George R. R. Martin, Gardner Dozois „Łotrzyki” czyli kolejny zbiór opowiadań, który wstrząsnął hasaczem.

get-2.wpapi.wp.pl
Tytuł: Łotrzyki
Autor: m.in. George R. R. Martin, Gardner Dozois
Ilość stron: 994
Wydawnictwo: Zysk i Ska

Kolejna antologia spod znaku George’a R.R. Martina i Gardnera Dozoisa. Dwadzieścia jeden opowiadań, taka sama liczba autorów. Póki co ten zbiór opowiadań nie zbiera zbyt pochlebnych opinii i ciągle ktoś to krytykuje – czy słusznie? No właśnie. Jako, że jestem hasaczem przekornym, nie sugeruję się opiniami o książkach, do momentu aż sama tego nie przeczytam. Zwłaszcza w przypadku opinii na lubimyczytać.pl, gdzie czasem same opinie są na wyrost, żeby coś zmieszać z błotem, albo wynieść na piedestały geniuszu literackiego. W tym zbiorze ponownie spotykamy Joe Abercrombiego, którego możecie znać z takich książek jak Pół Króla czy Pół Świata ( niedługo i Pół Wojny ), oraz kilka osobistości, których nie było w Niebezpiecznych kobietach – m.in. Neil Gaiman ( Nigdziebądź, Koralina, Gwiezdny pył) czy Gillian Flynn (Ostre przedmioty, Zaginiona dziewczyna, Mroczny zakątek) oraz wiele innych autorów. Fakt faktem, że nie każde opowiadanie przypadnie każdemu do gustu, bo na Bory Tucholskie – nie da się każdemu dogodzić. Mimo to do lektury Łotrzyków, tak jak każdej innej książki, pochodziłam z ogromnym dystansem – branie książek zbyt poważnie jest bardzo niezdrowe.

Tutaj zabrakło mi trochę opowiadania Gabaldon, którą uwielbiam za Outlandera, ale godnie zastąpił ją Gaiman, który wystąpił tu ze swoim opowiadaniem z uniwersum Nigdziebądź. Początkowo miałam problem z wbiciem się w każde opowiadanie, ale potem mimo wszystko żałowałam, że są takie krótkie. Mogłoby ich być połowę mniej, a te lepsze trochę dłuższe i wtedy byłoby idealnie, ale wiadomo – nie tak to działa. Łotrzyki to dobra antologia – trochę słabsza od Niebezpiecznych Kobiet, ale nadal dobra. Momentami brakowało mi nieco bardziej rozbudowanej akcji, chociaż i w takim przypadku nie ma na co narzekać. Może moje wymagania nie były szczególnie wysokie, ani Martin mnie nie poruszył swoją opowieścią o Deamownie Targaryenie – bo rzeczywiście to było chyba jedno ze słabszych opowiadań, ex aequo z Lynchem, który jednak się nie popisał, ale dlaczego mam przekreślać cały zbiór? Generalnie u Martina nie czułam tego klimatu dawnego Westeros, tego za panowania dynastii Targaryenów.

Trudno mi się zdecydować na opowiadanie, które najbardziej do mnie trafiło, podobnie jak trudno mi napisać, które było najsłabsze. Odradzam czytanie opinii na LC zanim zaczniecie czytać, bo to naprawdę nie poprawia odbioru lektury.

Reasumując: Polecam Łotrzyków, jeśli chcecie poczytać coś lekkiego – nie na raz tak jak zrobiłam to ja. Czytajcie osobno każde opowiadanie i nie porównujcie każdego z kolejnym. W całości to porządny zbiór opowiadań, który nadaje się dla fanów Martina i mniej wymagających czytelników – tych mniej wymagających ode mnie.

 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i Ska.

Wam życzę udanego tygodnia i do następnego.

 

Hasacz.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s