” Welcome to the City of Bones. ” czyli rozmowa z Embers o Świecie Nocnych Łowców.

No tak…tytuł ładny, ale co to Świat Nocnych Łowców? Otóż jest to świat wykreowany przez Cassandrę Clare , która napisała m.in. ” The Mortal Instruments” (Dary Anioła ), ” The Infernal Devices” ( Piekielnie Maszyny ) oraz jest w trakcie pisania ” The Dark Artefacts ” ( pewnie przetłumaczą na Mroczne Artefakty).  Nocni Łowcy to tak zwani Nefilim – ludzie posiadający w sobie krew aniołów. Seria Darów Anioła doczekała się ekranizacji filmowej , w której główną rolę żeńską zagrała Lily Collins ( osobiście – weź ktoś coś spłoń ją…) ,a główną rolę męską Jamie Campbell Bower ( prace the lord!) . Film w moim odczuciu nie popisał się za bardzo realizacją książki, choć to było tylko na podstawie książki…no ,ale , ale! Ja nie o tym!

Książki Cassandry Clare spotkały się w szeroką rzeszą – huhu, jak to ładnie brzmi – odbiorców. Cassie dorobiła się całkiem sporego grona fanów z Polsce i nie tylko.  Pewna grupa dziewczyn, tworzących fanpage Świat Nocnych Łowców postanowiła zebrać fanów do kupy i zorganizowały w zeszłym roku Zlot Nocnych Łowców. Mimo, że nie miałam przyjemności uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, z pierwszej ręki wiem, że zabawy było jak stąd do Massachusetts , a i nagrody wspaniałe oraz paczki startowe. W tym roku dziewczyny się zawzięły i postanowiły  powtórzyć ten wyczyn. Z tej okazji Embers – łogniście ruda adminka ŚNŁ udzieliła mi wywiadu. Nie tylko będzie o zlocie, ale i kilku innych ciekawych rzeczach, tak więc ZAPRASZAM.

hasacz: Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami Cassandry Clare? Co sprawiło, ze tak pokochałaś Świat Nocnych Łowców z książek?

Embers: Koleżanka z ławki na bardzo ciekawej lekcji Podstaw Przedsiębiorczości czytała „Miasto Upadłych Aniołów”. Zbliżały się wakacje, a wraz z nimi mnóstwo wolnego czasu, dlatego spytałam o czym opowiada książką. Powiedziała, że to pierwsza część pewnej serii i szczerze mówiąc nic z tego nie rozumie. Wzięłam książkę do ręki, przeczytałam opis na okładce, który opowiadał o zakończonej wojnie, dalszych losach i faktycznie coś tu nie pasowało. Stwierdziłyśmy, że może to być kaprys autorki, że zaczęła pierwszą część tak pisać, aby potem cofać się w czasie. Na to wszystko obróciła się Kamila, koleżanka z ławki przed nami i wszystko wyjaśniła. Pożyczyłam „Miasto Kości”, a dalej bardzo trudno było mnie oderwać od następnych części. Całkiem nowy świat, gdzie występują tak zróżnicowane postacie to pokarm dla zgłodniałych fanów fantasy.

hasacz:  W czyjej głowie zrodził się pomysł zorganizowana I Ogólnopolskiego Zlotu Nocnych Łowców? Czy organizacja była koszmarem? Jak wstępnie wyglądało to przedsięwzięcie?

Embers:  Szczerze mówiąc nie pamiętam, kto jako pierwszy wpadł na ten pomysł. Stwierdziłyśmy, że skoro do kin wchodzi długo wyczekiwany film, liczba fanów wciąż rośnie to warto zaryzykować. Organizacja takich wydarzeń ma swoje minusy, przede wszystkim trzeba mieć stalowe nerwy. Ciągłe wyłączający się projektor, przygotowywanie startowych paczek na ostatnią chwilę, zapomniane plakaty. Teraz traktujemy to jako nauczkę na II Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców, gdzie jak wiadomo zdarzą się drobne wpadki. Mimo wszystko nigdy nie nazwałabym organizacji zlotu koszmarem, bo przede wszystkim poznałam administratorki, z którymi tworzę stronę, stałyśmy sie sobie naprawdę bliskie. My naprawdę jesteśmy różne i nawet obca osoba może to ujrzeć po postach, które dodajemy, a mimo wszystko dogadujemy się świetnie i tworzymy naprawdę zgrany zespół. Dodatkowo fakt, że było się organizatorem tak wielkiego wydarzenia, gdzie panowała rodzinna atmosfera i powstały nowe znajomości jest naprawdę wielkim plusem! Moje serce zmiękło, gdy usłyszałam historię dwóch dziewczyn, które poznały się na zlocie, a później zostały parabatai.

hasacz: Jak wyglądały Twoje osobiste przygotowania do zlotu? Dodatkowo na wielu zdjęciach z premiery filmu ” The Mortal Instruments : City of Bones” migają Twoje rude włosy. Zechcesz opowiedzieć o tym jak się do tego przygotowywałaś, jak to przeżyłaś i kogo poznałaś?

