” Bogowie muszą być szaleni ” czyli heksalogia o Dorze Wilk. Rozmowa z Anetą Jadowską.

Przysiadł taki zielony hasacz na kamieniu i myśli:
– ” Zrobię serię wywiadów z ludźmi, którzy mają wpływ na kulturę i robią coś ciekawego w życiu.” – rzekł w myślach hasacz, obarczając swoim bezpłciowym majestatem , jakże wielki internet.

Pomyślałam i dumałam dalej, bo z kim miałabym zrobić wywiad?  Z moją wrodzoną głupotą i brakiem jakichkolwiek kwalifikacji do czegokolwiek, rozmawiać z kimś wielkim to jak wejście do dziekanatu w porze przerwy na śniadanie – kawa = sacrum, student w dziekanacie = profanum. Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować. Zaryzykowałam. Napisałam. Ładnie zapytałam. I wiecie co?

Wywiad z Anetą Jadowską stał się rzeczą realną. Fakt,  że zrobiłam go za pośrednictwem internetu , a pytania były tak głupie i bezdennie nudne, że liczyłam się z głośnym i dosadnym ” NO CHYBA CIE ZDARŁO! ” ze strony Anety, jednak tak się nie stało.

Jeśli ktoś nie wie kim jest Aneta Jadowska, spieszę z przedstawieniem.

Aneta Jadowska urodziła się 14 sierpnia w Radomsku. Wielbicielka pomysłów niełatwych i niepraktycznych. Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jak piszą o niej na oficjalnej stronie:
” Nie interesują jej małe wyzwania – skoro już spełnia się dziecięce marzenia o pisaniu powieści, nie ma powodu, by się ograniczać. Tak powstała sześciotomowa seria o Dorze Wilk, toruńskiej policjantce-wiedźmie. Nie lubi bezczynności i nudy, więc kończąc prace nad heksalogią, już obmyśla kolejne powieści.
Czyta wszystko co jej wpadnie w ręce, uwielbia seriale kryminalne i muzykę rockową. Byłaby dziś frontmenką kapeli rockowej, gdyby nie została obdarzona słuchem wystarczająco dobrym, by wiedzieć, że za grosz nie potrafi śpiewać.
Gdyby miała 9 żywotów jak kot, mogłaby zrealizować fantazje o zawodach idealnych: byłaby policjantką, dziennikarką, aktorką, szalonym naukowcem… Ale że na stanie posiada pojedynczy żywot, zajmuje się pisaniem, a jej bohaterowie przeżywają przygody, których starczyłoby na 9 żyć. ”  – kobieta idealna dla każdego kto czytać lubi  i jeszcze bardziej uwielbia fantasy.

W samej rozmowie możecie przeczytać o tym jakiej muzyki słucha autorka podczas tworzenia, czy poszłaby na układ z Diabłem za kontakty z ulubionymi aktorami/pisarzami i co powiedziałaby młodym pisarzom gdyby została zaproszona na wykład dla takowej młodzieży.

hasacz:  Co zainspirowało Cię do napisania swojej pierwszej książki? Jakiś inny pisarz? Chęć przeczytania czegoś niespotykanego, a może po prostu marzenie o zostaniu pisarzem?

Aneta: Przyszedł czas, by przestać odkładać marzenie o pisaniu na bok. Jak wiele osób chciałam pisać, tylko tego nie robiłam. Marzyłam o wydaniu powieści, tylko jej nie napisałam. I w końcu miałam po prostu dość szukania usprawiedliwień, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam. Majaczyły mi całkiem bliskie trzydzieste urodziny i aż za dobrze pamiętałam, że jako nastolatka obiecałam sobie, że trzydziestka to granica nieprzekraczalna. A bardzo poważnie podchodzę do obietnic.
Plus potrzebowałam solidnego pretekstu, by przez jakiś czas nie pisać doktoratu. Ten ostatni zresztą też ma swoją rolę w napisaniu pierwszej powieści – pomyślałam sobie, że skoro mam dość wytrwałości, by napisać kilkaset stron pracy naukowej, to napisanie powieści powinno być osiągalne i na pewno przyjemniejsze. Uwierzyłam, że mogę to zrobić, a to już połowa sukcesu.

hasacz : Jak wyglądają procesy twórcze Anety Jadowskiej? Czy zanim napisałaś pierwszą książkę o Dorze Wilk, robiłaś szkice postaci, czy po prostu – był pomysł, zaczęło się pisanie?

