BOOKATHON POLSKA 2015. Day 6: Przeczytaj bestseller, którego jeszcze nie czytałeś + Podsumowanie.

Dobry deń!

Ostatni dzień bookathonu dla hasacza był bardzo owocny, poszło szybko, czas podsumowań tak mnie pogonił, że nawet nie zauważyłam jak długi wyszedł mi ten filmik, jak smutno. W każdym razie mam cichą nadzieję, że nie uśniecie. Wybór padł na „Powiedz wilkom, że jestem w domu”, a książkę zawdzięczam Karolinie z bloga tanayah czyta

Nie przedłużając, macie tutaj filmik, a jutro, jeśli mi się uda, na spokojnie opiszę wam jakąś przyjemną książkę 😀

To ja się z wami żegnam, życzę zaczytanego dnia i powodzenia w wypełnieniu zadań bookathonowych :v

Hasacz.

„Sweetland” Michaela Crummeya. Rzecz o upadku odosobnionych społeczności.

Dobry deń!

Dzisiaj piątek, dzień kiedy będziemy podejmowali ostatnie wyzwania Bookathonu, dzień kiedy większość z was zaczyna wakacje i dostanie ogrom wolnego czasu na czytanie. Hasacz z kolei dzisiaj zaczyna prawdziwy czytelniczy maraton i nie wiem co o tym myślicie, ale vlog nie ograniczy się tylko do filmików podsumowujących bookathon. Postaram się jakoś popracować nad jakością i tak dalej, ale nie będzie to taki szał jak u Anity czy Marty. Jednak dzisiaj nie o tym. Dzisiaj wracamy na stare śmieci, typowo hasaczowe. Nie będzie video recenzji, bo nie umiem opowiadać o książkach, wolę o nich pisać. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Wiatr od morza , mam nieopisaną przyjemność przedstawić wam i zachęcić do przeczytania książki „Sweetland” autorstwa Michaela Crummeya.

Zapraszam i mam nadzieję, że jednak się przekonacie 😀

sweetland_3

Tytuł: Sweetland
Autor: Michael Crummey
Ilość stron: 371
Wydawnictwo: Wiatr od morza

Osadę Chance Cove na wysepce Sweetland zamieszkuje kilkadziesiąt osób. Trudno się żyje w osadzie, która  znajduje się niemal na końcu świata. Po upadku nowofundlandzkiego rybołówstwa , byłym rybakom trudno jest związać koniec z końcem. Rząd jednak o nich nie zapomniał. Proponuje im bowiem sowitą rekompensatę za opuszczenie podupadającej wioski. Wywołuje to w byłych rybakach niemałe poruszenie. Jedynym warunkiem jest jednomyślna zgoda wszystkich mieszkańców na przenosiny. Niestety plany na nowe życie innych mieszkańców zostają pokrzyżowane przez Mosesa Sweetlanda, emerytowanego latarnika, który uparcie sprzeciwia się opuszczeniu wyspy. Zbliżający się termin ostatecznej decyzji, wśród mieszkańców narasta niechęć do mężczyzny , co daje mu wszelkie podstawy by zaczął się bać o swoje życie. Przez nadchodzące wydarzenia, sploty konfliktów i tragedii, Moses skaże się świadomie na nieodwołalną izolacje od świata.

Słyszałam wiele o książce „Sweetland„. Same zachwyty nie przekonywały mnie do tej książki, głównie dlatego, że jestem wymagającym czytelnikiem i trudno mnie namówić do przeczytania czegoś, co w opinii publicznej jest „bestsellerem” czy „objawieniem„.  Całe szczęście, kiedy dostałam egzemplarz recenzencki od pana Alenowicza, nie tylko odrzuciłam wszelkie obawy przed niechęcią do tej książki, ale pożarłam ją w jedną noc ( niestety jak każdą dobrą książkę ). Książka porusza, wprawia nas w naprawdę niesamowity nastrój, choć trudno określić czy jest on pozytywny czy raczej przygniatający. Nie mając nigdy wcześniej do czynienia z prozą Michaela Crummeya, nie wiedziałam czego się dokładnie spodziewać. Przez książkę przewija się sporo postaci, ale to Moses Sweetland wzbudził we mnie najwięcej uczuć. Nie wiem czy mogę to określić jako pozytywny aspekt tej postaci, ale jedno jest pewne – będę do tego wracała. Moses może być i jest przykładem na wielką miłość i przywiązanie do miejsca, w którym żyło się od zawsze. Bo jak zostawić za sobą całe życie, którego nie da się przecież za sobą od tak. „Sweetland” to przedstawienie obrazu zimnego i surowego, jednocześnie nadal pełnego życia. Momentami pełnego desperacji by przetrwać.