Embers:  Swoje własne przygotowania zostawiłam na ostatnią chwilę, jedyne co to miesiąc przed całym wydarzeniem zakupiłam legginsy, idealne dla Nocnego Łowcy. Dzień przed wyjazdem na premierę szukałam góry od kostiumu, coś podobnego do steli, oraz zielonych trampek. Moja mama zapakowała mi naprawdę… Naprawdę… Za dużo jedzenia, także mogłam ze spokojem całą ekipę zaprosić na piknik po premierze. Bałam się, ze zapomnę aparatu, kamery, baterii, telefonu, albo książki, jednak to wszystko jakimś cudem zmieściło się w mojej torbie (uprzedzam to nie była torba bez dna niczym Hermiony Granger). Moim najcenniejszym bagażem (mam nadzieję, że nie obrazi się za użycie tego słowa) była Megan, która potrafiła cokolwiek powiedzieć do obsady, bo ja niestety kompletnie zapomniałam języka w gębie… Jak chodzi o krzyk to szło mi całkiem nieźle. Poznanie całej ekipy, która chętnie robiła sobie zdjęcia z fanami, składała autografy, a co więcej zachęcała do rozmowy jest niedopisania. Ten, kto spotkał swojego idola na żywo, wie o czym mówię. Z Berlina wróciłyśmy 21 sierpnia, a już na następny dzień wyruszyłyśmy z rodzicami Fei do Warszawy. W samochodzie rozmyślałam o wielkiej odpowiedzialności z którą wiąże się zlot. Dodatkowo dopadła mnie mała trema, bo to był mój pierwszy występ przed tak wielką , obcą publicznością. Każda z nas miała stracić swoją internetową anonimowość i przestać być tylko „tą administratorką”, która podpisała się pod danym postem. Podsumowując straciłam całą swoją miesięczną wypłatę, trochę nerwów, resztki rozumu, oraz serce, które zostało przy Jamie’m.

hasacz: Już ruszyły zapisy i organizacja II Ogólnopolskiego Zlotu Nocnych Łowców. Co będzie inne, a co jednak zostanie na swoim miejscu?

Embers:  Aż strach to powiedzieć, ale II Zlot będzie przede wszystkim większym wydarzeniem. Wyobrażasz to sobie? Dwa razy więcej Nocnych Łowców! Na swoim miejscu pozostaną team’y, lecz ich nazw zdradzić nie mogę, oraz dwa-trzy konkursy, które staną się naszą zlotową tradycją. Przykładem jest konkurs na przebranie. Wyobrażasz sobie spotkanie fanów Cassandry Clare bez żadnych cospley’ów? Nigdy w życiu! Każdy zostanie poczęstowany ciepłym obiadem. Będą całkiem nowe konkursy, które gwarantują dużo zabawy, śmiechu, kreatywnego spojrzenia na świat, poznania nowych Nocnych Łowców, a czasem trochę bardziej intensywnego myślenia. Wydłużyła sie tez lista nagród, które będą wyjątkowe, unikalne. Będą służyć do użytku codziennego, a zarazem jak na fana przystało oznakowane jakimś elementem z książki.

hasacz:  Pytanie nieco inne: Zaczepia Cię na ulicy mężczyzna, mówiący po angielsku. Wygląda dość mrocznie i wydaje się być podejrzany jednak proponuje Ci on układ. Jeśli zorganizujesz mu jakieś większe spotkanie w klimacie zlotu, prócz kolosalnego wynagrodzenia obiecuje załatwić Ci wszelkie wsparcie od strony Cassandry Clare i obsady City of Bones czyli pojawią się na zlocie. Jak byś zareagowała?

Embers:  Pierwsze co mi przychodzi do głowy to myśl, że musiałybyśmy zmienić nazwę z OGÓLNOPOLSKIEGO na OGÓLNOŚWIATOWY! Oczywiście żartuję, ale po spotkaniu tak podejrzanej osoby zastanawiałabym się czy to ja nadaję się do psychiatryka czy może on? Stwierdzając, że jakimś wielkim cudem spotkało nas takie szczęście myślę, że podjęłybyśmy sie takiego zadania.

hasacz:  Prócz twórczości Cassandry Clare , na pewno czytasz inne książki. Zdradzisz jacy inni autorzy podbili Twoje serce możliwe, że w mniejszym stopniu niż Cassie, ale zawsze?

Embers: Moim pierwszym ulubionym autorem, którego książki na zawsze pozostaną w moim sercu to Nicholas Sparks. Jestem typową kobietą, która uwielbia czytać romansidła. Moim wzorem do naśladowania jest nasza polska poetka Wisława Szymborska, której dzieła znam na pamięć.

hasacz: Jak jest u Ciebie z muzyką? Czego słucha Embers kiedy się relaksuje lub pracuje nad programem zlotu?

Embers:  Jestem małym melomanem! Zależy czy mam za dużo pomysłów i musze zwolnić – słucham spokojniejszej muzyki, która pomaga poukładać wszystko w całość. Kiedy nie chce, ale muszę potrzebuję niezłego kopa, zazwyczaj jest to rock. Posiadam utwory, które dość często męcze:
Florence + The Machine – Never Let Me Go
Guns N’ Roses – November Rain
Katy Perry – Peacock – piosenka, która zawsze postawi mnie na nogi
New Radicals – Mother We Just can’t get enough
Trochę starsze utwory:
The Lovettes – I Need a Guy
Aretha Franklin – I Say A Little Prayer
hasacz:  Często borykacie się z aktami zazdrości i nienawiści ze strony pomniejszych fanpage’y na facebooku o tematyce Darów Anioła. Jak sobie z tym radzicie? Jakby nie patrzeć przepaść wiekowa między ŚNŁ a innymi stronami jest dość spora zwłaszcza ,że jesteście dojrzalsze od pozostałych adminek, ktore robią pamiętniczki internetowe ze stron. Skomnetujesz?

Embers: Dla mnie fandom powinien trzymać się razem. Bardzo łatwo można powiązać jakiś temat z życia wzięty z dziełami Cassandry Clare. Jeżeli strona dotyczy Darów Anioła, Diabelskich Maszyn – to właśnie będzie obchodzić czytelników.

hasacz: Na koniec szybkie pytanie: Jamie Campbell Bower, Aidan Turner i Godfrey Gao czy Rober Sheehan, Kevin Zegers, Lily Collins – z którą trójką spędziłabyś tydzień w Londynie?

Embers: Wiadomo sprawa, że nawet jakbyś dała Jamie’go w zestawie z pająkiem i krokodylem to go wybiorę! Zawsze Aidan’a i Godfrey’a mogłabym odstąpić Gladys, Satinie i Fei, a blondyna przygarnąć dla siebie. Kto może najlepiej oprowadzać po Londynie? Jamie!

hasacz : Dziękuję za rozmowę.

