Caitlin Moran „Dziewczyna, którą nigdy nie byłam”. Walka o ukształtowanie siebie.

763168-dziewczyna-ktora-nigdy-nie-bylam
Tytuł: Dziewczyna, którą nigdy nie byłam
Autor: Caitlin Moran
Ilość stron: 391
Wydawnictwo: Czarna Owca

Pamiętacie ten czas w swoim życiu, kiedy desperacko chcieliście być zauważeni przez te „super” dzieciaki w szkołach? Kiedy chcieliście być kimś, mieliście wielkie marzenia i chociaż wszystko dookoła krzyczało, że to się nie uda, nadal próbowaliście? Ten czas kiedy życie najbardziej pomiata dzieciakami i wyrastają na starych wkurzonych i tak dalej. No wiem, że nie każdy ma w życiu tak przesrane jak jak czy masa innych dzieciaków, ale właśnie tak miała Johanna. Dziewczyna była czernastoletnią, grubą dziewuchą, która nie dość, że pochodziła z biednej rodziny, to mieszka na prowincji i życie kopie ją do dupie tylko oddaje. Boi się umrzeć jako dziewica, którą nigdy nie zainteresuje się żaden facet. Jej świat jednak wywraca się do góry nogami kiedy otrzymuje propozycję pracy dla magazynu muzycznego. Dziewczyna zostaje rzucona na głęboką wodę, w świat jakiego nigdy nie znała. Desperacko pragnie określić siebie, stać się kimś kto ma w świecie znaczenie. Pytanie tylko czy Johanna wykorzysta mądrze tą szansę i osiągnie swój cel jako nowa ona?

 

Pierwsze co mnie uderzyło, kiedy czytałam maila o tej książce – poleca moja królowa kulinariów Nigella Lawson. I już mnie nie ma. Dopadłam się do tego i czytałam. Tyle tylko, że poza śmiechem i mnóstwem dobrej muzyki, książka rozdrapała paskudnie rany jakich dorobiłam się we wcześniejszych latach życia. Mimo to czytając dalej o poszukującej siebie dziewczynie, miałam ochotę nakłaść jej rozumu do głowy, bo momentami robiła tak debilne rzeczy, że inaczej po prostu nie da się tego określić.

Ale wiadomo, na tym polega ta książka, żeby jednak oświadczyć z bohaterką tego czym jest kształtowanie swojej osobowości, wizerunku i charakteru. Pozostałe postaci pojawiające się w toku akcji, są blade i niezbyt porywające. Jakby autorka trochę za bardzo skupiła się na pełnej sprzeczności Johannie, która potem nazwała się inaczej ( ale oczywiście nie pamiętam, bo wolałam postrzegać bohaterkę jako tą Johannę…).

Całość była świetną, wciągającą historią młodej gniewnej, trochę sfiksowanej dziewuszki, która miała kilka całkiem porządnych obsesji,o których lepiej przeczytać. Generalnie książka to świetna rozrywka, która mimo wszystko porusza ważne tematy i jest w pewnym stopniu przewodnikiem po dorastaniu – albo lepiej anty przewodnikiem. Czego nie robić, żeby nie zgłupieć.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Isabel Allende „Japoński kochanek”. Czas porozmawiać o miłości, przemijaniu i odmienności.

0005H6YM78HRGWAP-C122-F4
Tytuł: Japoński kochanek
Autorka: Isabel Allende
Ilość stron: 319
Wydawnictwo: Muza S.A.

Irina Bazili to młoda imigrantka z Mołdawii. Szukając szczęścia rozpoczyna pracę jako opiekunka w Lark House, domu spokojnej starości na przedmieściach Berkeley. Kobiecie nie trzeba wiele czasu by zdobyła sympatię nie tylko współpracowników, ale i przesympatycznych i pełnych wigoru staruszków zamieszkujących ośrodek. Pewnego dnia do tego osobliwego miejsca przywieziona zostaje słynna malarka Alma Belasco, pochodząca ze znanej i szanowanej rodziny. Irina zdobywa również sympatię artystki, która niedługo po przybyciu do domu spokojnej starości, prosi Irinę pomogła jej uporządkować rodzinne dokumenty i pamiątki rodu Belasco. Dodatkową parą rąk do pomocy jest również ukochany wnuk malarki, Seth. Młodzi odkrywają zdjęcia nieznanego Japończyka i listy, które Alma z nim najprawdopodobniej wymieniała na przestrzeni lat.