Wcześniej wspomniałam, że jestem wymagającym czytelnikiem i trudno mnie zadowolić. Na szczęście „Sweetland” obronił się sam. Zarówno jako tytuł, jak i postać. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że książkę tę polecam gorąco każdemu kto potrzebuje oderwania od własnego życia i poznania tej niesamowitej prozy, jaką tworzy Crummey.

Za książkę dziękuję raz jeszcze wydawnictwu Wiatr od morza.

Wam życzę zaczytanego dnia, a sama pędzę nagrywać.

Hasacz.

BOOKATHON POLSKA 2015. Day 5: Przeczytaj książkę i obejrzyj jej filmową adaptację. [+vlog]

Guten tag!

Dzisiaj tak szybko, aby na momencik, bo hasacz ma trochę rzeczy do zrobienia. To już piąty dzień bookatonu! Dzisiaj czytamy i oglądamy filmowe adaptacje wybranych przez nas książek. Dzieją się rzeczy! Hasacz nie poleciał jakoś ambitnie czy coś, ale mam nadzieje, że jednak mnie za to nie zabijecie. Dzisiaj uporałam się z książką szybciej – nie była to męka, spokojnie. Greena czyta się szybko i miło, pod warunkiem, że nie czytamy Papierowych Miast. Ta książka była tak przeraźliwie nudna, że z trudem dobrnęłam do końca…przepraszam fanów Greena. Jednakowoż, żeby nie było aż tak słabo, do filmiku zostawiam wam link do swojego tekstu o TFIOS ( The Fault In Our Star ).

Ta mina na miniaturze, po prostu mnie dobiła, ale cóż zrobić?

Życzę wam zaczytanego dnia i wracam do klecenia recenzji „Sweetland”.

Hasacz.

BOOKATHON POLSKA 2015. Day 4: Przeczytaj książkę, którą wybrał dla ciebie ktoś inny.

Cześć bimbaski ❤

Dzisiaj dzień czwarty Bookathonu! Kolejne cudowne wyzwanie! Póki co wyrabiam się i jestem z siebie tak bardzo zadowolona, że nie mogę złapać oddech…a nie to tylko nerwica. Spoko. Nie zmienia to faktu, że z utęsknieniem wypatruję dnia kiedy będę mogła wrócić do recenzenckich bo „Sweetland” mnie woła … muszę to przeczytać. Jednak obiecałam sobie, że będzie to porządna recenzja, jak te wcześniejsze, dlatego zrobię to po Bookathonie. Niżej macie filmik o czwartym dniu u hasacza. Wybaczcie.

Wam życzę zaczytanego dnia i póki co żegnam się na rzecz przemeblowania w książkach.

Zaczytanego dnia!

Hasacz.

BOOKATHON POLSKA 2015. Day 3: Przeczytaj książkę z gatunku, po który najrzadziej sięgasz.

Witajcie!

Dzisiaj trzeci dzień Bookathonu. Kolejne wyzwanie za hasaczem i kolejny filmik…nie wiem po co to robię, ale póki co nie mieszacie mnie z błotem. Niedługo na blogu – po bookathonie – pojawi się tekst o „Sweetland” 😀 ❤

A tu macie podsumowanie trzeciego dnia 😀 ! Słabe jak zawsze, ale to zawsze coś. I spokojnie. To, że zaczęłam obarczać was swoim gadaniem , nie znaczy, że rzuciłam pisanie. Nie ma mowy.

Zatem do jutra i zaczytanego dnia!

Hasacz.