Rothem mogę uznać za udane i całkiem owocne w różne przemyślenia i odczucia. Konające zwierze, jak każda książka Rotha, z którą się zetknęłam do tej pory, traktowała o seksualności, namiętnościach i w pewnym sensie o fetyszach. Dlaczego? Ano dlatego, że mniej więcej właśnie w każdej książce Rotha występuje temat ludzkich instynktów, psychologii i upodobań seksualnych. Chociażby patrząc na Kompleks Portnoya, gdzie facet fantazjował o pończochach ( czy tam rajstopach ) swojej matki, bieliźnie swojej siostry i podziwiał ojca za jego milczące cierpienie ( wieczne zaparcia, prawdziwa tragedia).

W Konającym zwierzęciu mamy przypadek mężczyzny, znanego w środowisku uniwersyteckim krytyka kultury, który przekracza sześćdziesiąty rok życia, ciesząc się dobrą sławą i zdrowiem. Jednak pewnego dnia na jego drodze pojawia się dwudziestoczteroletnia studentka, Consuela Castillo, jego świat wywraca się do góry nogami, ponieważ jedyna rzecz, której mężczyzna nie potrafi się oprzeć, to piękne kobiety. Szczególnie, że poza urodą, dziewczyna ma do zaoferowania inteligencję i niesamowite wychowanie. Dzięki temu wprowadza w jego życie erotyczny zamęt, a cała historia toczy się w dość nieoczekiwany sposób…do samego końca.

Roth nie zawodzi czytelnika i znów mimo długości książki, można się uraczyć naprawdę wybornym językiem autora, genialną narracją i pikantnymi opisami, szczególnie w momentach, gdy krytykowi wywraca się życie przez piękną kobietę. Mamy też całkiem niespodziewany zwrot akcji, który zmienił całkowicie spojrzenie na książkę i samego głównego bohatera – a mówi się, że starego psa nie nauczysz nowych sztuczek.

Zdecydowanie książka jest takim must have dla każdego wielbiciela książek Rotha. I jest to też świetna pozycja, jeśli szukacie czegoś na święta.

 

roth_everyman_mTytuł: Everyman
Autor: Philip Roth
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Literackie

 

Everyman to historia niezwykła w swojej zwyczajności. Całość rozpoczyna się od pogrzebu całkiem zwykłego człowieka, takiego jak każdy inny, zwyczajny mężczyzna. To jednak jego historia jest niezwykła, zajmująca. Od pierwszego szokującego zetknięcia się ze śmiercią, przez próby małżeńskie, sukcesy zawodowe. To historia przemijania, obraz otoczenia, które autor maluje w różnych, niekoniecznie jednolitych barwach.

Na odwrocie książki stoi, że pozwala ona  zrozumieć Amerykę czyli jej literaturę, historię i moralność. Zanim zaczęłam czytać, miałam nadzieję na obszerniejszą książkę, wyjaśniającą to dziwne poczucie rozdmuchanego patriotyzmu u Amerykanów i tak dalej. A tymczasem dostałam tylko kolejny obraz typowego wyobrażenia tego kraju, który na dobrą sprawę – jeśli ktoś tylko logicznie pomyśli – jest mieszanką etniczną, a każdy biały człowiek, nazywający się AMERYKANINEM jest idiotą. Dlatego? Proste. Rdzennymi Amerykanami byli, są i zawsze będą Indianie, których biały człowiek chciał wysiedlić ( i w zasadzie to zrobił, bo pozamykali ich w rezerwatach, jak zwierzęta).

Dlatego mam bardzo mieszane uczucia do co Everymana. Bo z jednej strony kunszt Rotha jest genialny, jego narracja mnie kupuje i trafia bez pudła w najlepsze punkty. Z drugiej zaś strony to kolejny przekłamany obraz kogoś, kto przywłaszczył sobie ziemie i tradycje tamtejszych tubylców. Ameryka tak naprawdę jest bagnem Europy i trudno z tym polemizować. Dlatego to całe „rozumienie” literatury, kultury i historii to tak naprawdę zrozumienie Anglików, Hiszpanów, Meksykanów, Irlandczyków, Afrykańczyków i całej masy narodowości – poza Indianami.

Książkę czytało mi się bardzo dobrze i przyjemnie, ale jednocześnie potargała mi nerwa przez te moje poglądy. Jednak jeśli myślicie inaczej, albo potraficie nie dopuszczać do głosu swoich poglądów czytając książkę, to zdecydowanie książka dla was. Bo pomijając moje jojczenie, to Everyman w dużej mierze jest po prostu obrazem przemijania w Amerykańskich realiach. Historią człowieka, który choć wydawał się być zwykły – był niecodzienny.

 

Za obie książki dziękuje wydawnictwu  Literackie.

 

 

 

 

Hasacz

Karl Ove Knausgård „Zima”. Ciąg dalszy oczekiwania na cud narodzin.

313700_czpr-zima_568Tytuł: Zima
Autor: Karl Ove Knausgård
Ilość stron: 276
Wydawnictwo: Literackie

 

Do narodzin czwartego dziecka Karla pozostaje coraz mniej czasu. Minęła jesień, a wraz z nadejściem zimy autor, ponownie spogląda na otaczający go świat, by kontynuować swoją opowieść dla nienarodzonej jeszcze córki. Jeśli czytaliście kiedykolwiek jakąkolwiek książkę Knausgårda, doskonale wiecie, że nikt tak jak on, nie pisze o rzeczach, które nas otaczają. O zwykłej codzienności, zbliżającym się cudzie narodzin, który przecież dla wielu ludzi jest po prostu codziennością. W Zimie kontynuuje swoją pracę nad tym by przygotować siebie na narodziny dziecka i spisać dla niego świat, na który przyjdzie.

Tak jak nie należę do ludzi, którzy lubią rodzinna atmosferę, unikają dużych zgromadzeń ludzi, których znają, tak czytając Knausgårda, miałam ochotę przytulić się do psa. Chociaż po Jesieni sądziłam, że autor nie da rady napisać czegoś lepszego, tak znowu autor pokazał mi język, oblizał łyżeczkę po herbacie – zrobił gest, który udowodnił mi, że nie mam pojęcia o jego twórczości. Bardzo przyjemnie zaskoczenie.

„Dziwne, że istniejesz, a mimo to nie wiesz, jak wygląda świat. Dziwne, że istnieje pierwszy raz, kiedy widzimy niebo, pierwszy raz, kiedy widzimy słońce, pierwszy raz, kiedy czujemy powietrze na skórze. Dziwne, że istnieje pierwszy raz, kiedy widzimy twarz, drzewo, lampę, piżamę, but. W moim życiu to się już prawie nigdy nie zdarza. Ale wkrótce się zdarzy. Za kilka miesięcy po raz pierwszy zobaczę Ciebie”.

Finalnie nie pozostaje nic innego jak polecać mocno tę książkę. Jeśli znacie kogoś kto ma zostać rodzicem, spodziewa się dziecka, te książki są dla tej osoby. Z jednej strony to przepiękny i ujmujący hołd dla rodzicielstwa, a z drugiej to obraz świata, który przyszły ojciec chce przekazać swojemu dziecku. To prawdziwa perełka między różnymi książkami, które mówią o pięknie życia i otaczającym nas świecie.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackie.

 

Hasacz.