Przedpremierowo: „Red Lipstick Monster – tajniki makijażu” Ewa Grzelakowska- Kostoglu.

CAM00001
Tytuł: Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu.
Autor: Ewa Grzelakowska – Kostoglu
Ilość stron: 193
Wydawnictwo: Flow Books [ Znak ]
Premiera: 4 listopada 2015

Blog blogiem, książki książkami, ale czasem można wtrącić coś mniej tematycznego, choć to nadal książka. Zatem zacznę małą historią, która powinna wam wyjaśnić po jakiego grzyba, takie bezkształtne coś jak hasacz, zakupiło książkę o makijażu. Kiedy byłam małym smrodem ( czytaj 10-11 lat temu ), z zamiłowaniem oglądałam w telewizorni jak pani Orłowska maluje kobiety i tłumaczy różne sposoby nakładania różnych dziwnych rzeczy na twarz. Byłam tym wręcz oczarowana. No, ale problem był taki, że mój ryj i z makijażem nie jest do uratowania, więc nawet kiedy dorwałam się do kosmetyków i zaczęłam tą swoją nieszczęsną próbę nakładania makijażu na twarz, okazało się, że nie mogę nosić ani żadnych cieni do powiek, maskar czy eyelinerów. Dlaczego? Bo puchną mi oczy i wyglądam jak panda, albo inny chomik. Do tej pory pamiętam straszny moment kiedy na sylwestra Doris zrobiła mi mega makijaż, a potem szybko to zmywać, bo nie mogłam oddychać i zaczęłam puchnąć – hue hue hue. Zmierzając do meritum. Lubię kogoś umalować, nie siebie.

Jakiś rok temu, zupełnie przypadkiem, buszując po YouTube, trafiłam na kanał pewnej dziewczyny. Żeby było śmieszniej jej kanał nazywał się RedLipstickMonster. I co? No i zaczęłam oglądać co ona tam tworzy. Pierwsze co mnie uderzyło, to nie fakt, że jest wytatuowana, ma tunele i kolczyki w wargach. Uderzyło mnie to jak mówi. Chociaż z jednej strony mówiła w profesjonalny sposób, to jej charakter i cała osoba były tak ciepłe, że dla samego faktu, że się uśmiechała, chciało się ją oglądać. W przeciągu roku, dowiedziałam się tylu różnych rzeczy, co robię źle, jak zrobić samemu peeling do ust i ciała, jak uratować pokruszony cień do powiek. Wszystko to dzięki Ewie! Zatem kiedy dowiedziałam się, że mój ulubiony potworek wydaje książkę, od razu stwierdziłam „BIERE!!”. Przy czym nie było to spowodowane faktem, że ostatnimi czasy panuje jakaś chora moda na pisanie książek przez zagranicznych Youtuberów. W przypadku Ewy, jest to poradnik, chętnie i z ulgą stwierdzę, że bardzo praktyczny. Do tego, jeśli moje drogie panie, czytające bloga.

Przechodząc do samej książki. Mogłam zrobić jak przy każdej innej książce, pobrać okładkę z internetu. Ale stwierdziłam, że mogę przecież zrobić zdjęcia sama ( jakość boli, to umierającym telefonem, ale zawsze). Dlatego kilka słów o książce, którą przeczytałam i zaczęłam żałować, że mój pysk nie przyjmuje kosmetyków.

CAM00002
Po pierwsze wlepka – RedLipstickMonster taki uroczy! ❤

Wlepka to chyba najlepszy wstęp do książki jaki można zobaczyć. Nawiązania makijażowo – kosmetyczne, diamenciki – podejrzewam, że nawiązanie do tatuażu Ewy. Całkowicie na plus! Szczerze, gdybym się nie napalała na tę książkę od momentu, kiedy Ewa ogłosiła, że powstaje – kupiłabym dla samej wlepki !

CAM00003
Początek też bardzo zachęcający – totalnie minimalistyczny! Duży plus.

