” Bogowie muszą być szaleni ” czyli heksalogia o Dorze Wilk. Rozmowa z Anetą Jadowską.

Przysiadł taki zielony hasacz na kamieniu i myśli:
– ” Zrobię serię wywiadów z ludźmi, którzy mają wpływ na kulturę i robią coś ciekawego w życiu.” – rzekł w myślach hasacz, obarczając swoim bezpłciowym majestatem , jakże wielki internet.

Pomyślałam i dumałam dalej, bo z kim miałabym zrobić wywiad?  Z moją wrodzoną głupotą i brakiem jakichkolwiek kwalifikacji do czegokolwiek, rozmawiać z kimś wielkim to jak wejście do dziekanatu w porze przerwy na śniadanie – kawa = sacrum, student w dziekanacie = profanum. Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować. Zaryzykowałam. Napisałam. Ładnie zapytałam. I wiecie co?

Wywiad z Anetą Jadowską stał się rzeczą realną. Fakt,  że zrobiłam go za pośrednictwem internetu , a pytania były tak głupie i bezdennie nudne, że liczyłam się z głośnym i dosadnym ” NO CHYBA CIE ZDARŁO! ” ze strony Anety, jednak tak się nie stało.

Jeśli ktoś nie wie kim jest Aneta Jadowska, spieszę z przedstawieniem.

Aneta Jadowska urodziła się 14 sierpnia w Radomsku. Wielbicielka pomysłów niełatwych i niepraktycznych. Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jak piszą o niej na oficjalnej stronie:
” Nie interesują jej małe wyzwania – skoro już spełnia się dziecięce marzenia o pisaniu powieści, nie ma powodu, by się ograniczać. Tak powstała sześciotomowa seria o Dorze Wilk, toruńskiej policjantce-wiedźmie. Nie lubi bezczynności i nudy, więc kończąc prace nad heksalogią, już obmyśla kolejne powieści.
Czyta wszystko co jej wpadnie w ręce, uwielbia seriale kryminalne i muzykę rockową. Byłaby dziś frontmenką kapeli rockowej, gdyby nie została obdarzona słuchem wystarczająco dobrym, by wiedzieć, że za grosz nie potrafi śpiewać.
Gdyby miała 9 żywotów jak kot, mogłaby zrealizować fantazje o zawodach idealnych: byłaby policjantką, dziennikarką, aktorką, szalonym naukowcem… Ale że na stanie posiada pojedynczy żywot, zajmuje się pisaniem, a jej bohaterowie przeżywają przygody, których starczyłoby na 9 żyć. ”  – kobieta idealna dla każdego kto czytać lubi  i jeszcze bardziej uwielbia fantasy.

W samej rozmowie możecie przeczytać o tym jakiej muzyki słucha autorka podczas tworzenia, czy poszłaby na układ z Diabłem za kontakty z ulubionymi aktorami/pisarzami i co powiedziałaby młodym pisarzom gdyby została zaproszona na wykład dla takowej młodzieży.

hasacz:  Co zainspirowało Cię do napisania swojej pierwszej książki? Jakiś inny pisarz? Chęć przeczytania czegoś niespotykanego, a może po prostu marzenie o zostaniu pisarzem?

Aneta: Przyszedł czas, by przestać odkładać marzenie o pisaniu na bok. Jak wiele osób chciałam pisać, tylko tego nie robiłam. Marzyłam o wydaniu powieści, tylko jej nie napisałam. I w końcu miałam po prostu dość szukania usprawiedliwień, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam. Majaczyły mi całkiem bliskie trzydzieste urodziny i aż za dobrze pamiętałam, że jako nastolatka obiecałam sobie, że trzydziestka to granica nieprzekraczalna. A bardzo poważnie podchodzę do obietnic.
Plus potrzebowałam solidnego pretekstu, by przez jakiś czas nie pisać doktoratu. Ten ostatni zresztą też ma swoją rolę w napisaniu pierwszej powieści – pomyślałam sobie, że skoro mam dość wytrwałości, by napisać kilkaset stron pracy naukowej, to napisanie powieści powinno być osiągalne i na pewno przyjemniejsze. Uwierzyłam, że mogę to zrobić, a to już połowa sukcesu.

hasacz : Jak wyglądają procesy twórcze Anety Jadowskiej? Czy zanim napisałaś pierwszą książkę o Dorze Wilk, robiłaś szkice postaci, czy po prostu – był pomysł, zaczęło się pisanie?

