Po seansie #3 : „Legend” (2015) czyli rzecz o brytyjskich gangsterach lat ’60. [Spoilers]

W każdym tekście o filmie zaznaczam, że kinomanem nie jestem i nie będę. Oglądam bardzo mały procent tego co wchodzi do kin, o ile w ogóle. Nie lubię chodzić do kina, bo nie lubię oglądać filmów w grupie większej niż max 10 osób. Kilka razy przeszłam ten koszmar i więcej tego nie powtórzę, póki nie znajdzie się film, który mnie do tego zmusi.

 

Każdy z nas, niezależnie od tego czy jest kinomanem czy nie, czy woli oglądać filmy w internecie czy nie, ma swój typ aktora czy aktorki. Jakiś typ warsztatu aktorskiego czy urody, który ma pasować do konkretnych postaci. Na ten przykład: odnośnie serialu Gra o Tron osłuchałam się jak to producenci spieprzyli robotę, bo khala Drogo zagrał Jason Momoa, który wyszedł bardziej jak zniewieściały buc niż dathracki barbarzyńca, którym był w książce Drogo. Ale…w moim odczuciu to co zostało spieprzone to nie dobór aktora, a napisanie roli. Przy czym rozumiem. Nie każdemu się podoba to jakiego Drogo odwalił Momoa ( he’s a bea ❤ ).

Moim typem aktora jest właśnie ktoś z pogranicza Jasona czy Hardy’ego. Ale do czego zmierzam. Gdzieś mi się kiedyś obiło o pysk nazwisko Hardy – bo normalnie jako osoba niezainteresowana szczególnie kinem, nie miałam pojęcia gdzie i co ten aktor tworzy. Potem, gdzieś na żutube, ogarnęłam materiał z making of, gdzie Hardy bił się…uwaga…sam ze sobą. Myślę: to będzie dobre. Ale się nie przekonałam, bo wtedy się okazało, że film nie wszedł do kin, więc próżno szukać go w internetach. To też zapomniałam o tym i przepadło to gdzieś w czeluściach mojego łba. Przedwczoraj jednak uznałam, że obejrzałabym coś, odpoczęła od tekstu. I tak w moich propozycjach na filmwebie pojawiło się Legend.

 
7698699-3Zatem o czym jest Legend? O gangsterach. Dokładnie o bliźniakach Ronniem i Reggiem Kray. W latach 60′ ubiegłego wieku trzymali w szachu większą część Londynu. I w zasadzie to powinno wam wystarczyć. Ale kim ja bym była, jeśli nie opisałabym wam czegoś więcej. Zatem Ronnie to ten żądny krwi i władzy brat, który jest również zabawny przez swoją szczerość. Uznaje siebie za tego brzydszego bliźniaka. Reggie to ten piękniś. Człowiek zagadka, bo choć wydaje się być mężczyzną pełnym miłości i ciepła, ma również ciemną stronę. Bezwzględnego gangstera, który może zabić jeśli to pomoże mu w osiągnięciu celu. Osobno są niebezpieczni, ale razem są jeszcze gorsi. Jednak bycie gangsterem to nie było prowadzenie szemranych interesów, uciekanie przed policją czy prowadzenie kasyna. To też miłość, która może mieć tragiczny skutek. Dla obu stron.

 

Co do obsady to nie muszę się specjalnie wysilać. Cały film kręci się na dobrą sprawę dookoła postaci bliźniaków czyli Toma Hardy i Frances Shea czyli Emily Browning. Starszego brata Frances czyli Franka gra młody Merlin czyli Colin Morgan. Chłopaczek sobie poradził, bo miał grać chuderlawego i wystraszonego chłopaczka, który z podrzędnego sklepu na przedmieściach Londynu, trafił do obstawy bliźniaków Kray. Żeby było zabawniej Reggie zakochuje się w jego siostrze i mimo niezadowolenia jej matki, zaczynają się umawiać. Na tle gangsterskich intryg i szemranych interesów, morderstw i przestępstw, rozwija się związek o wątpliwych podstawach między Reggiem i Frances. Ostatecznie jednak ukochany dziewczyny trafia kolejny raz do więzienia – kolejny raz za swojego brata – przez to Reggie znów musi odsiedzieć wyrok. Ostatecznie między nim i Frances dochodzi do ostrej wymiany zdań, która kończy się brutalnym sprowadzeniem dziewczyny na ziemię, przez pokazanie jej kto w tym związku dyktuje warunki ( można odczytać jako gwałt ). Kiedy Reggie obiecuje zerwać z gangsterstwem i zabrać Frances daleko od Londynu by mogli odbudować ich małżeństwo – dziewczyna popełnia samobójstwo przez przedawkowanie leku psychotropowego, który podwinęła z nocnej szafki nieobliczalnego bliźniaka swojego męża.

