Beth Revis „Milion słońc” i „Cienie Ziemi” – tom drugi i trzeci trylogii sci-fi dla młodzieży.

Tytuł: Milion słońc [ tom II ] Cienie Ziemi [tom III]
Autor: Beth Revis
Ilość stron: 368; 390
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Po wydarzeniach jakie miały miejsce na pokładzie Błogosławionego, misja trwa nadal. Po obaleniu dyktatora, wśród załogi zapanowała radość i spokój. Przynajmniej czasowo. Ponieważ okazuje się, że pozostali mają tajemnicę, która może zaważyć na całej misji. Nowa fala morderstw staje się zalążkiem buntu i zaczyna się walka o przetrwanie. Amy rusza tropem tajemniczych wskazówek, pozostawionych przez jednego z uczestników misji. Starszy zaś musi zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, które stawia przed nim jego nowa pozycja – bycie przywódcą.
Kiedy jednak udaje im się opuścić klaustrofobiczny statek, staje się jasne, że ich wyobrażenie nowej Ziemi dramatyczne odbiega od tego co zastali na miejscu. Starszy  i Amy muszą dowiedzieć się co lub kto zamieszkuje planetę i zrobić wszystko, żeby ocalić kolonię.  Każde nowe odkrycie, niesie ze sobą nowe zagrożenie. Pozostaje pytanie: Czy Amy i Starszy zdołają przezwyciężyć własne obawy i instynkty by ocalić kolonię?

Beth Revis chwalona przez wielu autorów i czytelników to nowość w moim przypadku. Do tego pisze sci-fi. Gatunek ten podchodzi mi jak niektórym szkockie huggis – czyli wcale. Wiem co powiedziecie. Zaraz pod postem posypią się komentarze: „Hasacz, co z ciebie za bloger, jak ty sci-fi nie lubisz!”. A co z was za czytelnicy jak to wytykacie? Ale tak serio. Książki Beth Revis dostałam do Wydawnictwa Dolnośląskiego i powiem wam szczerze, że nie żałuję tego. Czytało się je bardzo przyjemnie, ale jak prawie 90% autorów książek dla młodzieży są tu te same czynniki, które niesamowicie mnie drażnią. Między innymi narracja pierwszoosobowa. Pomijam fakt romansu, bo przecież tak zawsze ma być: romans – często otulony jakąś otoczką fantasy/ sci-fi/ innego gatunku. Rzadko jest wątkiem w tle, który ma nie drażnić takich jak ja. Niestety nie ma co liczyć na cuda w książkach młodzieżowych. Przynajmniej działo się na tyle innych zajmujących rzeczy, że ten romans szczególnie wszystkiego nie przytłoczył. Amy to całkiem przyjemna postać, która momentami sprawia, że czytelnik może żałować, że nie skończyła jak jej rodzice. Starszy to chłopak, który pełni poniekąd taką samą rolę jak Edward w Zmierzchu – istnieje, żeby ratować idiotki z opresji.  Przy czym jego ukochana nie jest jeszcze aż taką idiotką i w konkretny sposób sobie radzi sama. Kontynuując myśl, można przyczepić się nie tylko do tego, że właśnie oni – Amy i Starszy – stają się samozwańczymi Leyą i Skywalkerem. Będą walczyć do ostatniej krwi. Chociaż tyle, że nie okazali się rodzeństwem.

Reasumując: Seria jest dobra dla tych, którzy czytali chociażby LUX Jennifer L. Armentrout. Oczywiście miłośnicy młodzieżówek i sci-fi mogą znaleźć coś dla siebie w tej serii. Polecam całą serię – szczególnie jeśli nie macie pomysłu na prezent dla pociech/ koleżanki na urodziny.

 

Za książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

 

Hasacz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s