Aneta: Mam kolekcję notesów, bo przygotowania do pisania zdecydowanie są analogowe. Jako papierniczy fetyszysta używam wszelkich możliwych dodatków: kolorowych karteczek, zakładek, atramentów w różnych kolorach, znaczników indeksowych etc. Piszę synopsisy, dość dokładne, z rozpisaniem fabuły rozdziałów, zarysem wątków i tego, jak się rozwijają, jakieś drobne szkice postaci, ale nie mam kartoteki – choć przy tylu tomach i postaciach pewnie powinnam. Sześć tomów Dory to dla mnie właściwie jedna historia rozpisana na kilka aktów i odsłon, więc od pierwszego tomu wiedziałam, że będzie ich sześć i jak się to wszystko kończy. Z tego co wiem, nie jest to standard – więc jeśli ktoś chciałby zacząć pisać, ale nie wybiega w przyszłość aż tak daleko, nie powinien się zrażać. Metody są naprawdę różne. Moja pasuje do mnie. Jest mieszaniną dokładnego planowania i spontaniczności, bardzo w moim stylu.

hasacz: Jaka jesteś podczas pisania? Jesteś skupiona nad komputerem z kubkiem kawy w ręku, papierosem między wargami i okularami na nosie, mrucząc niezadowolona, czy może towarzyszy ci przy tym muzyka?

Aneta: Skupiona, oderwana od rzeczywistości, z litrami kawy czy yerby, zwykle z muzyką w tle, zapominająca o jedzeniu i normalnym rytmie dobowym. Dość męcząca, bo zwykle niewyspana i zaaferowana czymś, nad czym obecnie pracuję. Wariacja na temat czytelniczego „jeszcze tylko jeden rozdział”, tylko w wersji z napisaniem go. Marudna i roztargniona, o czym pewnie zaświadczyłby mój mąż, który dzielnie znosi to, że przychodzi taki moment, że na pewno nie będę pamiętać o ugotowaniu obiadu czy zrobieniu zakupów. Zwykle ciężko się ze mną skontaktować, bo śpię w ciągu dnia i piszę nocą. To stan ekstremalny i na szczęście coraz lepiej nad nim panuję. Tak myślę.

hasacz: Zdradzisz, jakiej muzyki słuchasz?

Aneta: Różnej, w 80% rockowej, ale nie tylko. Zwykle musi mi pasować nastrojem do tego, nad czym pracuję. Choć mam takie płyty-zapalniki – które w jakiś sposób wpływają mi na fale mózgowe i łatwiej zacząć. To najczęściej muzyka filmowa, zwłaszcza uwielbiana przeze mnie ścieżka dźwiękowa do „Single Man” skomponowana w większości przez Abla Korzeniowskiego. Znakomita płyta, świetnie odrywa od rzeczywistości i pobudza wyobraźnię. Jeśli mam zastój, leci na okrągło, aż zaskoczy.

hasacz: Jak to jest z Dorą Wilk? Czy Dora to alter ego Anety?

Aneta: W jakimś minimalnym stopniu, na pewno znacznie mniejszym, niż zwykli zakładać recenzenci. Stworzyłam ją, nie wyskoczyła sama, z lustra. I naprawdę nie przestaje mnie zadziwiać, o ile częściej pyta się o to pisarki niż pisarzy.

hasacz:  Piszesz kryminały o czarownicy pracującej w policji – czy czytujesz je sama, a może wolisz unikać książek tego samego gatunku, żeby uniknąć bezpodstawnych zarzutów o plagiat? A może po prostu nie czytujesz książek, żeby Twoje kreacje, fabuły i cała reszta świata literackiego, który tworzysz, były całkiem świeże i niepowtarzalne?

