„Dzieci gniewu” Paul Grossman. Przepis na doskonałą powieść.

Greetings!

Przyhasałam do was dzisiaj z książką, chociaż jeszcze do siebie nie doszłam po tym co przeżyłam przez ostatnie dwa dni – spokojnie o tym też napiszę. Jednak teraz chcę napisać wam o książce, która w sumie pierwszy raz aż tak dała mi do myślenia. Razem z wydawnictwem Sine Qua Non, przedstawię wam powieść niesamowitą i wciągającą, więc jeśli lubicie czytać o rodzącej się ideologii, zapraszam. Nie wiem jak się wam spodoba moja notka, ale naprawdę postaram się, żeby się wam spodobało.

Zapraszam na „Dzieci Gniewu” Paula Grossmana.

dziecigniewu_okladka_DRUK

Tytuł: Dzieci Gniewu [ eng. Children of Wrath ]
Autor: Paul Grossman
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: SQN

Którzyście byli umarli w upadkach i w grzechach (…)
z przyrodzenia dziećmi gniewu.
List do Efezjan 2, 1.3

W USA wybucha wielki kryzys, jednak Berlin musi sobie radzić ze swoimi wewnętrznymi problemami. W mieście wybucha epidemia zachorowań. W tym samym czasie młody detektyw żydowskiego pochodzenia – Willi Kraus – dokonuje nietypowego odkrycia, które paraliżuje mieszkańców miasta. Oto bowiem w jednym z miejskich kanałów spoczywa worek. Jego zawartość jest powodem paniki jaka wybuchła w mieście. Kraus odkrywa bowiem wygotowane dziecięce kości wraz z biblią, w której ktoś zaznaczył pewne cytaty. Berlińskie media natychmiast chwytają się tematu tajemniczego Dzieciożercy. Obywatele żądają by policja ujęła zbrodniarza, bo ktoś w końcu musi ponieść karę. Podczas gdy policja zdaje się szukasz kogoś, na kogo zrzuci winę, sprawę na własną rękę bada odsunięty od śledztwa Kraus. Choć może go to kosztować jego własną karierę, chce dopaść okrutnego mordercę. Jednocześnie musi przetrwać jakoś prześladowania – w końcu w Niemczech rodzi się ideologia nazistowska.

Kiedy wydawnictwo zapowiedziało „Dzieci gniewu”, od razu chciałam je przeczytać. Nie tylko dlatego, że uwielbiam kryminały, ale i dlatego, że nie jest to kryminał, który dzieje się teraz, kiedy po kilku miesiącach macie gotowe rozwiązanie bo „technologia”. Tutaj rzecz dzieje się w momencie kiedy jeszcze żył Hitler, jednak jeszcze nie był Furerem. Dopiero budował swoją ideologię nazistowską, zaczynały się prześladowania narodowości żydowskiej. W epicentrum tego chaosu Kraus zostaje odsunięty od śledztwa, które chce doprowadzić do końca i mimo zakazów, prowadzi sprawę na własną rękę. Mogę śmiało napisać, że to kryminał historyczny, którego siłą jest doskonale zbudowana intryga, żywi bohaterowie, niebezpiecznie i jakże przerażająco prawdziwy czarny charakter. Całości dopełnia bardzo realistycznie oddana rzeczywistość ówczesnych Niemiec , znajdujących się na skraju ekonomicznej katastrofy i politycznego terroru Hitlera. Czytałam to z zapartym tchem i śmiało mogę powiedzieć, że to moje klimaty. Każdy lubujący się w kryminałach zawierających w sobie elementy tak przerażająco realne jak miniony już nazizm czy wciąż możliwy atak chorego kanibala – znajdzie tu coś dla siebie. Nawet nie będzie wam brakowało wspomnień technologii, która bada DNA itp. To książka, którą każdy szanujący się czytelnik kryminałów powinien przeczytać.

Reasumując: Książka bardzo godna polecenia, niesamowicie wciągająca z doskonale zbudowaną intrygą i rozwijającym się stopniowo napięciem. Gorąco polecam i mam nadzieje na więcej.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non i mam nadzieję, że nie przesadziłam.

