Colleen Hoover „Losing Hope”. O książce, która wystawiła moje nerwy na ciężką próbę.

losing-hope-b-iext43258588Tytuł: Losing Hope
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 355
Wydawnictwo: Otwarte [ moondrive ]

 

Jeśli śledzicie mój kanał na YouTube wiedzie, że nie jestem w stanie przyjąć spokojnie wielu książek lub jeśli czytaliście moją notkę o Hopeless, którą recenzowałam dla czytam.pl, to wiecie jak bardzo ta książka mnie wkurzyła. Albo wzburzyła. Bo irytacja, a przejęcie to inna rzecz. Chodzi głównie o temat, jaki porusza zarówno Hopeless jak i Losing Hope.  Tak jak pierwsza książka była pisana z perspektywy Hope/Sky, tak teraz poznałam całą historię z punktu widzenia Holdera/ Deana. Tak jak przy pierwszej książce miałam problem z cichym reagowaniem na wydarzenia w książce, tak tutaj nie byłam w stanie wykrztusić czegokolwiek – i to wcale nie dlatego, że książkę czytałam późno w nocy i nie chciałam obudzić domowników.

 

Mój problem z twórczością Hoover jest taki, że proporcjonalnie do ilości przeczytanych książek jej autorstwa, pada moje zainteresowanie jej twórczością. Never Never wiało nudą – żeby nie powiedzieć, że czymś innym. Nie kupowałam książek Hoover, którymi opiekował się W.A.B. Po przeczytaniu…trzech (?) z kilkunastu? Miałam dość. Poza czterema książkami tej autorki, wszystko jest tak strasznie cheesy, że nie dało się tego czytać. ALE! Odbiegam od tematu, ponieważ dzisiaj tutaj chodzi o Losing Hope.
W tym tytule, Hoover pozwoliła nam bliżej poznać Holdera i Sky oraz Karen. Dowiedzieliśmy się też dlaczego i co spotkało siostrę Holdera. I mimo faktu, że ktoś wcześniej mi ktoś opowiedział obie książki, nadal przeżywałam je gorzej, niż nie jedną książkę o podobnej tematyce. Nie wiem od czego zależy styl pisania Hoover, czy potrzebuje mieć dobry dzień, żeby napisać książkę czy nie, ale poważnie zastanawiałam się przez kilka godzin dlaczego te książki, które wydaje Otwarte trafiają do mnie ( czasem dopiero po drugim przeczytaniu, ale jednak ), z kolei książki wydawane przez W.A.B. nie trafiły do mnie za nic i oddawałam je do biblioteki w trybie natychmiastowym.

Jednak o Losing Hope nie ma się co rozwodzić. Hover zrobiła to dobrze, postaci są dopracowane, oddziaływanie na emocje czytelnika nie jest wymuszone ani uporczywe. Są momenty, gdzie nie bardzo wiemy co czuć, biorąd pod uwagę siłę dramatu zawartego w tych momentach, ale to nadal działa na plus.

Osobiście polecam Losing Hope jak i Hopeless. Szukając kopciuszka nie czytałam – a z tego co mi wiadomo wyszedł tylko jako e-book, więc się nie polubimy.

 

Za książkę dziękuje wydawnictwu Otwarte.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Colleen Hoover „Losing Hope”. O książce, która wystawiła moje nerwy na ciężką próbę.

  1. Chyba jestem jedną z nielicznych osób, które „Hopeless” i „Losing Hope” widzi jako „bezsens” i „tracenie sensu”, przez co wolę omijać twórczość Colleen Hoover trochę szerszym łukiem, niż inne książki. Jak dla mnie bohaterowie obu tych części są tak słabi, a akcja tak naciągnięta, że nie wiem, czy znajdę kiedykolwiek równie nudną wśród młodzieżówek.

      • Z gatunku tych dziwniejszych czytałam jeszcze „Zostań, jeśli kochasz” oraz „Wróć, jeśli pamiętasz”. Przy Hoover męczyłam się niesamowicie i czas mi się dłużył, przy Gayle Forman przynajmniej szybciej poszło, chociaż było niewiele lepiej niż w „Hopeless” 😀

      • Jak już mam porównywać Forman do Hoover to ta druga wygrywa życie i mogę ją nazwać mistrzem…błagam cię, nie zabijaj mi do końca mózgu. Zresztą…masz swoje zdanie, ja swoje i raczej go nie zmienię, biorąc pod uwagę to, że jestem kompletnie odsunięta od młodzieżówek.

      • Przede mną jeszcze trzecia część, ta wydana tylko jako ebook i mam nadzieję, że chociaż w tej „trylogii” to wyszło, bo biorąc się za „Losing Hope” miałam nadzieję, że kontynuacja będzie dobra, dowiem się co tam u bohaterów słychać po wyjawieniu wszelkich tajemnic, a tu mam znów to samo z innej perspektywy. Po prostu nie lubię tego typu książek, gdzie szykuję się na dalsze losy (zapowiedź na okładce, że to kontynuacja) a dostaję po prostu inną wersję. Mam wtedy dziwne uczucie, że jestem oszukana.

      • Także zastanawiam się, dlaczego jest w ebooku, może po prostu nie było aż takiego popytu na trzecią część (według lubimy czytać jest to część 2,5) w wersji papierowej. Zresztą mam dziwną manię kończenia serii, nawet jeśli mam ich dosyć już w połowie pierwszego tomu cyklu licząc, że może coś później będzie lepiej.

      • Ewentualnie przetrawia kaca książkowego :D. Nie ma lepszej motywacji po sięgnięcie wartościowej książki po takiej „przebieżce” 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s