„To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina. ” czyli „The Fault In Our Stars ” by John Green – zielona perspektywa na zielonego autora.

Witajcie!

Dziś wtorek, a we wtorki rzadko coś wrzucam, bo wtedy czytam rzeczy na weekend. Jednak ten weekend mnie pochłonie aż do wieczora i dopiero wieczorem będą notki, ale obiecuję, że będą. Nie zapomnę!

Długo się zastanawiałam co by tu wrzucić. Staram się czytać dobre książki, ale poproszono mnie o coś bardziej młodzieżowego. Mało takich książek czytam, szczerze się do tego przyznam. Ostatnio wpadła mi w ręce tylko jedna taka książka. Już zekranizowana, wielki szum jeszcze nie opadł, bo już w lipcu kolejna ekranizacja książki tego autora. I w toku jest kolejna. Tyle się dzieje w okół tego faceta, że dziwie się, że jeszcze nie wiecie o kogo chodzi… zresztą… halo. Sam tytuł.

Tak. Dzisiaj wyjątkowo, młodzieżowo, ale dojrzale jednocześnie. Dziś o umieraniu, jednocześnie bez umierania. Powiecie, że to niemożliwe? John Green powie, że się nie znacie. Bo tą książkę albo się kocha, albo ma się do niej negatywne odczucia.

Hazel Grace Lancaster to szesnastolatka, która od wczesnego okresu „nastu ” lat, choruje na nowotwór. Pierwotnie rak tarczycy czwartego stopnia, obecnie z przerzutami do płuc. Hazel zmaga się z wycieńczającymi atakami, podczas których jej płuca wypełniają się płynem. Każdy dzień bez takiego ataku to błogosławieństwo. Na dokładkę dziewczyna na codzień musi taszczyć za sobą butlę z tlenem, która pomaga jej oddychać za pomocą wąsów tlenowych. Jej życie ogranicza się do czytania książek – głównie „Ciosu Udręki ” autorstwa Petera van Hautena – uczeszczania do collegu i oglądania powtórek seriali oraz bezdennie głupich programów typu Americas Next Top Model. Hazel jako nieprzeciętnie inteligentna osoba zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znajduje. Żyje tak jak może żyć i jest jej dobrze. Jednak jak wiadomo jej rodzice – jak każdy inny rodzic w takiej sytuacji, przypuszczam – uznali, że Hazel cierpi na depresje. Po konsultacjach dziewczyna trafia na spotkania grupy wsparcia.  Trzeba dodać, że odbywały się one w piwnicy kościoła. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, że prowadzący owe zajęcia był równie szurnięty co każdy „natchniony miłością Jezusa „. Prawdziwym zwrotem w życiu Hazel okazało się spotkanie z Augustusem Watersem,którego na spotkanie przyprowadził Isaac (trafił mu się niemożliwie rzadki nowotwór oka ). Chłopakiem niewiele starszym od niej, który już na pierwszym ( dla niego ) spotkaniu od razu zauważa Hazel. Ich znajomość rozwija się szybko i nie tak jakby chciała sama Hazel. Dziewczyna wychodzi bowiem z założenia, że musi się odizolować od tych, od których może by zminimalizować straty po swojej śmieci. Szybko jednak rozum przegrywa walkę z sercem. Hazel i Augustus przeżywają coś cudownego, coś na tyle magicznego, że chcą tego smakować dłużej, choć nie jest im to dane. Połączyła ich miłość do książek, autor „Ciosu Udręki” oraz choroba, która w nadwyraz dojrzałej miłości zwyczajnie przestaje być istotna. Jak potoczyły się losy Augustusa i Hazel? Co przeżyli? 

