Terry Brooks „Kroniki Shannary: Pieśń Shannary”. Źle się dzieje w pańskie borowym.

906d8455b1
Tytuł: Kroniki Shannary: Pieśń Shannary
Autor: Terry Brooks
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Replika

Przybycie tajemniczego druida Allanona to przepowiednia nadciągających kłopotów. Tym razem mężczyzna przybył do Czterech Krain. Mieszkańcom grozi tym razem śmiertelne niebezpieczeństwo za sprawą odrodzenia się czarnej magii, choć wierzono, że ta już dawno została zgładzona. Świat może uratować jedynie spadkobierczyni dawnej magii elfów – Brin, córka Wila Ohmsforda, który zdobył w przeszłości Kamienie Elfów. Druid wraz z dziewczyną decydują się wyruszyć w podróż pełną niebezpieczeństw i przygód. Nie będzie to jednak ani łatwe, ani przyjemne – będą musieli uważać na każdy krok i podejmować tylko dobre decyzje, ponieważ od powodzenia ich podróży zależą losy całego świata.  Tymczasem Jair, brat Brin ku swojemu niezadowoleniu musi zostać w domu, podczas kiedy jego siostra wyrusza w niebezpieczną podróż.Tyle tylko, że i on zostanie zmuszony wyruszyć w podróż ku źródłu Srebrnej Rzeki, którą będzie musiał oczyścić z trucizny.  Towarzyszyć będzie mu niewielka drużyna. Pozostaje pytanie czy obu grupom się uda? Czy ich misje zostają wypełnione?

 

O Kronikach Shannary usłyszałam jeszcze zanim dotarło do mnie, że owa seria doczekała się ekranizacji w postaci serialu, który emitowany jest na AXNie. Jak wiecie, często oglądam filmy Jessego The Readera. Kiedy wspomniał o tej serii, byłam trochę zaskoczona, słysząc jak nudna i bezwartościowa jest ta książka czy ogólnie seria, której z tego co wiem finalnie nie dokończył. Pomyślałam – Ej, to nie może być takie złe jak mówi! – mimo faktu, że w 90% mój gust co do książek młodzieżowych pokrywa się z jego. Jak to się skończyło?

Ano tym, że dopadł mnie werteryzm. Żadna odmiana fantastyki nie jest mi straszna. Przysięgam, że przeczytałam całego Eragona ( którego autor nota bene poleca tą pozycję i serię ) i poza tą serią, spotkałam się z różnymi książkami z tego gatunku i poważnie się zastanawiałam czy powinnam się bać. Nie dość, że znowu zgodziłam się z Jessem, to jeszcze dwa dni utknęłam na 150 stronie i ani linijkę więcej. Koniec. Nie mogłam się wczuć w historię ani polubić ŻADNEJ postaci, a brnięcie przez to spłodził Brooks było bólem dla resztek mojego mózgu.

Serialu obejrzałam jakieś pięć odcinków. Trzy pierwsze i potem dwa wyrwane z kontekstu, ale patrzenie na to bolało tak samo jak oglądanie Shadowhunters. Porzuciłam zatem wszelkie nadzieję na to, że książka mi się w ogóle spodoba, nie wspominając już o tym nieszczęsnym serialu, przy którym – UWAGA!! – zasnęłam. Ci, którzy śledzą mój kanał na YouTube oraz czytają regularnie bloga wiedzą, że mnie się nie da uśpić, ani zanudzić.

Tymczasem sytuacja z zaśnięciem powtórzyła się również podczas czytania książki. Bez bicia przyznam się, że nie pamiętam imion żadnej postaci z tej książki ( to co znajdziecie w opisie było żywcem przypadkiem, że udało mi się trafić ), a jeśli miałabym wam o tym opowiedzieć szerze…podejrzewam, że wszyscy dorobilibyśmy się jakiegoś rodzaju narkolepsji. Bardzo mi przykro to pisać, ale tak właśnie jest. Takie są fakty.

 

Jeśli kogoś obraziłam tym co napisałam powyżej, najmocniej przepraszam. Całość jest całkowicie subiektywna.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Replika.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s