Why Secret Books are so secret ? Rozmowa z Marthą Oakiss

Martha to blogerka,a nawet booktuberka,która w tak cudowny i słodki sposób opowiada o książkach,że to po prostu urzeka hasacza na każdym kroku. Ubóstwiam tą kobietę i nie było mowy ,żebym z nią nie porozmawiała…właściwie to coś jakby wywiad…także ten…Koniecznie zaglądajcie do Marthy:

Secret Books:
image

1. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem / vlogowaniem?
To było lata temu. Nie wiele pamiętam. Wiem, że zawsze lubiłam czytać i pewnego dnia odnalazłam w internecie strony osób, które dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat literatury. Pomyślałam, że też chcę się tym dzielić z innymi. Co prawda moich pierwszych wypocin recenzjami nie dało się nazwać, bo głównie opierały się na przepisywaniu opisu z tyłu okładki. Ale ćwiczyłam, ćwiczyłam, zmieniałam. I te parę latek już minęło. Co do vlogowania – zaczęło się od oglądania amerykańskich booktuberów i marzyłam, by móc być nimi. Jestem jednak dość wstydliwą osobą, z wadą wymowy, z marnymi pomysłami i długo biłam się z myślami. Pisałam sobie scenariusze, ale długo nie mogłam się zmobilizować. Aż w końcu spróbowałam. I maszyna ruszyła.

2. Jakie książki najchętniej czytasz i dlaczego?
Staram się czytać, co mi w łapki wpadnie. Kiedyś na przykład nie trawiłam fantastyki. Potem miałam fazę i nie czytałam nic poza paranormal romance. Potem fantasy. A ostatnio coraz milej spędzam czas przy New Adult.

3. Jak każdy kto cię ogląda, zauważyłam, że kochasz Sherlocka. Jak to się zaczęło? Kiedy ta miłość zakiełkowała?
To wszystko przez BBC’owski serial. Coś tam o Sherlocku niby wcześniej się słyszało, ale że przeważnie jako w tematyce lektur szkolnych, to i sir Doyle mnie odstraszał. A potem natrafiłam na serial. Przez pierwszy odcinek nie mogłam się skupić na fabule, bo zastanawiałam się, skąd oni wytrzasnęli takiego aktora wyglądającego jak ufoludek. Jednak niezmiernie spodobał mi się pomysł przeniesienia Sherlocka do czasów współczesnych i okraszenia całości humorem (jak ktoś nie widzi podprogowych, homoseksualnych przekazów, to nie należy do fandomu 🙂 ). Zakochałam się w postaci Benedicta a także Andrew Scotta. Potem zaczęłam czytać książki. Sama zaczęłam dedukować na każdym kroku i opowiadać sobie w głowie historie życia ludzi mijanych w autobusie. I żyję w wiecznym hiatusie.

4. Jaka jest twoja książkowa miłość? Chodzi tutaj zarówno o autora jak i o postać.
Do autorów nigdy nie zapałałam miłością. Może do sir Doyla (chociaż jest dla mnie za stary), bo stworzenie historii, gdzie żaden mijany kamyczek nie został tam położony przypadkowo, gdzie po plamie krwi można odkryć, że nie wysoki mężczyzna miał wysokie ciśnienie – wszystko to wzbudziło u mnie ogromny respekt do tego człowieka. A mój ukochany bohater? Eh, żeby to był jeden! Sherlock, Warner z Dotyku Julii, Daemon z Obsydianu, Maxon z Rywalek, Daemon z Trylogii Czarnych Kamieni… Po przeczytaniu kilku książek lista wciąż się powiększa 🙂

5. Kiedy zaczęła się twoja poważna współpraca z wydawnictwami i ksiegarniami?
Bloga prowadzę już jakieś 6 lat. Nawet przestałam to liczyć, to dla mnie po prostu codzienność. Chyba jakoś po dwuletnim recenzowaniu zaczęłam pisać do wydawnictw. Udało się w trzech, byłam bardzo zadowolona, ale przed maturą musiałam z tych współprac zrezygnować. Nie byłam w stanie pogodzić nauki z czytaniem i recenzowaniem. Kiedy do tego wróciłam i poczułam, że mimo wielu obowiązków czytanie i pisanie o książkach jest dla mnie przyjemnością i sposobem na odstresowanie się, znów spróbowałam. Cieszyłam się, że się udało. Teraz ciągle ktoś do mnie pisze, dostaje nowe książki do recenzji i czasem jest wyjątkowo ciężko. Co nie zmienia faktu, że banan z twarzy mi nie schodzi.