legend-movie-review
Hardy był odpowiedzialny za rolę bliźniaków i w moim odczuciu, gdyby Oscary były wyznacznikiem dobrych filmów i tak dalej, to właśnie ten film powinien był wygrać. Albo chociaż za rolę aktora pierwszoplanowego. No, ale co ja mogę. Jestem tylko hasaczem.

Rozgraniczenie między bliźniakami i to jaki charakter dał każdemu z nich swoją grą aktorską jest niesamowite i muszę to napisać, nawet jeśli to nie ma znaczenia dla filmu: Tom Hardy wygląda zajebiście w garniturach. Poza główną parą aktorów, nikt nie był specjalnie wybitny, choć Emily Browning też się jakoś nie popisała.

Całość okazała się być filmem biograficznym, co dodaje temu punkty. Do tego muzyka i charakteryzacja, on point!  Ładnie w to wszystko wkomponowano osobę Duffy, która zagrała piosenkarkę występującą w kasynie Kray’ów. No i sam fakt gangsterskiego półświatka i to w Londynie.

 

No i już wiem czemu mnie tak do Toma ciągnęło. Cuz he’s British! ❤

 

Ostatecznie film dostał ode mnie 9/10 w skali filmwebu:

hardylegend

Jeśli oglądaliście film, koniecznie napiszcie jak wam się podobał. 😀

Przedpremierowo: Joseph Knox „Syreny”. Za dużo Toma Hardy’ego ostatnio.

syreny_500Tytuł: Syreny
Autor: Joseph Knox
Ilość stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 15 marca 2017

 

Ostatnio – no dobra wczoraj – obejrzałam film Legend, o którym napiszę osobny tekst, ale mam w tym swój cel, że właśnie o tym wspominam. Ostatnio dużo gangsterów przewija się przez moje pisanie, oglądanie czy słuchanie ( nie chodzi o takich ludzików typu #ThugLife ). Mój problem leżał w tym, że nie miałam pojęcia w co się pakuję przy okazji lektury Syren Knoxa. I tu moja pointa odnośnie wspomnienia o filmie. Gangsterzy, narkotyki, kobiety, przekręty. Klimatem bardzo przypominało mi świeżo obejrzany film.

 

Kluczem do sukcesu w życiu gangstera czy mafiosa jest jedna bardzo ważna zasada – działać tak, by nikt o tym nie wiedział. Dlatego w konkretnych pubach i knajpach Manchesteru tak lekko żyje się syrenom, które handlują biletami do miejsc, których zdrowy na umyśle człowiek nie chce odwiedzać. Czymś czego powinno się unikać  – heroiną i ecstasy. Żyjąc na krawędzi, skutecznie skrywają swoje sekrety. W łaski handlarzy piekłem wkupić musi się młody Aidan Waits, skompromitowany policjant, którego prześladują błędy przeszłości. Żeby utrzymać odznakę, Waits musi się wykazać jako wtyka narkotykowych dealerów. Jakby to nie było jego największym zmartwieniem, sprawy przybierają jeszcze gorszy obrót, gdy Waits ma odnaleźć córkę ważnego polityka ukrywającą się wśród syren. Błądząc po świecie skorumpowanych policjantów, pięknych kobiet i bezwzględnej mafii, odkrywa prawdę, bez której żyłoby mu się zdecydowanie lepiej.

Przyznaję się bez bicia, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Knoxie i jeszcze bardziej nie miałam pojęcia o czym będą Syreny. A na książkę się rzuciłam jak głodny pies na ochłap tylko dlatego, że okładka mi się spodobała mui mucho. I nadal się kłócę, że nie jestem okładkową sroką, tej… ( z Poznania też nie jestem ).
Odnośnie samego Aidana, to do tego też pije tytuł notki. Zapytacie dlaczego. Ano dlatego, że mój dziwny czerep krzyczał przez całą książkę jedno. Jeśli ktoś się kiedyś weźmie za zekranizowanie Syren ( a ja mam łogromne nadzieje, że tak się stanie SZYBKO ) to Aidana zagra Tom Hardy. Jak mi ten człowiek pasuje do roli faceta, któremu przeszłości strzeliła szpica w tę część ciała, gdzie plecy tracą swoją szlachetna nazwę, ERMERGERD!!