Lubię, kiedy strona tytułowa w książce jest utrzymana w klimacie minimalistycznym, jednocześnie przyciągając wzrok i zachęcając do dalszej lektury. Zadziwiające? Poczekajcie aż ją kupicie i przeczytacie. Jest niesamowicie dopracowana.

CAM00005
Potem zaczynamy od podstaw – wybieramy pędzelki. Jak zauważa Ewa – tak by nie zwariować 😀

Moje uwielbienie dla urody Ewy jest nieskończone. Nie jest klasyczną pięknością, ale szczerze – chociaż pewnie znajdą się tacy, którzy mnie wyśmieją – nawet bez makijażu, po prostu mogę na nią patrzeć godzinami! No i pamiętajcie – jak już się bierzecie za malowanie – pędzelki to podstawa. Dlatego w książce RLM macie cały rozdział o tym jak dobrać pędzelek i nie ocipieć!

CAM00006
Ewa się chyba pogubiła z tymi podkładami :D”

Może to się wydawać głupie, ale nawet chodząc ze znajomymi po drogeriach, widziałam jak potem narzekały. Niby wybrały doskonały podkład, ale w domu, przy bardziej naturalnym świetle wychodziły po prostu pomarańczowe albo białe. Nic dziwnego, że w książce napisana jest święta prawda ” Najczęstsza przyczyna bólu głowy…”..taaa…

CAM00007
Najbardziej urzekająca rzecz tej książki, to nie jej lekka i łatwo przyswajalna treść, a zdjęcia. Ewa i jej koleżanki, które można było zobaczyć w jej filmikach 😀

Zatem jeśli widzicie na zdjęciach w książce samą autorkę, która prezentuje wam jak np. konturować twarz, żeby wyglądać szczuplej – to wiedzcie, że nie jest to książka, która powstawała od tak, z buta. Wyobraźcie sobie ile to musiało zająć czasu. Te wszystkie sesje zdjęciowe, malowanie, czesanie, pozowanie. Człowiek się robi zmęczony na samą myśl. Ale efekty są rozbrajające. Szczególnie, że wiecie co trzymacie w ręku.

CAM00008
W środku znajdziecie też coś o doborze cieni, kredek i tuszy. Mało? Spokojnie, przecież nie pokaże wam wszystkiego. :D”

Początkowo, kiedy przeglądałam książkę, byłam urzeczona fotografiami i całym projektem. Od okładki frontowej, przez środek aż do samego tyłu książki. Bajecznie. Te żywe kolory – co ważne, dla mnie – DUŻO Ewy! I bardzo dużo cennych porad makijażowych, nawet dla takich kalek jak ja. Myślicie, że sobie nie poradzicie? Właśnie dla was jest ta książka.

CAM00009
Więcej o cieniach i ich doborze oraz aplikowaniu.

Wielkim plusem tej książki jest sam język. To jak się czyta te wszystkie porady, jak dokładnie wszystko jest opisane i wyjaśnione. Aż dziw bierze, że ta książka jest taka cieniutka i aż boli, kiedy dochodzi do momentu, że po prostu ją skończyliście. W sumie gdyby nie to, że nawet najlepsza tapeta mojego ryja nie uratuje, pod koniec notki mogliście się spodziewać zdjęcia z makijażem według Ewy, ale niestety…nic z tego.

CAM00010
RedLipstickMonster zaprasza na swój kanał na YouTube. Klikając w to zdjęcie, przeniesiecie się na jej profil 😀

Jako hasacz, gorąco was zapraszam do odwiedzania i subskrybowania kanału RLM. A jak już zakupicie jej książkę, to koniecznie cykajcie fotki i wrzucajcie je na instagrama z hashtagami #redlipstickmonster #tajnikiRLM #flowbooks ! Wtedy Ewa będzie mogła was znaleźć i zobaczyć ile wesołych buziu o niej wie i ma jej książkę :D!

CAM00011
Sama wam nie powiem wiele o kreskach, ale musiałam zrobić zdjęcie tych stron – Ewa jest taka piękna ;_; !

