Anna McPartlin „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu”. Kolejny dowód na to, że trzeba myśleć.

gdzies-tam-w-szczesliwym-miejscu-anna-mcpartlinTytuł: Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu
Autor: Anna McPartlin
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

 

Mówi się, że najgorszą rzeczą dla rodzica, jest przeżyć własne dziecko. Podobno kobiety cierpią najbardziej po stracie dziecka. W końcu to życie rozwijało się w jej łonie przez dziewięć miesięcy, otaczała je opieką, miłością. A potem urodziła. Mówi się, że ból naturalnego porodu znika, kiedy bierze się na ręce to bezbronne maleństwo, które zaledwie kilka chwil wcześniej wzięło swój pierwszy samodzielny oddech. Cud narodzin, jak to mówią. Cudownie patrzeć jak to dziecko dorasta. Stawia pierwszy krok, wcześniej wypowiada pierwsze słowa, idzie pierwszy raz do szkoły, zakochuje się, doświadcza złego i nadal tu dla niego są. Rodzice. To tylko przykład, bo wiadomo, nie wszystko jest kolorowe, nie każde dziecko rodzi się z miłości, nie każde dziecko ma obojga rodziców. Taka jest prawda. Niezależnie jak bardzo byście zaprzeczali. Podobnie jest z rodzicami, którzy kochają swoje dziecko, dopóki nie wyjdzie, że kocha tę samą płeć. Wtedy już nie jest waszym ukochanym dzieckiem – wtedy w wielu przypadkach staje się pedałem, lesbą…

 

Maisie straciła syna w noworoczną niedzielę 1995 roku. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo musiała cierpieć, kiedy dowiedziała się o jego śmierci. Ból po stracie syna nigdy nie zniknie, jednak poczucie winy, które siedzi głęboko w niej, bardzo na nią wpłynęło. Może gdyby wcześniej odeszła od męża- kata, wszystko potoczyłoby się inaczej? Może wtedy Jeremy by żył, długo u boku ukochanej osoby? Może gdyby nie opiekowała się schorowaną matką, nie pracowała na dwa etaty, Jeremy byłby z nią nawet teraz, kiedy życie pozwoliło jej znaleźć kolejne powody by oddychać? Może byłby szczęśliwy, że udało się jej ułożyć sobie życie na nowo?

Teraz Maisie stoi przed aulą pełną studentów, gdzie ma wygłosić swój wykład o synu, którego straciła. Ta historia nie będzie ani piękna, ani przyjemna. A ból nigdy nie odejdzie.

Przyznaję szczerze, że nie miałam przyjemności przeczytać Ostatnich dni królika, tej samej autorki. Jednak jestem pewna, że jeśli HarperCollins zdecyduje się na wydanie kolejnej książki, będę pierwsza w kolejce po nią. Dlaczego? Bo historia Maisie i jej syna Jeremy’ego to kolejny przykład na to, że należy słuchać swoich dzieci i bardziej uważać z kim się zdają. Mówi się, że co cię nie zabije to cię wzmocni. Tymczasem śmierć dziecka nie może wzmocnić. To wyniszcza bardziej niż jakakolwiek rzecz na świecie, szczególnie jeśli matka kochała swoje dziecko i akceptowała je mimo wszystko.

Autorka prowadzi przejmującą narrację mieszającą w sobie ból, strach i niepewność z pewnego rodzaju wyzwoleniem i przyjęciem pewnych faktów jako część życia. Czytając tę książkę bardzo łatwo jest poczuć dokładnie to samo, co czuła Maisie. I im dalej w książkę, tym bardziej miałam wrażenie, że autorka aż za dobrze wie o czym pisała. Oddziaływanie na emocje czytelnika jest bardzo naturalne, niewymuszone i przede wszystkim szczere. Z kolei samo zakończenie i wyjaśnienie dlaczego doszło do śmierci Jeremy’ego, było bardzo zaskakujące. I szczerze powiedziawszy, tutaj sprawdziłby się tytuł od zespołu Queen – Too much love will kill you . I niech to będzie finalna myśl o tej książce.

Używajmy głów. Myślmy co mówimy, jak oceniamy ludzi ( choć nie powinniśmy oceniać ) i pamiętajmy, że nikt nie dał nam mocy, by mówić kto może żyć a kto nie. Nie możecie mówić innym, żeby się zabili, tylko dlatego, że są inni. Inność jest cudowna. Różnorodność zapewnia ciekawość w życiu. Im bardziej się od siebie różnimy, tym bardziej zaskakujący jest świat. I to jest jego piękno.

 

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s