Aneta: Mam kolekcję notesów, bo przygotowania do pisania zdecydowanie są analogowe. Jako papierniczy fetyszysta używam wszelkich możliwych dodatków: kolorowych karteczek, zakładek, atramentów w różnych kolorach, znaczników indeksowych etc. Piszę synopsisy, dość dokładne, z rozpisaniem fabuły rozdziałów, zarysem wątków i tego, jak się rozwijają, jakieś drobne szkice postaci, ale nie mam kartoteki – choć przy tylu tomach i postaciach pewnie powinnam. Sześć tomów Dory to dla mnie właściwie jedna historia rozpisana na kilka aktów i odsłon, więc od pierwszego tomu wiedziałam, że będzie ich sześć i jak się to wszystko kończy. Z tego co wiem, nie jest to standard – więc jeśli ktoś chciałby zacząć pisać, ale nie wybiega w przyszłość aż tak daleko, nie powinien się zrażać. Metody są naprawdę różne. Moja pasuje do mnie. Jest mieszaniną dokładnego planowania i spontaniczności, bardzo w moim stylu.

hasacz: Jaka jesteś podczas pisania? Jesteś skupiona nad komputerem z kubkiem kawy w ręku, papierosem między wargami i okularami na nosie, mrucząc niezadowolona, czy może towarzyszy ci przy tym muzyka?

Aneta: Skupiona, oderwana od rzeczywistości, z litrami kawy czy yerby, zwykle z muzyką w tle, zapominająca o jedzeniu i normalnym rytmie dobowym. Dość męcząca, bo zwykle niewyspana i zaaferowana czymś, nad czym obecnie pracuję. Wariacja na temat czytelniczego „jeszcze tylko jeden rozdział”, tylko w wersji z napisaniem go. Marudna i roztargniona, o czym pewnie zaświadczyłby mój mąż, który dzielnie znosi to, że przychodzi taki moment, że na pewno nie będę pamiętać o ugotowaniu obiadu czy zrobieniu zakupów. Zwykle ciężko się ze mną skontaktować, bo śpię w ciągu dnia i piszę nocą. To stan ekstremalny i na szczęście coraz lepiej nad nim panuję. Tak myślę.

hasacz: Zdradzisz, jakiej muzyki słuchasz?

Aneta: Różnej, w 80% rockowej, ale nie tylko. Zwykle musi mi pasować nastrojem do tego, nad czym pracuję. Choć mam takie płyty-zapalniki – które w jakiś sposób wpływają mi na fale mózgowe i łatwiej zacząć. To najczęściej muzyka filmowa, zwłaszcza uwielbiana przeze mnie ścieżka dźwiękowa do „Single Man” skomponowana w większości przez Abla Korzeniowskiego. Znakomita płyta, świetnie odrywa od rzeczywistości i pobudza wyobraźnię. Jeśli mam zastój, leci na okrągło, aż zaskoczy.

hasacz: Jak to jest z Dorą Wilk? Czy Dora to alter ego Anety?

Aneta: W jakimś minimalnym stopniu, na pewno znacznie mniejszym, niż zwykli zakładać recenzenci. Stworzyłam ją, nie wyskoczyła sama, z lustra. I naprawdę nie przestaje mnie zadziwiać, o ile częściej pyta się o to pisarki niż pisarzy.

hasacz:  Piszesz kryminały o czarownicy pracującej w policji – czy czytujesz je sama, a może wolisz unikać książek tego samego gatunku, żeby uniknąć bezpodstawnych zarzutów o plagiat? A może po prostu nie czytujesz książek, żeby Twoje kreacje, fabuły i cała reszta świata literackiego, który tworzysz, były całkiem świeże i niepowtarzalne?

