Przyczajone rozmowy #5: Przepytywanie Mroza w lesie czyli Remigiusz Mróz u hasacza na bis.

Greetings and salutations!

Ach! Jak dobrze jest wrócić! Ostatnie Przyczajone rozmowy pokazały się w kwietniu i działo się wiele innego na blogu i poza nim. Jednak wracam z rozmową i to na bis, można rzec. Dlaczego? Otóż pamiętacie rozmowę z autorem życia niejednego czytelnika, a jeśli nie to kliknijcie sobie tu. W każdym razie facet idzie jak burza, siejąc wieczną zmarzlinę w świecie literatury….wiem to było słabe. Ciągle tylko te mroźne klimaty i tak dalej. Tylko dlatego, że facet ma na nazwisko Mróz. Jak ktoś nie doczytał w tytule, dzisiaj przeczytacie sobie krótką rozmowę z Remigiuszem Mrozem, autorem tak płodnym i szybkim, że George R. R. Martin może mu tylko zazdrościć.

Z rozmowy dowiecie się co się zmieniło, jakie są plany na przyszły rok i czego możemy się spodziewać w przyszłości. A jakby ktoś nie wiedział, to Remigiusz Mróz między innymi tak podpisywał książki na Targach Książki w Krakowie [ zdjęcie od autora ]:
wywiad–hasacz

Od naszej ostatniej rozmowy minęło dokładnie siedem miesięcy. Od czasu kiedy to Polska zachwyciła się Kasacją, nie jesteś już znany tylko z powieści historycznych, ale i z doskonałych thrillerów prawniczych. Mieliśmy – to znaczy, my blogerzy/czytelnicy – przyjemność zapoznać się z nową postacią, mianowicie z Wiktorem Forstem. Moje pytanie to: Czy nie czujesz się czasem jak George R. R. Martin? Bądźmy szczerzy, po Zaginięciu, można się spodziewać po Tobie raczej wszystkiego.

Nie czuję się, bo nie mam ani takiej gustownej brody, ani kapitańskiej czapki. Nie zgładziłem też tylu bohaterów, co on… Przynajmniej jeszcze nie.

Ale to miło, że tak mówisz – nieobliczalny autor to, przynajmniej potencjalnie, dobry autor. W moim przypadku nie wynika to z wcześniej przyjętej koncepcji, a rozwoju fabuły i poczynań postaci. Czasem robię wszystko, by dany wątek skończył się inaczej (choćby połowicznym happy endem), ale opowieść odbiera mi wszystkie narzędzia, dzięki którym mógłbym to osiągnąć. Oczywiście zawsze można byłoby znaleźć jakąś drogę, ale nigdy nie postępuję wbrew książce.

Skoro już na początku zahaczyłam o temat Ekspozycji. Skąd pomysł na „góralskiego drwala” Wiktora Forsta i zakończenie całej książki? Czy bazowałeś na kimś kogo znasz naprawdę czy Forst jest tylko wytworem twojej wyobraźni? No i najważniejsze – dlaczego takie zakończenie?

Trudno powiedzieć. Pod koniec pisania wiedziałem już, co się stanie, próbowałem tego uniknąć, ale ostatecznie całość musiała się do tego sprowadzić. W drugim tomie dowiadujemy się nieco więcej na temat ostatniego zabójstwa – choć to nadal jedynie fragment większej całości.

Forsta zaś poznałem, kiedy stanął na Giewoncie i odwinął pierwszy listek gumy. Wcześniej nie miałem nawet pojęcia, że istnieje. W głowie zakiełkowała idea fabularna, potem zaczęła się rozrastać, a kiedy osiągnęła solidne rozmiary, zasiadłem do pisania. Kiedy Forst obchodził krzyż, wiedziałem mniej więcej, kim jest, ale na dobre zaznajomiłem się z nim podczas rozwoju akcji – zresztą z bohaterami jest jak z ludźmi, jednych i drugich poznajemy stopniowo, w różnych sytuacjach i z różnym skutkiem.

Kasacja była objawieniem na polskim rynku wydawniczym. Takiego thrillera prawniczego nikt jeszcze nie napisał. Zaginięcie zmiażdżyło czytelników. Co dalej? Co będzie z Chyłką? Jak Zordon poradzi sobie w bezwzględnym prawniczym świecie? I co najistotniejsze – ile zaplanowałeś tomów z udziałem Chyłki i Oryńskiego?