Powyższe zdjęcie nie wymaga żadnego komentarza, prawda? Ja sama jestem kaleką i sobie prędzej oko wybije szczoteczką od maskary, ale robienie kresek to jest po prostu sztuka! Wiem, to naprawdę źle brzmi, nawet kiedy się o tym czyta półgłosem…, ale taka jest prawda.

CAM00013
O makijażu dla okularników nie wiem nic, ale musiałam wam pokazać genialną Ewę w okularach…musiałam!

Widzicie? Nawet jeśli nosicie okulary, RLM pomoże wam dobrać makijaż. Niezależnie od wady wzroku i tego jakie nosicie okulary ( oprawki ). Dowiecie się jak dobrze wyglądać w okularach i odpowiednim makijażu.

CAM00014
Problem z brwiami? Cienkie i niewyraźne? A może blade i praktycznie ich nie widać? RLM na ratunek!

Jako ostatni focisz, macie wstęp do rozdziału o ratowaniu brwi. Jak je regulować, uzupełnić kredką czy po prostu trochę je podrasować. Pewnie was zdziwi fakt, że tak zachwalam książkę, która tak naprawdę nigdy mi się nie przyda, co?  Powiem wam, że może kiedyś, kiedy mój organizm przestanie odwalać, zacznę stosować to co możecie znaleźć w tej książce.

Reasumując: Książkę gorąco polecam, nie tylko dlatego, że ubóstwiam Ewę samą w sobie, ale naprawdę niezależnie jakich marek kosmetycznych używacie, czy lubicie mocny czy lekki makijaż czy też szukacie dobrego i taniego sposobu na cokolwiek…ta książka jest dla was. Do tego koniecznie zaglądajcie na kanał RedLipstickMonster!

To był taki specjalny wpis na halloween – chociaż straszny raczej nie był. Ale odskocznia była, więc mam cichą nadzieję, że zakupicie książkę i pochwalicie się na instagramie zakupem :D!

Książkę można było zakupić na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie – co też hasacz zrobił :v

Hasacz.

Przedpremierowo: „Garść pierników, szczypta miłości” Natalii Sońskiej czyli zimowa pora przyszła już końcem października.

Garść-pierników_FRONT
Tytuł: Garść pierników, szczypta miłości
Autor: Natalia Sońska
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 4 listopada 2015

Za oknem jest już ciemno, prószy śnieg. Siedzicie sobie pod kocem, popijacie herbatę albo gorącą czekoladę i bierzecie książkę do ręki. A w niej…o Hannie. Nowoczesnej kobiecie, która całkowicie oddała się karierze zawodowej. Zraniona przed kilkoma laty, postanowiła nie angażować się w związki i taką bzdurną rzecz jaką jest miłość. Jej relacja z mężczyznami opiera się całkowicie na przypadkowych, przelotnych romansach. Pytanie tylko czy takie życie całkowicie ją satysfakcjonuje?
Jest również Wiktor. Mężczyzna jest człowiekiem sukcesu, który z buta wpada w życie Hanny i wkrótce przekonuje ją, że przy tym jak jest przystojny i uwodzicielski, ma też złote serce pełne miłości, którą chce jej zaoferować. Wkrótce podczas wspólnego wypiekania pierników, Hanna ulega rodzinnej atmosferze i coraz trudniej jej poprzestać tylko na „przelotnej” znajomości z mężczyzną. Jednak nie tylko w ten sposób życie kobiety stanie na głowie. Między nią a jej szefową dochodzi do konfliktu, mało tego. Okazuje się bowiem, że mężem tejże kobiety jest dawny ukochany Hanny, który tak paskudnie ją potraktował. Jak to wszystko się zakończy? Czy Hanna odzyska swoje spokojne życie? Czy jednak uda się jej ustatkować, a konflikt z przełożoną odejdzie w niepamięć? Wszystko to w książce Garść pierników, szczypta miłości.