Aneta: Nie wyobrażam sobie, by cokolwiek mogło mnie zmusić do odstawienia książek. Pewnie, kiedy piszę, czytam nieco mniej, ale to brak czasu, nie jakieś lęki przed przesadną inspiracją 🙂 Czytam mnóstwo rzeczy, kryminałów, fantasy, opracowań naukowych z różnych dziedzin, reportaży, dzienników czy korespondencji, zachłannie, bez dawkowania i zdrowego rozsądku. Za bardzo to lubię, by sobie odmawiać. Czytanie wzbogaca każdego, pisarz nie jest tu wyjątkiem. A im bogatsza wiedza, wyobraźnia, doświadczenia, tym lepiej dla tego, co pisze. Tak uważam i tego się trzymam. Żadnych restrykcyjnych diet czytelniczych.

hasacz: Ile czasu w przybliżeniu spędzasz na pisaniu? Ile stron dziennie potrafisz napisać?

Aneta:  Zależy od kilku czynników. Czy mam nieograniczony czas, czy muszę jutro wsiąść w pociąg? Czy dopiero wgryzam się w powieść, czy jestem już w ciągu i „rozpisałam” się na tyle, by przychodziło to naturalnie. Jeśli tak, zdarzało mi się siedzieć i pisać po kilkanaście godzin na dobę i nie czuć tego zupełnie. A następnego dnia głowa po prostu pęka. Ale lubię ten stan całkowitego wciągnięcia w fabułę, kiedy ciężko myśleć o czymś innym, kiedy postaci nie opuszczają mnie, nawet kiedy idę spać. To niesamowite doświadczenie i zawsze za nim tęsknię, kiedy skończę powieść lub jestem na tym początkowym etapie nowej, kiedy dopiero splatam sznureczki i na cały dzień kombinowania tekstu w okienku pojawia się niewiele. Pewnie dlatego w przeciwieństwie do wielu pisarzy nie mam kłopotów z deadline’ami – nie napędza mnie wiszący nad głową wydawca, ale pragnienie, by znowu osiągnąć ten stan, w którym nie czuję zmęczenia, a strony zapełniają się w zawrotnym tempie. Rekordowo chyba 30 dziennie, ale to już przesada, bo dwa kolejne dni byłam do niczego, więc statystyki były kiepskie. Zdrowiej jest poprzestać na 10 dziennie i kłaść się spać z niedosytem i następnym zdaniem w głowie, którym zacznę pisanie następnego dnia. Często czytam o pisarzach, którzy dzielnie piszą osiem godzin dziennie, wstają o 6, a o 15 mają już fajrant. To bardzo ułatwiałoby życie. Tylko ja się po prostu nie nadaję do pracy na etacie.

hasacz:  Pytanie może wydać się dość płytkie i oklepane, ale jeśli zostałabyś zaproszona na wykład pod hasłem „Nie każdy może być pisarzem, ale pisarz może objawić się w każdym”, co doradziłabyś młodym , początkującym pisarzom, nawet jeśli nie byliby zainteresowani bezpośrednio tym samym gatunkiem literackim co Ty?

Aneta: Bez pracy nie ma pisania, warsztatu, powieści, nie ma szans na realizację marzenia. Jeśli nie są gotowi do podjęcia wysiłku, jeśli przeraża ich myśl o spędzeniu przed komputerem wielu dni, tygodni, miesięcy – nic z tego. Jeśli nie lubią czytać, jeśli nie ma w nich nieustannej ciekawości świata i ludzi, nic z tego. Jeśli nie lubią się uczyć i wydaje im się, że pisanie fantastyki jest łatwiejsze, bo nie trzeba przejmować się realiami, faktami i zasadami prawdopodobieństwa, psychologii czy fizyki, nic z tego. Wiem, że to mało zachęcające, ale płomienne mowy motywacyjne można sobie sprawić samemu, a o twardych regułach zwykle mało kto mówi. Więc pewnie, gdyby doszło do hipotetycznej sytuacji, o jakiej mówisz, najpierw opowiedziałabym o tych męczących stronach zawodu. Dopiero tym, którzy się nie zrażą prozą pisarskiego życia, opowiedziałabym o tym, co jest w tym zawodzie najfajniejsze.

hasacz:  Teraz z innej beczki: Odwiedza Cię ciemny typ w długim, czarnym płaszczu i proponuje Ci układ. Ty napiszesz mu książkę według jego zasad, a on prócz kolosalnego wynagrodzenia zapewni ci kontakt z pięcioma Twoimi ulubionymi aktorami / pisarzami. Kogo byś wybrała?

