„Gobelin utkany z miłości i inspiracji” czyli Peter Ackroyd „Londyn. Biografia”.

459447-londyn-dodruk-biografia
Tytuł: Londyn. Biodrafia
Autor: Peter Ackroyd
Ilość stron: 791
Wydawnictwo: Zysk i Ska

Folklor, egzekucje władców, kronika słynnych przestępców i wreszcie opis życia zwykłych obywateli. Blackfriars, Charing Cross, Paddington i Bedlam, Westminister Abbey i St Martin – to wszystko i wiele więcej w jedynej w swoim rodzaju biografii Londynu. Miasta z duszą. Cockney i włóczęgów, Imigrantów i punków. Wielkie zarazy, pozary i naloty podczas II wojny światowej. Dwa tysiące lat na niemal ośmiuset stronach przestawionych w tak barwny i zajmujący sposób, że niemożliwym jest oderwanie się od lektury.

Brzmi nieprawdopodobnie? Otóż nic bardziej mylnego. Na przestrzeni lat Londyn nie tylko zmieniał się z nie tylko ze względu na architekturę, ale i zróżnicowanie etniczno- kulturowe. Dzięki wirtuozerii jaką uskutecznił wręcz magicznie Peter Ackroyd, czytelnik tylko może się bardziej zakochać w tym mieście. Kto nie był nigdy na wyspach, ani w samym Londynie, a jest miłośnikiem literatury, przekona się, że nie tylko w fikcji literackiej to miasto jawi się jako mroczne, zatęchłe miejsce, pełne seryjnych morderców, niemożliwych do zidentyfikowania czy Nocnych Łowców. TYMCZASEM! Londyn jest miastem pełnym sprzeczności co doskonale pokazuje sam autor, prezentując przed czytelnikiem coraz to ciekawsze, bardziej smakowite kąski.

Dawne dzieje Londynu to w większości przeplatanka czasu wojny i pokoju. Tych pierwszych było wiele i nawet jeśli było mniej lub bardziej trudne, jednak podnosił się po każdej kolejnej klęsce czy pożodze. Z kart książki Londyn wyłania się jako ostoja Brytyjczyków. Londyn jest także miastem… kościelnych dzwonów. I tu kolejna ciekawostka, bo nie każdy wie, kto to cockney. To miano zyskiwał człowiek urodzony w pobliżu dzwonów St Mary-le-Bow w Cheapside. A jako że dzwony te były słyszane prawie wszędzie, zakłada się, że każdy londyńczyk w dawnych latach był nazywany cockneyem.

Autor zalewie – tak ZALEDWIE, bo na dwa wieki to jest naprawdę niewiele – na ośmiuset stronach, opowiada o londyńskich zabobonach, pożarach trawiących miasto, o więzieniach, których tam pełno, o nostalgii, którą przypisuje się londyńczykom, o targowiskach, rządach tłumu, mieście w nocy, rozbudowie Londynu, miejskich wyrzutkach i żebrakach czy o londyńskim czasie. Po nieco przydługim wstępie Peter Ackroyd z pełną mocą ukazuje, na co go stać. Czaruje czytelników swoim językiem. To biografia miasta, której nie czyta się, a po prostu pochłania. Serio, bez ściemy. Jeśli kochacie Londyn, czujecie się wewnętrznie Brytyjczykami, to powinniście sięgnąć po tę barwną biografię, która urzeka i porywa czytelnika bez reszty.

Gorąco polecam każdemu, kto lubuje się w tego typu książkach i nie tylko. Pozycja wręcz obowiązkowa dla pasjonatów i ludzi zakochanych w wyspach, tak jak hasacz we własnej zielonej osobie.

 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.

 

Hasacz.

 

 

Reklamy

Agnieszka Lis „Pozytywka”. Słodko- gorzka powieść o życiu.

Pozytywka1
Tytuł: Pozytywka
Autor: Agnieszka Lis
Ilość stron: 243
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Czytanie Pozytywki było jak zjedzenie źle ozdobionej muffinki. Z jednej strony odpycha was sama spaprana po całości ozdoba, ale z drugiej strony w smaku jest całkiem smaczna i jeśli nie patrzycie za bardzo, jest dobrze. Mniej więcej tak było, kiedy sięgnęłam po tę książkę. Opis całkiem typowy dla powieści z gatunku okruchy życia, obyczaj. Najpierw była wielka miłość. Wystawny ślub, oczywiście cała wieś zazdrości Monice, bo mąż bogaty, przystojny – generalnie książę z bajki. Ale wiadomo…życie to nie bajka. Bańka szybko pęka. Przystojny mąż przestaje być księciem, do ich relacji wkrada się proza życia, która na dobrą sprawę od początku była tylko przykryta grubą warstwą tymczasowego szczęścia. Między młodą parą uczucie szybko wygasa. Zostaje tylko pragnienie. Marzenie o dziecku. I udaje się. Monika zachodzi w ciążę, co oznajmia podczas wigilijnego wieczoru. Jednak tragedia była w zasadzie nieunikniona. W zasadzie potem wcale nie jest ani trochę lepiej…