Embers: Ja również bardzo dziękuję. To był mój pierwszy wywiad, także polecę pochwalić się tu i tam!

Jeśli interesuje was udział w II Ogólnopolskim Zlocie Nocnych Łowców, to hasajcie czytelnicy czytać o zlocie. Klikajcie w banner, to sobie zamówicie bilety.

891657_731768666852991_996343354_o

Gorąco zachęcam do lajkowania page’a dziewczyn ( link w notce!). A jeśli nie czytaliście książek Cassie – zapraszam na jej stronę :
http://www.cassandraclare.com/ 

” Poznałem twoich rodziców, fajni z nich faceci. ” czyli wgląd w społeczność LGBT z Iris.

Czasy się zmieniają, ludzie z reguły powinni być mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Mieć pojęcie o tym, że każdy jest inny, pragnie czego innego , marzy o czym innym, jednak w dzisiejszych czasach jest coraz gorzej i śmiało mogę stwierdzić, że dzieję się to samo co działo się po upadku cesarstwa zachodnio-rzymskiego. Cofamy się proszę państwa. Oczywiście nie cywilizacyjnie, bo przecież mamy telefony ,tablety, laptopy i inne wibratory ze wstecznym biegiem. Chodzi o światopoglądowe zacofanie. Owszem, jakaś część społeczeństwa jest uświadomiona, ale nie są zbyt tolerancyjni. Brzydki wstęp do poważnej notki i jeszcze poważniejszego wywiadu. O czym będzie? A no o tym co jest coraz częściej na językach, pomijając samo-destrukcję Ukrainy i Rosji. Dziś będę rozmawiała i wpatrywała się w społeczność LGBT.

LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders) – skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych jako do całości. Do grupy osób transgenderycznych wlicza się również osoby transseksualne. W ogólnej definicji terminem tym określa się ogół osób, które tworzą mniejszości o odmiennej od heteroseksualnej orientacji seksualnej oraz osób o niezgodnej z biologicznątożsamości płciowej (osoby transgenderyczne i transseksualne).

Termin powstał w latach 60. XX w. w USA. Do powszechnego użycia wszedł w latach 90.

– źródło wikipedia.

W tych czasach ludzie mówią ,że homoseksualizm jest zły. To choroba psychiczna, trzeba leczyć. Oczywiście opinie są podzielone i to bardzo mocno, bowiem dla jednym homoseksualizm to orientacja seksualna jak każda inna i można spotkać się z szeroko pojętą akceptacją odnośnie inaczej kochających – nie obrażając nikogo. Niestety są ludzie i podludzie, którzy twierdzą inaczej.  Na pewnym portalu „poświęconym” czytać można, że homoseksualizm to nie orientacja seksualna , a ideologia.

– Z dniem dzisiejszym, dzięki forum Fonda.pl, świat obiegło nowe odkrycie pewnego “tolerancyjnego Katolika” – Homoseksualizm nie jest orientacją seksualną, a “ideologią istnienia” – zatem Homoseksualiści pragnący legalizacji związków (można i powiedzieć, że małżeństw) jednopłciowych to zwykli despoci, jak Adolf Hitler? Wait…WHAT? Ah! No tak…to tylko zdanie autora…Nazizm też się wykruszy…w końcu to tylko ideologia. – jak pisałam w pierwszych notkach po przeczytaniu mądrości z frondy.

Na szczęście mimo nienawiści i i nietolerancji są też osoby, które wspierają LGBT. Na samym facebooku jest całą masa stron. Fakt,że są takie , które „wspierają” choć o nienawiści pojęcia nie mają. Jednak taką stroną z prawdziwego zdarzenia jest strona o bardzo ciepłej nazwie ” Poznałem twoich rodziców, fajni z nich faceci„. Strona na bieżąco informuje o tym co się dzieje na świecie w temacie LGBT ,ale i o innych bardzo ciekawych sprawach, takich jak publiczne „coming-out’y” znanych i mniej znanych ludzi.

Miałam szczęście i przyjemność porozmawiać z Pauliną B. znają szerzej jako Iris, właśnie na tejże stronie.  Paulina, podobnie jak ja jest biseksualna i wspiera społeczność LGBT. W wywiadzie odpowiedziała nie tylko na pytania ” JAG RZYDŹ!?” ale i jaką aktorkę chętnie by porwała na randkę. Zapraszam.

hasacz: Jesteś adminką strony ” Poznałem twoich rodziców, fajni z nich faceci ” na facebooku. Musisz zatem wspierać LGBT – należysz do tego środowiska? Jeśli tak to może opowiesz o tym jak zdałaś sobie sprawę ze swojej orientacji?

Paulina : Tak należę do tego środowiska, przyznaję się do niego i wspieram go z całej siły, chociaż niejednokrotnie daje mi to w kość. Mogłabym powiedzieć: „czułam się inna, zawsze zdawałam sobie sprawę, że różnię się od swoich rówieśników”, tak jak większość historii tego typu, jednak ja długo, wręcz bardzo długo nie zastanawiałam się nad tym, nie miałam ku temu żadnego powodu. Jestem biseksualistką, zawsze najlepiej dogadywałam się z chłopakami, bo też moim najlepszym przyjacielem od wczesnego dzieciństwa był chłopak, bawiliśmy się razem dorastaliśmy. Ja się bawiłam z nim samochodami, on ze mną lalkami, razem wspinaliśmy się po drzewach, to on mnie zainteresował grami, potem sama chwyciłam za fantastykę i komiksy, więc nie dziwota, że mam wspólne tematy z facetami, jednak jakoś nigdy nie czułam, czegoś więcej do żadnego chłopaka, ale nie zastanawiałam się nad tym, dobrze się bawiłam miałam przyjaciół, nie w głowie były mi randki. Potem zauroczyłam się moją koleżanką, a że dorastałam w tolerancyjnym środowisku, nie widziałam w tym problemu, długo myślałam nawet że jestem lesbijką, ale na mojej drodze pojawił się on. Teraz jestem całkowicie świadoma swojej orientacji, mogę powiedzieć, że duży wpływ w odkrywaniu siebie miały filmy, jestem fanką kina i pochłaniałam je w potwornej ilości.

hasacz: Czy Twoja rodzina wie o Twojej orientacji ? Jak zareagowali?