Aneta: Nie wiem, czy byłabym w stanie napisać książkę pod czyjeś dyktando. Kiepski ze mnie ghostwriter. I ten czarny płaszcz, ciekawe, co pod nim ma? Poproszę o kontrakt, chętnie przeczytam ten mały druk i wszystkie pola oznaczone gwiazdkami, a wtedy zdecyduję, czy warto. Bo właściwie dlaczego miałabym liczyć na jego pośrednictwo w kontaktowaniu się z pisarzami czy aktorami? Już słyszę Kubę Ćwieka, jak krzyczy mi w słuchawkę: „Siostra, nic nie podpisuj! Jak chcesz spotkać Kinga, następnym razem zabierz się ze mną do Paryża czy Londynu, nawet do Stanów! Nathana Filliona ściągniemy, przecież wiesz, to tylko kwestia czasu, kiedy nie zdoła się oprzeć perswazji Browncoats of Poland! Nic nie podpisuj!” I coś w tym jest, jeśli mam marzenia, to sama je spełnię, nie potrzebuję szemranego kolesia w czarnym płaszczu, by zrobił to za mnie. Kasą też mnie nie skusi, bo nigdy nie była moim priorytetem. Gdyby była, na pewno nie wybrałabym fachu pisarza 🙂 Więc powiedziałabym Kubie w słuchawkę: „Spoko, bro, nic nie podpisuję”, a kolesia w czarnym płaszczu wysłała do diabła, którym, niewykluczone, sam jest.

hasacz:  Jesteś fanką serialu „Castle”. Jaka jest Twoja ulubiona postać i dlaczego?

Aneta: Oczywiście Richard Castle, bo jak można go nie kochać? Absurdalnie przystojny, wściekle inteligentny, nieprzyzwoicie popularny i majętny facet, który pielęgnuje w sobie małego chłopca, który pozwala mu wyciągnąć z życia tyle frajdy, ile się tylko da. Robi to, co kocha, jest w tym dobry, ma wspaniałych przyjaciół i rodzinę. I poczucie humoru, za którym przepadam. Nie dziwię się, że Beckett nie zdołała się mu oprzeć 🙂

hasacz:  Tytułem końca, chciałam jeszcze zapytać, czy chciałabyś kiedyś okazać się czarownicą, która zostaje wcielona do świata Sherlocka Holmesa?

Aneta: Hmm… Sherlocka BBC czy XIX wiecznego Conan Doyle’a? Bo do BBC chętnie, uwielbiam. Do oryginału ciągnie mnie znacznie mniej, za bardzo lubię zdobycze techniki, internet, seriale i konwenty, by z nich rezygnować. Za to w Sherlocku BBC byłoby całkiem przyjemnie. Myślę, że przydałabym się inspektorowi Lestarde, biedak naprawdę potrzebuje wsparcia, jeśli nie chce oszaleć przez Sherlocka. I możliwe, że utrzymanie go przy zdrowych zmysłach wymagałoby kilku zaklęć. Ale część magii Sherlocka BBC polega na tym, że nie potrzebują magii. Wystarczy Benedict Cumberbatch i Martin Freeman. I Moffat, i Gatiss (podwójna litera w nazwiskach tych panów jest śladem ich sadystycznych skłonności, o czym wie każdy fan).

hasacz:  Dziękuję za rozmowę. 

Każdego kto choć raz pomyślał, że polskiego fantasy nie da się czytać odsyłam do książek Jadowskiej. Wsiąkniecie w świat gdzie czarownica – policjantka Dora Wilk rozwiązuje zagadki godne światowych bestsellerów. Dora to ruda, wredna baba, której głupota jest podskoczyć.  Nie popełnię błędu jak podczas pisania o ” Exelegi ” Megan. Tutaj musicie sami ruszyć się do bibliotek, księgarni czy po prostu wejść na stronę jakiegoś sklepu internetowego z  książkami w asortymencie i sprawić sobie książkę Anety. Nie mówię, że musicie od razu biec i kupować wszystkiego na raz, ale gwarantuję wam, że ten niedosyt po przeczytaniu każdego kolejnego tomu jest tak męczący, że trzeba czytać dalej.