Weszliście na bloga i pewnie zastanawiacie się czy hasacz powoli traci zmysły, skoro coraz częściej tego typu literatura tu gości. Sama nie wiem co się dzieje. Podejrzewam, że wzięłam ten tytuł ze względu na moje zamiłowanie Japonią i jej kulturą. Jak wyszło w przypadku Japońskiego kochanka i mojego pierwszego spotkania z twórczością Isabel Allende?

Główna bohaterka, jeśli mogę ją tak nazwać, Irina została mistrzowsko wykreowana. Nie było zaskoczeniem dlaczego i za co ludzie uwielbiali tę Mołdawiankę. Dziewczyna zdobyła mnie swoim charakterem i pogodą ducha od pierwszych stron. Jednak czy Irina rzeczywiście jest główną bohaterką? Oto jest pytanie. Takim bohaterem mógł być Ichimei Fukuda czyli tytułowy japoński kochanek. Mężczyzna, który jak się okazuje miał więcej wspólnego z Almą niż Irina i wnuk malarki – Seth, przypuszczali.

Historia jest przedstawiona w cudowny, wręcz malowniczy sposób – to też mnie nie zaskoczyło. Szczególnie jeśli chodziło o kwestie Almy, która do końca była damą – dość ekscentryczną, ale artystom wybacza się o wiele więcej. W końcu by być geniuszem trzeba być odrobinę szalonym. Natomiast jeśli chodzi o rozwój akcji i wyjaśnienie całej przeszłości Almy i Ichimeia…byłam trochę rozczarowana, ale wiadomo, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli i jestem w stanie to wybaczyć autorce, bo poza tą drobną bolączką, książka jest wręcz cudowna i doskonale nadaje się nie tylko dla dorosłych kobiet, ale i dla młodszych czytelniczek.

 

Pamiętajcie, że zbliża się Dzień Matki i równie dobrze tej tytuł możecie sprezentować swoim mamom :3

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

 

 

 

Hasacz.

Sarah Dessen „Teraz albo nigdy”. Chaos nie zawsze oznacza zło.

oimg
Tytuł: Teraz albo nigdy.
Autor: Sarah Dessen
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Harper Collins Polska

Macy musi być idealna. Zarówno jako uczennica, jak i córka oraz dziewczyna. Jednak w związku z zakochanym w sobie nerdem, trudno być idealnym, kiedy chłopak woli wyjechać na całe wakacje na obóz naukowy, a kiedy wyznaje mu miłość…twierdzi, że powinni od siebie odpocząć. Jason to jednak chłopak, którego Macy powoli ma dość. Przychodzą wakacje i dziewczyna zaczyna prace w firmie cateringowej. Chociaż panuje tam szeroko pojęty chaos czyli to do czego Macy jest całkowicie nieprzyzwyczajona, zaskakująco dobrze się w tym czuje. Szczególnie kiedy jest przy niej Wes. Niesamowicie przystojny chłopak, który na czele z załogą firmy cateringowej sprawia, że poukładany świat Macy staje na głowie. Jednak ku jej zdziwieniu…jest jej z tym naprawdę dobrze i coraz bardziej podoba się jej taki stan rzeczy. Pozostaje tylko pytanie…Czy uda się jej zapanować nad tym co się zmieni w jej życiu?

 

Z twórczością Sarah Dessen miałam styczność przy okazji książki Ktoś taki jak ty. Z tamtą książką miałam problem, żeby w ogóle dobrnąć do ostatniej strony, bo im dalej w las tym więcej męki. I przyznam szczerze, że bałam się powtórki z rozrywki, kiedy zobaczyłam to nazwisko w zapowiedziach u HarperCollins Polska. Ale przecież nie każda książka musi być jakąś tragedią, nawet jeśli jest od tej samej autorki. Prawda? Dlatego stwierdziłam Biere w ciemno. I w ten oto sposób, skończyłam z Teraz albo nigdy w łapie i kuflem zimnej zielonej herbaty.

