Mia Sheridan „Calder. Narodziny odwagi”.

calder
Tytuł: Calder. Narodziny odwagi.
Autor: Mia Sheridan
Ilość stron: 370
Wydawnictwo: Septem [Helion S.A.]

Kiedy spotkali się po raz pierwszy, on miał dziesięć lat, a ona osiem. Żadne z nich nie wiedziało, że przeznaczenie splotło ich losy niewidzialną nicią. Jednak z pewnością wiedział, że to co poczuje, nigdy nie zostanie zaakceptowane przez społeczeństwo w jakim przyszło mu żyć. Tak samo jak w jej przypadku.Bo chłopakowi nie wolno nawet marzyć o tym, by dziewczyna, którą poznał miała być jego. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych, nie ma prawa marzyć. A dziewczyna, którą pokochał ma zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder posiadający nadludzką odwagę, ani Eden będąca niesamowicie zdeterminowana, nie potrafią zrezygnować z siebie. Ich uczucie jest silniejsze niż cokolwiek innego. Jednak czy wszystko skończy się tak dobrze, jak powinno? Czy Calder i Eden będą razem już zawsze?

 

Mię Sheridan możecie kojarzyć z jakich książek jak Bez Słów czy Stinger. Żądło namiętności. O obu tytułach pisałam. Sęk w tym, że tutaj jest trochę gorzej niż w poprzednich pozycjach i muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowana tym jak autorka nie tylko poprowadziła bieg historii, ale i jak ją zakończyła. Ale powoli. Zacznę najpierw od samej historii.

Apokaliptyczna sekta, zakazana miłość, dwoje zakochanych w sobie młodych ludzi. Po pierwsze trąciło mi tu mocno Tristanem i Izoldą, których losów nienawidzę ( nie tylko dlatego, że miałam to jako lekturę i kazali mi czytać taki syf ). Postać Caldera była całkiem przystępna dla czytelnika, zresztą sama Eden też, bo nie była kolejną idiotką w opałach. Gdyby nie te sekty i całe pierdzenie Hectora ( prawdopodobnie głowy tej sekty, z tego co udało mi się wywnioskować z książki ), nie byłoby to tak bezdennie naiwne i głupie jak było. Cała ta historia, mam na myśli.

Sceny erotyczne są, ale przynajmniej nie są za bardzo hydrauliczne z opisów, ani za bardzo wyrwane z jakiegoś pornosa w książce. Chociaż znajdą się tacy, co ich będzie piekła pewna część ciała przez to co przeczytają w kilku miejscach. Zresztą…biorąc pod uwagę to co my – czytelnicy – dostaliśmy w poprzednich książkach tej autorki, to ta historia nie jest najwyższych lotów. Na ostatniej stronie, tuż przed informacjami o autorce dostajemy pogrubioną informację, że będzie kolejny tom. Muszę się mocno zastanowić czy po to sięgnę, bo tak na dobrą sprawę chyba wolę znowu poryczeć przy Bez słów, albo bluzgać przy Stingerze niż zastanawiać się przy kolejnym tomie czy Sheridan w tym przypadku coś ćpała czy była pijana…

 

Finalnie książkę polecam tylko niewymagającym czytelnikom, lubiącym książki osobliwe ze scenami łóżkowymi. Bo takie tu są, ale nie urywają tej części pleców, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Septem [Helion S.A.].

 

 

Hasacz.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Mia Sheridan „Calder. Narodziny odwagi”.

  1. „…ale nie urywają tej części pleców, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.” UWIELBIAM CIĘ 😀 Hasacz rządzi!
    Zastanawiałam się, czy zamówić sobie tę książkę, ale skoro nie urywa… to chyba odpuszczę. Szukam czegoś równie dobrego jak „Bez słów” – to najlepsza obyczajówka jaką dotychczas czytałam a tu klopsik i kalesony 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s