Radosław Lewandowski „Wikingowie. Wilcze dziedzictwo. ” kilka słów o kłamstwie autora.

image

Tytuł:  Wikingowie. Wilcze dziedzictwo
Autor: Radosław Lewandowski
Ilość stron: 430
Wydawnictwo:  Akurat

Wszystko zaczęło się w mroźnej Skandynawii, gdzie Szwedzki razem z Norwegami i Duńczykami toczyli bratobójcze walki, gdzie stawką były bogactwa, ziemię i honor. Żeby było ciekawiej przeczytacie tutaj o tajemniczych grotach wypełnionych nieprzebranymi skarbami, o młodzieńczych zauroczeniach, gorących namiętnościach, dotkliwych klęskach i wielkich zwycięstwach. Jak się okazuje Wikingowie byli bardziej ambitni i ich chęci zdobywania poważnie przekraczały granice mroźnej Skandynawii. Wielcy wojownicy bez strachu wyruszali ku Ameryce Północnej i na Półwysep Iberyjski, gdzie nie straszne było im rzucenie wyzwania chrześcijańskiemu królowi Leónu i muzułmańskiemu władcy Emiratowi Kordoby. Czy wielkie ambicje, niekończąca się odwaga i męstwo wystarczą by wikingowie zdobyli to czego pragną ponad chwałę i miejsce w Valhalli?

Mówią, że autor nie jest prawdziwym wikingiem, ale już patrząc na samo jego zdjęcie na skrzydełku książki,  od razu widać, że łże. Tak samo za cholerę nie zgodzę się ze stwierdzeniem autora Ziemiańskiego,  że Lewandowski to polski George R.R. Martin. Bądźmy szczerzy, choć Martin pisze o swoim świecie, który wzorował na wielu historycznych miejscach i postaciach, ale jego styl i bestialstwo pozostawia wiele do życzenia, szczególnie dla wymagającego czytelnika. Radosław Lewandowski nie dość, że stworzył własną wizję skandynawskich ludów, ubrał to w cudowną,  lekką narrację, to jeszcze pokazał wszystkim wątpiącym język. Podobnie kreacje postaci przedstawionych na kartach powieści są pełnowymiarowe i nie sposób się nie utożsamić choćby z jedną z nich.

Z rozdziału na rozdział człowiek nie ma dość, a kiedy dochodzi do końca przychodzi to paskudne uczucie niedosytu. Jako czytelnik, który uwielbia grube tomiszcza, zastanawiam się tylko czy kolejne części (chwała pradawnym bogom!) będą obszerniejsze w objętości.

Dodatkowo powieść o Wikingach ma bogato rozbudowane tło społeczno – obyczajowe i nawet wielkie fanki romansów coś tu dla siebie znajdą. Na szczęście mnie do szczęścia wystarczy mordobicie, którego tutaj nie brakuje i nawet nie bolały mnie wątki romantyczne. A mam na swoim koncie trochę książek o wikingach i powiem szczerze, że bez bólu i całkiem zadowolona z tego faktu, stawiam Wilcze dziedzictwo na tej samej półce,  którą zajmują moi ukochani Zaprzysiężeni Roberta Low.

Genialna powieść snuta przez autora jest czymś obowiązkowym dla fanów serialu Wikingowie, jak i dla pasjonatów samej kultury skandynawskiej. Kawał doskonałej lektury, którą gorąco polecam.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat .

 

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s