Paulina: Wiesz nie wiem czy wie, czy nie wie. Jestem indywidualistką, moja rodzina nie wie o mnie sporo, rzeczy, nie mam też potrzeby zwierzania się. Wiedzą o mnie moi znajomi, nie ukrywam się, jeśli ktoś zapyta odpowiem, w rozmowie nie kryje swoich preferencji, jednak nie chełpię się tym, jak to teraz często bywa. Są ważniejsze sprawy, niż to kto z kim sypia.

hasacz:  Na waszej stronie widnieje w opisze hasło „HomoRodzina to my!” – czy rzeczywiście jesteście tak otwarci na ludzi?

Paulina: Tak i to było moim celem od samiutkiego początku. Jednak nasz start nie zadowolili mnie do końca, jednak wierzę, że przyczyniło się to do tego w jakim obecnie jesteśmy momencie. Pierwsze osoby, które ze mną współpracowały, jeśli tak to mogę nazwać, skupiały się na zdjęciach, chyba nie pochwalały moich idei, ale na szczęście z czasem trafiałam na coraz to wspanialsze osoby, wielu z nich już od nas odeszło, poszło swoimi ścieżkami, albo stwierdziło, że to nie dla nich, ale jestem każdemu z nich bardzo wdzięczna. Spotkanie Nikodema, który tak naprawdę był pierwszą osobą, która podziela moje plany, było niezwykłym darem. Kiedyś nie wierzyłam w przeznaczenie, ale obecnie wiele moich poglądów zupełnie się zmieniło. W dodatku „Homorodzina” ma dla nas szczególne znaczenie. „Homo” człowiek współczesny, Homo Sapiens. Nie wielu wie, ale nasze działania nie są skierowane tylko do środowiska nieheteroseksualnego, ale do każdego kto tej pomocy od nas oczekuje. Dodanie do tego słowa „rodzina”, tyczy się naszej rodziny, tworzonej przez nas: ludzi, która potrzebna jest każdemu człowiekowi. Jednak kiedy spojrzymy na całość „homorodzina” otwiera się przed nami niepojęte pole działania, które dotyczy rodzin które posiadają homoseksualne dzieci, które związek tworzą osoby tej samej płci lub rodzicem jest osoba o orientacji innej niż heteroseksualna.

hasacz: Kiedy tak na dobrą sprawę zaczęłaś interesować się mniejszością homoseksualną?

Paulina: Jak już wspomniałam jestem fanką kina, więc tam trzeba szukać korzeni. Kiedy oglądałam krzywdę tych ludzi, ból, nieszczęście ich oraz tych rodzin, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Każdy człowiek, ma prawo do szczęścia. Przeraziła mnie natura ludzi, jak łatwo przychodzi nam krzywdzić innych, jak bardzo egoistyczni jesteśmy. Dążymy do tego żeby uszczęśliwiać tylko siebie, często piętnując słabszych, smutne jest to, że wszyscy w około nas dają na to ciche przyzwolenie. Postanowiłam bronić ludzi, którym należy sie godne życie, wiem że moje działania są niczym, jednak na pewno lepsze od bierności. Żeby było jasne, nie podobają mi się wszystkie działania środowisk lgbt, szczególnie te w Polsce, często tak na prawdę przynoszą więcej złego niż dobrego, czy jakiegokolwiek pożytku, czasami mam wrażenie, że dla niektórych z nich, bardziej liczy się co innego niż człowiek. Jednak nie dotyczy to wszystkich organizacji, tak więc, dzięki że w ogóle istnieją i tak prężnie działają.

hasacz:  Jak radzicie sobie z głosami nienawiści? Co sądzicie o wypowiedziach na temat homoseksualistów z portalu „poświęconego” fronda.pl ?

Paulina: Fronda … hymmm czytam ich bardzo często, ponieważ chce poznać inne punkty widzenia, zawsze stawiam na obiektywność. Mamy wolność wypowiedzi, więc dopóki, nie krzywdzą swoimi postami innych, nic im zarzucić nie można, mają swoich odbiorców, więc dopóki mentalność ludzi się nie zmieni takie portale będą miały swoich czytelników. Po prostu mają na to popyt i dobrze to sprzedają. Jednak wyobraźnia bardzo często ich ponosi, pozostaje nam to czytać z przymrużeniem oka i większość ludzi na szczęście tak do tego podchodzi.

hasacz: Co doradziłabyś homoseksualistom/ biseksualistom, którzy się ukrywają? Jak powinni sobie radzić ze swoją naturą?

Paulina: To trudne pytanie. Bo zależy od indywidualnej osoby, każdy radzi lub też nie radzi sobie z tym na różne sposoby. Na pewno niech nie robią niczego wbrew sobie. Jest wielu stron, które tylko czekają na takie osoby, wystarczy odważyć się do nich napisać, na pewno nie pożałują, całkowicie anonimowi. Rozmowa z kimś doświadczonym, jest na pewno bardzo dobrym początkiem, pozwala często odkryć samego siebie. Coming out jest po prostu kolejnym krokiem w procesie odkrywania swojej tożsamości.

hasacz: Jaki jest Twój pogląd na homoseksualizm? To się kształtuje czy tacy się po prostu rodzisz?