Historia przedstawia losy w połowie osieroconej Macy, która mieszka z matką. Kobieta po śmieci męża po prostu zakopała się w pracy i żyje napędzana pracoholizmem. Praktycznie nie mając kontaktu z córką. Zarówno jedną jak i drugą. Macy bowiem ma siostrę Caroline. Starszą siostrę. Tyle tylko, że po śmierci ojca, w zasadzie nie ma jej w domu. Macy, główna bohaterka jest w związku z chłopakiem – Jasonem – totalnym nerdem, którego powinnam lubić, a tymczasem to taka pierdoła, że momentami tylko szacunek do pracy wydawnictwa powstrzymywał mnie przed rzuceniem książką przez okno. Kretyn i koniec.

Potem jednak w życiu Macy pojawił się Wes.Wytatuowany chłopak z przeszłością, który był piekielnie uzdolniony plastycznie, co było widać po jego rzeźbach i uznaniu jakie budził wśród wykładowców z uniwersytetów plastycznych i innych akademii sztuk pięknych. Kiedy ich drogi się krzyżują, wydaje się, że nie powinni być razem, chociaż przyciąganie między nimi jest tak silne, że oboje mają wrażenie jakby tkwili w niewłaściwych związkach z niewłaściwymi ludźmi. I chociaż to lato jest pełne nieporozumień, pomyłek i błędów, nadal każde z nich dostaje szanse by wszystko naprawić i wszystko dobrze się skończyło.

 

Poza nerwami jakie targał mi Jason i poza tym, że całkowicie nie potrafiłam zrozumieć postawy matki Macy, która w ogóle zachowywała się gorzej niż uzależniona od pracy osoba, to Sarah Dessen pokazała mi się z zupełnie innej strony. Dużo lepszej i bardziej dopracowanej zarówno od stylu pisania, jak i samej kreatywności w tworzeniu historii i związków.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

 

 

Hasacz.

Alyson Noël „Niezrównani”. Dlaczego nie warto pchać się w światło jupiterów.

niezrownani-b-iext33165772Tytuł: Niezrównani
Autor: Alyson Noël
Ilość stron: 334
Wydawnictwo: Harper Collins Polska

Sunset Boulveard najlepiej przemierza się z niedorzecznie grubym portfelem i w okularach od znanego projektanta. Jeśli jakimś cudem załapiesz się na listę VIP-ów, wejdziesz do najlepszych nocnych klubów LA, wypchanych po brzegi młodymi, stylowymi i często zapatrzonymi w siebie młodych celebrytów. Jednak wstąpienie do hedonistycznego nieba dla młodych i bogatych to kosztowa impreza, która może kosztować cię nie tylko moralność i godność, ale i to co masz najcenniejszego…twoje życie.

Pewnego dnia trójka osiemnastolatków, Layla, Aster i Tommy, cudem wchodzi w krąg wybrańców. Zgłaszają się oni do konkursu, gdzie za zadanie mają przyciągnąć do klubu najbardziej rozchwytywanych celebrytów, szczególnie Madison Brooks. Najpopularniejszą młodą gwiazdę Hollywood. Nagroda to niebotyczna suma pieniędzy, która zapewniłaby nie jednemu sielskie życie. Kiedy wydaje się, że jeden z konkurentów jest już blisko osiągnięcia celów, młoda celebrytka znika w niewyjaśnionych okolicznościach…Co stało się z Madison? Ktoś jej pomógł zniknąć?

 

Alyson Noël nie jest mi szczególnie znaną autorką. Podobno była na liście bestsellerów New York Times, ale czy to czyni z niej dobrą autorkę, której książki rzeczywiście są tak genialne, że wszyscy powinni się nimi zachwycać? Miałam wrażenie, że znowu mnie coś omija. Szczególnie, że Niezrównani to taka jakby bardziej dopracowana i skrócona wersja Pretty Little Liars? Coś koło tego. Chociaż z tej serii przeczytałam tylko dwie książki i stwierdziłam, że nie będę marnowała czasu.