Z jednej strony wiecznie spięty i uważny policjant, z drugiej strony flirciarz, dupa ze spiżu i wio! No po prostu…jak się nie zakochać? A tak serio to przez całą książkę miałam wrażenie, że oglądam film. Ubóstwiam to jak Knox opisywał cały ten półświatek narkotykowo- przestępczy. Jak obrazowe i dokładne były opisy.

 

PROSZĘ PAŃSTWA! Znalazłam nowego ulubionego autora kryminałów. I Odynie dopomóż, jeśli nie dostanę tej książki w papierze, żeby móc sobie pozaznaczać wszystkie te bajeczne opisy! ❤  I pamiętajcie, żeby kupić tę książkę w dniu premiery! To trzeba przeczytać ❤

 

 

Za książkę dziękuje wydawnictwu Otwarte.

 

 

 

Hasacz.

Joanna Bator „Rok królika”. O bolesnym i diabelnie nudnym rozczarowaniu.

bator_rok-krolikaTytuł: Rok królika
Autor: Joanna Bator
Ilość stron: 414
Wydawnictwo: Znak

 

Z twórczością Bator spotkałam się przy okazji lektury książki Ciemno, prawie noc. Ta książka wygrała wszystko i była naprawdę genialne napisana, choć autorka nie należy do typowych polskich pisarek. Tak przynajmniej uważałam, zanim nie dorwałam się do Roku królika i nie dostałam w pysk taką nudą, że nie mogłam poznać czy to ta Bator, która mnie zauroczyła swoją prozą przy poprzedniej książce. Rozczarowań nie było końca. Bo skoro postać wykreowana przez autorkę chciała rozkoszy i opowieści, a potem posuwa się za daleko do tego stopnia, że musi zniknąć, spodziewałam się cholera chociaż dobrych scen łóżkowych albo około łóżkowych czy zbrodni. A do dostałam śledzie. I to paskudnie doprawione.

 

 

Główna bohaterka powieści to Julia Mrok ( serio…mrok?), która jest bestsellerową autorką romansów historycznych. W życiu kieruje się zaspokojeniem swoich dwóch pragnień: rozkoszy i opowieści. ( i w tym momencie, moje oczekiwania zaczęły spaaadać). Kobieta nie zatrzyma się przed zaspokojeniem swoich żądzy, a kiedy dochodzi za daleko…musi zniknąć. Zmienia wygląd, tożsamość i ze stolycy przeprowadza się do Ząbkowic Śląskich ( good luck ). Do miasta jednak bardziej pasuje poprzednia nazwa Frankenstein. Gęsta, mroczna atmosfera miasta zagęszcza się jeszcze bardziej kiedy kobieta wynajmuje pokój w hotelu. Jego tajemnicza właścicielka prowadzi tam również Spa pod Królikiem, a pożeraczka opowieści odkrywa mroczną historię, skrywaną przez właścicielkę i to miejsce. Będzie zmuszona podjąć decyzje, która ponownie zmieni jej życie ( #LOL_content_alert ).

 

Spodziewałam się czegoś więcej po Joannie Bator. Jej poprzednia książka była tak dobra, że napalałam się na kolejne jak Varg Vikernes na palenie kościołów. A tu takie rozczarowanie. Kreacja głównej bohaterki nie urywa, tajemnica nie jest tajemnicą i generalnie całość strasznie nudzi. Unikam opisów i spoilerów, żebyście mnie do reszty nie zeżarli, ale God Damn! Spodziewałam się więcej i lepiej. A wyszło już nie przeciętnie, bo bym to przeżyła, tylko słabo. Naprawdę słabo.

 

Tym bardziej boli mnie to, że książka nawet nie urwała, bo poza okładką, która cieszyć może też męskie oczko ( CYCUSZKI!! ), książka w zasadzie nie ma nic do zaoferowania. A starałam się spojrzeć na nią jak na coś poważnego. Tymczasem…Julia Mrok ( nie przeżyję tego nazwiska, za cholerę ) jest płaska, papierowa – ermergerd, nawet jej opis był zły. Nie mogę. Tak mnie boli pisanie czegoś takiego o książce Bator, że szok.

