„Dygot” Jakuba Małeckiego czyli o tym jak pięka i okrutna zarazem może być polska prowincja.

Greetings!

Przybywam do was z książką, którą przybliżę wam wspólnie z wydawnictwem Sine Qua Non. Książka nietypowa, bardzo ujmująca, ukazująca zarówno piękno jak i okrucieństwo polskich prowincji. Zapraszam na spotkanie z książką, którą poleca nie kto inni jak Łukasz Orbitowski. Ciekawi lektury? W takim razie zapraszam na Dygot.

dygot_front_1500px
Tutuł: Dygot
Autor: Jakub Małecki
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: SQN

Jesteście przesądni? Wierzycie w zabobony? Wyobraźcie sobie, że ludzie mieszkający w małych wsiach, tam gdzie rzadko docierają ludzie z miasta. W takim razie nie zaskoczy was, kiedy usłyszycie, że pewna Niemka, która uciekała przed Armią Czerwoną przeklęła Jana Łabendowicza, który odmówił jej pomocy, by nie narażać swojej rodziny. Jednak niedługo później w wyniku tego przekleństwa, żona Jana wydaje na świat chłopca o skórze białej jak śnieg. A przecież wiadomo, że tutejsi nie akceptują wybryków natury…
Tymczasem córeczkę Bronka Geldy ściga klątwa Cyganki. Jako dziecko, dziewczynka zostaje ciężko poparzona, w wyniku wybuchu granatu. Losy obu rodzin splatają się w wyniku nie tylko przepowiedni, ale i przez osobiste obsesje i słabości. Do czego to wszystko doprowadzi na przełomie lat? Czy młody albinos i okaleczona dziewczyna będą mieli wpływ na przyszłość ich rodzin? Oboje odrzuceni, wynaturzeni…

Po przeczytaniu samego opisu Dygotu byłam pewna, że porywam się z motyką na słońce. Dlaczego? Bo to powieść, której nie czyta się od tak. Małecki dosłownie snuje opowieść o przedwojennej polskiej wsi, płynnie przechodząc przez PRL do współczesności. Niby to powieść z elementami baśniowymi, ale jednocześnie przedstawia nam obraz groteskowy i pełen sprzeczności. Mamy nostalgię za minionym czasem i strach przed przemijaniem. Czytając tę książkę, nachodziły mnie różne myśli, ale to co najbardziej mnie zastanawiało, to fakt, że ten autor jest młody, a pisze w taki sposób, jakby był mistrzem powieści. Nie potrafię rozpisać się i zachwycać się Dygotem, ponieważ nadal jestem w ciężkim szoku, jaki wywołała u mnie ta książka. Chciałam napisać coś głębokiego, refleksyjnego. Udowodnić wam dlaczego Dygot jest warty przeczytania przez każdego z was, odwiedzających Przyczajonego Hasacza. Niestety nie potrafię, bo ta książka po prostu broni się sama. Nie bawiąc się w pytania „Kto poleca?” „Czytaliście?” , po prostu chwytajcie za tę książkę. Małecki od dzisiaj jest nazwiskiem promujące wysoką klasę literacką. Taki jest moje zdanie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN.

A wam życzę zaczytanego dnia i do poniedziałku.

Hasacz.

Reklamy

13 uwag do wpisu “„Dygot” Jakuba Małeckiego czyli o tym jak pięka i okrutna zarazem może być polska prowincja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s