Tutaj głównymi bohaterami są Layla, Aster i Tommy, trójka osiemnastolatków, którzy chcieli sięgnąć po grubszą forsę, jednocześnie poznając celebrytów Hollywood. Z jednej strony całkiem dobra historia, szczególnie biorąc pod uwagę tą zagadkę w tle ze zniknięciem jednej Madison. Ale poza tym to historia taka jak inne. Niby książka młodzieżowa i tak dalej, ale nie było to nic szczególnego. Nie ma co się rozwodzić nad kolejną oklepaną fabułą, ani nad słabą kreacją postaci, które zwyczajnie mnie znudziły. Co więcej z tego co zauważyłam, chociaż nie wiem czy to był zabieg celowy, tytuły rozdziałów to tytuły piosenek całkiem znanych artystów typu Taylor Swift czy The Rolling Stones. To chyba jedna rzecz godna uwagi, biorąc pod uwagę fakt, że książka nie tylko jest uboga w treść ( bo co to jest 334 strony), ale i przekazu za dobrego nie niesie.

Finalnie książka jest dobra dla ludzi, którzy lubią właśnie Plotkarę czy inne tego typu rzeczy. Bardzo możliwe, że cała zagadka nie była dla mnie taka porywająca, bo czytam za dużo literatury kryminalnej i oglądam za dużo programów o tajemniczych zaginięciach…Borze dziękuję ci za ID.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.

 

 

Hasacz.

Mia Sheridan „Calder. Narodziny odwagi”.

calder
Tytuł: Calder. Narodziny odwagi.
Autor: Mia Sheridan
Ilość stron: 370
Wydawnictwo: Septem [Helion S.A.]

Kiedy spotkali się po raz pierwszy, on miał dziesięć lat, a ona osiem. Żadne z nich nie wiedziało, że przeznaczenie splotło ich losy niewidzialną nicią. Jednak z pewnością wiedział, że to co poczuje, nigdy nie zostanie zaakceptowane przez społeczeństwo w jakim przyszło mu żyć. Tak samo jak w jej przypadku.Bo chłopakowi nie wolno nawet marzyć o tym, by dziewczyna, którą poznał miała być jego. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych, nie ma prawa marzyć. A dziewczyna, którą pokochał ma zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder posiadający nadludzką odwagę, ani Eden będąca niesamowicie zdeterminowana, nie potrafią zrezygnować z siebie. Ich uczucie jest silniejsze niż cokolwiek innego. Jednak czy wszystko skończy się tak dobrze, jak powinno? Czy Calder i Eden będą razem już zawsze?

 

Mię Sheridan możecie kojarzyć z jakich książek jak Bez Słów czy Stinger. Żądło namiętności. O obu tytułach pisałam. Sęk w tym, że tutaj jest trochę gorzej niż w poprzednich pozycjach i muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowana tym jak autorka nie tylko poprowadziła bieg historii, ale i jak ją zakończyła. Ale powoli. Zacznę najpierw od samej historii.

Apokaliptyczna sekta, zakazana miłość, dwoje zakochanych w sobie młodych ludzi. Po pierwsze trąciło mi tu mocno Tristanem i Izoldą, których losów nienawidzę ( nie tylko dlatego, że miałam to jako lekturę i kazali mi czytać taki syf ). Postać Caldera była całkiem przystępna dla czytelnika, zresztą sama Eden też, bo nie była kolejną idiotką w opałach. Gdyby nie te sekty i całe pierdzenie Hectora ( prawdopodobnie głowy tej sekty, z tego co udało mi się wywnioskować z książki ), nie byłoby to tak bezdennie naiwne i głupie jak było. Cała ta historia, mam na myśli.

Sceny erotyczne są, ale przynajmniej nie są za bardzo hydrauliczne z opisów, ani za bardzo wyrwane z jakiegoś pornosa w książce. Chociaż znajdą się tacy, co ich będzie piekła pewna część ciała przez to co przeczytają w kilku miejscach. Zresztą…biorąc pod uwagę to co my – czytelnicy – dostaliśmy w poprzednich książkach tej autorki, to ta historia nie jest najwyższych lotów. Na ostatniej stronie, tuż przed informacjami o autorce dostajemy pogrubioną informację, że będzie kolejny tom. Muszę się mocno zastanowić czy po to sięgnę, bo tak na dobrą sprawę chyba wolę znowu poryczeć przy Bez słów, albo bluzgać przy Stingerze niż zastanawiać się przy kolejnym tomie czy Sheridan w tym przypadku coś ćpała czy była pijana…

 

Finalnie książkę polecam tylko niewymagającym czytelnikom, lubiącym książki osobliwe ze scenami łóżkowymi. Bo takie tu są, ale nie urywają tej części pleców, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Septem [Helion S.A.].

 

 

Hasacz.