Pogadajmy o Metrze czyli hasacz po lekturze „Metro 2033 i „Metro 2034” Dmitra Glukhovskiego.

 

metro

Tytuł: Metro 2033; Metro 2034
Autor: Dmitry Glokhovsky
Ilość stron: 384; 577
Wydawnictwo: Insignis

Promienie letniego nieba, świeże powietrze w płucach, delikatna zielona trawa pod bosymi stopami. Te rzeczy podobno kiedyś istniały. Kiedyś, zanim wybuch zniszczył wszystko dookoła. Po wielkim konflikcie atomowym, z całej ludzkości przetrwała tylko garstka, kryjąc się w moskiewskim metrze. To, dzięki swojej unikalnej budowie, stało się jedynym azylem, gdzie ludzie usiłują wieźć zwykłe, proste życie, jak to było przed wybuchem. Tworzą się grupy, mini państwa, które splecione ideologiami, religią bądź prosta potrzebą ochrony filtrów wodnych, funkcjonują zawierają ze sobą sojusze, toczą między sobą wojny.

WOGN to mini państwo najbardziej wysunięte na północ. Do niedawna było bezpieczne. Teraz jednak istnienie owego państwa jest w wielkim niebezpieczeństwie. Jego i ludzi tam mieszkających. Artem nie pamięta świata sprzed wybuchu. Był dzieckiem, kiedy został ocalony i tak naprawdę całym jego światem jest METRO. Chłopak dostaje bardzo ważna misję. Musi przedostać się do POLIS – legendarnej stacji moskiewskiego metra, by przekazać wiadomość o nowym zagrożeniu.

Od powodzenia jego misji zależy nie tylko przyszłość WOGN-u, ale i całej ocalałej ludzkości.

Niespełna rok później, wszystko znów wygląda inaczej. Na drugim końcu moskiewskiego metra w stacji Sewastopolskiej mieszkańcy toczą walkę o przetrwanie z nowym formami życia. Monstra wdzierają się z powierzchni do ostatniej ludzkiej enklawy, by zakończyć ich istnienie.  Tutaj nie ma miejsca na uczucia, bo te zastąpione zostały pierwotnymi instynktami, które pozwalają przetrwać tym, którzy teraz tworzą ludzkość.

 

Moja miłość do post-apo zaczęła się dość dziwnie, jak większość z was stwierdzi. W końcu wszystko to zaczęło się od Rojsona ( ROJOV13), gameplayera i vlogera, który ciągle powtarzał jakie to post-apo jest zajebiste. I wiecie jak to się skończyło w moim przypadku. Metrem 2033 i 2034. Twórczość Dmitra nie jest mi obca – wszystko zaczęło się od Futu.re, które na początku może wydawać się trudne i ciężkie do przyswojenie, ale bez strachu powinniście po nie sięgnąć. Jednak dzisiaj nie po Futu.re a o Metrze.

Już wcześniej słyszałam różne opinie i wiedziałam, że  jeśli sama nie sięgnę to się nie przekonam czy to rzeczywiście jest takie złe albo dobre. Wiadomo – ilu czytelników tyle opinii. Jak to było ze mną? Pewnego pięknego dnia dostałam od wydawnictwa Insignis dwa tomy trylogii Metra i zaraz się za to wzięłam. Problem polegał na tym, że zamiast opisać to od razu, zaczęły się znienacka egzaminy i całkowicie zapomniałam o pisaniu. I tutaj uwaga – przeczytałam obie te książki raz jeszcze i oto jestem.

Glukhovsky nie zmarnował pokładanych w jego książkach nadziei i w ten sposób dołączyłam do grona zadowolonych czytelników. Wprawdzie to jedna z pierwszych lektur poer-apo, z którymi miałam do czynienia, ale to się wytnie. Autor w mistrzowski sposób opisuje realia ludzkości, która zmuszona została do zejścia pod ziemie, gdzie wiedzie nędzną namiastkę żywota sprzed wybuchu.

Tak jak Tom Clancy opisał atak terrorystyczny bardzo zbliżony do ataku na WTC, tak pozostaje mieć nadzieje, że Dmitr nie będzie takim Clancym post-apo. Jednak biorąc pod uwagę fiksację poszczególnych ludzi na punkcie gatunku -nie tylko w literaturze – nie jedna osoba z powodzeniem przetrwałaby wielki wybuch.

Autor świetnie operuje słowem, genialnie przedstawia czytelnikowi wiele możliwości, których na pierwszy rzut oka wcale nie ma w realiach panujących w mini-państwach (tak, ja wiem,  że mnie nienawidzicie za takie określenia ), jest to coś idealnego dla miłośników wszelkiego rodzaju demolki. Szczególnie literackiej. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to typowo męska literatura, ale wtedy strzeliłabym sobie w stopę, kolano i skroń, bo przecież jestem – chcąc nie chcąc – przedstawicielem płci „pięknej”.

Dlatego nie ryzykując za wiele, po prostu polecam każdemu kto jest zainteresowany gatunkiem powieści z serii Metro, Dmitra Glukhovskiego. Facet wie jak pisać post-apo i robi to piekielnie dobrze. Każda jego postać jest świetnie wykreowana. choć jeśli miałabym się przyczepiać do czegokolwiek, chętnie strzeliłabym w pysk Sashe, która jest po prostu nad wyraz wkurzająca. Poza tym drobnym szczegółem książki mają u mnie 10/10 ( gdybym się bawiła w taki system oceniania).

 

Za książki dziękuje wydawnictwu Insignis.

 

 

 

Hasacz.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pogadajmy o Metrze czyli hasacz po lekturze „Metro 2033 i „Metro 2034” Dmitra Glukhovskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s