….ale tutaj już inaczej to opiszę. Unikamy spoilerów, prawda? Z tym będzie wybitnie trudno bo przy książkach, których nie lubię często zdarza mi się wyrazić opinię o czymś co miało miejsce w środku, bądź pod koniec książki. TYMCZASEM! Z tego miejsca chciałam pogratulować autorce stworzenia tak durnego bohatera, że jego głupota biła mnie po twarzy ilekroć się odzywał. Mowa oczywiście o mężu Moniki. Owszem, rozumiem.Niektóre kobiety gustują w draniach i tak dalej – pozazdrościć masochizmu – , ale na bór tucholski! Robert – bo tak się wabi ten nikczemnik, to okaz do odstrzału w trybie natychmiastowym. Monika wydawała się być piekielnie naiwnym dziewczęciem, które wdepnęło w paskudne szambo godne Mietka Paciaciaka i Luśki. Najpierw bezdennie głupi, zapatrzony w siebie mąż, potem trudna do opisania teściowa i milczący teść. Dobra, rozumiem. Rodziny są różne, tych się nie wybiera. Na dobrą sprawę nie pamiętam nawet czy teść odezwał się choćby słowem przez całą historię. Cała książka sama w sobie jest dobrą historią o nieudanej miłości, która po prostu źle trafiła, tragedii jaka może dotknąć kobietę spodziewającą się dziecka i nieporozumieniu życiowym – bo tym w moim rozumowaniu – możliwe, że błędnym – było małżeństwo Moniki i Roberta. Na dobrą sprawę, kiedy byłam w połowie tej niedługiej książki, już miałam ochotę komuś potężnie przyładować w paszczę. Dla innych czytelniczek ta książka będzie ważną opowieścią o niepowodzeniu życiowym, dramacie kobiety, która chciała żyć długo i szczęśliwie. To co podobało mi się w tej książce to moment, w którym Monika podcięła skrzydła całej rodzinie swojego pożałowania godnego męża. Dziewczyna udowodniła, że pochodzenie na dobrą sprawę nie jest wyznacznikiem dobrego wychowania czy pozycji społecznej – ze wszystkiego można się uwolnić. Wiele w tej książce do mnie nie trafiło, ale to wina mojego podejścia do powieści obyczajowych. Dochodzi też do tego objętość. Autorka mogła trochę lepiej i obszerniej rozpisać się w niektórych wątkach. Generalnie jak już się pani Agnieszka brała za taką historię, mogła rozpisać się na 400-450 stron. Ficner- Ogonowska mogła napisać klocka o miłości przez duże m i generalnie do mdłości ze słodkości, to jak już autorka miała lepszy zamysł i styl pisania, to mogła się rozpisać ku uciesze czytelniczek. A tak to jeden wieczór i po robocie. Smutno trochę.

Dlatego nasuwa się pytanie dlaczego powinnam polecić tę książkę?

Sprawa prosta. Jak jesteście spragnieni bardzo szybkiej i niewymagającej szczególnego myślenia powieści o słodko-gorzkim życiu, to coś dla was. No chyba, że będziecie reagować jak ja – wtedy polecam do książkę filiżankę melisy, o ile na was działa. Książkę szczególnie polecam czytelniczkom lubujących się w książkach mocno obyczajowych.

Za książkę dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona.

 

 

Hasacz

„Historia wojen moskich. Wiek pary” Paweł Wieczorkiewicz. Powroty do morskiej miłości i historii.

bcd27bacbb663d71796618b095fb2dab_19
Tytuł: Historia wojen morskich. Wiek pary.
Autor: Paweł Wieczorkiewicz
Ilość stron: 420 + 19 stron wstawki graficznej
Wydawnictwo: Zysk i Ska

Z notki o I tomie: Historia wojen morskich. Wiek żagla.