 

Książka była słaba, bo choć uwielbiam styl pisania autorki, tak miałam wrażenie, że coś nie zeżarło. Albo to po prostu moja wina i tych moich przeklętych oczekiwań. Bo nawet nie jestem w stanie napisać niczego sensownego. Uśmiałam się z zażenowania w pewnych momentach ( nie zagłębię się o co chodziło, bo spoiler ).

 

 

Mimo wszystko za książkę dziękuję księgarni:
logo

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

 

Hasacz.

V.C. Andrews „Willow”. Spirala absurdu kręciła się naprawdę SZYBKO.

willow-virginia-c-andrews-ksiazka_midi_600873_0003Tytuł: Willow
Autor: Virginia C. Andrews
Ilość stron: 464 ( o 464 za dużo imo)
Wydawnictwo: Prószyński

 

Nie nadaję się do sag rodzinnych ( poza Outlanderem, który chyba się nawet do tego nie zalicza, ale okay ). W przypadku Virginii C. Andrews jakoś nie szczególnie przemawiają do mnie jej książki. To dopiero wieje harlequinem do potęgi, a nie książki Gabaldon. Naprawdę, aż mi się odechciewa pisać o tej książce, która o zgrozo, jest początkiem RODZINNEJ SAGI. Zabijcie mnie. Nie widzę sensu prowadzenia dalszej akcji tego absurdu, ale wiadomo – to się nie podoba MNIE, a zaraz się okażę, że to ja jestem zła, bo nie doceniam autorki i tak dalej. I niech będę, ale na bogów, Odynie dopomóż…ta książka była ZŁA.

 

Willow opowiada o losach dziewczyn o tym samym imieniu, która nie miała łatwego życia – oh schematyczności! – jej matka całe życie miała do niej pretensje o wszystko, była przeklęta egoistką i niszczyła wszystko co dobre w życiu dziewczyny. Z kolei ojciec pełnił rolę tego kochającego i dbającego rodzica. Jak się potem okazuje dziewczyna jest bękartem swojego ojca – wziętego psychiatry –  i jego ówczesnej pacjentki. Po śmierci rodziców, dziewczyna znajduje pamiętnik ojca i postanawia rozwiązać zagadkę swojego pochodzenia ( ejkejej rzuca wszystko w pizdu i jedzie na Florydę, żeby poznać biologiczną matkę ). Tam cała otoczka życia w luksusie szybko dopada dziewczynę i wdaje się w gorący ( bo jaki kuźwa inny…serio ) romans z młodym prawnikiem Thatcherem Eatonem.  Jednak mroczne tajemnicze dziewczyny szybko wbijają szpony w szczęście, które dziewczyna chciała zbudować z mężczyzną.

 

A potem było tylko jeszcze bardziej oklepanie i jeszcze śmieszniej. Spirala absurdu kręci się coraz bardziej, a książka wcale nie zyskuje walorów, które podnosiłyby jej ocenę w mojej opinii. Autorka pisze…dziwnie, źle mi się to generalnie czytało. Mówcie, że notka jest niemerytoryczna, IDK. Ale do diabła ciężkiego, po samym opisie wiadomo jak to się skończy – nie książka, tylko cała SAGA.
Śmieszności nie było końca, kiedy czytałam o tym jak żona pana psychiatry znęcała się psychicznie nad Willow ( tak to podpadało pod przemoc psychiczną ), bo mściła się na dziecku, które ten sobie zmajstrował z pacjentką – ejkejej, kobietą nie cierpiącą na żadną chorobę psychiczną, wymagającej konsultacji psychiatrycznej. Takie książki dostarczają mi potężnej ilości LOL contentu i nikt nie jest w stanie mnie od tego powstrzymać.

 

I oczywiście, że pan psychiatra musi prowadzić pamiętnik, bo przecież dochowanie tajemnicy zawodowej jest takie cholera trudne! Oczywiście żona zamiast odejść przez to od męża, dowala jego nieślubnej, niczemu winnej córce, która tak naprawdę zawsze szukała jej akceptacji. Ale nie! Dowalmy więcej! Niech oboje umrą! Niech córka znajdzie pamiętnik, niech rzuci wszystko w piździec i zacznie szukać tej swojej rzekomo psychicznej matki, niech się okaże, że ma brata i niech się zakocha w młodym prawniku, którego rodzina będzie nią gardziła! Oczyyywiście!!! Borze, zabijcie mnie.