6. Od kiedy jesteś zapalonym czytelnikiem?
Kto to pamięta? Tak na poważnie czytanie i recenzowanie przyszło mi po dość nie miłym okresie życia, kiedy dopadła mnie wstrętna choroba i kiedy w szpitalu zaczęłam czytać serię Zmierzch. Tak, ten Zmierzch. Ale podobno już jako dziecko chwytałam gazety zamiast lalek i sama uczyłam się czytać.

7. Jakie blogi/vlogi odwiedzasz , a jakie polecasz?
Dużo by wymieniać. Jestem obserwatorem ponad 300 stron. A nie chciałabym nikogo pominąć. Może więc wspomnę tylko o zagranicznych Booktuberach, którzy zmobilizowali mnie do nagrywania własnych filmów. Oglądam każdy film od Jessethereader, Katytastic, Whittynovels czy Tashapolis. I tak. Oni przynajmniej nie wyskoczą do mnie z wyrzutem, że kogoś pominęłam. 🙂

8. Jaki jest twój ulubiony gatunek literacki?
To tak jak z tym czytaniem gdzieś wyżej. Nie mam jednego ulubionego gatunku. Fantastyka, obyczajówki, young adult, new adult. Ostatnio również kryminały.

9. Kto jest twoim ulubionym autorem /autorką, w którym widzisz autorytet?
Po pierwsze sir Doyle, o którym wspominałam wcześniej. A do tego Cassandra Clare. Chciałabym umieć stworzyć tak dopracowany świat, bohaterów, żeby móc wprowadzić nową serię opartą na tym samym świecie, żeby wszystko się trzymało kupy i nie miało niedociągnięć.

10. Na koniec, jakiej muzyki najchętniej słuchasz? Słuchasz muzyki podczas czytania?
Podczas czytania muzyki nie słucham. Zaczęłabym wtedy sobie podśpiewywać, a ja na czytaniu muszę się skupić – muszę mieć kompletną ciszę. A jeśli już czegoś słucham… Hmmm… Tu także nie mam ulubionego gatunku. Co tam akurat w radiu leci. I często mam „fazy” na konkretnych artystów. Miałam fazę na US5 (to była podstawówka/gimnazjum, nie wspominajmy o tym 😛 ), był Adam Lambert, był Bruno Mars, był Danny, był Mans Zelmerlow… A ostatnio podsłuchuję sobie różnych disney’owskich piosenek i coverów, np. w wykonaniu cudownego, cudownego Jona Cozarta 🙂

I to wszystko na dziś. Niedługo postaram się napisać o Paper Towns i zbliżającej się ekranizacji tejże książki.

Hasacz.

„Chór zapomnianych głosów „.autorstwa Remigiusza Mroza czyli polskie sci-fi na światowym poziomie.

Witajcie w ten słoneczny,za ciepły piątek!

Dziś coś nietypowego, zwłaszcza dla hasacza. Wczoraj dotarła do mnie paczka. Tam między innymi znajdowały się książki Mroza – kto hasacza zna, wie jak się ujarał tym widokiem. Co więcej owe książki są z autografami – Remigiuszu ciastka będą, no worries.

Wracając do paczki – miałam odświeżyć sobie Parabellum, ale Chór Zapomnianych Głosów jakoś bardziej mnie przyciągał – typowo dla siebie, z trudem wyjęłam książki z paczki, mając na uwadze,że dzień wcześniej w rękach miał je sam autor – ludzie jakie to emocje! Zwłaszcza jak się autora tak powidziwa.

Tak więc Parabellum ułożyłam na półce, tworząc nowy szczyt, który bardzo mi się podoba, bo miejsca na półkach już nie mam… weltschmerz. No i zabrałam się do czytania.