Paulina: Uważam że są dwa typy homoseksualizmu, ale od razu mówię, to jest mój indywidualny pogląd. Miałam kontakt z wieloma osobami i mogłam ich dokładnie obserwować. Jest jedna grupa, która po prostu rodzi się z taką orientacją i to już jest chyba jasne, nic nie trzeba dodawać. Jednak druga, w okresie dojrzewania, najczęściej przeżywa lub doświadcza jakieś tragedii, która ma wpływ na ich późniejsze wybory ( dziewczynki molestowane przez swoich ojców, chłopcy którzy w jakiś sposób odczuwają obrzydzenie na widok kobiecego ciała). Oczywiście nie jest to reguła, mózg ludzki jest niezbadany. Są też osoby, które po prostu decydują sie na takie życie. Jaki jest mój pogląd na ten temat ?! Ich życie, ich wybory, ich szczęście. Każdy ma swoją przyszłość o którą musi dbać, człowiek jest istotą wolną i to czyni nas wyjątkowych .

hasacz:  Pytanie z innej beczki. Masz do wyboru randkę z dwiema aktorkami: Charlize Therone lub Michelle Rodriguez?

Paulina: Felicia Day! Mój kobiecy ideał, piękny i mądry rudzielec, z poczuciem humoru, wielka fanka gier i komiksów, wspaniała aktorka i producentka, ach mogłabym o niej mówić i mówić …

hasacz: Jaki jest Twój ideał człowieka ( nie koniecznie jako partnera) ?

Paulina: Człowiek idealny, powinien dbać o swoich przyjaciół, rodzinę, zwierzęta, środowisko. Być otwartym na potrzeby drugiego człowieka, szczególnie takiego który sam sobie nie poradzi, gubi się. Rozwijać własne pasje, talenty. Podążać za marzeniami, żyć pełnią życia. Dać innym prawo do podejmowania własnych decyzji. Powinien też mieć własne zdanie, osobowość, którą będzie bronił i będzie posłuszny swoim ideałom, ale oczywiście w ramach rozwagi, bo to różni szaleńcy po tym świecie chodzą.

hasacz: Tytułem końca chciałam zapytać – co sądzisz o tym sławnym przeświadczeniu, że „homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć jak pedofilie?”

Paulina: Jeśli ktoś uważa miłość dwóch dorosłych ludzi, zdrowych psychicznie i w pełni świadomych swoich uczyć za chorobę to życzę mu powodzenia.

Całość notki zakańczam dobrym i naprawdę treściwym utworem:

pozdrowionka – I TO TĘCZOWE!! – hasacz.

” Ty co nie lubisz trawy, who you wanna be? ” czyli rozmowa z Włodkiem Dembowskim vel Paprodziadem.

Zastanawialiście się kiedyś czy istnieją małe krasnoludki, które napędzają się siłą natury? Mają w sobie moc, która wywołuje uśmiechy na twarzach ludzi i nieskończoną ilość energii i chęci do życia? A może zastanawialiście się „Co to jest za stan, kiedy pała łan?”.  Mój dzisiejszy rozmówca jest właśnie takim krasnoludkiem, chociaż wzrostem przypomina bardziej tolkienowskiego elfa. Energii i mocy ma w sobie tak wiele, że starcza mu jej na czynny udział w trzech zespołach i jeszcze ma jej ogromny zapas.
Jego zieloność, jeden z sześciu owadów, którzy spotkali się pod liściem jełopianu, człowiek nawołujący do niebycia safandułą , cudowny, ciepły i niezastąpiony Włodek Dembowski vel Paprodziad.

hasacz:  Na początek : Dlaczego Paprodziad? Ma to jakiś konkretny wydźwięk w Twojej osobie? Coś się do tego przyczyniło?

Włodek: Przyczyniła się wyprawa do Słowackiego Raju koło Popradu gdzie wśród skał, wodospadów i paproci Księżul Sporysz przeszedł metamorfozę i przemienił się w Paprodziada tak jak Gandalf Szary przemienił sie w Białego… 🙂 Paprodziad , który zamiast w kołysce bujał się w kwiecie paproci nawołuje by odnaleźć ten metaforyczny kwiat w sobie…. – radość życia, miłość, wspólne czucie w raźnej nucie… 😀

hasacz: Jak to się stało, że Łąki Łan tak łanem pałać zaczęło ? Czyli jak powstał zespół Łąki Łan i dlaczego łąki funkiem nas uracza?

Włodek: ŁŁ zaczął tworzyć się w 1999 r, wtedy powstała nazwa, pierwsze koncerty w 2000nym… Potem zaczęła się dluuuuga ale konsekwentna i bezkompromisowa w enrergiczności i radości droga – sianie łąkifunka 🙂

hasacz:  Muzykę tworzysz, dając ludziom energię, której nie da się opisać jednym słowem. A co napędza Włodka Demboskiego? Jakiej muzyki słuchasz, kiedy muzyki nie tworzysz?

Włodek: Mnie najbardziej napędza muzyka natury, lasy, góry, szmer potoku, śpiew ptaków, szum morza, bzyk pszczół na łące, świerszcze, rechot żab, tamtejsze zapachy…. a jak do tego jest jeszcze słońce to już opera idealna……..

hasacz: Wszyscy o to pytają, ale i mnie to pytanie ciśnie się na klawiaturę : ” Co to jest za stan, kiedy pała łan?”

Włodek: To 3 podstawowe stany. Pierwszy to ten o którym mowa w pytaniu 3im, drugi to energia którą pała Łąki Łan ze sceny i którą publiczność przejmuje i oddaje napędzając tę machinę… Bo publiczność to nasza druga połowa!!! Razem tworzymy tę łąkę mocy…. Trzeci stan to PAŁA, czyli wielkie jaja, żarty, uśmiech i dystans bo trzeba świrować żeby nie zwariować……

hasacz: Na drugiej płycie zespołu Łąki Łan znajduje się piosenka „Big Baton”. Powiedz, jak trudno było osiągnąć taki efekt? Nie tylko masz doskonałą dykcję, ale i prędkość jest zawrotna. Jak to uczyniłeś?

Włodek:  Moja mama – Calineczka, polonistka dużo mi czytała i w dodatku szkoliła mnie od dziecka na aktora…..

hasacz: Jaki masz stosunek do fanów? Szczególnie tych, którzy są typem „przytulaśnych” fanów i najchętniej nie wypuszczaliby Cię z objęć?