 

Książkę odradzam. Jest zła. Nie dość, że źle mi się to czytało, to historia była bez sensu. Kopalnia LOL contentu i nic więcej.

 

Za książkę i turbo rozrywkę dziękuję księgarni:
logo
Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz.

Joyce Carol Oates „Ofiara”. O tym, że ludzie to gorsze istoty niż zwierzęta.

ofiara-b-iext45328361-636x1024Tytuł: Ofiara
Autor: Joyce Carol Oates
Ilość stron: 397
Wydawnictwo: W.A.B.

 

O tym, że wśród ludzi znajdzie się nie jednego potwora, wie każdy. Dopuszczają się oni różnych zbrodni na innych. Morderstw, napaści, okaleczeń, gwałtów, znęcają się nad innymi. Powodów jest wiele. I nie zawsze można powiedzieć, że to wina chwilowej niepoczytalności. W dużym stopniu to po prostu podłość i zło, które czai się w każdym z nas. Jednak nie zawsze dochodzi do głosu. Joyce Carol Oates udowadnia, że człowiek potrafi posunąć się do wielu rzeczy by dowieźć swojej racji. Ale czy ona jest mojsza czy twojsza…to inna sprawa.

 

Książka skupia się na osobie czternastoletniej Sybilli Frye. Dziewczyna padła ofiarą brutalnej napaści, ale ani ona ani jej wystraszona matka nie chce nagłaśniać sprawy. Szczególnie przez fakt, że napastnicy grozili im śmiercią w razie powiadomienia policji. Kiedy jednak ofiara wyjawia, że jednym z napastników był biały policjant, wszystko staje w ogniu. Wszyscy chcą ugrać coś dla siebie. Od krewnych dziewczyny, przez sąsiadów i znanego pastora, po polityków, policję i obrońców praw czarnoskórych. Na tragedii zgwałconej czternastolatki każdy chce zabrać głos – z czasem zapominając, że chodzi o ujęcie gwałcicieli, nie o podtrzymywanie medialnego show, który rozpętali.
 

Wszystkie książki, które mają choć wspomniany wątek molestowania, gwałtu czy maltretowania – oczywiście nie tylko na kobietach – wzbudzają we mnie takie obrzydzenie, że otwiera mi się nóż w kieszeni. Tak, wiem. Moje biedne udo poharatane przez nóż. Ale nie o to chodzi. Często jest właśnie tak, że media zapominają o co chodzi w zaskarżaniu przestępców seksualnych – czy to gwałcicieli czy to tych co się znęcają psychicznie i fizycznie. Bo nie chodzi w tym o rozgłos czy eksponowanie tego jaka to biedna jest ta ofiara. Aż za dobrze wiem, że ludziom po takich przejściach nie chodzi o żadną durną sławę. Chodzi o sprawiedliwość. O odzyskanie godności, którą taki odbiera ofierze. I nie ma znaczenia czy to facet czy kobieta. I w jednym i w drugim przypadku poszkodowani mają tragicznie.

 

 

Oates pokazała to co w ludziach najgorsze. Zawiść, uprzedzenia, obrzydzenie do inności i przede wszystkim żądzę zniszczenia drugiej osoby, niezależnie od jej winy. Prowadząc niesamowitą narracje, przeprowadziła czytelnika przez tragiczne wydarzenia z życia młodej Afroamerykanki, która z ofiary stała się…cóż. O tym powinniście przeczytać sami. Ale książkę polecam tylko tym, którzy nie boją się tego tematu i nie będą reagować zbyt emocjonalnie.

 

Za książkę dziękuję księgarni:
logo

Szczególnie polecam księgarnię czytam.pl ze względu na ich naprawdę dobre ceny oraz promocje – plus do każdego zamówienia dodawana jest mega urocza zakładka, ewentualnie cały ich komplet. Dodatkowym plusem jest też świetny kontakt z klientem i jeśli książka, którą zamówicie przyjdzie uszkodzona, zostaniecie powiadomieni o tym fakcie, nawet jeśli przyjdzie wam poczekać dzień dłużej na zamówienie. To się nazywa dbałość o klienta!❤

 

 

Hasacz.