Zaplanowałem sobie jeden. Kończąc pisanie Kasacji byłem absolutnie pewien, że nie napiszę więcej książek z Chyłką czy Zordonem. Miałem pomysł na inną serię prawniczą, inną kancelarię, inne sprawy. Pierwsza weryfikacja planów przyszła jednak, kiedy z wydawcą zastanawialiśmy się, którą z moich gotowych książek wydać jako pierwszą. Wybór padł na Kasację, a niedługo potem pojawiło się pytanie, czy zamierzam napisać kolejne tomy. Powiedziałem, że nie mam takich planów, ale jeśli czytelnikom się spodoba, czemu nie? Uznałem, że to bezpieczna odpowiedź, która pozwoli… skupić się na innych książkach. Ale jakże miłe zaskoczenie mnie spotkało!

Ostatecznie więc serię stworzyłem w tandemie z czytelnikami – i myślę, że o liczbie tomów też zdecydujemy wspólnie.

Ludzie tęsknią za braćmi Zaniewskimi oraz za Christianem Leitnerem. Wiadomo już, że w styczniu pojawi się trzeci – ostatni już tom – Parabellum. Czego możemy się spodziewać? Dużo trupów wyścieła naszych drogę ulubionych bohaterów?

Kilka. Może kilkanaście… względnie kilkadziesiąt. No, w porywach kilkaset.

Chciałbym powiedzieć, że żartuję, ale nie do końca tak jest – część akcji rozgrywa się bowiem w obozie koncentracyjnym Mauthausen. Kominy krematorium dymią, więźniowie codziennie kopią anonimowe groby, a śmierć jest wszechogarniająca. Niełatwo się to pisało, ale opowieść znów wzięła górę.

Oprócz tego odwiedzimy dalekie, egzotyczne kraje i niemieckie dworki – czyli zawędrujemy tam, gdzie rzeczywiście trafiali Polacy podczas drugiej wojny światowej. Zasadniczo tylko liźniemy temat, ale gdyby miało być wyczerpująco, ta i tak gruba książka musiałaby mieć dziesięć razy więcej stron.

Jeśli pozwolisz zadam dwa inne pytania. Niedawno odbyły się 19. Targi Książki w Krakowie, gdzie można było Cię spotkać, zdobyć autograf i tak dalej. Czy spodziewałeś się, że podpisywanie książek tyle potrwa i jeden z czytelników tak emocjonalnie wyrzuci ci prosto w twarz swoje żale dotyczące Twoich książek?

Ostatnie pytanie najpewniej odnosi się do samego Przyczajonego Hasacza, który zrobił dokładnie to, co autorzy lubią najbardziej. To, na co czekają, na co liczą i co stanowi dla nich największe wyróżnienie. O co chodzi? O wywoływanie w czytelniku emocji, rzecz jasna. W trakcie pisania wywołujemy te emocje w sobie – i wymarzoną sytuacją jest, by podczas czytania to samo działo się po stronie czytelnika.

A czy spodziewałem się takiej frekwencji? Oczywiście, że nie! Tym bardziej, że rozbiliśmy spotkania na dwa dni – w sobotę miały być dwie godziny i w niedzielę dwie. Wydawało się, że to przesada, ale ostatecznie jedno i drugie podpisywanie trwało… trochę dłużej.

Chyłka, Zordon, Forst, Leitner, Zaniewscy – nie będą nam wiecznie towarzyszyć, bo przecież Ty cały czas piszesz. Ciągle tworzysz i to nie tylko kontynuacje znanych nam już książek, ale i nowości. Zdradzisz może czego możemy się jeszcze spodziewać po Remigiuszu Mrozie? Po Mistrzu suspensu?

Hm…

Właściwie odpowiedź może być tylko jedna.

Wszystkiego.

Ale starczy suspensu, czas na konkrety. W przyszłym roku pojawi się trochę nowych pozycji – niektóre będą kontynuacjami, inne czymś zupełnie nowym. Wrócę do tematyki drugiej wojny światowej, choć już nie na początku, a na końcu konfliktu (i zaraz po nim). Będzie też okazja, by na jakiś czas zamieszkać w austro–węgierskim dworku podczas zaborów, bowiem w 2016 roku opublikujemy powieść, którą zapowiadaliśmy na końcu Kasacji.

Oprócz tego zamknie się trylogia z Forstem i będzie okazja przeczytać nieco więcej o Chyłce i Zordonie. Dość szybko powinna też pojawić się kontynuacja Chóru zapomnianych głosów.

Teraz coś co interesuje każdego, kto odwiedza Twój profil na facebooku. Jak to u Ciebie jest z książkami. Studia, praca, bieganie, pisanie. Masz czas na czytanie książek? Co czytujesz najchętniej – to znaczy jaki gatunek literacki?