Aneta: Nie wyobrażam sobie, by cokolwiek mogło mnie zmusić do odstawienia książek. Pewnie, kiedy piszę, czytam nieco mniej, ale to brak czasu, nie jakieś lęki przed przesadną inspiracją 🙂 Czytam mnóstwo rzeczy, kryminałów, fantasy, opracowań naukowych z różnych dziedzin, reportaży, dzienników czy korespondencji, zachłannie, bez dawkowania i zdrowego rozsądku. Za bardzo to lubię, by sobie odmawiać. Czytanie wzbogaca każdego, pisarz nie jest tu wyjątkiem. A im bogatsza wiedza, wyobraźnia, doświadczenia, tym lepiej dla tego, co pisze. Tak uważam i tego się trzymam. Żadnych restrykcyjnych diet czytelniczych.

hasacz: Ile czasu w przybliżeniu spędzasz na pisaniu? Ile stron dziennie potrafisz napisać?

Aneta:  Zależy od kilku czynników. Czy mam nieograniczony czas, czy muszę jutro wsiąść w pociąg? Czy dopiero wgryzam się w powieść, czy jestem już w ciągu i „rozpisałam” się na tyle, by przychodziło to naturalnie. Jeśli tak, zdarzało mi się siedzieć i pisać po kilkanaście godzin na dobę i nie czuć tego zupełnie. A następnego dnia głowa po prostu pęka. Ale lubię ten stan całkowitego wciągnięcia w fabułę, kiedy ciężko myśleć o czymś innym, kiedy postaci nie opuszczają mnie, nawet kiedy idę spać. To niesamowite doświadczenie i zawsze za nim tęsknię, kiedy skończę powieść lub jestem na tym początkowym etapie nowej, kiedy dopiero splatam sznureczki i na cały dzień kombinowania tekstu w okienku pojawia się niewiele. Pewnie dlatego w przeciwieństwie do wielu pisarzy nie mam kłopotów z deadline’ami – nie napędza mnie wiszący nad głową wydawca, ale pragnienie, by znowu osiągnąć ten stan, w którym nie czuję zmęczenia, a strony zapełniają się w zawrotnym tempie. Rekordowo chyba 30 dziennie, ale to już przesada, bo dwa kolejne dni byłam do niczego, więc statystyki były kiepskie. Zdrowiej jest poprzestać na 10 dziennie i kłaść się spać z niedosytem i następnym zdaniem w głowie, którym zacznę pisanie następnego dnia. Często czytam o pisarzach, którzy dzielnie piszą osiem godzin dziennie, wstają o 6, a o 15 mają już fajrant. To bardzo ułatwiałoby życie. Tylko ja się po prostu nie nadaję do pracy na etacie.

hasacz:  Pytanie może wydać się dość płytkie i oklepane, ale jeśli zostałabyś zaproszona na wykład pod hasłem „Nie każdy może być pisarzem, ale pisarz może objawić się w każdym”, co doradziłabyś młodym , początkującym pisarzom, nawet jeśli nie byliby zainteresowani bezpośrednio tym samym gatunkiem literackim co Ty?

Aneta: Bez pracy nie ma pisania, warsztatu, powieści, nie ma szans na realizację marzenia. Jeśli nie są gotowi do podjęcia wysiłku, jeśli przeraża ich myśl o spędzeniu przed komputerem wielu dni, tygodni, miesięcy – nic z tego. Jeśli nie lubią czytać, jeśli nie ma w nich nieustannej ciekawości świata i ludzi, nic z tego. Jeśli nie lubią się uczyć i wydaje im się, że pisanie fantastyki jest łatwiejsze, bo nie trzeba przejmować się realiami, faktami i zasadami prawdopodobieństwa, psychologii czy fizyki, nic z tego. Wiem, że to mało zachęcające, ale płomienne mowy motywacyjne można sobie sprawić samemu, a o twardych regułach zwykle mało kto mówi. Więc pewnie, gdyby doszło do hipotetycznej sytuacji, o jakiej mówisz, najpierw opowiedziałabym o tych męczących stronach zawodu. Dopiero tym, którzy się nie zrażą prozą pisarskiego życia, opowiedziałabym o tym, co jest w tym zawodzie najfajniejsze.

hasacz:  Teraz z innej beczki: Odwiedza Cię ciemny typ w długim, czarnym płaszczu i proponuje Ci układ. Ty napiszesz mu książkę według jego zasad, a on prócz kolosalnego wynagrodzenia zapewni ci kontakt z pięcioma Twoimi ulubionymi aktorami / pisarzami. Kogo byś wybrała?