Ode mnie to tyle, a wam życzę zaczytanego dnia.

Hasacz.

„Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza. Post-apokaliptyczna wizja świata polskiego autora.

Greetings!

Dawno nie napisałam żadnej porządnej notki. Ostatni był chyba „Gregor…”. Dlatego dzisiaj przybliżę wam książkę, którą dostałam w sumie niespodziewanie od wydawnictwa Sine Qua Non. W zasadzie wydawnictwo zaskoczyło mnie dwoma tytułami – dzisiejszym i kryminałem, który też już przeczytałam. Odpowiadając na wasze pytania: Tak, napiszę o nim, może jutro jak wrócę z wojaży w Lublinie – Jadę walczyć o lepsze Śródziemie. W każdym razie – nie będę przedłużała i już się biorę za przybliżenie wam dzisiejszej pozycji. Czas na zderzenie się z post-apokaliptyczną rzeczywistością, którą stworzył pan Piotr Patykiewicz.

Gotowi? To zaczynamy.

cff9f17fcecb17492c1e921a35164777_2

Tytuł: Dopóki nie zgasną gwiazdy
Autor: Piotr Patykiewicz
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Nasz świat skończył się wieki temu. Nikt już nie rozpamiętuje tego co było kiedyś. Bo najważniejsze jest by przeżyć do następnego dnia, albo uciec przed tym co czai się w ciemnościach. Świat ukryty jest pod śniegiem i każdy nieostrożny krok to ryzyko, że zginiesz, albo napatoczysz się na istoty, które zesłane zostały na ziemię przez NIEGO. Jedni nazywają go lucyferem, inni wymyślają inne określenia, by tylko nie nazwać go diabłem. Egzorcyzmy nie pomagają, kiedy już wpadniesz w łapy jego wysłanników. Tutejszy kapłan próbuje egzorcyzmów, ale to nie zawsze zdaje egzamin. Do tego jest Kacper. Dzieciak ledwie upolował swojego pierwszego szczura, ledwie poczuł smak krwi, a już rwie się by poznać „wielką przestrzeń”, zobaczyć inne śniegi świata. Ambicja i poczucie obowiązku to główne czynniki wypychające chłopaka na głęboką wodę. Jednak czy w ogóle uda mu się to przeżyć? Czy ma jakiekolwiek szanse? Szansa jest zawsze…dopóki nie zgasną gwiazdy.

Małe wprowadzenie w fabułę, ale co ja mogę wam napisać o tej książce? Będę szczera z wami i z sama ze sobą. Zacznę od tego, że nie jestem wielką zwolenniczką tego gatunku, co też wpłynęło na mój odbiór książki. Jednak nie powiem, że ta powieść była zła. Bo nie była. Świetnie poprowadzone dialogi, niesamowity świat stworzony przez autora – dopięty do ostatniego szczegółu. To naprawdę imponujące i powiem szczerze, że w każdej innej sytuacji byłabym zachwycona tą książką. Jestem pewna, że to pozycja obowiązkowa dla każdego fana gatunku „post-apo”. Oczywiście jak w każdej książce występują tu postacie, które od początku do końca irytują czytelnika – co nie jest szczególnym minusem. Jak dla mnie, to nadaje powieści swoistego realizmu. Wykreowane tu postaci są bardziej ludzkie, niż papierowe – kolejny plus. I myślę, że jeśli już przeczytacie „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, będziecie w stanie zrozumieć o czym piszę.

Reasumując: Powieść polecam fanom gatunku i tym, którzy naprawdę lubują się w takich książkach lub zaczynają swoją przygodę z „post-apo”.

Za książkę – bardzo niespodziewanie – dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.

Wam życzę zaczytanego dnia i zapraszam na swój kanał na YT – Przyczajony Hasacz.

Tymczasem idę się przygotowywać do bitwy o Śródziemie!

Hasacz.

„Gregor i niedokończona przepowiednia” Suzanne Collins czyli rzecz o nietypowym nastolatku.

Greetings!

