Przyczajone rozmowy #2: Remigiusz Mróz.

Kolejna odsłona „Przyczajonych rozmów” na blogu. Z kim dzisiaj mogłam rozmawiać? A z człowiekiem,który jak mało kto zbałamucił mnie tym co robi. Hasacz to istota wymagająca, wręcz trudna do zaspokojenia – w sensie literackim, wy belzebuby wy! – co jest poniekąd uzasadnieniem, dlaczego dzisiejsza notka jest taka wyjątkowa. A raczej człowiek,któremu będzie poświęcona. Dzięki temu czym zajmuje się mój rozmówca, nie tylko jestem w dużej mierze zaspokojona, ale chcę więcej i dlatego wy też powinniście się zapoznać z jego osobą i twórczością.

Lejdis end dżentelmens, meinen dammen und herren ,
dzisiejszą „Przyczajoną Rozmowę” sponsoruje Remiriusz Mróz! Autor takich książek jak „Kasacja” , ” Parabellum: Prędkość ucieczki” i ” Parabellum: Horyzont zdarzeń” , ” Wieża milczenia” , „Chór zapomnianych głosów”. Człowiek,który nie został i nigdy nie zostanie zaszufladkowany jako autor jednego gatunku. Jesteście ciekawi kogo lubi czytać? Dlaczego zaczął pisać?

remiriuszmróz.jpg

Zapraszam do czytania:

1. Na początku, choć pewnie nie zbyt oryginalnie – jak to się stało, że zaczął Pan pisać? Wpłynęło na to jakieś wydarzenie czy może inny autor?

Winić trzeba za to wielu autorów, których poczytywałem w czasach przedlicealnych i licealnych. Najwięcej nabroili w mojej głowie chyba Brytyjczycy – choć sam nie byłem tego świadomy. Pochłaniając książki Jeffreya Archera czy Kena Folletta niespecjalnie wówczas orientowałem się, w jakiej krainie przyszli na świat. Nazwiska brzmiały z anglosaska, ale obaj mieli zasięg ogólnoświatowy, więc w młodym umyśle pokutowało raczej przekonanie, że to Amerykanie. Potem okazało się, że jednak Brytyjczycy – a co gorsza, dołączyli do nich także inni, jak Robert Harris, Bernard Cornwell czy Simon Scarrow.

Ostatecznie jednak to Skandynaw postawił kropkę nad i. Stieg Larsson ze swoim Millennium sprawił, że ten wewnętrzny głos, który cały czas gdzieś się kołatał, w końcu krzyknął: pisz!

2. Skąd pomysł by napisać cykl Parabellum? Nie bał się pan niepowodzenia? Tyle się słyszy, że temat II wojny światowej, zwłaszcza w książkach fabularnych to przeżytek. Miał pan tremę przed przeczytaniem pierwszych recenzji?

Pomysł wziął się z potrzeby. Chciałem kiedyś przeczytać coś podobnego, polowałem na książki z akcją osadzoną podczas drugiej wojny światowej, ale niespecjalnie mogłem trafić na to, czego rzeczywiście poszukiwałem. Tu za dużo patosu, tam zbyt mocny wątek obyczajowy, gdzie indziej sama akcja i nic ponadto. W dodatku brakowało czegoś z prawdziwie esencjonalną fabułą – jeśli już balans był ciekawe wyważony, to zazwyczaj nic nie kusiło mnie, by przewracać kolejne strony. Usiadłem więc, otworzyłem Worda i zacząłem pisać. I była to znacznie lepsza przygoda, niż sądziłem.

Temat rzeczywiście był eksploatowany, ale zainteresowanie wydawców okazało się wcale niemałe, więc może udało mi się trafić w jakąś niszę.

Tremę przed pierwszą recenzją miałem umiarkowaną, choć doskonale pamiętam, gdzie i kiedy się pojawiła. Wieżę milczenia kilka dni po premierze recenzował na łamach „Kostnicy” Marek Syndyka. Wystawił mi świetną opinię, właściwie wymarzoną. Zaraz potem była recenzja Awioli z bloga „Subiektywnie o książkach”, równie pozytywna. Padła tam nawet konkluzja, że gdyby powieść wyszła w Stanach, byłaby niekwestionowanym bestsellerem. Dla autora-debiutanta taki wniosek jest na wagę złota, bo tak naprawdę jeszcze nie wie, czego się spodziewać. Owszem, ktoś książkę wydał, więc nie może być aż tak zła – ale pierwsze recenzje potrafią początkującego pisarza przygnieść swoim ciężarem.