Jeśli chcecie być na bieżąco i mieć pojęcie co u Anety piszczy,kopytkujcie na jej fanpejdża -> Aneta Jadowska ( oficjalny fanpage ) 

– notkę wyżłobił w kamieniu hasacz.

Reklamy

” Witaj w świecie Exelegi, Wędrowcze!” czyli subiektywna opinia o serii pisanej przez Megan Rachel Jameson ( + wywiad).

Zapowiedziałam zmiany i zmiany następują.  Słowny ze mnie hasacz.

Dzisiaj przedstawię wam kobietę, która nie tylko stworzyła świat piękny i mroczny zarazem , ale i dała światu nadzieję na to, że pokolenia ciemnych nastolatków ponownie zaczną czytać , a nie tylko będą ślęczeć przed komputerami męcząc LoL’e i inne Maincrafty ( czy jak to się w ogóle pisze).

Nie, nie mam zamiaru rozpisywać się o Cassandrze Clare, na którą popyt stał się większy odkąd do kin weszła totalnie katastroficzna w skutku ekranizacja pierwszego tomu serii „Dary Anioła – Miasto Kości.”. Nie będę też pisała o pani Katarzynie M., która nota bene zabija piękno piśmiennictwa ( sama to czynię, ale nie bawię się w wydawanie tego nakładem tysięcy sztuk).

Mam niewymowną przyjemność przedstawić państwu kobietę, która sprawiła, że błękitny to już nie tylko kolor nieba, a fioletowy nie jest już pastelowym cudeńkiem. Panie i Panowie – Megan Rachel Jameson. Nocny Łowca, Elf, Cichy Brat, Żelazna Siostra czy po prostu genialna Parabatai. Prywatnie bardzo ciepła , kochająca dziewczyna o wielkim, szczerozłotym sercu posiadająca anielską cierpliwość.  Magister filologii angielskiej i amerykanistyki. Pisze od 14 roku życia, kiedy to utonęła w świecie J.R.R. Tolkiena. Jak sama mówi, wiele czynników składa się na jej geniusz, choć sama za takowego się nie uważa.

Hasacz: Udało mi się dzisiaj namówić Megan Rachel Jameson na udzielenie mi wywiadu, który jak mam nadzieję zbliży was do świata, który stworzyła. Jest ona bowiem autorką cyklu książek ” Exelegi : Wybrani „.  Dowiem się co ją inspirowało, kto był jej muzą i dlaczego zdecydowała się na taką a nie inną tematykę czy gatunek literacki.
Tak, więc Megan, powiedz, co zainspirowało Cię do napisania pierwszego tomu „Exelegi” ?

Megan : Moja główną inspiracja była fascynacja tematyka tak zwanego angelic fantasy. Jest to rodzaj fantasy , które dotyczy aniołów i demonów. Zawsze lubiłam historie, które tyczyły się tego tematu, wiec pomyślałam, że może i ja spróbuję napisać coś podobnego i tak oto narodzili się Exelegi.

Hasacz: Exelegi, Nefilim, Wilkołaki, Wampiry i inni Tajemni.  Czy tworząc głównych bohaterów bazowałaś na ludziach , których znasz na co dzień ?Dajmy na to Frey Devenport czy Jenny Love.  Są oni odzwierciedleniem jakichś Twoich znajomych?

Megan: Jeśli chodzi o tworzenie postaci, to jest to zwykle złożony proces. Często inspirują mnie ludzie z mojego otoczenia,moi znajomi, przyjaciele, bądź postacie literackie. Jednak głównie wzoruje się na osobach, które znam i czasem czytając moje opowiadania, można odnieść wrażenie, ze zna się te osoby lub są do kogoś podobne kto istnieje, bądź pojawił się w jakiejś innej książce.

Hasacz: Masz na myśli tę małą aferę na portalu gdzie ludzie anonimowo zadają pytania? Podobno ktoś zarzucił ci plagiat jako , że niby Frey to żywcem ściągnięty Jace Herondale z Darów Anioła autorstwa Cassandry Clare?