Dzisiaj przyhasałam do was z kolejną pozycją od wydawnictwa IUVI, które mi zaufało, przysyłając dwie książki do recenzji. Ta książka jakoś specjalnie mnie nie przyciągała, jak poprzednia pozycja od tegoż wydawnictwa, ale powiem szczerze, że przyjemnie mnie zaskoczyła. Jednak nie robiąc wam spoilerów, przejdę po prostu do opisu książki. ( Jestem w piekle…dlatego postaram się pisać zwięźle…).

Zapraszam do zapoznania się z Gregorem.

book_site_big-new

Tytuł: Gregor i niedokończona przepowiednia [ Kroniki Podziemia I ]
Autor: Suzanne Collins
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: IUVI
Gregor to z pozoru zwykły nastolatek. Jego dzieciństwo skończyło się w momencie kiedy jego ojciec zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Teraz chłopak musiał przejąć obowiązki „głowy rodziny”, na którą składa się osoba jego matki, dwóch sióstr – Lizzy i Botki – oraz niedosłysząca babcia. W następstwie wydarzeń znika jego młodsza siostra Botka. Gregor poczuwając się do odpowiedzialności postanawia odnaleźć małą. Po przeszukaniu domu, odkrywa, że kratka od wentylacji jest urwana i najprawdopodobniej to tam wpadła mała. Chłopak wpada w ciemność no i… – właśnie. Owszem znajduje tam karaluchy, pająki, nietoperze, ale za nic nie przypominają wielkością tych z jego świata. Okazuje się bowiem, że pod powierzchnią znajduje się kraina zwana Podziemiem. Podczas swojej „ekspedycji” w poszukiwaniu małej siostry, Gregor odkrywa tytułową, niedokończoną przepowiednię, której nikt nie potrafi wyjaśnić. Wielu z nich uważa, że to właśnie Gregor jest wybrańcem, o którym mowa w przepowiedni. Tak naprawdę chłopiec chce wrócić do domu razem z Botką. Jednak na początku jednak będzie musiał sprostać przepowiedni…

Powiem szczerze, że ta książka do bólu przypominała mi książki Ricka Riordana o Percym Jacksonie. Głównie przez motyw „zaginięcia” ojca, nagłej zmiany biegu życia, odnalezienie miejsca, o którym się nigdy wcześniej nie wiedziało. Trochę to oklepane i nie bardzo mnie na początku porwało. Jednak od jakiejś setnej strony zaczęło się naprawdę rozkręcać i jestem pewna, że sięgnę po kolejne tomy. Co do fabuły to trudno mi zdradzić wam coś więcej, głównie dlatego, że nie chcę wam rzucać spoilerami. W przypadku „Kronik…” problem jest jeden – czyta się niemożliwie  szybko z uwagi na rzadkie rozmieszczenie tekstu, którego jest niewiele – porównując to na przykład z „Ogniem i wodą” Victorii Scott, gdzie tekst jest nieco drobniejszy i gęściej rozmieszczony. Nie będę specjalnie krytyczna, ponieważ całkowicie rozumiem brat mojego entuzjazmu jaki powinnam poczuć do tej książki. Jestem po prostu za stara. Myślę, że gdybym miała te osiem lat mniej byłabym w tym zakochana i ponaglałabym wydawnictwo, żeby wydali kolejny tom w sierpniu ( premiera drugiego tomu przewidziana jest na 23 września anno domini 2015 ). Nie zrozumcie mnie źle. Książka jest jak najbardziej świetna i gorąco ją polecam każdemu, komu spodobał się Percy Jackson. Styl Collins też jest niesamowicie wciągający, ale hasacz to wymagające bydle i stwierdzam, że ta książka będzie idealna dla tych, którzy uwielbiają książki dosłownie młodzieżowe.

Reasumując: „Gregor i niedokończona przepowiednia” to książka jak najbardziej niesamowita i wciągająca. Gorąco ją polecam, naprawdę. Zwłaszcza jeśli znajdujecie się w przedziale wiekowym 13-17 lat. Nie musicie się przejmować też objętością książki, którą nawet największe żółwie czytelnicze, pożrą w najmniej 2 dni.