Jak świat długi i szeroki, odkąd człowiek nauczył się pływać jego celem stało się zbadanie ogromnych w swoim zasięgu mórz i oceanów. Niedługo po pierwszych ekspedycjach morskich, dochodziło już do wojen morskich, o których dzisiaj trochę napiszę. Wprawdzie autor książki zamknął się w ramach XVI wieku i roku 1914, jednak uwzględnił wszystkie ważne wojny morskie dla tych czasów. Wnikliwie przedstawione konflikty morskie, stały się doskonałym pretekstem do stworzenia książki ( na szczęście dwutomowej ), która dokładnie opisuje dlaczego do każdej konkretnej wojny dochodziło. Jeśli podobnie jak ja jesteście pasjonatami szant i żeglugi, czytając tę pozycję odnajdziecie nie jedną bitwę morską, o której nie raz śpiewaliście szanty.

Zatem przyszło się nam spotkać przy omówieniu drugiego tomu, tej morskiej przygody. Podobnie jak w Wieku żagla, barwność opisów i autentyczność zdarzeń jest tak ujmująca, że człowiek nie ma wrażenia, że czyta encyklopedię czy literaturę faktu, tylko po prostu zostaje pochłonięty przez powieść przygodową. Oczywiście piszę to z perspektywy osoby zakochanej w wielkiej wodzie i wszelkiej maści okrętach. Magia tej książki jest zasługą samego autora, który był nie tylko sowietologiem czy historykiem, ale też marynistą i tak jak mocno kochał historię, tak czuć ogrom pasji włożonej w tą książkę. Może z uwagi na podzielenie na wielki żagla i pary, ten drugi nie był tak okazały ( podobnie jak książka w swoich rozmiarach ), nadal porywający i niesamowicie interesujący. Szczególną uwagę powinna przykuć wstawka graficzna, która nie tylko bogata jest w portrety znakomitych dowódców okrętów, ale i w ilustracje okrętów i opisy ilustracji. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego wodniaka i osoby zakochanej w morzu. Jest to też idealny prezent dla kogoś z zamiłowaniem do militariów i historii, bo w książkach Pawła Wieczorkiewicza zastrzyk historii jest nieprawdopodobny i człowieka naprawdę zaskakuje ogrom niesamowitych wydarzeń, których nigdy nie mógł przeżyć.

 

Podsumowując: Jeśli chcecie przeżyć niebywałą przygodę, dowiadując się jednocześnie wiele o historii wojen morskich, to książki dla was.  Koniecznie sięgnijcie po pierwszy i drugi tom.

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i Ska.

 

Hasacz.

” Wciąż tylko o stosach i grobach. Pan wiesza, poddaje torturom…” czyli słów kilka o książce „Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi” Joela F. Harringtona.

StLS05NzQ0MjUta2F0LmpwZw==
Tytuł: Opowieść kata
Autor: Joel F. Harrington
Ilość stron: 394
Wydawnictwo: Poznańskie

Franc Schmidt był katem. W swej profesji był mistrzem, posiadał nawet potwierdzenie cechu. Podczas czterdziestu pięciu lat służby (1573-1618) wykonywał swoje obowiązki głównie na rozkazy cara w mieście Norymberdze. Przyszło mu uśmiercić 394 osoby płci obydwu oraz dzieci, najczęściej torturując ich przed ostatecznym zadaniem śmierci. Profesję kata traktował jako swoją pracę i nie był okrutny, jednocześnie nie okazywał żalu swoim ofiarom. W czasach kiedy wykrywalność przestępstw była bardzo niska, rola kata była niezwykle istotna. To właśnie wizja kary śmiertelnej bądź samych tortur była jedyną przestrogą przed łamaniem wszelkiego prawa.

Książka jest wnikliwym, bardzo plastycznym i intymnym portretem mistrza z Norymbergi. Nie tylko uwzględnia całość fachu jakim parał się Franc Schmidt, ale i przedstawia trud jego życia. Barwny język samego autora, dodatkowo podkreśla niesamowity klimat, który czuje się podczas czytania książki.  Joel F. Harrington opiera się na autentycznym dzienniku Frantza Schmidta i ukazuje czytelnikowi profesję kata jako zawodu najmniej pożądanego w ówczesnym świecie. Całość tekstów jest okraszona komentarzem samego autora, który trafia w samo sedno i  człowiek tylko pochłania wiedzę z kart książki. Harrington bazując na prawdziwych zapiskach kata, pokazuje czytelnikowi jak naprawdę wyglądała cała procedura. Jestem bardziej niż pewna, że mało kto wiedział jak długa i złożona była procedura egzekucji.Przyjdzie się przekonać czytelnikowi jak wiele wyrzeczeń wiązało się z profesją kata. W książce znajdziemy nie tylko autentyczne ilustracje, ale i nazwiska straceńców czy daty wykonania egzekucji. Autor pamiętnika – nie samej książki – dokładnie opisywał niektóre ze swoich ofiar, zbrodnie jakich się dopuścili i jaką karę poniosą. Z wiekiem rosło nie tylko doświadczenie samego Schmidta, ale i wiedza, a co za tym szło, przekonujemy się, którymi zbrodniami w szczególności brzydził się ów kat.