Okręt badawczy „Accipiter ” przemierza nieskończone przestrzenie kosmiczne, a załoga znajduje się w głębokiej kriostazie. Teoretycznie mieli pozostać w takim stanie do momentu, aż znajdą się u celu podróży. Problem w tym, że to tylko teoria,bowiem astrochemik Hakon Lindberg budzi się z owej kriostazy przedwcześnie. Jeszcze zanim dojdzie do siebie, zostaje zaatakowany przez brutalną rzeczywistość. W pierwszej chwili sądził, że ktoś się nad nim pochyla, jednak szybko uzmysłowił sobie, że to zwłoki. Prócz niego przeżył tylko Dija Udin Alhassan. Żaden z nich nie wie co się wydarzyło, ani kto lub co stoi za wymordowaniem całej załogi. Ludzkość podróżuje między galaktykami, odkrywa nowe światy, ale jak dotąd nigdy nie napotkano oznak innej cywilizacji . Co stoi za niepowodzeniem misji? Czy to Dija dokonał czegoś tak strasznego? A może to jakiś niezidentyfikowany, nieokreślony byt? Czy uda im się przetrwać i wyjaśnić to wszystko?

Po raz kolejny Mróz pokazał, że nie straszny mu żaden gatunek literacki. Tak jak zmiażdżył system pisząc genialny thriller prawniczy, tak przekonał mnie do sci-fi. Aura horroru rozgrywającego się w kosmosie, intryga rodem z najlepszego kryminału i piekielnie wciągająca akcja. Książki Mroza czytam tak samo jak książki Kinga. Zapominam jak żyć.

Chór Zapomnianych Głosów to najlepsze polskie sci-fi jakie wpadło w łapy hasacza. Mówiłam to już nie raz, pisałam kilkakrotnie, ale zaznaczę to raz jeszcze. Nie wiem, po prostu nie mam pojęcia co Remigiusz ma w głowie, skąd bierze pomysły, ale jedno jest pewne. To co robi to najlepsze co mogło się przytrafić polskiej literaturze. Cytując mojego ojca ” Biere w ciemno! ” i to wszystko co napisze ten człowiek.

Zresztą po ci wy to jeszcze czytacie? Tam są drzwi, tam okno. Lecieć do ksiegarni! I dajcie znać co sądzicie o twórczości Mroza.

To wszystko na dziś, alę jestem pewna, że nie wszystko o Mrozie co pojawi się na Przyczajonym Hasaczu. Mhmm.

Hasacz.

Zachwianie klimatyczne w Poznaniu. Mróz tam był. TSPH też.

Kolejna notka w ramach nadrabiania chorobowego.

Będzie szybko i treściwie. Wczoraj, to jest 24-go marca, w poznańskim Matrasie w galerii Malta, było mroźno. Osobiście mnie tam nie było z przyczyn oczywistych – mieszkam na drugim końcu Polszy. Meh.  Dlatego wysłałam tam mojego agenta z TSPH, schtandanterfurera Mivere. ( nawet jeśli takie słowo nie istnieje, to właśnie powstało. Taki ze mnie twórczy hasacz. )
Dziewcze niewinne, płoche i ciche. Nie to co hasacz. Z relacji agenta jasno wynika:

W dniu 24go marca 2015 roku, odbyło się w Matrasie w galerii Malta spotkanie autorskie z Remigiuszem Mrozem. Mimo mroźnego nazwiska człowiek ten robi niezwykle ciepłe wrażenie. Wydał JUŻ  sześć książek, ale w jego szufladzie – jak sam wyznał –  już kryje się kolejne dwadzieścia skarbów czekających tylko na to by zostać wydane w odpowiednim momencie i zaskoczyć czytelnika. Jedna książka „pisze się” około miesiąca/półtora. Jak twierdzi sam autor pisze, ponieważ  sprawia mu to frajdę i dlatego, że sam jest pochłaniaczem książek i  zdarza się, że nie ma co czytać. Autora było trudno zagiąć jakimkolwiek pytaniem, bo większość książek i gatunków o jakie go pytano zdążył już napisać (poza książką dla dzieci). Jedynym pytaniem na jekie nie potrafił odpowiedzieć to „Jakich aktorów obsadził by w serialowej/filmowej adaptacji „Kasacji”?”. Mam nadzieję, że się zastanowi i pewnego dnia odpowie na to pytanie, ponieważ sama jestem tego ciekawa. Przy podpisywaniu książek na końcu spotkania każdego pytał czy już czytał jego książkę i co w niej mu/jej się spodobało, a co nie, bo jak podkreślał jest to dla niego niezwykle istotne. Również gdy przyszła moja kolej wywiązała się między nami rozmowa, choć na nieco inny temat. Dotyczyła ona ostatniej notki z bloga Hasacza. Mówił, że bardzo mu się podobała i z rozmowy wynikało, że na bieżąco czyta bloga. Co jeszcze przyniesie nam twórczość Remigiusza Mroza? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale jedno jest pewne. Jego książki są warte przeczytania, a nawet trzeba je mieć w  domowej biblioteczce.” – ja jako hasacz, potwierdzam ostatnie zdania.

