Gregory David Roberts „Shantaram”. O najwiekszym zawodzie czytelniczym w życiu.

shantaram-b-iext31880838UWAGA! TEKST ZAWIERA CAŁKOWICIE SUBIEKTYWNE ZDANIE O KSIĄŻCE! JEŚLI NIE POTRAFISZ TEGO USZANOWAĆ, PRZESTAŃ CZYTAĆ!

Tytuł: Shantaram
Autor: Gregory David Roberts
Ilość stron: 796
Wydawnictwo: Marginesy

Shantaram znaczy pokój boży. To imię nadali bohaterowi jego hinduscy przyjaciele, zamykając w nim całą historię opowiedzianą w tej książce – historię odnalezienia prawdy o sobie w Indiach. Ale droga do bożego pokojiu wiodła przez tak dramatyczne wydarzenia, że chwilami aż trudno w nie uwierzyć. Szemrane interesy, handel narkotykami, fałszerstwa, przemyt, gangsterskie porachunki, a zarazem romantyczna miłość, głęboka przyjaźń, poszukiwanie mentora, poznawanie filozofii Wschodu. To właśnie Shantaram.

 

Jeśli przekonuje was sam opis tej książki (który zwyczajnie spisałam z tyłu okładki ), to musicie wiedzieć, że to wcale nie jest takie w rzeczywistej treści książki. Na początku Shantaram porwie was magicznymi opisami, które wydadzą się trochę przydługie, a główny bohater trochę przynudzał swoimi przemyśleniami. Jednak wiadomo…prawie osiemset stron o życiu głównego bohatera. Podobno zawiera wątki autobiograficzne. Niestety…po pierwszej połowie książki, miałam wrażenie, że wdepnęłam w filozoficznego krowiego placka. Im dalej w las tym gorzej.

Opisy stawały się męczące, chociaż nie należę do osób, które bałyby się długich opisów i książek. Miałam wielkie nadzieje. Shantaram jawił mi się jako genialna powieść przygodowa z wątkami autobiograficznymi. Skończyło się na tym, że rzeczywistość strzeliła mnie w pysk i pokazała środkowy palec. Opisy tej całej romantycznej miłości przyprawiały mnie o mdłości i zawroty głowy, a im więcej było tej filozofii Wschodu, tym częściej biłam się po twarzy, przeklinając autora i jego styl pisania.

Cała nadzieja została w wątkach przygodowych opisujących te wszystkie obiecane przekręty, fałszowanie, przemyt i tak dalej. Niestety i tam okazało się, że nadzieja matką głupich i wcale o swoje dzieci nie dba. Wiem, że nie powinnam tego ujmować w tej sposób, ale powtórzył się czytelniczy koszmar z czasu, kiedy rok temu ( dokładnie rok temu – jakieś fatum, cholera) usiłowałam przeczytać dwa tomy Angelfall, który okazał się tylko fall i to bardzo bolesnym. W moim przypadku Shantaram nie okazał się pokojem bożym tylko jakimś przedsionkiem piekła.

 

Postuluję o wysłanie adresu autora do ałtor Michalak. Dogadaliby się  idealnie. Generalnie odradzam czytanie tej pozycji, jeśli nie jesteście takimi hardcorami jak Marcin Meller, który tak książkę zachwalał. Każde pozytywne słowo o tej książce to zwyczajne kłamstwo, w moim mniemaniu. Dlatego odradzam czytanie Shantaram. Chyba, że szukacie sensu życia i chcecie popełnić samobójstwo, podpierając się tym co spłodził Gregory David Roberts.

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję gorąco księgarni internetowej czytam.pl, którą ubóstwiam i POLECAM robienie tam zakupów. Kontakt z klientem jest płynny i szybki. Nie ma mowy, żebyście dostali uszkodzoną książkę ( jeśli nie jest w z wyprzedaży, o czym jest notka przy książce, jeśli decydujecie się na kupno takiej książki).

 

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

25 uwag do wpisu “Gregory David Roberts „Shantaram”. O najwiekszym zawodzie czytelniczym w życiu.

  1. Mnie ten opis właśnie raczej nie uwiódł :v Ale… z czego wywnioskowałaś, że tu będą elementy przygodowe? To mnie zdziwiło, dla mnie to po opisie w ogóle nie brzmi jak taka książka 😃

  2. To ja się wypowiem jako miłośniczka książek i indolożka. Czytałam Shantaram wiele lat temu, mam w domu pierwsze wydanie. I za cholerę nie wiedziałam dlaczego świat tak oszalał na jej punkcie…. To jest pomieszanie pseudo indyjskiej filozofii „za grosik” z kiepską przygodówką. Sprawdzi się w przypadku miłośników wypocin typu „Spalona żywcem” czy „perska narzeczona”, czy co tam jeszcze.

  3. Czytałam to dawno temu, wcale nie na fali ogólnej reklamy; czytałam bez żadnych oczekiwań, nie nastawiając się na arcydzieło, czytałam, bo mi koleżanka pożyczyła ze słowami „może ci się spodoba”. Spodobało się, bo wszystko w tej książce było (ba, na kilkuset stronach ledwie się zmieściło to wszystko) 😉
    A teraz obserwuję, przy okazji tego nowego wydania, że czytelnicy są rozczarowani i to bardzo.

  4. Czytałam „Shantarama” wieki temu, jak się po raz pierwszy ukazał po polsku, i naprawdę bardzo mi się podobał – a przynajmniej tak to pamiętam. I szczerze mówiąc, choć myślałam, czy nie wrócić drugi raz, to wolę sobie pozostawić takie przyjemne wspomnienie. Zwłaszcza, że co i rusz natykam się na mniej lub bardziej negatywne recenzje.

  5. Dziękuję za heroiczne obronienie mnie przed książką, którą miałam niedługo kupić. Pomyśleć, że chciałam się przekonać, że treść będzie równie interesująca co okładka urocza i przekonam się do kultury Indyjskiej. 😡

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s