Tak sobie czytałam książkę, zmieniając się w burrito na legowisku i myślałam, jak ja wam napiszę, że podobała mi się książka obyczajowa? Albo się starzeję ( borze tucholski chroń! ), albo po prostu pani Natalia Sońska tak cudownie pisze. Po pierwsze co mnie przekonało do książki to jej język i narracja. Boli mnie, że coraz więcej książek jest w narracji pierwszoosobowej czego po prostu nie mogę znieść – co nie znaczy, że nie czytam, ej? Dalej. Kreacje postaci. Hanna, niby silna i niezależna kobieta, która jak lodołamacz pędzi przez życie, oddając się całkowicie karierze i osobistemu rozwojowi. Tymczasem w środku, pod tą skorupką mamy wrażliwą, złamaną życiowo i uczuciowo kobitkę, która stara się nie zakochać i poprzez przelotne romanse udowodnić sobie i światu, że jest samowystarczalna i tak dalej. Pytanie tylko czy rzeczywiście tak myśli. Przez Wiktora, który pojawia się jak kot z Cheshire – tylko nie wygląda jak obłąkany, a jakby się urwał z magazynu dla pań – nagle i niespodziewanie wkracza w jej życie. I co? No i niby przelotny romansik, jak każdy kolejny…do czasu. Potem jest typowy schemat. Ona się zakochuje, on w niej od razu przy pierwszym spotkaniu, ale twardo to chowa. I BUM! Dramat. Dzieją się rzeczy [SPOILER] i potem ona sobie uświadamia, że go kocha tak bardzo, że z nikim innym nie będzie jej dobrze. Oczywiście to bardzo typowy schemat, ale o dziwo bardzo pasujący do całości fabularnej. Wielkie brawa dla pani Natalii za napisanie książki tak ciepłej i przyjemnej. Jest to powieść idealna na długie, zimowe wieczory kiedy zmieniamy się w burrito z kocyka i siorbiemy ciepłe napoje z ulubionych kubeczków. Pierwszy raz czytając książkę obyczajową, tyle razy wyrzucałam z siebie głośne „Awww” ( dla mniej zorientowanych to dźwięk wydawany przez hasacza, kiedy coś jest w jego mniemaniu urocze).

Dlatego nie zastanawiajcie się. Odłóżcie sobie pieniążek do premiery i kupcie, bo książka jest niesamowicie ciepła i świetnie się przy niej odpoczywa. Od siebie dodam, że idealnie nadaje się też na prezent dla mamy, babci czy cioci – czy kogo tam macie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czwarta strona – super było was poznać w Krakowie 😀

Ja się z wami żegnam, idę się zamienić w burrito bo zimno :v

Hasacz.

Jo Nesbø „Więcej krwi” czyli o tym, że polowanie tak naprawdę nigdy się nie kończy.

1072447471
Tytuł: Więcej krwi
Autor: Jo Nesbø
Ilość stron: 215
Wydawnictwo: Dolnośląskie [ Grupa Wydawnicza Publicat ]

Wyobraźcie sobie, że jesteście na liście do odstrzału. Ale nie przez policje, bo ich się da uniknąć – typowy hollywoodzki scenariusz. Ściga was Rybak, którego zdradziliście. Pomyślicie „Pff…Rybak…”, wszystko pięknie tylko, że ten Rybak to król biznesu narkotykowego w Oslo. Co robicie? Rzecz jasna uciekacie. Trafiacie do małej wioski na dalekiej północy Norwegii. Po długich staraniach ukrycia się przez ludźmi narkotykowego bossa, poznajecie tajemniczą kobietę, która ma dziesięcioletniego syna. O dziwo nie ucieka przed wami, a nawet stara się wam pomóc, ukrywając was w chatce myśliwskiej. Pytanie tylko jak to wszystko się skończy dla was i dla niej samej? Bo ludzie Rybaka depczą wam po piętach i w końcu trafiają na wasz trop. Kto to przeżyje? Czy zginął niewinni?