John Green w niecodzienny sposób pokazuje, że jak dojrzale potrafią kochać ludzie w nastoletnim wieku. Stworzył prawdziwe postacie, z krwi i kości z dodatkiem nowotworu. Hazel – boleśnie realnie patrzącą na świat, nieco cyniczną fankę książek, która w swojej chorobie nie myśli o sobie, a o tym by zminimalizować syraty. Augustusa – niespełnionego bohatera, sportowca, który nigdy nie lubił tego co robił, młodego mężczyznę lubującego się w zdobywaniu ,osiąganiu trudnych celów,maniakalnie chcącego zostawić po sobie ślad na świecie . Isaaca – chłopaka, który marzy o prawdziwej miłości, choć los rzuca mu betonowe kłody pod nogi, najlepszego przyjaciela Gusa, nieco ciętego młodziaka.
Green napisał powieść gdzie rak jest tylko dodatkiem. Tak naprawdę „Gwiazd Naszych Wina ” to powieść o miłości, pokonywaniu przeszkód i o walce. Walce o życie.

Gorąco polecam książkę tym, którym zbiera się na przeżywanie samotności. Nie bójcie się kochać. Powiem szczerze, że do połowy książki płakałam ze śmiechu, potem z rozpaczy. Do połowy książki zakochujemy się razem z bohaterami, jesteśmy blogo nieświadomi tego co autor zrobił dalej. Potem dostajemy potężny cios w twarz z głośnym „Achtung! Rzeczywistość! „.

Mimo to książka – moim zdaniem – jest godna polecenia, nawet jeśli macie się ze mną nie zgodzić.

Polecam czytać, słuchając soundtracku z filmu, który jest naprawdę dobry. Birdy, Ed Sheeran, Carly XCX – zdecydowanie na plus. Ogromny.

UWAGA!!
Przed rozpoczęciem lektury zaopatrzyć się w chusteczki.

Książę można zakupić tu.

To pisałam ja.
Hasacz.

Reklamy

10 uwag do wpisu “„To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina. ” czyli „The Fault In Our Stars ” by John Green – zielona perspektywa na zielonego autora.

  1. Ładnie napisane, jednak wciąż jakoś za Greena nie mogę się zabrać. Gdzieś podskórnie czuję się już za stara, żeby przeżywać tak, jak powinno się ją przeżyć. Ale jak zwykle przy Greenie muszę też zaznaczyć, że nie mówię nie i kiedyś ugryzę tak dla pewności 🙂

    • Nie ma czegoś takiego jak „za stara „. Po za tym to książka. Nikt cię do tego nie zmusi. Jeśli miałabym patrzeć na to z pserspektywy wieku, to też już nie należę do odpowiedniej kategorii wiekowej. Książkę czytałam w szpitalu, więc to pewnie też jakoś mogło wpłynąć na moją opinie. Nie mniej jednak książka jest zabawnie napisana. Przynajmniej do pierwszej połowy.

  2. Myslałam, ze link na końcu prowadzi do sklepu gdzie mozna sie zaopatrzyc w chusteczki 😉 Oj, naryczalam sie ja w,czasie czytania 😀 Ksiazka jest cudowna, mądra i wzruszająca. Podoba mi sie, jak o niej napisałaś. Ale film totalnie mnie zawiodł.

  3. […] Dzisiaj tak szybko, aby na momencik, bo hasacz ma trochę rzeczy do zrobienia. To już piąty dzień bookatonu! Dzisiaj czytamy i oglądamy filmowe adaptacje wybranych przez nas książek. Dzieją się rzeczy! Hasacz nie poleciał jakoś ambitnie czy coś, ale mam nadzieje, że jednak mnie za to nie zabijecie. Dzisiaj uporałam się z książką szybciej – nie była to męka, spokojnie. Greena czyta się szybko i miło, pod warunkiem, że nie czytamy Papierowych Miast. Ta książka była tak przeraźliwie nudna, że z trudem dobrnęłam do końca…przepraszam fanów Greena. Jednakowoż, żeby nie było aż tak słabo, do filmiku zostawiam wam link do swojego tekstu o TFIOS ( The Fault In Our Star ). […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s