Jennifer L. Armentrout „Dark Elements. Arktyczny dotyk.”czyli plot twistów ciąg dalszy.

147_2e0dbceb37adff61f88a5d7903a95865_b
Tytuł: Dark Elements. Arktyczny dotyk
Autor: Jennifer L. Armentrout
Ilość stron: 556
Wydawnictwo: Filia

Layla Shaw stara się pozbierać do kupy sobie roztrzaskane życie. Nie jest to łatwe, szczególnie jeśli jesteś siedemnastoletnia laską, która przez trudne do oswojenia moce nie może być z chłopakiem, którego kocha. Dziewczyna była przekonana, że gorzej już być nie może i jej nieszczęście związane z przyszłością i brakiem kontaktu z niewiarygodnie przystojnym przyjacielem, Zaynem to wszystko co może się złego przytrafić. Tyle tylko, że niespodziewanie dla wszystkich jej moce zaczynają się zmieniać i przekształcają się do tego stopnia, że na horyzoncie pojawia się iskierka nadziei. Jednak nie tylko moce Layli się zmieniają. Nagle klan strażników, który od zawsze chronił dziewczynę, zaczyna skrywać przed nią niebezpiecznie sekrety. Do tego Layla nie potrafi przestać myśleć o Rocie, który rozumiał ją jak nikt inny. Kiedy jednak dochodzi do momentu kiedy Layla może zacząć znowu marzyć o spokojnej przyszłości czy miłości Zayna, Roth powraca do jej życia, przynosząc wieści, które na zawsze zmienią wszystko. Zwłaszcza los samej Layli. Czy dziewczyna będzie gotowa zapłacić cenę za własne szczęście, kiedy na ziemi rozpętuje się piekło, a liczba ofiar rośnie z każdym dniem?

 

Kiedyś moja ciekawość wpędzi mnie do piekła albo innego tragicznego miejsca, gdzie zostanę zabita przez głupotę głównej bohaterki czy coś podobnego. Zarzekałam się, że nie przeczytam więcej niczego od Jennifer L. Armentrout – a to za sprawą Ognistego pocałunku. Po prostu nie mogłam zdzierżyć Layli i jej tego weltschmerzu, którego wszyscy mieli jej współczuć, bo ona biedna nie może tego co by chciała, a potrzeby ciała to jednak takie ważne są i tak dalej. Ugh! Niech mnie ktoś strzeli w pysk. Przydałoby się.

W Arktycznym dotyku jednak nie było tak źle jak się obawiałam. Layla była irytująca, ale już nie tak bardzo jak w pierwszym tomie. Zdarzały się nawet momenty kiedy przestawało mnie boleć to jak jest durna i w jakie kłopoty się pakuje. A dlaczego przestawało mnie to wkurzać? Głównie dlatego, że trochę jej współczułam. Taki syf jaki zrobił się z jej życia w dość krótkim czasie naprawdę potrafi zmienić i zniszczyć człowieka. I już nawet nie patrzyłam tak krytycznie na to jak płytki był jej sposób myślenia i na ten nieszczęsny trójkąt miłosny, w który się wpakowała jeszcze w pierwszym tobie. Zayne – borze tucholski, to imię będzie mnie prześladowało jak zły omen – jak się okazało wcale nie był takim bucem za jakiego go miałam, co działa na plus dla książki. Roth zaczął trochę przeszkadzać w całej fabule i w tym, żeby zmięta życiowo Layla mogła się trochę ogarnąć.

Autorka trochę się podciągnęła w pisaniu, ale nie powiem, żebym dalej kochała tą serię. Dlatego przyjdzie poczekać na trzeci tom i zobaczyć co ta Jennifer wymodzi. Finalnie mogę powiedzieć to samo co napisałam w przypadku Ognistego pocałunku. Jeśli podobała się wam seria Lux, to i Dark Elements przypadnie wam do gustu i może nawet będzie to coś więcej niż tylko kolejne romansidło dla ubogich umysłowo.

 

Albo po prostu to ja mam problemy z emocjami :3″

 

Za książkę gorąco dziękuję wydawnictwu Filia.

 

 

Hasacz.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Jennifer L. Armentrout „Dark Elements. Arktyczny dotyk.”czyli plot twistów ciąg dalszy.

  1. Moim zdaniem tom 2 to porażka. Mam na myśli ten nieszczęsny trójkąt miłosny. W serii Lux takowego nie było. I dzięki temu kosmici byli do przeżycia. Niestety tutaj sie zawiodłam. Nienawidzę trójkątów miłosnych. Głowna bohaterka jest okropnie irytująca i szczerze? Ta seria to jedna wielka pomyłka moim zdaniem i autorka niestety bardzo straciła tym w moich oczach. A szkoda bo seria Lux naprawdę mi się podobała.

    • Seria Lux to taki crap, że klękacie narody. Zresztą autorka nigdy nie pisała wybitnie i generalnie jakbym miała oceniać wszystko jak oceniam na przykład książki Carrere ( wysokoliteracki autor, inna klasa ) to by mnie zeżarli z kośćmi i jeszcze bym musiała iść się spalić. A zostawianie anonimowych komentarzy jest ciut bez sensu. Polecam sobie wymyślić jakiś :V

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s