Agnieszka Lis „Pozytywka”. Słodko- gorzka powieść o życiu.

Pozytywka1
Tytuł: Pozytywka
Autor: Agnieszka Lis
Ilość stron: 243
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Czytanie Pozytywki było jak zjedzenie źle ozdobionej muffinki. Z jednej strony odpycha was sama spaprana po całości ozdoba, ale z drugiej strony w smaku jest całkiem smaczna i jeśli nie patrzycie za bardzo, jest dobrze. Mniej więcej tak było, kiedy sięgnęłam po tę książkę. Opis całkiem typowy dla powieści z gatunku okruchy życia, obyczaj. Najpierw była wielka miłość. Wystawny ślub, oczywiście cała wieś zazdrości Monice, bo mąż bogaty, przystojny – generalnie książę z bajki. Ale wiadomo…życie to nie bajka. Bańka szybko pęka. Przystojny mąż przestaje być księciem, do ich relacji wkrada się proza życia, która na dobrą sprawę od początku była tylko przykryta grubą warstwą tymczasowego szczęścia. Między młodą parą uczucie szybko wygasa. Zostaje tylko pragnienie. Marzenie o dziecku. I udaje się. Monika zachodzi w ciążę, co oznajmia podczas wigilijnego wieczoru. Jednak tragedia była w zasadzie nieunikniona. W zasadzie potem wcale nie jest ani trochę lepiej…

….ale tutaj już inaczej to opiszę. Unikamy spoilerów, prawda? Z tym będzie wybitnie trudno bo przy książkach, których nie lubię często zdarza mi się wyrazić opinię o czymś co miało miejsce w środku, bądź pod koniec książki. TYMCZASEM! Z tego miejsca chciałam pogratulować autorce stworzenia tak durnego bohatera, że jego głupota biła mnie po twarzy ilekroć się odzywał. Mowa oczywiście o mężu Moniki. Owszem, rozumiem.Niektóre kobiety gustują w draniach i tak dalej – pozazdrościć masochizmu – , ale na bór tucholski! Robert – bo tak się wabi ten nikczemnik, to okaz do odstrzału w trybie natychmiastowym. Monika wydawała się być piekielnie naiwnym dziewczęciem, które wdepnęło w paskudne szambo godne Mietka Paciaciaka i Luśki. Najpierw bezdennie głupi, zapatrzony w siebie mąż, potem trudna do opisania teściowa i milczący teść. Dobra, rozumiem. Rodziny są różne, tych się nie wybiera. Na dobrą sprawę nie pamiętam nawet czy teść odezwał się choćby słowem przez całą historię. Cała książka sama w sobie jest dobrą historią o nieudanej miłości, która po prostu źle trafiła, tragedii jaka może dotknąć kobietę spodziewającą się dziecka i nieporozumieniu życiowym – bo tym w moim rozumowaniu – możliwe, że błędnym – było małżeństwo Moniki i Roberta. Na dobrą sprawę, kiedy byłam w połowie tej niedługiej książki, już miałam ochotę komuś potężnie przyładować w paszczę. Dla innych czytelniczek ta książka będzie ważną opowieścią o niepowodzeniu życiowym, dramacie kobiety, która chciała żyć długo i szczęśliwie. To co podobało mi się w tej książce to moment, w którym Monika podcięła skrzydła całej rodzinie swojego pożałowania godnego męża. Dziewczyna udowodniła, że pochodzenie na dobrą sprawę nie jest wyznacznikiem dobrego wychowania czy pozycji społecznej – ze wszystkiego można się uwolnić. Wiele w tej książce do mnie nie trafiło, ale to wina mojego podejścia do powieści obyczajowych. Dochodzi też do tego objętość. Autorka mogła trochę lepiej i obszerniej rozpisać się w niektórych wątkach. Generalnie jak już się pani Agnieszka brała za taką historię, mogła rozpisać się na 400-450 stron. Ficner- Ogonowska mogła napisać klocka o miłości przez duże m i generalnie do mdłości ze słodkości, to jak już autorka miała lepszy zamysł i styl pisania, to mogła się rozpisać ku uciesze czytelniczek. A tak to jeden wieczór i po robocie. Smutno trochę.

Dlatego nasuwa się pytanie dlaczego powinnam polecić tę książkę?

Sprawa prosta. Jak jesteście spragnieni bardzo szybkiej i niewymagającej szczególnego myślenia powieści o słodko-gorzkim życiu, to coś dla was. No chyba, że będziecie reagować jak ja – wtedy polecam do książkę filiżankę melisy, o ile na was działa. Książkę szczególnie polecam czytelniczkom lubujących się w książkach mocno obyczajowych.

Za książkę dziękuje wydawnictwu Czwarta Strona.

 

 

Hasacz

Reklamy

10 uwag do wpisu “Agnieszka Lis „Pozytywka”. Słodko- gorzka powieść o życiu.

  1. Ojojojoj! Jaki uroczy koszmarek…. 😀 Już sama okładka mówi mi: „No, no, no!” 😀 A już po Twoim (swoją drogą genialnym, po którym się uśmiałam) opisie nie ma co się katować 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s