3. Pisanie książek to jedno, a co z czytaniem? Co czyta Remigiusz Mróz? Kto pana inspiruje? Kogo najchętniej pan czyta?

Powiedziałbym, że Brytyjczyków, żeby ładnie współgrało to z początkiem naszej rozmowy, ale właściwie coraz rzadziej sięgam po ich powieści. Nałogowo czytam Kinga – i nawet przy słabszych książkach czynię sobie autosugestię, by mi się spodobały. Ot, zaraz po premierze czytałem Pana Mercedesa i wynudziłem się co niemiara. Nie miałem specjalnej ochoty na kolejne spotkanie z Billem Hodgesem. Niedawno jednak przeczytałem tę książkę jeszcze raz, bo nie wypadało tak po prostu odpuścić.

Z podobnym zapałem pochłaniam książki Archera, choć zazwyczaj są one dość schematyczne. W niczym jednak nie umniejsza to twórczości tego autora – moim zdaniem jest świetnym gawędziarzem i za każdym razem zapewnia czytelnikowi niezobowiązującą, choć piekielnie przyjemną rozrywkę.

Ostatecznie jednak czytam wszystko, co wpadnie mi w ręce. Literatura kryminalna dominuje, ale zaraz za nią są powieści historyczne, sensacja, SF, fantasy, czy pozycje obyczajowe. Jestem też rodzajem zwierzęcia politycznego, więc lubię wszystko, gdzie występuje jakiś akcent z tej sfery.

4. W lutym swoją premierę  miała Kasacja. Książka, która wciąga bez reszty. Moje pytanie brzmi: Skąd pomysł na stworzenie postaci Chyłki i Oryńskiego? Mają oni swoje odpowiedniki w prawdziwym świecie?

Właściwie ten pomysł był na początku bardzo skąpy. Chciałem doświadczonego prawnika, który przy Langerze poczuje się jak uczniak, bo będzie to pierwsza sprawa, gdy naprawdę nie będzie potrafił rozgryźć klienta. Po zastanowieniu uznałem, że musi to być kobieta – a potem, że na pomoc wyślę jej aplikanta, który dopiero stawia pierwsze kroki w prawniczym świecie.

Postacie te nie maja więc swoich odpowiedników i bezpośrednio na nikim się nie wzorowałem – nigdy tego nie robię, przynajmniej nie świadomie. W podświadomości odkładają się jednak wszystkie obserwacje, bo pisarze są jak gąbki – chłoną wszystko, co występuje w ich otoczeniu.

5. Jest pan aktywny na facebooku, według Przyczajonego Agenta czytuje pan blogi. Czy można zapytać jakie to blogi i czy je pan poleca? Dlaczego akurat te?

Czytam sporo blogów i oglądam sporo vlogów, więc musiałaby to być prawdziwa litania. Zazwyczaj to jest tak, że trafiam w dane miejsce, bo pojawia się recenzja mojej książki – a potem zostaję na dłużej. Wybierając lekturę często przeglądam najpierw opinie na Lubimy Czytać – i są tacy blogerzy, których zdanie traktuję jako gwarancję, że będzie to dobrze spędzony czas.

6. Każdy kto znajduje pana w social mediach, takich jak instagram, może zauważyć, że często pan biega. Czy uprawia pan inne sporty po za bieganiem?

Jeżdżę trochę na rowerze, robiąc pętle po 30-50 kilometrów, ale głównie wtedy, gdy doskwiera mi jakaś kontuzja biegowa. Wtedy też najczęściej pojawiam się na basenie. Do sportów, dla których jestem gotów zrezygnować na jeden dzień z biegania, zalicza się badminton. Kiedyś grałem w tenisa, ale potem na dobre zamieniłem piłkę na lotkę.

7. Maciej Stuhr powiedział „Najgorsze co może się stać dobrej książce to wpisanie ją na listę lektur szkolnych „. Jaki jest pana stosunek do lektur? Czytał je pan kiedy sam uczęszczał do szkoły?