Megan:  To jest naturalna rzecz, ze wiele postaci jest do siebie podobnych. Cassie tez można zarzucić, ze „plagiatuje” postaci, bo np ktoś taki jak Jace czy Luke czy ktokolwiek z jej książek już gdzieś się pojawił. Z tym nie da się walczyć. Jednak ja staram się, by moje postaci były jednak indywidualnościami w pewnym sensie. Chociaż zawsze jakieś cechy innych postaci, z którymi się stykami w książkach gdzieś tam odciskają ślad w tym, co sami tworzymy.

Hasacz: Z postaciami jak z ludźmi. Mimo różnic, jakieś cechy wspólne się znajdą. czy tego chcemy czy nie.

Megan : Dokładnie tak.

Hasacz: A co z uczuciami? Mimo różnorakich problemów , z którymi borykają się Exelegi i Nefilim z Twojej książki, nadal mamy okazję przeczytać kilka naprawdę poruszających scen ukazujących ludzką stronę nastolatków, którym przyszło dorosnąć w krótkim czasie. Czy zdradzisz mi jakie plany wiążesz z postaciami, które sparowałaś?

Megan: Jeśli chodzi o uczucia to są one bardzo skrajne. Zwłaszcza jeśli chodzi o Exelegi, którzy są bardzo młodymi ludźmi w wieku od 14 do 16 lat. Pojawia się tu i zazdrość i pewnego rodzaju rywalizacja miedzy nimi ale tez troska i opiekuńczość. Jeśli chodzi o pary w opowiadaniu pojawiają się w pierwszej części dwie. Niestety nie mogę zdradzić kto z kim, gdyż nie chce spojlerować czytelnikom. To prawda, bardzo dużo się dzieje w kwestii emocjonalnej, gdy Exelegi, jak i ich trenerzy zaczynają się „docierać” i zaprzyjaźniać . Czytelnicy sami mogą wyciągnąć wnioski, kto z kim skończy, choć niektóre watki mogą być zaskakujące.

Hasacz: To prawda. Zwłaszcza kiedy pojawiają się nowe postaci w gronie ,które zna się już od kilku lat i pojawia się ten moment , kiedy nie wiadomo komu zaufać.

Megan: To prawda. Wówczas pojawiają się nieoczekiwane zwroty akcji.

Hasacz: Miałam przyjemność przeczytać kilka rozdziałów z pierwszego tomu i wyraźnie czuć tam wpływ różnych emocji od autora. Czy miała na to wpływ muzyka jakiej słuchasz podczas „procesów twórczych”, tudzież szkicowania fabuły dalszych wydarzeń? Jakich artystów/ zespołów słuchasz?

Megan: Szczerze to muzyka ma dość duży wpływ na to jak pisze i co . Czasami potrzebuje mocnego za przeproszeniem „pierdolnięcia” typu Rammstein by opisać np. jakaś scenę walki czy jakiś „oślizgłych” Tajemnych, lub po prostu słucham bardzo dużo Eda Sheerana, przy którym powstała duża cześć drugiego tomu Exelegi. Paradoksalnie ta cześć jest bardziej mroczna, a dużo łagodniejszej muzyki słucham przy jej tworzeniu niż np przy tworzeniu pierwszej części, gdzie słuchałam zespołów takich jak Avenged Sevenfold, Motionless in White czy Pierce the Veil. Ale tez Florence and the Machine, The Jumpsuit Apparatus czy Bruno Mars.

Hasacz: Czytając o pierwszym spotkaniu Freya z pewną Nefilim słyszałam w głowie ” Rabbit Hearts ( Rise it Up)” od Florence + The Machine.  Nie da się ukryć, że w pewnym momentach czuć tą muzykę.
Powiedz mi proszę, jak było z kreowaniem postaci w kwestii fizycznej? Dlaczego Frey ma fiołkowe oczy i błękitne włosy?

Megan: Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia. Jakoś tak sobie go wyobraziłam. Chciałam by ta postać była oryginalna, inna, taka… Nietuzinkowa i z odrobiną „anielskości”. Dlatego niebieskie włosy i fiołkowe oczy uznałam za „znak rozpoznawczy” właśnie tej postaci.