Włodek: Trudno Świetnie!

hasacz:  Prywatnie , tak po za Łąki Łanem i Dziadami Kazimierskimi, twoim drugim zespołem – jak to z Tobą jest? Naprawdę jesteś tak ciepłą i barwną osobą na jaką wyglądasz? Wielu fanów, z którymi miałam kontakt po Waszych koncertach nie może się nachwalić jaki jesteś pozytywny. Skąd ta energia i podejście do życia?

Włodek: Nie zapominajmy o November Project!!!  Warto kochać życie, ludzi i świat bo to do człowieka wraca. A największym bogactwem jest życie w harmonii i zdrowiu… Pieniądze też są ważne ale nie są na pierwszym miejscu… 😀 Takie podejście udziela się innym, zaraża i się samoistnie napędza jak się w to świadomie wdepnie… 😀 

hasacz:  Z poważniejszych pytań. Na płycie „Armanda” jest piosenka zatytułowana „Lovelock” nawiązująca do James’a Lovelocka. Ekologa i twórcy Teorii Gai. Mniemam, że ta teoria nie jest Ci obca? Jaki masz do niej stosunek?

Włodek: Nasza planeta to jeden wielki (albo i malutki) organizm. A tu jeden kraj walczy z drugim, wszystkie ze sobą konkurują….. Wyobraź sobie co by było gdyby w naszym cielesnym organiźmie organy wewnętrzne zaczęły się tak ze sobą traktować…? Wątroba nakłada sankcje na nerki, mózg napada na płuca… 🙂 Ludzkość choruje czyli dostaje znak że coś robi nie tak i albo coś z tym zrobi albo Ziemia – Organizm sam się pozbędzie tego co go zatruwa np „kaszląc”…. Ziemia zrobi wielkie „Apsik!” i po nas….. A wystarczy zamiast lękiem i chciwością zacząć kierować się miłością i współczuciem….

hasacz: Po koncertach, wywiadach i różnych hasaniach po za domem – znajdujesz czas na książki? Odrobinę relaksu w domu? Czy jesteś może typem osoby, którą nogi niosą w świat nawet we śnie?

Włodek: W snach dużo podróżuję, często latam…. Ale na czytanie też mam czas. Czytam teraz i mam tę książkę prawie zawsze przy sobie; Bruce Lipton – Przeskok Ewolucyjny. Polecam zamiast wszystkich lektur!!!!!!!!!

hasacz: Na koniec szybkie pytanie: Stonka czy Patyczaki.

Włodek: Stonka , Patyczaki i Hasacze Wymiatacze!

Dziękuję za rozmowę. 

Lajkujemy na twarzoksiążce:

November Project

Łąki Łan

Dziady Kazimierskie

i Kazimiernikejszyn

POZDRO i EKO ELO

Dla tych, którzy Paprodziada nie znają : Wysyłam was na koncerty Łąki Łan, Dziadów Kazimierskich czy November Project! Musicie poznać Włodka osobiście.

AKCJA: SAFANDUŁĄ NIE BĘDĘ! – czyli nie będziemy mało zaradnymi ludźmi! Bierzcie udział w akcji November Project.

” Chodź i posłuchaj jak za oknem wieje wiatr…” – czyli o morzu, sztormach i magii zawartej w muzyce zespołu Drake Sea Folk Group. Rozmowa ze Sławkiem Bielanem.