Po pierwsze, będę walczyła z tym całym hejtem jaki nagle pojawił się dookoła osoby samego Jo Nesbø. To narzekanie, że złe, że to nie to samo, że się sprzedał i teraz tylko jedzie na renomie. No przepraszam bardzo, ale jak się doszukujecie dziury w całym i w lekkim kryminałach na – dosłownie – jedno posiedzenie, doszukujecie się intryg, rozbudowań na miarę pięciuset stronicowych tomiszczy to lepiej sobie darujcie. Wolność słowa to jedno, ale gadanie głupot to drugie. Jo Nesbø pisze krótko, zwięźle i nie koniecznie dla każdego. Więcej krwi to lekki kryminał, bardziej dla relaksu, niż na ambitne posiedzenie, gdzie człowiek razem z głównym bohaterem siedzi i rozwiązuje zagadki kryminalne, czy stara się w jakiś sposób przewiedzieć to co się będzie działo. Wiem, zdaje sobie sprawę, że to nie brzmi dobrze i raczej nie opisuję wam książek w dobrym świetle, tylko dlatego, że wydawnictwo mi je przysłało. Po pierwsze znalezienie pisarza, który tworzyłby cały czas same genialne książki, graniczy z cudem. Dalej. Więcej krwi to porządny mini kryminał, który polecam każdemu kto chce się zrelaksować i poczytać coś niezobowiązującego czy zmuszającego do myślenia. Polecam każdemu, kto lubi twórczość Nesbø i nie szuka specjalnie wymagającego relaksu z kryminałem.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dolnośląskiemu [Grupie Wydawniczej Publicat].

Hasacz.

Carole DeSanti „Namiętności Eugenii R.” czyli o powieści, która poruszyła hasacza.

794d53bbb12b3008a2e06af49f8ec77f0b67119b
Tytuł: Namiętności Eugenii R.
Autor: Carole DeSanti
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Książnica [ Grupa Wydawnicza Publicat ]

Francja tuż przed rozpoczęciem wojny z Prusami i przed Komuną Paryską. Gigantyczne fortuny, a obok nich skrajna nędza. Dekadencja domów uciech cielesnych i zażywających uciech bon vivantów. W tym samym czasie trafia tam młodziutka dziewczyna, a jej los splótł się z dramatycznymi wydarzeniami, które wstrząsnęły Paryżem.
Eugenia Rigault to prosta wieśniaczka z Pirenejów. Wyjeżdża za ukochanym mężczyzną do stolicy. Porzucona, ciężarna i bez grosza przy duszy, ląduje na bruku. Zmuszona przez los, zaczyna zarabiać na ulicy jako prostytutka. Mozolnie pnie się w hierarchii zdobywając całkiem spory majątek, co pozwala jej na rozpoczęcie walki o prawa do córki, którą pozostawiła w przytułku niedługo po porodzie.Kiedy bramy osaczonego przez Prusaków Paryża zostają zamknięcie, Eugenia musi dokonać wyboru między dawnym kochankiem a nową miłością, między bolesną przeszłością a niepewną teraźniejszością. Czy ratować siebie i dziecko czy wybaczyć dawnemu kochankowi, który popchnął ją do upodlenia?

Carole DeSanti idealnie oddała klimat ogarniętego wojną Paryża i dramatycznego przebiegu życia pewnej dziewczyny, która na skutek paskudnego zbiegu okoliczności, musiała parać się prostytucją by przeżyć. Do tego przedstawienie uczuć matki, która kocha swoje dziecko, ale nie jest w stanie zapewnić mu dobrego życia i musi zostawić je w przytułku. Nie należy się spodziewać po tej książce ckliwego romansu, który doprowadza do łez czy sprawia, że czytelnik zakochuje się w głównej damskiej czy męskiej postaci. Owszem odczuwa się sympatię do pewnych postaci, mniejszą bądź większą. Jednak nie można się spodziewać niczego typowego dla romansu. W moim odczuciu – osoby, która nienawidzi czytać romansów czy powieści obyczajowych – mogę powiedzieć, że Namiętności Eugenii R. to nieco zwodniczy tytuł. Owszem mamy tu główny wątek miłości i porzucenia, typowy dla ckliwej powieści miłosnej, ale wszystko to jest otulone aurą wojny, skrajnych przepaści między warstwami społecznymi oraz dramatu samotnej matki. Wątek prostytucji był tu równie znaczący dla całej powieści. Intrygi, planowanie lepszego życia, odzyskania dziecka. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się czegoś tak zajmującego po książce z takim tytułem. Carole doskonale uplotła nić intryg, nieszczęść, rozwijającej się miłości i dramatów, które przewijały się przez całą powieść. Czy polecam? Oczywiście. Czy każdemu? Nie koniecznie. Nie każdemu może odpowiadać osobliwy styl autorki, ale jeśli się skusicie, jestem pewna, że nie pożałujcie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Książnica [ Grupie wydawniczej Publicat].

