Aleksandra Marinina „Egzekucja w dobrej wierze”. Nie tak dawno temu w Rosji…

Egzekucja-w-dobrej-wierze-300dpiMNIEJSZE-337x535
Tytuł: Egzekucja w dobrej wierze
Autor: Aleksandra Marinina
Ilość stron: 567
Wydawnictwo: Czwarta Strona

 
Rok 2015. Nastia Kamieńska po przejściu na emeryturę pracuje w agencji detektywistycznej swojego dawnego przyjaciela – Władisława Stasowa. Jednak jej spokój nie trwa za długo. Kolejne zlecenie, które ma wykonać w syberyjskim Wierbicku, tylko z pozoru jest łatwe do wykonania. Na miejscu okazuje się jednak, że rosyjska prowincja znacznie bardziej skomplikuje sprawę, niż Nastia mogła przypuszczać. Major Kamieńska trafia w sam środek lokalnych zatargów. Mało tego, że w Wierbicku zbliżają się wybory na prezydenta to w szczytowym momencie przedwyborczych zmagań, cała sytuacja zostaje jeszcze bardziej skomplikowana przez falę zagadkowych zabójstw. Co więcej ofiarami są ekolodzy. Kobieta rozpoczyna swoje własne śledztwo, tyle tylko, że to co odkrywa…przechodzi jej najśmielsze oczekiwania.

 

Z carycą rosyjskiego kryminału spotkałam się po raz pierwszy i poważnie się zaczęłam zastanawiać dlaczego omija mnie ten cały hype na genialne pisarki kryminalne? Kilka osób zapewniało mnie, że zakocham się w jej książkach, podobnie jak obiecali mi przy Katarzynie Bondzie. Co dostałam? Rozczarowanie w postaci paskudnego liścia w ryj i ruską prowincję, która wiała nudą i wódą. A może to tylko moje wypalenie? Trudno orzec. W każdym razie przejdę dalej, zanim zechcecie mnie zabić.

Owa caryca nie trafiła w mój gust jeśli o kryminały chodzi. Każdy Ivan, Katiusza czy inna Nadia w tej książce byli papierowi i nudni. Po prawdzie, gdyby nie imię głównej bohaterki wydrukowane na tyle okładki, nawet tego imienia bym nie zapamiętała. Niby jakieś morderstwa były, bo ekolodzy, bo jakaś afera, bo samobójstwo i tak dalej. Narracja też taka jaką lubię, ale nie byłam w stanie znaleźć tego czynnika, który pozwoliłby mi na przyznanie racji tym, którzy nazywali Aleksandrę Karininę carycą rosyjskiego kryminału. Owszem, nie było jakoś tragicznie, żebym miała nazwać to kupa na patyku, ale poważnie trzeba się zastanowić nad tym czy aby na pewno autorka jest tą carycą.

Oczywiście rozumiem,  że są ludzie, których to porwało bez reszty i tak dalej, bo treść, akcja i przekaz. Tyle tylko, że ja mam problem z tymi autorami, na których jest taki za duży hype, bo mnie to jaranie się jak norweskie kościoły….zwyczajnie omija. Tak jak wszystko inne. A jaranie się książkami poza dopuszczalną skalę normalności też nie jest dobre, szczególnie kiedy pisze się o tych książkach recenzje albo po prostu teksty w internecie. Wtedy ludzie się napalają jak – dobra nie napisze jak co, bo mnie zabiją – i hype upada, bo książka jednak nie była taka super. I kto na tym cierpi? Autor i wydawca.

 

W moim przypadku ocena jest tylko zadowalająca. Książka mogła być lepsza, ale i tak zasługuje na uwagę – nie koniecznie moją. Jeśli lubicie rosyjską prowincję – zapraszam. Książka się pewnie wam spodoba. Ale jeśli pokrywacie się z moimi gustami…to może lepiej podejść do tego z dużym dystansem, żeby nie zrobić sobie tego co ja poczyniłam i teraz siedzę przed laptopem, plując sobie na kolana krwią, że mogło być pięknie, a było jak zwykle.

 

Za książkę dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona. [ Sorry Peter, tak wyszło ]

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s