Nie często mamy do czynienia z muzyką, która prawdziwie czaruje i zachwyca. Nie każdy zespół, który bierze się za muzykę folkową , potrafi przekazać jej piękno publiczności. Jednak ten problem nie dotyczy zespołu, którego wokalistą jest mój dzisiejszy rozmówca. Sławek Bielan jest wokalistą zespołu Drake Sea Folk Group już od dziesięciu lat i z powodzeniem udowadnia, że warto walczyć o swoje marzenia. Ale, ale…zanim przejdziemy do rozmowy, przybliżę wam pięcioosobowy majestat zespołu.
Drake Sea Folk Group to zespół pochodzący z Częstochowy. W skład zespołu wchodzą Ci oto zacni Panowie:
– Sławek Bielan – wolak, bodhran, instrumenty perkusyjne.
– Andrzej Drzastwa – gitara basowa
– Wojtek Kotas – śpiew, whistle ( irish whistle), harmonijka usta
– Piotrek Pala – gitara elektroakustyczna, irish bouzouki , mandolina
– Bartek Wręczycki – akordeon
W dorobku tych zacnych dżentelmenów znajdują się nie tylko liczne nagrody zdobyte podczas koncertów na scenach konkursowych przeróżnych festiwali, ale i dwie płyty : Talizman (2007) oraz Legenda (2011).  Po więcej informacji zapraszam was na ich profil facebookowy oraz ich stronę drake.art.pl
Wokalista – Sławek Bielan – zgodził się ze mną porozmawiać o tym jak to wszystko się zaczęło. Dlaczego akurat taki a nie inny instrument wybrał i co tak naprawdę go inspiruje do tworzenia takiej a nie innej muzyki. Zatem, niech się zacznie:
hasacz: Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką i dlaczego akurat bodhran ?
Sławek: Przygoda z graniem muzyki to początek lat 90′ i death metalowy zespół Azael. Potem były próby przebicia się i kolejne zespoły w Częstochowie, czyli EON i Churchill. W tym samym czasie, czyli w 1992 roku powstał szantowy skład Sir Francis Drake. Z kapelami metalowymi grywaliśmy trochę w Częstochowie i klubach na Śląsku. Z zespołem EON udało się w 2003 roku wydać na MC materiał „Labirinth”. Z zespołem Sir Francis Drake udało sie wystąpić na kilku fajnych festiwalach, min na Dniach Morza w Gdyni w 1994. Śpiewałem też kilka lat w funkowo-rockowym składzie Afera. Było tego trochę 🙂
W 2004 r skrzyknęliśmy się na Dzień św.Patryka i tak powstał dzisiejszy Drake, w którym z powodzeniem występuję już 10 lat. Graniem na bębnie (bodhranie) zaraził mnie Marek Marcus Kwadrans, występujący kiedyś w olsztyńskim składzie Shannon. Zobaczyłem jak gra i jednocześnie kręci dłuuuuugimi włosami. Też tak chciałem, bo wtedy jeszcze miałem długą fryzurę 🙂 A poza tym nikt z moich znajomych nie grał na bodhranie, więc to też było fajne. To prosty w obsłudze instrument, a ja w zespole śpiewam, więc bez problemu mogę robić te dwie rzeczy jednocześnie 🙂
hasacz:  Opowiedz proszę jak narodził się zespół „Drake Sea Folk Group” ? Jak się poznałeś z chłopakami i co takiego jest między wami, że wytrzymaliście ze sobą aż dekadę ?
Sławek:  Skład Drake’a to ludzie z metalowych zespołów w których śpiewałem, i ze starego Sir Francis’a Drake’a. Znamy się od ponad 20 lat.
hasacz: Kto był pomysłodawcą nazwy zespołu? Ma ona jakieś szczególne znaczenie?
Sławek:Szczerze mówiąc na pomysł nazwy zespołu Sir Fracis Drake wpadłem chyba ja. Brzmiał kozacko, pasował do morskiego grania. Potem skróciliśmy nazwę do Drake.
hasacz:  Na waszej drugiej płycie pt. „Legenda” słychać nie tylko ciebie, ale i ciepły głos Wojtka Dudzińskiego z zespołu Ryczące Dwudziestki. Co sprawiło, że zaprosiliście go do współpracy?
Sławek: Wojtek to nasz kumpel, i wspaniały wokalista. Po nagraniu muzyki okazało się, że w „Na dnie serca” dobrze zabrzmi ciepły, niski wokal. Ja nie potrafię śpiewać dobrze takich numerów, więc poprosiliśmy o pomoc Wojtka. Poza tym fajnie jest mieć na płycie takiego gościa 🙂
hasacz: Drake Sea Folk Group ma już dziesięć lat. Masz więc spore doświadczenie nie tylko muzyczne, ale i sceniczne. Co doradziłbyś młodym, którzy chcą tak jak wy, spełniać marzenia i wpłynąć w magiczny świat muzyki folkowej?
Sławek: Chcąc wpłynąć w magiczny świat muzyki trzeba CHCIEĆ. To wszystko. Jeżeli nie ma się samozaparcia, to nic z tego. Oczywiście szczęście też się przydaje. Ale czasami trzeba rzeźbić 20 lat w piwnicy, i dopiero wtedy coś się udaje. Chęci i cierpliwość, oto klucz 🙂
hasacz:  Jaki masz stosunek do fanów? Często zdarzają się tacy prawdziwi fani, którzy są z Tobą i resztą zespołu  na  „Ty”  i w miarę możliwości starają się być na większości waszych koncertów? 
Sławek: Gramy dla ludzi, cieszy nas ze przychodzą na koncerty, i ze podoba im się to co robimy. To podstawa egzystencji każdego zespołu.
hasacz: Jesteś człowiekiem, który tworzy muzykę. A co jest po za sceną? Słuchasz czegoś co cię nastraja do tworzenia ? Daje inspiracje i dodaje energii? Czy jednak wolisz unikać muzyki by Twoje pomysły były świeże i nietuzinkowe? 
Sławek: Lubię słuchać muzyki folkowej, czyli takiej jaką gramy z Drake’em. Ale generalnie wolę bardziej rockowe granie, coś cięższego. Inspiracje do tekstów czerpię głównie z literatury.
hasacz: Jak jest z natchnieniem? Pewnie jak każdy artysta masz dni z cyklu: ” Mam pustkę w głowie, nie wiem co zrobić z rękami.” Jest ktoś kto jest Twoją osobistą muzą, która pozamiata ci w głowie i powie , że wszystko będzie dobrze i sprawia, że znikąd pojawia się pomysł na coś wielkiego?
Sławek: Nie, nie mam muz 🙂 Tematy na słowa piosenek przychodzą same, z powietrza. Trzeba je tylko łapać, zapisywać pojedyncze zdania i już 🙂
hasacz:  Sporo koncertujecie. Czy są miejsca, do których lubisz wracać w szczególny sposób? Które są jak taka Twoja mała Irlandia? 
Sławek: Pewnie że lubimy wracać w niektóre miejsca, i staramy się grywać tam co jakiś czas. To niektóre puby, czy kluby, stanice wodne itp. Ale tak naprawdę lubimy grać wszędzie, gdzie przychodzą nas posłuchać ludzie.
hasacz:  Na koniec pytanie, które może wydać się nieco oklepane: Czy jako zespół macie ambicje zagrać kiedyś z jakimś znanym na całym świecie zespołem folkowym z wysp? 
Sławek: Hmm, The Pogues? Ale to raczej nie możliwe hehe
hasacz: Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych dziesięciu lat w tak świetnej formie :3
Sławek:  Dzięki za fajne pytania, pozdrowienia od Drake’a!!!
Dla zainteresowanych dodaję kilka utworów z repertuaru Dakre’ów:

Magia w jednej osobie – rozmowa z Oshii Rion.

Często zdarza się wam marzyć o byciu kimś więcej niż tylko marzycielem?  Macie pasje, które nie wychodzą po za domowe zacisze? Nie trzeba się bać pokazywać to jacy jesteście.  Taką osobą jest Oshii Rion – młoda dziewczyna, która wchodzi w skład Insomnia Dubbing Project  . Jest nie tylko utalentowana, ale i niezwykle ciepła i cierpliwa. Jej pasją jest muzyka i niemal wszystko co związane z Japonią.  W wywiadzie opowiedziała jak zaczęła się jej przygoda z anime i jakie mangi lubi najbardziej. Możecie przeczytać też o tym kto jest jej wzorcem muzycznym czy ulubioną postacią z japońskiej animacji.

hasacz: Co sprawiło, że zapałałaś miłością do Japonii, japońskiej muzyki i kultury?