Całość została wydana w twardej oprawie, z niesamowicie klimatyczną i przykuwającą wzrok okładką, która naprawdę zachęca do przeczytania książki. I choć nie powinno się oceniać książki po okładce, w tym przypadku jeśli zakochacie się w okładce projektu Przemysława Kwaśniewskiego, wciągnie was również treść.

Nie pozostaje nic innego jak odesłać Was do lektury.

 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.

 

Hasacz.

Przedpremierowo: „Do Valhalli prowadź, gdzie valkirje będą służyć nam…” czyli o „Zaprzysiężeni. Krwawym Toporze” Roberta Low.

20160116_141953
Tytuł: Krwawy Topór
Autor: Robert Low
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Książnica [ Grupa Wydawnicza Publicat ]
Premiera: 20 stycznia 2016
Rok 979. Na Wyspie Man umiera pustelnik i przed śmiercią powierza swym towarzyszom tajemnicę, którą przysiągł przekazać prawowitemu następcy tronu Norwegii. Ktoś jednak nie potrafił dochować tajemnicy i słowa mnicha docierają do wrogów Olafa Tryggvassona zwanego Kruczą Kością, pretendenta do korony. Ujawniona tajemnica może zmienić losy królestwa i wielu ludzi. Na drodze ambitnego młodego księcia Olafa staje wiedźma Gunhilda – jest gotowa zrobić wszystko, by nie wypełniło się jego przeznaczenie. Krucza Kość z częścią załogi Orma wyruszają na Wyspę Man i niegościnne wybrzeża Morza Północnego. Czeka ich wyprawa, która wystawi na ciężką próbę więzi łączące Zaprzysiężonych.

Wielki powrót Zaprzysiężonych! Robert Low w doskonałej, mroźnej otoczce skandynawskiej przyrody powraca z przygodami wiernych sobie wikingów. Nadeszły mroczne i ciężkie czasy dla wojowników z drakkarów. Bezwzględni, spragnieni krwi i władzy. Początek czy koniec przygód wikingów z mroźnej Norwegii?

Hasacz jako istota o dziwnych upodobaniach, zawsze szczególnie interesował się tym, co dla innych jest dziwne. Dla jednych właśnie wikingowie są dziwni. Napiszę prawdę. Na sagę trafiłam w momencie kiedy przeglądałam ofertę wydawniczą na stronie publicatu. Nie tylko oprawa graficzna, ale i sama tematyka porwała mnie bez reszty. Nie czekając za długo, napisałam do wydawnictwa i oto jest. Książki czytałam jedną za drugą, jednym tchem. Na Krwawy Topór jednak musiałam poczekać, jak widać. Książka nie odbiega znacząco od pozostałych, powiem więcej – jest jeszcze ciekawsza od poprzednich tomów i porywa od pierwszych stron.  Przeżywanie przygód z Ormem i jego pobratymcami, sprawiło mi wielką przyjemność. Styl samego Roberta Low to coś co doskonale pasuje do opowieści o wikingach. Porywające przygody, skarb władcy Hunów oraz niebezpiecznie i mroczne wody mórz. Jak świat długi i szeroki, tak nigdy nie przeczytałam niczego takiego. Wykreowane postacie wikingów, którzy lubują się w pijaństwie i walce ( pomijam już fakt jak bardzo uwielbiam wikingów i barbarzyńców ). Najbardziej ujmujące w całej sadze było to jak związani ze sobą byli wikingowie i jak bezgranicznie sobie ufali. Saga o Zaprzysiężonych to doskonała opcja dla czytelników lubujących się w książkach przygodowych z nutą fantastyki i mocą legend. Jeśli jesteście głodni przygód, niestraszne wam jest mroczne morze, zimny wiatr, który smagać będzie waszą twarz podczas żeglugi to nie zastanawiajcie się dłużej. Zaprzysiężeni będą czekać. Ale ich wezwanie nie będzie wieczne. Sięgnijcie po książki Roberta Low i przeżyjcie niesamowite przygody razem z wikingami.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Książnica [Grupa Wydawnicza Publicat]

 

Hasacz.