Jak to z Remigiuszem jest, jeśli chodzi o charakter – nie wiem,ale jaki by nie był jest autorem mojego życia. Swoją drogą mógłby być moim bratem… nie obraziłby się hasacz.
Kiedy Mivi opowiadała na skypie o spotkaniu i o tym,że Remigiusz czytuje Przyczajonego… upuściłam telefon i nie mogłam się przestać zastanawiać co myśli – a wiem,że to jest bardzo niezdrowe  ,myśleć co inny by pomyśleli.

Ci,którym się chce śledzić fanpage’a, wiedzą jaki autograf strzelił autor. Tutaj spieszę z wyjaśnieniem ,bo wszyscy pytają o co chodzi.

Hasacz to bestia wymagająca. Bardzo trudno go zachwycić książką. Jak to się już uda… pada twarde i zdecydowane „Chcesz ciasteczko? ” – wymagania są trudne do spełnienia. Postaci muszą być żywe, nie papierowe, fabuła wciagająca i nie może pojawiać się przesadzony wątek miłosny. Ci co Kasacje czytali widzą, że Mróz tak manewrował akcją i postaciami, że szło zgłupieć. Także, Remigiuszu. Jeśli to czytasz… wiedz, że musisz się odezwać w sprawie ciasteczek. W myślach nie czytam. Nie wiem co jadasz.

Mivi – jak sama wyznała – z mojej winy zapałała miłością do twórczości Mroza. Jest mi tak strasznie przykro…, że aż wcale. Czytaj jego książki nieszczęsna! Przyszłość w Mrozie!

To była taka szybka notka, nie oczekuję odzewu, ale byłoby super gdybyście jednak się odezwali. No.

To pisał:
Hasacz we współpracy z Miverą Madness – borze tucholski kto ci wymyślił taki durny przydomek, kobieto?

Nadzieja w wampiry przywrócona. Hasacz o „NOS4A2 ” by Joe Hill.

Witajcie po raz kolejny.

Środa dość pracowita dla hasacza, ale zanim się rozbujam w swoim drugim żywiole – napiszę wam o czymś co mocno odznaczyło się na moim postrzeganiu dzieci nocy. Odkąd przeczytałam „Zmierzch „,co było błędem – cholera by wzięła ten mój durny honor i rzucanie tekstem „Co ja nie przeczytam!? „- nienawidzę wampirów i wszelkiej maści badziewia związanego z krwiopijcami czy zmiennokształtnymi… a muszę przyznać, że kiedyś uwielbiałam czytać o tych istotach.  Niestety Meyer skutecznie odrzuciła mnie od tego gatunku – Wampir, którego głównym zadaniem jest wieczna asceza i motto „I sparkle „,to koszmar – niech ktoś spłonie tą książkę i jej podobne.  Dlatego też nie rozumiem fenomenu takich „powieści „? Serii?  Cokolwiek.  W każdym razie nie o tym chciałam pisać.

Wybaczcie. Te książki mają w sobie coś takiego, że jak tylko je widzę, albo o nich myślę to się niegatywnie uruchamiam i mam ochotę spalić to wszystko. Z Niezgodną na czele. Hejtujcie mnie. Będę przyjmowała wszystko na klate!

Tytułem wstępu do opisu książki chcę zaznaczyć, że ta książka ocaliła dzieci nocy przed zgubą w moich oczach.