Rion : Japońską animację oglądałam już za czasów dzieciaka, gdy była dostępna Polonia 1. Ale konkretnie zaczęłam się interesować gdy mój kuzyn zbierał Tazo i naklejki z Pokemonów. Pewnego dnia włączyliśmy Polsat i leciał akurat odcinek o tym jak z jajka wykluł się Togepi. Od tej pory zaczęłam śledzić epizody po polsku, a następnie przerzuciłam się również na niemieckie RTL2. Pewnego dnia czekając na nowy odcinek po niemiecku pokazała się na ekranie reklama o trzech czarownicach. „Coś dla fanów Harry’ego Pottera!” mówił spiker, więc ja jako wielka fanka HP stwierdziłam, że muszę to zobaczyć. Obejrzałam, nazywało się „Ojamajo Doremi”. Ale tak naprawdę w świat anime wciągnęło mnie coś, co leciało zaraz po tym. Było to „Kamikaze Kaitou Jeanne” i to ta seria wciągnęła mnie w świat anime.

hasacz: Jak zaczęła się Twoja przygoda z „Insomnia Dubbing Project” ? Kto był pomysłodawcą tego przedsięwzięcia, które trwa do dziś?

Rion : Otóż pewnego dnia, będąc w innej grupie dubbingowej, w której podziały się różne nieprzyjemne sytuacje stwierdziliśmy razem z moim kolegą (który obecnie już nie dubbinguje), że założymy własną grupę. Było około drugiej w nocy, a my rozpisywaliśmy się o tym i owym na GG. Postanowiliśmy więc nazwać grupę „bezsenność”, gdyż w nocy przychodziły nam najlepsze pomysły do główek.

hasacz:  Czy jako fanka mangi i anime posiadasz listę ulubionych tytułów? A może jest jeden wyjątkowy, do ktoego chętnie wracasz?

Rion: „Naruto” zapewne będzie tym jednym wyjątkowym, do którego ciągle wracam. Co prawda ani manga ani anime jeszcze się nie skończyło, ale zdarza się tak, że raz czytam/oglądam, a raz nie… ale od serii oderwać się nie potrafię. Jeśli chodzi o ulubione tytuły ogółem, to zapewne będą:
– „Ouran High School Host Club”
– „Valvrave the Liberator”
– „Sakamichi no Apollon”
– „FullMetal Alchemist”
– „Shingeki no Kyojin”
– „Kuroko no Basket”
– „Love Live!”
– „Free!”
Ale szczerze powiedziawszy wypisałabym również „Tengen Toppa Gurren Lagann”, „Princess Tutu”, „Sekaiichi Hatsukoi”, „No.6”, „Cowboy Bebop”, „The Vision of Escaflowne”, „Ao no Exorcist”, „Yowamushi Pedal” i wiele, wiele innych…

hasacz: Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Ograniczasz się tylko do japońskich wykonawców czy jednak jesteś otwarta na wszelaką muzykę?

Rion: Właściwie słucham wszystkiego co wpadnie mi w ucho. Jak tylko coś mi się spodoba, to trafia na playlistę i po prostu tego słucham. Każdy gatunek, od klasyki po metal.

hasacz: Miałam przyjemność słuchać Twoich nagrań, gdzie wykonujesz różne piosenki. Niektóre są naprawdę imponujące. Wzorujesz się na jakichś wykonawcach będąc na scenie czy trenując swoją tzw. „manierę wokalną” ?

Rion: Właściwie kiedyś śpiewałam przez wiele lat w chórze i została mi maniera vibrato, co zresztą często słychać gdy przeciągam dźwięki. Jednak konkretnie barwę wzoruję na nie wokalistce, a seiyuu Romi Paku, która jest moją absolutną idolką od czasów Edwarda Elrica w „FullMetal Alchemist”. Bardzo zazdroszczę jej tego niskiego, kobiecego głosu z charakterystycznym „piaskiem” w barwie.

hasacz: Teraz seria pytań „Co by było gdyby…” : Jak zareagowałabyś, gdyby poproszono Cię o użyczenie głosu jakiejś postaci z anime/ bajki Disneya?

Rion: Zemdlałabym z radości!

hasacz:  Wygrywasz japoński konkurs muzyczny, gdzie nagrodą jest spotkanie – niespodziewanie – z Kishimoto ( autorem mangi „Naruto” ). O co byś go zapytała? Co byś mu powiedziała?

Rion : Przede wszystkim spytałabym jak sobie radzi z krytyką, gdyż oglądając anime „Bakuman” zobaczyłam jak niesamowicie ciężka jest praca mangaki. Następnie podziękowałabym za stworzenie Sasuke i spytałabym czy wzorował się na kimś lub czy próbował coś przekazać ową zagubioną w świecie i we własnych myślach postać. Potem bym go przytuliła i dała znać, że będę czytać jego historię do samiutkiego końca.

hasacz: Specjalnie dla ciebie i Twoich znajomych zamykają centrum handlowe w Tokio. Co najpierw byście zrobili, mając do dyspozycji cały ogromny gmach.

Rion : Chyba bym wparowała do sklepu z mangowymi akcesoriami i zaczęła piszczeć bez końca, haha.

hasacz:  Teraz z innej beczki: Jak jest u ciebie z książkami? Czytasz? Lubisz? Kupujesz? Czy preferujesz e-booki?

Rion: Czytam jedynie mangi, bo na książki obecnie nie mam czasu (bo jak czytać książkę to bez pośpiechu!). I PRZEDE WSZYSTKIM PAPIER! Nic nie zastąpi zapachu świeżego druku!

hasacz:  Na koniec szybkie pytania: Satsuki czy Ryuko ( Kill la kill ), Naruto czy Sasuke ( Naruto ) ?

Rion: Satsuki i Sasuke!

hasacz: Dziękuję za rozmowę !