Hasacz: Chłopak ma dopiero kolorowe życie, kiedy wszyscy mylą go z ojcem. *śmiech*. A co z Mistrzem Uzdrowicieli Niebiańskich i jego córką? Były jakieś specjalne powody, dla których oboje wyglądają tak a nie inaczej?

Megan: Jeśli chodzi o dzieci Archaniołów , które występują w opowiadaniu, to są podobne do swoich ojców jak na przykład jeden z głównych bohaterów, Frey, który jest niemal kopią swojego ojca, przez co ma bardzo wiele problemów.

Hasacz: Rzeczona córka Uriela, Ithrieel jest jego dokładną żeńską wersją , prawda? Zwłaszcza jeśli chodzi o charakter. Najbardziej zadziwia mnie to jak złożony jest świat Exelegi.  Momentami się zastanawiam czy na to wszystko nie miał wpływu Mistrz Tolkien. Z tego co mi wiadomo był i jest ci nadal bardzo bliski, prawda?

Megan: Tolkien jest moim mistrzem pod każdym względem. Wiele decyzji, jakie podjęłam w życiu, podjęłam dzięki inspiracji, jaką mi dawał i nadal daje. Nie tylko jego twórczość literacka, ale również jego wykłady, które były niesamowite, a przynajmniej tak twierdzą jego dawni alumni. Natomiast jeśli chodzi o świat Exelegi, jest on tak złożony jak realne życie, dlatego czytelnicy mogą się utożsamić z bohaterami i stają się im bliscy. Jeśli chodzi o Ithrieel to jest podobna do swego ojca pod wieloma względami. Może nie jest idealną kopią, ale Uriel się jej nie wyprze to na pewno.

Hasacz: Sami Archaniołowie są dość chłodni w obyciu ze swoimi dziećmi, jednak mamy przyjemność przeczytać nie jedną scenę gdzie okazują się być naprawdę kochający względem swoich potomnych. Płynnie przechodząc dalej – jak było z nazewnictwem miejsc w „Exelegi” ?

Megan: Jeśli chodzi o miejsca to część jest prawdziwych jak np Londyn, choć geograficznie nie zawsze się tam wszystko zgadza, więc nie doszukiwałabym się tam jakiś wielkich podobieństw. Natomiast reszta to moja czysta fantazja. Trochę zaczerpnięta z mistrza Tolkiena, ale tylko troszkę. Co do Archaniołów to różnie z nimi bywa. Ale Razjel i Uriel są tymi, którzy okazują troszkę więcej empatii niż inni

Hasacz: Nie będę pytała o innych, bo coś mi mówi, że jeszcze o tym przeczytamy w dalszych częściach. Zbliżając się do końca, bo jak wiadomo Twój czas jest cenny: Od czego zaczęła się Twoja fascynacja tworzeniem ?

Megan: W sumie zaczęło się od tego, że moja mama mi dużo czytała jak byłam mała. Głownie bajki typu Jaś i Małgosia i wiersze Jana Brzechwy czy Tuwima. Potem, gdy miałam 14 lat odkryłam mistrza Tolkiena i to on tak naprawdę zaszczepił we mnie chęć tworzenia. Na początku pisałam opowiadania o aniołach i duchach. Później zafascynowałam się mitami i legendami, głównie anglosaksońskimi i nordyckimi. Tak jak mistrz Tolkien, tak i ja lubiłam sobie wymyślać różne języki, które potem lądowały w moich opowieściach.

Hasacz: Niemal mistyczne natchnienie przez Tolkiena, można rzec. Dobrze, więc na koniec zapytam:
Czy jest ktoś szczególny kto wspiera Cię w tworzeniu? Dodaje skrzydeł czy odrobinę je przycina kiedy chcesz za bardzo za szaleć fabularnie?

Megan: No mam kilka dobrych duszyczek, które mi pomagają, czasem coś poprawią, doradzą czy dopiszą. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczna za pomoc i dobre słowo.

Hasacz: Pozostaje tylko pozazdrościć i życzyć Ci dalszej owocnej pracy twórczej. Dziękuję za rozmowę.