Hasacz.

Cilla & Rolf Börjlind „Czarny świt”. Miażdżąca lektura, po której trudno zasnąć.

1049233443
Tytuł: Czarny Świt
Autor: Cilla i Rolf Börjlind
Ilość stron: 423
Wydawnictwo: Czarna Owca

Policjantka Olivia Rönning postanowiła, że nadszedł czas by wrócić do pracy. Na wejściu zostaje przydzielona do sprawy morderstwa trzyletniej dziewczynki. Kilka dni później do podobnej zbrodni dochodzi pod Sztokholmem. Ginie siedmioletni chłopiec. Policjantka podejrzewa, że motywem morderstwa były poglądy mordercy na tle rasowym. Tymczasem Tom Stilton dostaje od swego przyjaciela antykwariusza książkę, w której ku swemu zdumieniu znajduje wycinki prasowe o zabójstwie ciężarnej luksusowej prostytutki. Stilton został kiedyś odsunięty od dochodzenia w tej sprawie, a  morderca nigdy nie został odnaleziony. Kiedy specjalistka laboratorium kryminalistycznego znajduje interesujący ślad DNA, dochodzenie zaczyna nabierać nowych barw.

Ostatnimi czasy mam nieszczęście do serii/ trylogii. Co znajdzie się ciekawa, trzymająca w napięciu seria, zawsze ale to zawsze zaczynam od końca albo środka. Niestety. W przypadku książek Cilli i Rolfa Börjlindów niestety stało się dokładnie tak samo. Ubolewam nad tym, chociaż powiem szczerze, że nie odczułam tego specjalnie boleśnie. Czytając Czarny świt po pierwsze, miałam wysokie wymagania. No przepraszam bardzo, ale jak inaczej podchodzić do książek, które cieszą się taką sławą? Po drugie, Jak już zaczęłam czytać…nie mogłam przestać. Do tego ta świadomość, że jednak nie mam poprzednich części. Tak jak przeżywa się książkę i wie się, że to dobre, bo tak właśnie miało być, ale jednocześnie nie chce się kończyć czegoś tak dobrego. Dodatkowo jeśli szukanie dobrego kryminału sprawia wam kłopot i nie bardzo wiecie za co się zabrać, a całkiem przypadkiem możecie być na jakichś targach książki i do tego niedaleko stoiska Czarnej Owcy, to podejdźcie do Dominiki. Dziewczyna jest po prostu genialna i kiedy ona coś poleca…to nie ma bata, żebyście się w książce nie zakochali. Dalej, jeśli mam się wypowiedzieć na temat Czarnego świtu, to powiem szczerze czegoś mi brakowało w osobowości Olivii. Nie mniej jednak nie każda postać żeńska w książkach to baba z jajami i należy mieć na uwadze, że postaci się rozwijają. Mniej lub bardziej drastycznie. Z czystym sumieniem i zielonym serduchem polecam Czarny Świt jeśli lubicie dreszczyk emocji i trudne zagadki kryminalne. To jest coś czego nie może przegapić żaden szanujący się czytelnik i fan kryminałów.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

A was zapraszam na jutro. Będzie trochę bardziej…kobieco, że tak to ujmę, chociaż wśród jutrzejszych cudów pojawi się też Nesbo 😀

Hasacz.