Aneta: Nie wiem, czy byłabym w stanie napisać książkę pod czyjeś dyktando. Kiepski ze mnie ghostwriter. I ten czarny płaszcz, ciekawe, co pod nim ma? Poproszę o kontrakt, chętnie przeczytam ten mały druk i wszystkie pola oznaczone gwiazdkami, a wtedy zdecyduję, czy warto. Bo właściwie dlaczego miałabym liczyć na jego pośrednictwo w kontaktowaniu się z pisarzami czy aktorami? Już słyszę Kubę Ćwieka, jak krzyczy mi w słuchawkę: „Siostra, nic nie podpisuj! Jak chcesz spotkać Kinga, następnym razem zabierz się ze mną do Paryża czy Londynu, nawet do Stanów! Nathana Filliona ściągniemy, przecież wiesz, to tylko kwestia czasu, kiedy nie zdoła się oprzeć perswazji Browncoats of Poland! Nic nie podpisuj!” I coś w tym jest, jeśli mam marzenia, to sama je spełnię, nie potrzebuję szemranego kolesia w czarnym płaszczu, by zrobił to za mnie. Kasą też mnie nie skusi, bo nigdy nie była moim priorytetem. Gdyby była, na pewno nie wybrałabym fachu pisarza 🙂 Więc powiedziałabym Kubie w słuchawkę: „Spoko, bro, nic nie podpisuję”, a kolesia w czarnym płaszczu wysłała do diabła, którym, niewykluczone, sam jest.

hasacz:  Jesteś fanką serialu „Castle”. Jaka jest Twoja ulubiona postać i dlaczego?

Aneta: Oczywiście Richard Castle, bo jak można go nie kochać? Absurdalnie przystojny, wściekle inteligentny, nieprzyzwoicie popularny i majętny facet, który pielęgnuje w sobie małego chłopca, który pozwala mu wyciągnąć z życia tyle frajdy, ile się tylko da. Robi to, co kocha, jest w tym dobry, ma wspaniałych przyjaciół i rodzinę. I poczucie humoru, za którym przepadam. Nie dziwię się, że Beckett nie zdołała się mu oprzeć 🙂

hasacz:  Tytułem końca, chciałam jeszcze zapytać, czy chciałabyś kiedyś okazać się czarownicą, która zostaje wcielona do świata Sherlocka Holmesa?

Aneta: Hmm… Sherlocka BBC czy XIX wiecznego Conan Doyle’a? Bo do BBC chętnie, uwielbiam. Do oryginału ciągnie mnie znacznie mniej, za bardzo lubię zdobycze techniki, internet, seriale i konwenty, by z nich rezygnować. Za to w Sherlocku BBC byłoby całkiem przyjemnie. Myślę, że przydałabym się inspektorowi Lestarde, biedak naprawdę potrzebuje wsparcia, jeśli nie chce oszaleć przez Sherlocka. I możliwe, że utrzymanie go przy zdrowych zmysłach wymagałoby kilku zaklęć. Ale część magii Sherlocka BBC polega na tym, że nie potrzebują magii. Wystarczy Benedict Cumberbatch i Martin Freeman. I Moffat, i Gatiss (podwójna litera w nazwiskach tych panów jest śladem ich sadystycznych skłonności, o czym wie każdy fan).

hasacz:  Dziękuję za rozmowę. 

Każdego kto choć raz pomyślał, że polskiego fantasy nie da się czytać odsyłam do książek Jadowskiej. Wsiąkniecie w świat gdzie czarownica – policjantka Dora Wilk rozwiązuje zagadki godne światowych bestsellerów. Dora to ruda, wredna baba, której głupota jest podskoczyć.  Nie popełnię błędu jak podczas pisania o ” Exelegi ” Megan. Tutaj musicie sami ruszyć się do bibliotek, księgarni czy po prostu wejść na stronę jakiegoś sklepu internetowego z  książkami w asortymencie i sprawić sobie książkę Anety. Nie mówię, że musicie od razu biec i kupować wszystkiego na raz, ale gwarantuję wam, że ten niedosyt po przeczytaniu każdego kolejnego tomu jest tak męczący, że trzeba czytać dalej.

Jeśli chcecie być na bieżąco i mieć pojęcie co u Anety piszczy,kopytkujcie na jej fanpejdża -> Aneta Jadowska ( oficjalny fanpage ) 

– notkę wyżłobił w kamieniu hasacz.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s