Victoria McQueen odkrywa niezwykły sposób na przenoszenie się w przestrzeni, bowiem na swoje ósme urodziny dostaje od rodziców rower pozwalający jej dotrzeć w miejsca, w których znajduje zgubione przedmioty. Do tego wystarczy przejechać przez stary most i trafia tam dokąd się chce. Okazuje się jednak, że Victoria nie jest jedyną osobą przemierzającą ten most. Kobieta imieniem Maggie opowiada dziewczynce o upiorze, który porywa dzieci, proponując im przejażdżkę swoim rolls-royce’em z ’38 roku. Kiedy je zabiera, wysysa z nich dusze i pozbawia ludzkich uczuć.
Victoria po raz ostatni przemierza most w wieku siedemnastu lat, kiedy to po poważnej kłótni z matką szuka kłopotów. Naturalnie znajduje je w samej paszczy lwa. Trafia bowiem do domu samego upiora. Tam znajduje chłopca uwięzionego w rolls-roysie z rejestracją NOS4A2 (NOSFERATU ). Chłopiec okazuje się być wampirem. Zanim udaje się jej uciec staje twarzą w twarz z Charliem Manxem – upiorem we własnej osobie.
Kiedy Victoria dorasta, usiłuje wyprzeć z pamięci tamte wydarzenia, ale Manx już zaciera łapy, żeby zmienić jej życie w koszmar.
Jak skończy się starcie tej młodej kobiety z powrotem? Czy uda się jej uratować nie tylko siebie, ale i swoją rodzinę i najbliższych przyjaciół? Jak skończy się spotkanie z Nosferatu?

Joe Hill potrafi wbić w fotel nawet bardziej umiejętnie niż sam King, choć nie robi tego w ten sam sposób. Książki Hilla przepwłnione są doskonale skonstruowaną fabułą, nieskomplikowaną rozrywką i strachem, który chwyta nas za bebechy i za cholere nie puszcza do samego końca kiedy przypominamy sobie, że powinniśmy oddychać .

Gorąco polecam wszystkim, których ujmuje King. Joe Hill nie zwalnia ani na moment, żeby pokazać jak niesamowity jest jego talent.

Polecam.
Hasacz.

Queen – królewska historia.

Witam serdecznie!

Środa! A w środę – już nieco naprawiony hasacz – ma dla was w końcu notke o książce. Nie będzie to książka fabularna, ani nic co mrozi krew w żyłach. Będzie to książka, którą przeczytałam już jakiś czas temu i choć w pierwszej chwili nie chciałam o niej pisać, pomyślałam : „Kurde, hasacz co ty tworzysz ? Przecież to o ludziach, którzy cię ukształtowali! „. No i ta myśl mnie popchnęła mnie do działania.

Oto bowiem w 1970 roku, gdzieś w Londynie spotkało się trzech mężczyzn. Brian May, Roger Taylor oraz facet, który miał tak samo dziwne nazwisko, jak niesamowity głos. Freddie Mercury.

Nikt by nie pomyślał, że to właśnie on – ten nieśmiały, nieco wycofany chłopak z Zanzibaru, stanie się frontmanem najsławniejszego zespołu w historii świata. Bądźmy ze sobą szczerzy. Kto z nas nie słyszał o ich hitach?  We are the champions , Bohemian Rhapsody, We will rock you czy Don’t stop me now? Piosenki Queen zna się nawet nie mając świadomości,że to oni.

Queen – królewska historia ” to wciągająca lektura, która prowadzi nas od pierwszego spotkania muzyków, przez wzloty i upadki, wielkie sukcesy, występy na Jubileuszach władania Królowej ,aż do tragicznego dnia, kiedy świat stracił najjaśniejszą gwiazdę muzyki w dziejach. Każdy kto choć przez moment był fanem Queen powinien przeczytać tą książkę. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego. Wspomnienia, anegdoty, momenty pełne radości i smutku.

Wydawnictwo Sine Qua Non wykonało kawał solidnej roboty. Nie wyobrażam sobie biblioteczek maniaków muzycznych bez tej pozycji. Dzięki niej możemy poznać nieznane dotąd fakty z życia muzyków.

Freddie Mercury był w dużej mierze swoim własnym dziełem. Stworzył samego siebie.Roger Taylor

W najśmielszych snach nie byłbym w stanie sobie wyobrazić, że ktoś taki jak Brian May może być rockandrollowcem.Freddie Mercury

Roger Taylor to Piotruś Pan rocka. Brian May

Pewnie spodziewaliście się obszernego pisania na temat geniuszu Freddiego czy samego zespołu Queen. Miałam zachwalać biografię zespołu? Ha! Chcielibyście! Odsyłam was do lektury,bo tego się nie da od tak opisać.

Miłego dnia i wyczekujcie kolejnej notki – już się pisze.

Hasacz.