Za książkę dziękuję wydawnictwu IUVI, a wam życzę ochłodzenia i zaczytanego dnia.

Lecę nagrywać.

EDIT:
Taaa.. się ogadałam.

Hasacz.

„Ptaszydło” Max Bentow. Hasacz o niemieckim kryminale.

Greetings x2!

Dzisiaj niestety dla was, dla mnie stety dwie notki. Jedna dla wydawnictwa IUVI, a ta dla wydawnictwa Dolnośląskie ( Grupy Wydawniczej Publicat ). Po nagraniu filmiku i napisaniu poprzedniej recenzji, czas na coś mniej młodzieżowego. Coś bardziej w klimatach hasacza. Inni mówią, że „może być”, albo ” całkiem dobre”. Nie wiem czy to tylko ja czy nie, ale jestem zupełnie zauroczona tą książką. Zapraszam, więc do przeczytania notki, cobyście się przekonali dlaczego hasacz się tak zauroczył w tej książce.

Zapraszam na „Ptaszydło” Maxa Bentowa.

bentow_ptaszydlo_i-okladka_1393836013
Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Ilość stron: 334
Wydawnictwo: Dolnośląskie [Grupa Wydawnicza Publicat]

Berliński komisarz Nils Trojan zostaje wezwany do mieszkania w dzielnicy Kreuzberg. Na miejscu zastaje makabryczny widok – młodej kobiecie obcięto włosy, a przy jej ciele zostawiono oskubanego ptaka. Trojan, pracujący w wydziale zabójstw nie może okazać słabości, choć sam jest na skraju załamania nerwowego i ledwie radzi sobie sam ze sobą. W sprawie pomaga mu psycholog Jana Michels. Niebawem morderca ponownie uderza, znów zostawiając przy ciele młodej kobiety  makabryczne pozdrowienie w postaci oskubanego ptaka. Na domiar złego znika kilkuletnia córka ofiary. Po wystąpieniu w telewizji w sprawie zabójstw sam Trojan staje się celem psychopaty. To wszystko coraz bardziej przytłacza i przeraża komisarza. Jaką chorą grę prowadzi psychopata? Czy uda mu się wyjść cało z tej rozgrywki?

Czytając „Ptaszydło” byłam sceptycznie nastawiona, bo wielu z was mówiło, że ta książka jest słaba, nudna, nie ma sensu na nią tracić czasu. Hasacz typowo dla siebie na pohybel wszystkim i tak przeczytał książkę. I po raz kolejny pokażę język tym, którzy mnie odciągali od tej książki. Początkowo miałam wrażenie, ze Bentow nieudolnie usiłuje być tak samo niesamowitym pisarzem jak Nesbø. Na szczęście to wrażenie towarzyszyło mi tylko przez pierwsze dwadzieścia stron. Potem kiedy akcja się rozkręcała , tylko się zakochiwałam w tym jak Bentow kreuje postaci, jak prowadzi akcję i jak to wszystko prowadzi do rozwiązania. Postać Nilsa, złamanego psychicznie człowieka jest wykreowana mistrzowsko. Zwłaszcza kiedy doświadczamy tego strachu jaki w nim siedzi. Tego jak usiłuje być dobrym komisarzem, jednocześnie walcząc z samym sobą, gdzieś tam usiłując być dawnym sobą. Postać Jany jest mniej fascynująca – przynajmniej w moim mniemaniu. Jej podejście i jej „związek” z Trojanem jest mniej lub bardziej irytujący, ale wszystko się samo ratuje gdzieś w okolicach 3/4 książki. Jak dla mnie „Ptaszydło” to bardzo dobry kryminał, który na prawdę wciąga i nie przestaje zaskakiwać – tylko w kilku momentach się domyślałam, ale ja to jestem wyjątek od reguły ( hasacz do przesady siedzący w kryminałach ). Gorąco polecam książkę i mam cichą nadzieję, że się podzielicie wrażeniami.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dolnośląskie [ Grupie wydawniczej Publicat ] i mam nadzieję, że sięgniecie po tą pozycję.

Tymczasem życzę wam ochłodzenia, bo w takie upały się żyć nie da.

Zaczytanego dnia.