Po obronie doktoratu na froncie naukowym mam względny spokój… nie licząc nagłych, szalonych wypadów do biblioteki, by zebrać materiały o oględzinach zwłok i tym podobnych sprawach. Praca jest tożsama z pisaniem, więc właściwie z tych czterech rzeczy, o których wspomniałaś, zostają tylko dwie. To wcale nie tak dużo, więc czasu na czytanie mam pod dostatkiem.

Najchętniej sięgam po dwa gatunki literatury – jednym są skandynawskie kryminały, drugim jest King. Oprócz tego jednak czytuję wszystko, co mi wpadnie w ręce (choć najczęściej ze wskazaniem na pozycje, które choćby ocierają się o thriller czy kryminał).

W kwietniu na pytanie o swoje marzenie, odpowiedziałeś, że marzysz: ” O tym, żeby kiedyś oddano mi na wyłączność półkę w księgarniach. I żeby czytelnik szukając dobrej lektury mógł po prostu do niej podejść i zacząć przeglądać opisy z tyłu okładki.” – z tego co widać po zapowiedziach i tempie w jakim przybywa ci czytelników, jesteś coraz bliżej sukcesu. Wielu blogerów i nie tylko twierdzi, że w takim tempie w jakim wydajesz książki, księgarnie będą musiały rezerwować Ci całe regały. Czy coś się zmieniło? Czy masz inne, nowe cele jako autor, tak dobrze przyjmujących się książek?

Nie, plan jest wciąż ten sam – mam nadzieję, że w trakcie realizacji. Czego więcej można by chcieć?

Przed końcem chciałam zapytać Cię o twój stosunek do czytelników. Masz ich całą masę – rzeszę – i coraz częściej ludzie określają cię jako „autora swojego życia” ( nie oszukujmy się, wiemy od kogo to się zaczęło ). Jak się z tym czujesz? Co tak naprawdę myślisz o ludziach, którzy coraz bardziej cię podziwiają i śledzą premierę każdej kolejnej książki?

To jest poniekąd związane z poprzednim pytaniem, bo jeśli mówimy o półce wypełnionej Mrozem, do której podchodzi czytelnik i wybiera którąś pozycję, to mówimy o zaufaniu do autora. Zaufaniu do tego, że pisarz potrafi przedstawić ciekawą historię, bez względu na ramy gatunkowe, konwencję czy szereg innych, drugorzędnych kwestii.

Na takie zaufanie pracuje chyba każdy autor – a tych, którym udaje się je osiągnąć, można policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli więc pojawia się u czytelników przekonanie, że mogą z czystym sumieniem sięgać po kolejne pozycje, to jest to dla mnie największe osiągnięcie.

Na sam koniec: Jak to jest z autorami i patronatami nad ich książkami? Masz wpływ na wybór blogerów, portali czy stron internetowych, które będą patronować Twoim książkom?
Mniejszy lub większy, ale zazwyczaj jakiś. W niektórych przypadkach daję wydawcy listę tych, z którymi fajnie byłoby podjąć współpracę patronacką, w innych dostaję pytanie, czy jest jakiś patronat, na którym mi szczególnie zależy. Co do zasady zostawiam jednak ostateczną decyzję wydawcy, to jego działka.

Dziękuję bardzo za rozmowę 😀

I tak to się właśnie prezentuje. Tak, narobiłam przypału na stoisku podczas TK, ale jak widać autor nie postanowił mnie za to znienawidzić. Także jest dobrze. Poza tym gorąco zachęcam, żebyście bimbaski wbijali na :

Mam nadzieję, że pytania się podobały, a tym czasem…idę robić to co zawsze o tej porze – czytać!

Hasacz.

Reklamy

17 uwag do wpisu “Przyczajone rozmowy #5: Przepytywanie Mroza w lesie czyli Remigiusz Mróz u hasacza na bis.

  1. Tu powinno być mrozowohasaczowe zdjęcie, a nie!
    Przyznam, że nieźle Ci to wyszło 😀 Ja wywiadów totalnie nie potrafię przeprowadzać, a ten zwala z nóg. Zapowiada się rok pod znakiem Mroza 😀 Przed wyjściem trzeciego tomu Parabellum sobie powtórzę dwa poprzednie, taki jest plan 😀

  2. Fajnie, że pojawił się u Ciebie ten wywiad. Mroz zdobywa coraz większą popularność – to cieszy! A takie osoby, jak Ty, czy Karolina z Tanayah czyta (jak i cała masa innych blogerów), mają w tym niemały udział 🙂
    Ja znam póki co jedynie pierwszą część „Parabellum”, ale na półce czeka już na mnie „Ekspozycja”, którą przeczytam w ramach jesiennej listy TBR. Spodziewam się tego, co najlepsze! 🙂
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s