To stereotyp, który działa mniej więcej tak, jak astrologia w typowaniu numerów Lotto. Gdyby rzeczywiście lista lektur miała wpływać na książki, to dawno nikt nie czytałby Tolkiena czy J.K. Rowling. Nie, lektury są niechętnie czytane, bo są nieciekawe. Nie wiem, dlaczego nie można tego powiedzieć wprost? Kuleją fabularnie, a ich przekaz przez upływ czasu stał się tak zawoalowany, że współczesny czytelnik bez opracowania nie jest w stanie wiele z nich wyciągnąć.

Weźmy Quo vadis, które właściwie mogłoby nawet się obronić, biorąc pod uwagę konkurencję. Czytało mi się tę książkę całkiem przyjemnie… ale po skończeniu studiów. Wcześniej niespecjalnie miałbym co docenić – archaizmy niespecjalnie kręcą młodych czytelników, a toporna narracja z pewnością nie pomaga. Fabuła? Prosta jak konstrukcja cepa – facet zakochuje się w kobiecie, kobieta nie bardzo go chce, facet robi wszystko, żeby to zmienić. Można oczywiście doszukiwać się drugiego i trzeciego dna, ale czy to koniecznie jest dobre zajęcie dla uczniów? Chyba nie.

A jeśli chodzi o moją szkolną przygodę z lekturami, było kilka, które czytałem z prawdziwą przyjemnością. Gombrowicz, Goethe, Żeromski, Camus czy Herling-Grudziński to nazwiska, których moim zdaniem nie powinno się usuwać z kanonu, nawet jeśli trochę byśmy go uwspółcześnili.

8. Większość ludzi ma jakieś swoje cele ,bądź marzenia . O czym pan marzy? Jakie ma pan cele?

O tym, żeby kiedyś oddano mi na wyłączność półkę w księgarniach. I żeby czytelnik szukając dobrej lektury mógł po prostu do niej podejść i zacząć przeglądać opisy z tyłu okładki.

9. Mivi wspominała, że przyznał się pan do posiadania kilkunastu napisanych książek, które tylko czekają na wydanie. Jak to jest? Czy musi się pan nastroić by zacząć tworzyć czy raczej przychodzi to spontanicznie?

To praca jak każda inna. Siada się rano, zaczyna pisać, potem robi się przerwę, a wieczorem siada znowu. Wena, natchnienie, nastrój czy impuls nie są potrzebne – a nawet są niemile widziane. Najważniejsza w pracy pisarza jest rutyna i monotonia, przynajmniej jeśli chodzi o organizację czasu. Wszystko inne to żywioł i zupełna spontaniczność. I może tak to musi wyglądać, żeby była równowaga?

10. Tytułem końca chciałam zapytać jaki a pan stosunek do fanów? Czy już odczuł pan bycie rozpoznawalnym?

Fanów nie mam, ale za to powiększa się grono czytelników! King powiedział kiedyś, że relacja autora i czytelnika to coś wyjątkowego – znacznie bardziej, niż w przypadku reżysera, scenarzysty, muzyka czy aktora. Nawiązujemy przecież jakąś nić porozumienia, która wykracza poza ramy codzienności i zwyczajności. Autor zapisuje swoją myśl, która potem ożywa w wyobraźni odbiorcy. King w tym kontekście wspominał chyba o telepatii i trudno się z nim nie zgodzić, kiedy zastanowimy się nad tym, że przecież przekazujemy sobie obrazy zapisane w słowach. I wspólnie je tworzymy – pisarz proponuje, że postawi fundament, ale cała reszta wznosi się już w głowie czytelnika

Za odpowiedzi serdecznie dziękuję samemu Remigiuszowi i za cierpliwość to potwornych błędów hasacza.
Ej, ale po co wy to jeszcze czytanie? Halo! Zamawiać książki! Czytać recenzje u blogerów! Now!

Dobrej nocy bimbaski!
Hasacz.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Przyczajone rozmowy #2: Remigiusz Mróz.

  1. Super wywiad! Ciekawe pytania, widać, że przemyślane. A odpowiedzi nie mogły być lepsze. Z resztą czego można się było spodziewać po takim autorze? 😀 Po prostu cudownie! 🙂
    Słowem, zostaję na Twoim blogu na dłużej! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s