Megan: Dzięki serdeczne!

 

Jeśli jesteście zainteresowani treścią Exelegi, która w przyszłości ma ukazać się w wersji książkowej, zapraszam do lektury i komentowania na The World of Exelegi.

” Exelegi: Wybrani „ to seria książek mówiąca o losach grupy nastolatków w wieku 14-16 lat, którzy w zaskakującym tempie muszą zmierzyć się z przerażającą rzeczywistością. Świat bowiem nie jest taki jaki im się wydawał być przez całe ich życie. Głównymi bohaterami serii są Frey Devenport i Jordine Wayne. Jordine jest córką kobiety, która pracuje w domu dziecka, gdzie ta poznaje Freya.  Zbuntowanego, nieco ekscentrycznego i bardzo nietypowego chłopaka o błękitnych włosach i fiołkowych oczach. W dzień swoich urodzin Jordine dostaje list z wiadomością iż jest jedną z nielicznych Exelegi – wybranych , posiadający przymioty anielskie – osoby przeznaczone do wyższych , niebiańskich celów. Kiedy Jordine trafia do miasta Nefilim zwanego Briestem , poznaje tam pozostałych Exelegi i młodych Nefilim – dzieci aniołów ( archaniołów ): Chena, Sabine i Damiena. Josh to jej brat bliźniak, który razem z nią został powołany. Co dziwniejsze Frey również znajduje się w Brieście. Ich życia stają na głowach kiedy okazuje się, że mają chronić Śmiertelnych przed Tajemnymi – tymi wszystkimi mitycznymi stworami jak wilkołaki, wampiry, czarnoksiężnicy czy elfy. Przechodzą karkołomne, często wysysające z nich resztę energii treningi by przeżyć jak najdłużej w służbie dla Briestu. Gdyby tego było mało życie Freya komplikuje odkrycie prawdy o jego rodzicach. Jeszcze w pierwszym tomie pojawia się pewna nieznajoma, która zaburza harmonię grupy Exelegi. Okazuje się być istotą anielskiego pochodzenia o czym świadczyły zawiłe wzory run na jej rękach i ramionach.

W mojej opinii ” Exelegi: Wybrani „ to kawal naprawdę porządnie pisanego fantasy. Chcecie wiedzieć więcej? Odwiedzajcie regularnie fanpage Megan i The Exelegi World.

 

– notkę strzaskał Hasacz.

Zmiany, przyznawanie się do błędów i jeszcze raz zmiany – czyli nadszedł czas.

Greetings and salutations  drodzy czytelnicy – jeśli istniejecie.

Ostatnimi czasy naszło mnie trochę na przemyślenia . Wiadomo . To nie przystoi , bo kiedy myślisz – działasz , a kiedy działasz – czynisz źle dla innych. Milutko. Niestety w jakiś sposób myślę i tak sobie myśląc w bezkresie mojego nieszczęsnego pokoju, doszłam do wniosków. Jako ,  że w życiu nic mi nie wychodzi – z różnych przyczyn, bo albo za głupia się okazuje, albo za leniwa… – postanowiłam się uczepić tego bloga i strony mu poświęconej.  Lista wniosków:

1. Nazwa mało chwytliwa, nieoddająca bezkresu głupoty autora – a więc do zmiany.
2. Cel bloga całkowicie niezgodny z treścią , bowiem nie ma tu nawet „pseudo filozofii” , jest tylko grafomania i umysłowe wymiociny na tematy różne.
3. Wypadałoby wystrój poprawić czym zająć się obiecuję – naturalnie przy pomocy kogoś na grafice się znającego.
4. Notki ukazywać się winny regularnie , w języku zrozumiałym dla wszystkich, którzy to w ogóle czytają czy coś.
5. Tematycznie będą różne i równie głupie jak były, więc to się raczej nie zmieni. Obiecuję jednak, że będą mniej bessęsu niż były.

*6. Piję za dużo herbaty i za mało śpię… – tak po za tematem.

Tak więc podwijam rękawy i biorę się do roboty. Wypatrujcie zmian – rzekł niedoszły Dwarf, celem zachęcenia do odwiedzania bloga.