Hasacz.

„Co jesteś w stanie zrobić by uratować ukochaną osobę?” „Ogień i Woda” Victorii Scott.

Greetings!

Jest niedorzecznie gorąco, a ja właśnie skończyłam czytać pierwszą pozycję, którą dostałam od wydawnictwa IUVI. Poprosili mnie też o recenzje video, co nastąpi, ale najpierw wam o tym napiszę. Jakoś tak lepiej się czuję w pisaniu o książkach. Powiem szczerze, że kompletnie mnie zaskoczyło to co przeczytałam w tej książce. Ale dlaczego i co takiego mnie zaskoczyło, dowiecie się potem. Teraz zapraszam was na notkę i później na filmik, który dorzucę do notki, kiedy będę już po nagraniach.

Tymczasem… let’s get started!

ogien-i-woda-tom-1-b-iext29062338
Tytuł: Ogień i woda
Autor: Victoria Scott
Ilość stron: 366
Wydawnictwo: IUVI.

Życie jest zupełnie niesprawiedliwe. Tella Holloway przekonała się o tym aż za dobrze. Jej starszy brat zachorował na coś czego najlepsi lekarze nie potrafią zdiagnozować. Dziewczyna trafi całe swoje dotychczasowe życie, bo jej rodzice postanawiają się wyprowadzić na „łono natury”, żeby Cody mógł oddychać świeżym powietrzem. Tymczasem Tella znajduje na swoim łóżku tajemnicze niebieskie pudełko,z urządzeniem, które przypomina aparat słuchowy. Od momentu wysłuchania wiadomości, nic nie jest takie samo. Tella podejmuje największe ryzyko i przystępuje do Piekielnego Wyścigu. Nie ma gwarancji, że przetrwa wyścig i wygra główną nagrodę – lek dla Cody’ego. Jednak nic nie jest łatwe. Tella przyłącza się do grupy, której nawet nie może ufać. Bo jak można ufać komuś kto ma przed tobą tylko tajemnice? Do tego Gyu – człowiek, który przypomina psychopatę. Na domiar złego jej pandora wydaje się być zupełnie pozbawiona jakichkolwiek zdolności. Czy Tella przeżyje? Co ją czeka podczas Wyścigu?

Victoria Scott w zręczny sposób przedstawiła kilka motywów, znanych nam z innych książek młodzieżowych. Piekielny Wyścig, gdzie przetrwają najsilniejsi – Igrzyska Śmierci. Walka rozpoczynająca się już przy wyborze Pandory ( zwierzęcia, które posiada pewne zdolności by pomagać swojemu właścicielowi ) – Igrzyska Śmierci, gdzieś coś Niezgodna. Plus pojawiają się motywy rodem z typowych książek dla młodzieży – spotkała faceta, który początkowo wydawał się jej nienawidzić, potem zapałali do siebie uczuciem. Początkowo może to irytować i zniechęcać do książki. Na szczęście mnie to nie dotyczyło. Od początku do końca książka mnie wciągnęła i choć umysł mówił ” Hasacz jest za późno, trzeba odpocząć” , typowo dla siebie nie spoczęłam póki nie dotarłam do takiego momentu, że po prostu nie widziałam na oczy. Rzadko zdarza mi się czytać tak dobre książki. Byłam sceptycznie nastawiona głównie dlatego, że to młodzieżówka. Thriller młodzieżowy, dokładniej rzecz ujmując. Zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że to najlepsza książka młodzieżowa jaką czytałam do tej pory. Wciągająca akcja, która nie rozwija się za szybko, ale nie tak wolno by zanudzić czytelnika. Zupełnie jakby to był zabieg celowy. Czytasz, niby spokojnie, a potem wielkie BUM i człowiek zapomina jak się oddycha. Coś niesamowitego.

Gorąco polecam książkę, za którą dziękuję wydawnictwu IUVI. Powinniście to przeczytać. Naprawdę. Nawet wątek miłosny się tu znajdzie – czyli jest tu wszystkiego po trochę.

Życzę zaczytanego dnia i pędzę nagrywać :v

Edit:

Hasacz.