Sabaa Tahir „Ember in the Ashes”. Walka o wolność, miłość i rodzeństwo.

Ember in the Ashes. Imperium Ognia
Tytuł: Ember in the Ashes. Imperium Ognia
Autor: Sabaa Tahir
Ilość stron: 507
Wydawnictwo: Akurat

Laia należy do kasty Scholarów – w bezwzględnym imperium tacy jak ona zostali zepchnięci na sam margines społeczny. Są stale inwigilowani i prześladowani, a każdy ich krok może być wzięty za zdradzę, nawet jeśli nią nie jest. Aby ocalić brata, który został o tę zdradę oskarżony, dziewczyna wstępuje w szeregi buntowników i rusza na śmiertelnie niebezpieczną misję do gniazda zła. Zostaje niewolnicą w Akademii, która szkoli bezwzględnych morderców, najwierniejszych, najbardziej oddanych żołnierzy Imperium. Jednym z nich jest chłopak imieniem Elias. Choć ma on przed sobą świetlaną karierę w służbie Imperium, jego serce powoli wypełnia się wątpliwościami czy rzeczywiście chce spędzić całe życie jako zimny, bezwzględny egzekutor. Przypadkowe spotkanie Laii i Eliasa zmieni ich losy oraz wywróci ich światy do góry nogami. Już nic nie będzie takie samo.

 

O książce usłyszałam głównie za sprawą Jesse’go The Reader’a, którego większość ogarniętych ludzi kojarzy z amerykańskiego booktuba. Tam wszyscy zachwalają, rozpływają się. Bo jakie to dobre, jakie niecodzienne, jakie cudownie. W Polszy za to spotkałam się z różnymi opiniami. Jedni tak jak w Ameryce – zachwycali się i nie mogą się doczekać kontynuacji. Inni z kolei przeklinają na czym ziemia stoi. Jak było ze mną?

Początkowo podeszłam do tego z dużą rezerwą. W końcu jak jest hype i do tego podchodzi to pod młodzieżówkę, to od początku powtarzałam sobie : Luz hasacz, to tylko kolejna książka, na którą zmarnujesz noc. Tak. Tak będzie. ALE JAK JA SIĘ MYLIŁAM! Owszem początek to było takie typowe pierdzenie fembohaterki, która wykazywała większe predyspozycje do bycia literacką reinkarnacją Kordiana – dla tych co nie czytali, albo jeszcze nie przerabiali, mało gdzie tak heroicznego idiotę można było spotkać. To samo tyczyło się Laii. Od dziewczyny zionęło dureństwem i totalnym brakiem jakiegokolwiek pomyślunku – nie mówiąc o tylko śladowych obszarach mózgu, jeśli go w ogóle używała.

Potem pojawił się cudownie ocalony Elias, który oczywiście robił za tego przystojnego Adonisa, co nim zajebistość ocieka. Do pewnego momentu była to jakaś paranoja. Ale tak do początku drugiej połowy książki, jak mnie wciągnęło tak nie miałam pojęcia gdzie podziała się ta pierwsza, słabsza połowa książki.Czytałam, czytałam i … mam pytanie do wydawnictwa – Kiedy planują Państwo wydać kontynuację, bo mnie nerka boli od czekania?

Ogólnie książka zasłużyła sobie na pozostanie w mojej biblioteczce na stałe, chociaż gdybym nie miała w zwyczaju kończenia książek, po pierwszych 200 stronach, pożegnałabym się z tym tytułem. Jeśli komuś nie przeszkadza heroiczna idiotka w postaci głównej bohaterki, to gorąco polecam Ember in the Ashes – Imperium Ognia.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat.

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s